Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Kłajpeda à la russe

Kłajpedzka starówka przywitała mnie w Boże Ciało już swą tradycyjną pustką. Tu nie ma tłumów jak na starym mieście w Wilnie. Za to wieje przyjemny wiatr od morza… W lokalnych kawiarniach świetnie można się dogadać po rosyjsku. Tak jak przed wojną po niemiecku. Lokalny biznes nie jest ideologiczny (a gdzie jest?) i nastawia się na przyjeżdżających tłumnie do Kłajpedy, Neringi, Połągi Rosjan…

***

W upalne czerwcowe dni ściągnęło mnie coś do Kłajpedy. Nasze media lubią straszyć. A czym można straszyć w krajach bałtyckich? Tomaszewskim, Lembergsem, Savisaarem. Albo na przykład trójkątem Kłajpeda-Dyneburg-Narwa. To takie twierdze rosyjskości w krajach bałtyckich. Że niby coś złego, coś strasznego miałoby wyjść od tych miast… Nie do końca wiadomo co, ale coś wisi w powietrzu… Niby jesteśmy w NATO, a nuż jakiś zielony ludzik zza węgła zacznie strzelać? Nie, nie naśmiewam się. Te strachy gdzieś tam są uzasadnione, bo jeszcze w 1993 roku stacjonowały tu sowieckie wojska, w Parlamencie Europejskim działają radykałki Tatiana Żdanok i Jana Toom, zaś Rosjanie z Kremla lubią pohukiwać na kraje bałtyckie. Za krzywdy Rosjan – realne i urojone. Wielu z nich nie pogodziło się z tym, że Litwini, Łotysze czy Estończycy mają prawo tak kształtować swe losy, jak chcą. Ale to już jest problem Rosji, nie Kłajpedy.

Przeczytaj także:  Bałtycki front: gdzie imperium Putina spotyka się z Unią Europejską

***

II wojna światowa zacznie się od Kłajpedy – alarmowała polska prasa w dwudziestoleciu międzywojennym, gdy w należącym do Litwy Memelland powstał silny ruch nazistowski dążący do powrotu starego portu do Prus Wschodnich. I rzeczywiście wybuch wojny poprzedziła na parę miesięcy aneksja litewskiego „okna na świat” w marcu 1939 roku. Dziś Kłajpeda znów należy do Litwy, Niemców prawie tu nie ma, za to miasto, w którym parę tygodni temu uruchomiono nowoczesny terminal LNG, stało się – obok Wisagini i Wilna – jednym z ośrodków rosyjskości w Republice Litewskiej. Według oficjalnych danych z 2011 roku, Rosjanie stanowią 19,6% mieszkańców Kłajpedy. De facto do tej liczby trzeba dodać jeszcze parę procent rosyjskojęzycznych Ukraińców, Polaków, Białorusinów. Ogółem w Kłajpedzie mniejszości stanowią około 1/4 ludności. W wyborach samorządowych na dwie listy rosyjskie padło 16% głosów. Jedna z rosyjskich partii w Kłajpedzie – Alians Rosjan – jest dziś w koalicji z rządzącymi Kłajpedą liberałami. Druga, w Seimasie będąca w sojuszu z Partią Pracy Uspaskicha, stoczyła się w odmęty radykalizmu i śni o rosyjskim jako urzędowym w Kłajpedzie. Ale po kolei.

Uciec od sowieckiego make-upu

Z Siergiejem Griffitsem, 33 lata, dyrektorem programowym rosyjskojęzycznego radia „Raduga”, grającego muzykę retro z lat 70. i 80., spotykam się w samym centrum Kłajpedy – na staromiejskiej ulicy Turgaus. Griffits jest przedstawicielem młodego pokolenia Rosjan, marzącego o jakiejś tam europejskości. Na razie trudno definiowalnej, ale z dala od autorytaryzmu, konserwatyzmu, militarnych parad. Do Kłajpedy przyjechał z Kaliningradu za pierwszą żoną. Niby 200 kilometrów i też Morze Bałtyckie, ale zupełnie inne powietrze. Siergiej marzy o słońcu i Włoszech, ale póki co robi program dla rosyjskojęzycznych mieszkańców miasta. Bez polityki, za to z piosenkami Ałły Pugaczowej, Laimy Vaikule, Maryli Rodowicz, Walerija Leontiewa. „Muzyka retro to po prostu bardzo dobre teksty, świetne wykonanie i ogółem otrzymujemy bardzo ciekawy produkt” – wyjaśnia w rozmowie ze mną.

Griffits – oprócz pracy dziennikarskiej, na co dzień showman, konferansjer, ozdoba bankietów – polityką nie bardzo się interesuje, ale pęknięcie w społeczności rosyjskiej na Litwie dostrzega. „Podział między Rosjanami europejskimi i sowieckimi jest widoczny w Kłajpedzie. To zabawne, ale kobiety z tej drugiej grupy wciąż wyglądają jak Ałła Pugaczowa i Sofia Rotaru. Kiedyś mieliśmy party, na którym było dużo znajomych, przyjaciół, było dużo takich kobiet i jeden z moich przyjaciół, którzy przyjechał z Włoch, powiedział: „Boże, jaki one mają make-up”. Czasem make-up łączy się z poglądami na życie…” – wykłada. Poglądy na życie Griffits ma europejskie, dalekie od Putina, choć rodzice, którzy przyjechali do Kłajpedy parę dni temu akurat Władimira Władimirowicza popierają. A rodzina mieszkająca na Krymie jest podzielona: dla jednych Putin jest wybawcą, który dokonał aktu historycznej sprawiedliwości, dla innych autokratą, pod rządami którego trzeba żyć za 200 euro miesięcznie.

Griffits deklaruje, że tęskni do Śródziemnego Morza, do słońca. Czy tylko do tego? „W Związku Sowieckim wszystko było dla władzy albo dla ludzi, którzy mieli związki z władzą. Jeden z moich przyjaciół, który przyjechał kiedyś do Francji, zauważył, że są rozpiski jazdy autobusów. Pomyślał sobie: „o, w tym kraju wszystko jest dla ludzi, dlaczego w Rosji ciągle musimy czekać na autobusy, nie wiedząc kiedy przyjadą”. To jest drobny przykład, ale bardzo ważny…” – przytacza na koniec naszej rozmowy anegdotę.

W Kłajpedzie rozkłady jazdy autobusów na przystankach są…

Rosyjska szkoła jest ważna

W Kłajpedzie rosyjskie szkolnictwo istniało od dawna. Właściwie od 1945 roku, gdy pojawili się tutaj pierwsi Rosjanie, sprowadzeni do portu kłajpedzkiego. Obecnie w Kłajpedzie działają trzy szkoły podstawowe z rosyjskim językiem nauczania oraz dwa gimnazja. W jednym z takich gimnazjów (Žaliakalnio) przy ulicy Galinio Pylimo wita mnie Siergiej Bondar, 50 lat, rosyjskojęzyczny Ukrainiec, okularnik, nienagannie ubrany w stylową marynarkę i koszulę w paski, lokalny nauczyciel matematyki, po godzinach dziennikarz w tej samej „Radudze” co Siergiej Griffits, a jeszcze bardziej po godzinach polityk Aliansu Rosjan. Właśnie wnosi świeże kwiaty do sali nr 307 na trzecim piętrze. W rosyjskiej szkole na Zielonej Górze trwają egzaminy, a nauczycielom trzeba było podziękować…

Siergiej Bondar

Siergiej Bondar

W marcu 2015 roku Bondar startował do rady Kłajpedy z rosyjskiej listy Blok Waldemara Tomaszewskiego (to wspólny projekt polityczny Aliansu Rosjan i Akcji Wyborczej Polaków na Litwie). Alians uzyskał cztery mandaty w radzie miejskiej Kłajpedy, popularny w Kłajpedzie Bondar, przeskakując z dziewiątki, znalazł się pod względem wyniku na piątym miejscu. Mógłby wejść do rady, ale zrezygnował z zasiadania w niej na rzecz innych kandydatów… Bo to co interesuje Siergieja Bondara, z wykształcenia pedagoga po Uniwersytecie w Leningradzie, to praca z młodzieżą… Ogółem w gimnazjum Žaliakalnio uczy się paręset rosyjskich uczniów. Cała nauka odbywa się tutaj w języku rosyjskim, za wyjątkiem geografii, historii oraz podstaw życia politycznego Litwy – zgodnie z prawem, które uchwalił w 2011 roku Sejm. Trudne prawo, ale prawo. Na Łotwie mają gorzej!

Bondar pracę z uczniami sobie chwali, choć są problemy, wtedy kiedy na przykład trzeba tłumaczyć zadanie z języka litewskiego na rosyjski (podręczniki w rosyjskiej szkole są litewskojęzyczne).

Na pytanie, czy boi się o losy rosyjskiego szkolnictwa, tutaj w Kłajpedzie, Bondar odpowiada bardzo spokojnie, rzeczowo, w sposób daleki od tego, co znamy z deklaracji polityków polskiej partii na Litwie: „Może pojawić się tendencja do likwidacji rosyjskich szkół. Nie dlatego, że ktoś chce nas obrazić czy prześladować. Po prostu to pewien proces. Nas Rosjan jest coraz mniej, dzieci w szkołach jest coraz mniej. Może tak się zdarzyć, że po dziesięcioleciach zostanie tutaj jedno rosyjskie gimnazjum. My jesteśmy realistami i wiemy, że nikt rosyjskich szkół nie likwiduje tylko dlatego, że jesteśmy innej narodowości” – tłumaczy Bondar.

Nauczyciel, urodzony w Kłajpedzie, ale rodem z zachodniej Ukrainy, martwi się o wojnę, która toczy się pomiędzy Rosją i Ukrainą. Winnych wskazać nie potrafi. Rodzina nie cierpi na wojnie – mieszka w Równem na Wołyniu – ale i tak żal, tych, którzy teraz giną. Czy Krym powinien należeć do Rosji czy do Ukrainy? Bondar ma wątpliwości. „Ja tego nie wiem. Wiem, że ludzie, którzy tam żyją powinni żyć dobrze. Ale to jak to osiągną, czy to znajdując się w składzie Rosji, czy to Ukrainy, to już jest wyłącznie ich sprawa. Niech żyją dobrze, niech nie walczą, nie umierają. Niech poczują normalne życie. Jeśli uda się im to zrobić, będąc w Rosji, niech tak będzie. Jeśli pod rządami ukraińskimi było lepiej, niech to będzie Ukraina. Ale ja tego nie wiem” – dodaje nauczyciel. I zaraz podkreśla: wiedzę o konflikcie czerpie zarówno z Pierwogo Bałtijskogo Kanała, jak i kanałów litewskich, Euronews, czy Internetu. I nie potrafi zająć stanowiska.

Mimo braku pewności co do konfliktu ukraińskiego, w sprawie okupacji Litwy w 1940 roku Bondar jest bardziej jednoznaczny. Choć podkreśla, że po 1945 roku odbudowano kraj, a Sowiecka Litwa jednak się rozwinęła dzięki decyzjom kolejnych sekretarzy, wydarzenia z 1940 roku ocenia ostro: „Litwa bez swej zgody znalazła się w składzie wielkiego kraju, oni mają pewne prawo uważać siebie za naród poddany okupacji”. Bondar wyobraża sobie, że kiedyś Rosjanie – wzorem Niemców – przeproszą za okupację krajów bałtyckich. Jak to możliwe? Czasu trzeba… „Czas postawi wszystko na swym miejscu” – filozoficznie, nieco tajemniczo dodaje Siergiej Bondar.

Na Aliansie można polegać

Kolejne kroki w Kłajpedzie kieruję do redakcji jednego z dwóch dzienników ukazujących się w Kłajpedzie „Vakarų ekspresas” („Ekspres Zachodni”). Druga litewska gazeta, mająca także swą rosyjską wersję, nazywa się „Klaipėda”. W centrum miasta, w redakcji przy ulicy Mažvydo 3, przyjmuje mnie siwiejący 31-latek z bródką. To Martynas Vainorius, zastępca redaktora naczelnego „Vakarų ekspresas”. Rozmawiamy sobie w redakcji o tym, jak w mieście wyglądają relacje między społecznością rosyjską a litewską. Vainorius pochodzi z tego pokolenia, które w szkole uczyło się już języka angielskiego, a rosyjski poznawało na ulicy. Znajomość rosyjskiego uratowała go od narodowościowych uprzedzeń.

Martynas Vainorius

Martynas Vainorius

Vainorius na moje pytania o społeczność rosyjską w mieście odpowiada w sposób wyważony, poprawny, daleki od skrajności. Podkreśla, że sytuacja Rosjan w mieście nie jest zła, są normalnymi obywatelami, płacą podatki, w zamian za to otrzymują usługi od państwa. W mieście istnieje rosyjskojęzyczna edukacja z prawdziwego zdarzenia: działa łącznie pięć szkół, szósta z nich – Andrieja Rublowa – co prawda w 2014 roku została zlikwidowana, ale z powodów demograficznych. Nikt Rosjan w mieście nie prześladuje.

„Mamy dwie rosyjskie partie w mieście: jedną radykalną, od Wiaczesława Titowa, drugą bardziej umiarkowaną, Iriny Rozowej i Tamary Łochankiny. Ta druga partia jest w koalicji rządzącej miastem wraz z Ruchem Liberałów” – tłumaczy Martynas Vainorius. Na Aliansie Rosjan można polegać, bo zajmuje się drogami, ochroną środowiska, sprawami społecznymi, niekoniecznie zaś narodowościowymi. I dlatego jest dobrym koalicjantem dla rządzących Kłajpedą liberałów. Choć Irina Rozowa, nieoficjalna liderka Aliansu i posłanka do Sejmu z polskiej frakcji Waldemara Tomaszewskiego, miała w 2014 roku niefortunną wypowiedź na temat Ukrainy, to partia nie zabiera głosu w sprawach międzynarodowych czy ideologicznych. Pragmatyzm posunięty do granic możliwości. W zamian za to – polityczne frukty.

O tym Vainorius już nie powiedział, ale koalicja Ruchu Liberałów z Rosjanami to ciekawa sprawa. Jeszcze w 2014 roku partie litewskie odsądzały od czci i wiary Waldemara Tomaszewskiego za „bratanie się z mniejszością rosyjską”. Tymczasem mało kto na Litwie zauważa, że druga, bardziej radykalna partia Związek Rosjan Litwy rodzeństwa Dmitrijewów (w Kłajpedzie reprezentowana przez Wiaczesława Titowa) od 2012 roku jest częścią koalicji rządzącej Litwą (jako doczepka do Partii Pracy Uspaskicha). Z kolei Alians Rosjan jest niezawodnym sojusznikiem opcji rządzącej Kłajpedą. – To partner na którym można polegać – mówi mi jeden z przedstawicieli kłajpedzkiego Ruchu Liberałów. Przy okazji nazywa Alians Rosjan „rosyjską partią liberalną”. Na takie postawienie sprawy pewnie zdziwiłaby się liderka Aliansu Tamara Łochankina.

Wiaczesław Titow, ten radykał

Z Wiaczesławem Titowym w Kłajpedzie spotkać się nie zdążyłem. Jednak w styczniu 2015 roku, gdy trwała kampania wyborcza do samorządu kłajpedzkiego, Programowi Bałtyckiemu Radia Wnet, który prowadzę, udało się z Titowym porozmawiać. Młody człowiek, 37 lat, absolwent Uniwersytetu w Kaliningradzie, dyrektor prywatnej firmy „Prūsijos centras”, ojciec dwójki dzieci, prywatnie fan wędkarstwa… W radzie miejskiej Kłajpedy zasiada od 2007 roku jako przedstawiciel bardziej radykalnej partii rosyjskiej, która wspiera rząd Algirdasa Butkevičiusa (taki paradoks).

Titow zasłynął dwoma rzeczami – w 2012 roku zaproponował, by język rosyjski stał się językiem urzędowym w Kłajpedzie. W trakcie Majdanu zagroził także Litwie realizacją ukraińskiego scenariusza. „My, Rosjanie, mieszkańcy Kłajpedy, dokładnie tacy sami obywatele jak Litwini, nie możemy być ludźmi drugiej kategorii. Tutaj nie można już żyć, jeśli jeszcze przez parę lat będziemy tak żyć, będzie dokładnie tak jak na Ukrainie, wojna domowa” – powiedział telewizji „Lietuvos rytas” Titow. Później prostował to w rozmowie z Programem Bałtyckim Radia Wnet: „już dwa razy zwracałem się z żądaniem sprostowania tej dezinformacji. Moje słowa zostały dość mocno wyrwane z kontekstu – mówiłem o tym, że jeśli środki masowego przekazu będą ciągle pogarszać sprawę, nazywać Rosjan wrogami, jeśli pani prezydent będzie wciąż naruszać konstytucję Litwy, zakazując transmisji kanałów telewizyjnych, wprowadzać cenzurę, w społeczeństwie może podnieść się poziom niezadowolenia. Komu to potrzebne? Dla kogo wygodne?” – tłumaczył się z niefortunnej wypowiedzi Titow. Niesmak na Litwie jednak pozostał, do tego stopnia, że nikt w 2015 roku nie brał w Kłajpedzie pod uwagę koalicji z partią Titowa.

Związek Rosjan zaliczył także nieprzyjemną wpadkę przy urnach 1 marca. Na jego listę zagłosowało w Kłajpedzie tylko 4,11% wyborców, co przełożyło się na jeden mandat dla Titowa. Bardziej umiarkowana partia rosyjska Alians Rosjan – startująca w ramach Bloku Waldemara Tomaszewskiego – zdobyła aż cztery mandaty i co ósmy głos kłajpedzian. Jest teraz w zarządzie Kłajpedy.

Titow jest radykałem i właściwie każda osoba, z którą w Kłajpedzie rozmawiam, wyklucza możliwość porozumienia z nim.

Rozowa wygrywa…. 1:0.

Wychodzę z redakcji…

Wychodzę z redakcji przy ul. Mažvydo 3, idę w stronę parku miejskiego. Na skamiejce siedzi dwóch panów, gestykulują, podnoszą głos, kłócą się. Dobiegają mnie strzępki rozmowy: – pidarasy, Grybauskaitė, Majdan, Poroszenko… No tak, panowie bardzo lubią politykę…

Pan Roman wstaje i przekonuje mnie (jest monotematyczny, choć nie podchmielony): „pidaraska Grybauskaitė, wot, pidaraska…. odebrała order od pidarasa Poroszenko…”. Na pytanie, dlaczego pan Roman nie lubi pani prezydent, trochę zacina się i znów włącza swą płytę „pidarasy…”. Pozytywnie wypowiada się o Uspaskichu („podwyższył emerytury, swój chłop”). O Tomaszewskim także okej („on zawsze mówi prawdę”).

Uwalniam się od towarzystwa pana Romana i idę do magazynu russkoj knigi. Mieści się na pierwszym piętrze w jednym z pawilonów handlowych przy centralnej ulicy Herkaus Manto. Sporo tu książek, czego dusza zapragnie: bajki i kolorowanki dla dzieci, literatura piękna, beletrystyka, historia, polityka. Magazyn prowadzi pani Natasza, jednak właściciel nie pochodzi z Kłajpedy, tylko z Wilna. To jeden z czterech magazynów z książką rosyjską w Kłajpedzie. Można kupić tak egzotyczne dla warszawiaka książki, ale dla Rosjan w krajach bałtyckich „na czasie”, jak „Kijew kaputt”, „Ukraina ce Rossija”, „Wsja prawda ob Ukrainie. Komu wygodien raskoł strany”, „Ukraina na piereputie” Azarowa…

Pani Natasza twierdzi, że przychodzą i kupują. Nie godzi się na zrobienie jej zdjęcia, bo – jak twierdzi – „u nas nie ma wolności słowa. Podsłuchują telefony, wyłączają kanały”. Pani Natasza nie popiera rosyjskiej partii na Litwie, blisko jej do Paksasa.

Pozytywizm w Kłajpedzie

Kolejne swe kroki kieruję na ulicę Tilto 8. Spotykam się tam z panią Swietłaną Wasiczkiną, prezeską Towarzystwa Kultury Rosyjskiej „Łada” w Kłajpedzie. Wchodzimy po schodach na drugie piętro starej kamienicy w samym centrum miasta. W korytarzu przed wejściem do głównej siedziby „Łady” wielki plakat: 11 czerwca do Kłajpedy przyjeżdża zespół Filharmonii Kaliningradzkiej, będą wystawiać „Sewastopolski walc”. Nie wszystkim się to podoba. W końcu są sankcje, a Sewastopol kojarzy się wiadomo z czym. Koncert w Pałacu Rybaków na Taikos 70, na jeden dzień przed Świętem Narodowym Rosji, wygląda na prowokację.

Swietłana Wasiczkina

Swietłana Wasiczkina

Pani Swietłana, z zawodu reżyser teatralny, nie widzi problemu. Dostaję od niej książeczkę pod nazwą „Klub Dnia Wolnego Żar-Ptica„. Kobiety na emeryturze albo po prostu w wolnym czasie szyją tu maskotki. Na cele charytatywne. Jedną zabiorę na pamiątkę dla rodziny w Warszawie.

Nasze stowarzyszenie liczy ok. 150 osób – tłumaczy pani Swietłana. – Do nas przychodzą nie tylko Rosjanie, ale wszyscy rosyjskojęzyczni: Ukraińcy, Białorusini. Robimy wspólne projekty. Do polityki się nie nadaję – już na wstępie mówi pani Swietłana. Mimo to kandydowała w wyborach do Sejmu i do rady miejskiej w 2015 roku – Gdybym chciała, mogłabym wejść do rady, bo jako osoba znana w Kłajpedzie dostałam całkiem dobry rating. Pani Swietłana zrezygnowała jednak na rzecz kolejnych kandydatów z listy. Teraz narzeka, że urząd miasta Kłajpedy, choć dał pomieszczenie w centrum miasta, nie wspomaga projektów „Łady”. Ale zaraz dodaje: to tylko nas mobilizuje do większej pracy.

Na pytanie o stosunki Rosjanie-Ukraińcy w Kłajpedzie Wasiczkina odpowiada, że żadnych konfliktów nie ma. Jej ojciec pochodzi z Ukrainy, matka – z Rosji. Nikogo tu nie interesuje wojna w Donbasie, może poza radykałami. Wszystkie stowarzyszenia narodowościowe żyją w zgodzie – wiele razy podkreśla jeszcze Wasiczkina. Pani Swietłana ma pozytywny program dla Rosjan w Kłajpedzie: nie trzeba załamywać rąk, narzekać, trzeba pracować, wtedy będziemy coś mieć. Wielu tutejszych Rosjan uważa inaczej. Wciąż czekają na to, że państwo coś da albo przyjdzie może taka władza – z daleka – która ureguluje rachunki krzywd. Nieprawilno.

Swietłana myśli zupełnie inaczej. Pozytywistka. Żyjemy na terytorium Litwy, musimy przestrzegać jej praw, jeśli wyjdziemy na ulicę, będziemy machać sztandarami, aresztują nas, co z tego przyjdzie dla społeczności – pyta retorycznie. I deklaruje, że nie po drodze jej z postulatami Tomaszewskiego czy Titowa, by wprowadzić dwujęzyczność na Wileńszczyźnie, Wisagini czy Kłajpedzie. – Ile języków oficjalnych we Francji? – podnosi się z krzesła Swietłana. – Ile języków urzędowych w Niemczech? Odpowiadam, że w końcu jest tu liczna mniejszość rosyjska, około 20%. Nie przekonuję dyrektorki towarzystwa „Łada”. Za chwilę zapędzi mnie w kozi róg, pytając czy wiem ilu Litwinów czy Łotyszy przesiedliło się na Zachód, do Holandii, Irlandii. Czy tam też te języki mają zostać regionalnymi? Retoryczne pytania Swietłany działają na wyobraźnię. Titow byłby niepocieszony. 2:0 dla partii Rozowej.

Pod drzewkiem o Aliansie

Ostatniego dnia spotykam się na placu Teatralnym na kłajpedzkiej starówce z dwoma politykami Aliansu Rosjan: lokalna radna Tatiana Fiedotowa tłumaczy mi na rosyjski spisany po litewsku program partii – tak się złożyło, że nikt tego programu nie spisał jeszcze w języku Puszkina. U Titowa chyba wszystko jest w języku rosyjskim. Takaja raznica. Po chwili na skwerek pod lokalnym Teatrem zabiera mnie Tamara Łochankina, 65 lat, rodem z Irkucka, pedagog ze znajomością dwóch zachodnich języków, na przełomie lat 80. i 90. zakładała oświatę specjalną w Kłajpedzie. Początkowo rosyjską, ale głupio było dyskryminować litewskie rodziny, które zmagają się z niepełnosprawnością swych dzieci, więc otworzyła się na Litwinów. Bardzo dokładnie streszcza mi swoje działania na rzecz edukacji w mieście, ale także początki Aliansu Rosjan, który wyłonił się w 2002 roku. Wcześniej Rosjanie głosowali na partię Dmitrijewów (czyli Titowa). W tym roku w wyborach samorządowych kandydatka Aliansu na mera Kłajpedy Irina Rozowa o mały włos nie trafiłaby do II tury wraz z urzędującym burmistrzem. Uzyskała w wyborach 10,16% głosów.

Łochankina jest już trochę bardziej radykalna niż inny politycy Aliansu Rosjan. Dużo mówi o rusofobii litewskich polityków. – Na poziomie kontaktów międzyludzkich, wśród prostych ludzi, mamy tolerancję, Litwini z Rosjanami się nie kłócą. Problem zaczyna się, gdy mowa o rządzących – wyjaśnia Łochankina. – Weźmy uroczystości 9 maja, w tym roku przebiegły godnie i spokojnie, przyszli także Litwini, choć przecież to dla nich trudna data – wspomina przewodnicząca Aliansu Rosjan. Pytana o Ukrainę, nie ukrywa: pogląd na wojnę trzeba formułować wróciwszy do samego początku. Do prowokacji na Majdanie. Nie można mówić, że nie było Majdanu, a nagle zdarzył się Krym – twierdzi Łochankina. Nie wierzy Pan chyba, że to po prostu obywatele wyszli w Kijowie z automatami i rozpoczęła się strzelanina? – upewnia się Łochankina. Organizatorzy Majdanu według przewodniczącej popełnili błąd, bo zapomnieli, że na Krymie stacjonuje rosyjska Flota Czarnomorska. A należało brać to pod uwagę.

Na pytanie czy rosyjski jako język regionalny w Kłajpedzie jest ważny, Łochankina odpowiada: nie ma takiej możliwości. W Kłajpedzie żyje tylko 9% Rosjan, choć rosyjskojęzycznych jest około 20%, i po prostu Rosjanie nigdy nie uzyskają takiego prawa, by mieć dwujęzyczne tabliczki. Więc bić się o to nie ma sensu. Po co rozsierdzać Litwinów? Ważna jest za to edukacja. Żeby młodzi znali język ojczysty, byli w nim biegli, mogli jeździć studiować do Rosji. Tak, to jest ważne. I jeszcze dodaje: Rosjanom nie bardzo do twarzy ze statusem mniejszości narodowej. To wielki, dumny naród. Mniejszość – to coś dla słabych. A Litwini wciąż mają problem z identyfikacją jako naród. Tak jakby litewskość za chwilę miała zniknąć…

Kłajpeda po rosyjsku

Taka jest Kłajpeda. Choć mieszka tu ponad 30 tysięcy Rosjan i dodatkowe parę tysięcy rosyjskojęzycznych, mijają się na ulicy, chodzą do tych samych szkół i jadają w tych samych knajpach, nie sposób znaleźć wspólny mianownik. Bo i różnice są nawet w samym Aliansie – Siergiej Bondar mówi, że tabliczki dwujęzyczne nie mają żadnego znaczenia, z kolei dla Wiaczesława Karmanowa (zarządzającego kłajpedzkim targowiskiem) mogłyby być. Swietłana Wasiczkina nie chce mówić o wojnie na Ukrainie, Tamara Łochankina już trochę wskazuje winnych nieporządków na Majdanie. Siergiej Griffits, nie związany z żadną partią showman, czuje się zaś Europejczykiem i marzy o słonecznej Italii. Dla niego nie jest ważna rosyjskojęzyczna tabliczka na ulicy Turgaus, a to,  by autobusy przyjeżdżały o czasie i był jakiś przekonujący rozkład jazdy.

Pan Roman z ławeczki w parku miejskim będzie pewnie nadal ścigał pidorasów. Wraz ze znajomym wypije jeszcze niejedną puszkę piwa, popsioczy na prezydentkę lesbijkę i banderowców. Pani, która czuwa nad książkami w języku rosyjskim, będzie dalej bać się służb specjalnych Litwy, że podsłuchują telefon i wyłączą rosyjską telewizję.

I tak pewnie do końca świata. Chyba, że pojawią się zielone ludziki. W realu albo w wyobraźni dziennikarzy. Bo Kłajpeda miała w XX wieku burzliwą historię i różnie tu wiał wiatr od morza. – W wojnę to lubi się bawić mój wnuk – mówi babuszka spotkana na kłajpedzkim blokowisku.

Niech tak zostanie!

14 czerwca 2015 roku

Zdjęcie okładkowe: Mantas Volungevicius / Flickr / CC

Polub nas na Facebooku!