Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Wilno przyjazne mieszkańcom – rozmowa z merem Remigijusem Šimašiusem

Żeby miasto dobrze funkcjonowało zarządzanie nim musi być transparentne, władze muszą być otwarte na głos mieszkańców, zwłaszcza w Wilnie, gdzie lokalna społeczność jest bardzo zróżnicowana; także pod względem struktury etnicznej. Chcemy zmienić styl zarządzania miastem.

Mer Wilna Remigijus Šimašius

Mer Wilna Remigijus Šimašius

Należący do Ruchu Liberalnego Republiki Litewskiej Remigijus Šimašius wygrał marcowe wybory na mera Wilna, obiecując zmianę sposobu zarządzania miastem, otwartość i transparentność władzy. Przed Šimašiusem stoi zadanie naprawy finansów oraz podniesienia jakości życia mieszkańców miasta.

W czasie kampanii wyborczej obiecywał Pan nowe otwarcie, nową jakość i bardziej demokratyczny sposób zarządzania miastem. Jest to dosyć ogólne stwierdzenie. Co ono oznacza w praktyce?

Racja, takie stwierdzenie jest ogólne. Żeby miasto dobrze funkcjonowało zarządzanie nim musi być transparentne, władze muszą być otwarte na głos mieszkańców, zwłaszcza w Wilnie, gdzie lokalna społeczność jest bardzo zróżnicowana; także pod względem struktury etnicznej. Chcemy zmienić styl zarządzania miastem – wcześniej władza była bardzo scentralizowana, typowe było podejście odgórne, a otwartość i transparentność niestety odbiegała nawet od standardów litewskich, nie mówiąc o najlepszych przykładach światowych.

Mamy kilka pomysłów jak to zmienić. Pierwszym jest open data. Chcemy udostępnić wszystkie dane, jedynie z wyjątkiem tych zawierających dane osobowe, zaczynając od finansowych, a kończąc na tak prozaicznych jak kosze na śmieci czy ogrodzenia. Wszystko, co jest w rękach urzędu miasta, zostanie udostępnione. Dane będą mogły być przetwarzane przez inne organizacje, dzięki czemu publikowane będą w formie pozwalającej zrozumieć je przez mieszkańców.

Następnieistotna jest również zmiana stylu zarządzania firmami należącymi do samorządu. Chcemy, żeby były zawiadywane w oparciu o najlepsze standardy zarządzania korporacyjnego, co znaczy, że powinny realizować bardzo jasno określone cele. Jeśli opierają się one o wynik ekonomiczny to powinny go osiągać, a jeśli nie – ich wyniki będą mierzone w inny sposób. Ważne są również przejrzyste finanse i wprowadzenie niezależnych członków rad nadzorczych. Chcemy, aby w zarządach dwie trzecie członków nie pełniło funkcji kierowniczych.

Co oznacza nowe otwarcie dla mieszkańców miasta?

Kolejnym filarem zmiany jest wprowadzenie czegoś co nazywamy „poczuciem wspólnoty”, oznacza to, że chcemy szerzej współpracować ze społecznościami lokalnymi i chcemy je angażować w proces decyzyjny w mieście. Pola, na których mogłyby się one włączyć w podejmowanie decyzji obejmują m.in. planowanie, wydatki budżetowe. Ten filar jest oczywiście najbardziej złożony, bo społeczności są bardzo zróżnicowane. Współpracę tę chcemy budować w oparciu o to, o czym wcześniej wspominałem, a więc udostępnienie danych i większą efektywność w komunikacji z mieszkańcami. Zdarza się, że dana decyzja została podjęta lub plan został uchwalony dwa lata temu, a informacja nie dotarła do zainteresowanych osób. Chcemy wykorzystać do tego różne kanały komunikacji – od ogłoszeń tradycyjnych po media społecznościowe.

Wspomniał Pan o zagadnieniach, jak chociażby open data, które można spiąć klamrą „smart city”. Czy Wilno planuje również stworzenie i udostępnienie narzędzi dla ich obsługi? Czy plany mają szansę powodzenia bez takich narzędzi dostarczonych przez miasto?

Nie mam wątpliwości, że nie będzie to stanowiło problemu w Wilnie. Jest to największe miasto na Litwie i do tej pory wszelkie nowości – aplikacje, usługi – szybko znajdowały użytkowników. W Wilnie są zarówno osoby, które chcą budować takie narzędzia, jak i osoby, które będą z nich korzystały. Niektóre są już gotowe lub powstają w innych miejscach i można je implementować w Wilnie. Oczywiście dla małych miasteczek może to być problem, ale nie sądzę, żeby było to przeszkodą dla Wilna.

Są różne sposoby partycypacji społeczeństwa w zarządzaniu miastem – mogą to być konsultacje, referenda, budżet partycypacyjny. Jakie możliwości chce Pan dać mieszkańcom Wilna?

Jestem zdania, że jeśli konsultacje są prowadzone uczciwie i merytorycznie, a ich wyniki są uwzględniane w procesie decyzyjnym to zwykle nie ma potrzeby organizowania referendów. Podstawowym celem konsultacji jest oddanie głosu mieszkańcom, którzy najlepiej wiedzą, jakie problemy i potrzeby występują w danym miejscu – który park wymaga rewitalizacji, który chodnik powinien być naprawiony, w jakie tereny rekreacyjne należy zainwestować w pierwszej kolejności. Nie mamy też aktualnie konkretnych spraw, dla których potrzebne byłoby przeprowadzenie referendum – ani ogólnomiejskiego, ani w wybranej dzielnicy. Myślę, że jest to kosztowna forma podejmowania decyzji, a przy tym mniej elastyczna niż konsultacje czy lepszy obieg informacji.

Konsultacje dają możliwość współdecydowania w sprawach lokalnych społeczności, ale odnoszą się również do określonych zagadnień. Obecnie zmieniamy zasady przyjmowania dzieci do przedszkoli. Pracujemy nad algorytmem, który zdecyduje, które dzieci powinny być przyjmowane w pierwszej, a które w drugiej kolejności. Wcześniej odbywało się to bez konsultacji z rodzicami, teraz chcemy ich w ten proces włączyć.

Wspomniał Pan wcześniej, że Wilno jest miastem zróżnicowanym. Zamieszkują je duże mniejszości – polska i rosyjskojęzyczna oraz wielu obcokrajowców. Czy miasto planuje wprowadzić obsługę mieszkańców w językach mniejszości i obcych? Czy jest to możliwe w świetle prawa krajowego?

Obecnie nie dajemy takiej możliwości, oficjalnym językiem jest litewski. Są miejsca, gdzie można nieoficjalnie komunikować się po polsku, rosyjsku czy angielsku. Te języki są bardzo ważne w Wilnie. Moim celem jest obsługa klientów w tych czterech językach, ale w pewnych obszarach nie będzie to możliwe w 100%; w niektórych angielski może być podstawowym językiem, w innych – języki mniejszości.

Jakie „tradycyjne” inwestycje Wilno planuje przeprowadzić, by podnieść jakość życia mieszkańców? Dużo mówi się o transporcie publicznym, czy o przestrzeni publicznej, jak chociażby nabrzeżach Wilii.

Oczywiście różne grupy mieszkańców wskazują różne zagadnienia jako najbardziej istotne. Mówiąc ogólnie – transport publiczny i zagospodarowanie przestrzeni publicznych należy do najważniejszych. Obecnie pracujemy również nad dostępnością miejsc w przedszkolach. Wilno jest wystarczająco duże, żeby mogło być zakorkowane. Litwini mają tradycję posiadania jednego lub dwóch samochodów. Naszym celem jest modernizacja transportu publicznego do takiego stopnia, żeby był to środek komunikacji atrakcyjny dla klasy średniej i wyższej klasy średniej. Chcemy zakupić nowy tabor, podnieść ogólną jakość komunikacji, zoptymalizować siatkę połączeń. Mamy precyzyjny plan przebudowy zasad działania transportu publicznego – chcemy wprowadzić większą konkurencję i stworzyć agencję miejską, która przygotuje strategię i zadba o różne plany obsługi tras komunikacyjnych.

Odnośnie przestrzeni publicznych, możemy mówić o dwóch rodzajach – przestrzeniach reprezentacyjnych, które odwiedzają turyści, a mieszkańcy spędzają czas wolny, oraz przestrzeniach w dzielnicach mieszkalnych. Obie te przestrzenie są bardzo ważne. Integracja Wilii z miastem jest bardzo ważna, bo chociaż rzeka przecina centrum miasta to niewielu ludzi korzysta z tego obszaru. Chodniki i skwery na nabrzeżu są mało wygodne, infrastruktura rzeczna i rekreacyjna jest słabo rozwinięta. Chcielibyśmy zwiększyć długość zagospodarowanej części nabrzeża – obecnie jest to tylko odcinek w centrum, ale dalej brzegi są niezagospodarowane. Chcemy zbudować wygodne ścieżki rowerowe wzdłuż rzeki oraz atrakcyjnie zmodernizować nabrzeże, by zachęcić mieszkańców do spędzania tam wolnego czasu.

Największym wyzwaniem dla Wilna jest jego zadłużenie sięgające 390 mln euro. W czasie kampanii zapowiadał Pan rozwiązanie tego problemu.

Szczerze mówiąc, największym problemem nie jest poziom zadłużenia, ale niezrównoważony budżet. Budżet zatwierdzony przez poprzednią radę miasta zamknie się deficytem na poziomie 63 mln euro. Musimy przeanalizować, które wydatki są potrzebne i jak podnieść przychody. Celem nie jest zredukowanie zadłużenia o połowę czy trzecią część, bo jest to niemal niemożliwe do osiągnięcia i mogłoby zahamować rozwój miasta. Należy też pamiętać, że fundusze europejskie trafiają także do Wilna i te projekty wymagają współfinansowania z budżetu miasta. Moim celem jest zrównoważenie budżetu i wprowadzenie bardziej odpowiedzialnej polityki budżetowej.

Jakie są plany Wilna wobec przedsiębiorstw miejskich, które, jak chociażby linie lotnicze Air Lituania, są dosyć kosztowną inwestycją dla półmilionowego miasta?

To przedsiębiorstwo kosztuje budżet każdego roku ok. 11 mln euro. Musimy do niego dopłacać, co musimy zmienić. Szukamy inwestorów dla tego przedsiębiorstwa oraz próbujemy zainteresować władze krajowe. W przeciwnym wypadku nie będziemy w stanie inwestować w jego rozwój więcej niż te 11 mln euro. Oczywiście szukamy też innych sposobów, by poprawić dostępność Wilna poprzez komunikację lotniczą.

Jak chce Pan pogodzić rozwój miasta i podnoszenie jego atrakcyjności inwestycyjnej z racjonalizacją budżetu? Jak Wilno będzie wyglądało w perspektywie kilku lat? Jaka będzie rola miasta w regionie?

Chcemy aby najważniejsze inwestycje były współfinansowane z funduszy prywatnych oraz z funduszy europejskich.

W ciągu kilku lat Wilno będzie miało większe, lepiej zagospodarowane centrum. Z drugiej strony w mieście wzrośnie jakość życia w dzielnicach mieszkalnych.Wiele miast szuka swojego miejsca w regionie. Naturalną ścieżką rozwoju dla Wilna jest przyciąganie firm i inwestycji z obszaru nowych technologii, innowacji i badań.

Polub nas na Facebooku!