Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Estonia musi przyjąć uchodźców

Wbrew powszechnemu przekonaniu, które zdominowało debatę i nagłówki miejscowych gazet, niewiele osób osiedla się w Estonii. Estończycy nie są zagrożeni napływem islamskich imigrantów czy atakami ISIS. Dużo większym zagrożeniem jest alarmujący spadek liczby mieszkańców na obszarach wiejskich i starzenie się społeczeństwa. Jeśli dotychczasowa polityka imigracyjna będzie kontynuowana, Estonia stanie się odizolowanym zaściankowym narodem.

Przeczytaj także:  Zawiła droga na północ. Szwedzka debata o imigracji
Przeczytaj także:  Łotwa nie jest dla uchodźców „wymarzonym celem”

Estoński tygodnik „Eesti Ekspress” opublikował niedawno zbiór narysowanych przez obcokrajowców karykatur naśmiewających się z Estończyków. Większość z nich żartowała z niskiej jakości obsługi klienta, inne naśmiewały się z naszych obaw o negatywny wizerunek naszego społeczeństwa w oczach obcokrajowców. Jeden obraz jasno pokazywał  Estończyków obrzucających błotem innych, kolejny ukazywał najzabawniejszą estońską cechę – brak okazywania emocji. Według sondażu przeprowadzonego przez „Eesti Ekspress” ostatni z obrazów był najbardziej obraźliwy. Nie wiem czy ktokolwiek może być zaskoczony tym wynikiem. 98% uznało, że jeśli nawet dinozaur uważa estońskie usługi za przestarzałe jest OK., ale 22% uznało, że nabijanie się z powściągliwości emocjonalnej jest obraźliwe.

Debata na temat przyjęcia uchodźców, która trwa w Estonii już kilka tygodni, pokazuje, że upiekło nam się z tymi karykaturami. Niska jakość obsługi klienta jest jedynie rysą a powściągliwość emocjonalna zapewne też jest pozytywną cechą. Ja również dotychczas myślałem, że Estończycy powinni uśmiechać się więcej.

Teraz wszystko wskazuje na to, że nie chodzi tu o ukrywanie pozytywnych emocji, ale o ich brak. Oporne biurokratyczne postawy wobec problemów nie są niespodzianką. Nie wyobrażałem sobie jednak, że my Estończycy jesteśmy w stanie emanować strachem płynącym z uprzedzeń, bezpodstawnymi, pogardliwymi uogólnieniami, podłością i egocentryzmem, i wiarą, że jesteśmy jedyni i wyjątkowi.

Trzy chóry z repertuarem o uchodźcach

Estońskiej debacie dotyczącej uchodźców śpiewają trzy chóry, ale każdy z nich mruczy swoją fałszywą melodię, zakłócając pozostałe. Najgłośniejszy z nich to chór „NIE dla mas uchodźców”, którego przesłanie zdominowane jest przez strach. Jeśli twoje nerwy nie są na to przygotowane, lepiej nie czytaj ich wypowiedzi publikowanych w Internecie.

Żeby tylko dać próbkę ich stylu, zacytuję kilka opinii:

  • „Ludobójstwo prowadzone przeciwko białej rasie przybiera na sile i wygląda na to, że oni chcą pozbyć się nas w ciągu jednego lub dwóch pokoleń!”;
  • „Najłatwiejszym sposobem jest wysłać ich z powrotem, bo większość z nich nie chce pracować.”;
  • „Wysłać nieszczęśliwych uchodźców, którzy zamienili się w zwierzęta z powrotem do ich domów! Lubię ten slogan. Nie jesteśmy rasistami, nie nienawidzimy innych narodowości.”;

Drugi z chórów składa się z polityków i aktywistów, którzy chcą zaoferować alternatywne rozwiązania wobec przyjmowania uchodźców. „Musimy przeciwdziałać źródłom problemu, a nie mierzyć się z konsekwencjami”. „Narzucanie liczby przyjmowanych uchodźców jest nie do przyjęcia: każdy taki program powinien być prowadzony w oparciu o samodzielne deklaracje krajów”. Oczywiście dyskusja nad „źródłami problemu” jest logiczna, tym bardziej że Zachód przyczynił się do katastrofy humanitarnej na Bliskim Wschodzie i w Północnej Afryce. Na przykład bombardując Libię obrócił ją w ruinę, zniszczył władze i zbyt wcześnie wycofał się z tego kraju.

Przeczytaj także:  „Żaden kraj nie jest sam – może oprócz Syrii!”

Identyfikowanie problemów i tworzenie rozwiązań jest czasochłonną strategią – zabierze lata, prawdopodobnie nawet całe dekady, będzie wymagało niesamowitego poświęcenia, determinacji, środków i konsensusu. Europa obecnie nie ma tych cech na tyle silnych, by poradzić sobie z własnymi problemami. Obecnie dyskusja dotycząca źródeł problemu uchodźców jest tak samo produktywna, jak omawianie przyczyn wybuchu II wojny światowej na froncie narewskim w 1944 roku.

Nie oznacza to, że Estonia i Europa nie powinny pomagać krajom, które borykają się z kryzysem humanitarnym. W tureckich obozach jest 1,7 mln uchodźców wojennych; w Tunezji ponad milion; w Jordanii ponad 2 miliony; w Libanie ponad milion, itd. Dostarczanie i dystrybucja pożywienia i leków w obozach dla uchodźców oraz strzeżenie obozów powinno być zorganizowane na szerszą skalę.

Zwalczanie źródeł problemu

Unia Europejska twierdzi, że wysłanie misji do Libii, by zahamować handel ludźmi może być niemożliwe; nie ma odpowiedniej umowy z libijskim rządem. Jest to niedorzeczna i godna pożałowania wymówka. UE brakuje obecnie siły, determinacji i woli, by dojść do porozumienia w sprawie takiej misji. Dodać w tym miejscu należy, że wysyłanie pomocy do obozów uchodźców nie jest przeciwdziałaniem „powodom” problemu. Prawdziwym ruchem przeciw źródłom problemu jest uderzenie militarne w Państwo Islamskie, a więc operacja o skali przerastającej nawet Stany Zjednoczone; operacja wymagająca późniejszej odbudowy i reformowania Syrii, Iraku i Afganistanu. Słowem, wymagałoby to od nas przebudowy świata. Wspaniałym posunięciem byłyby takie realne działania wycelowane w źródło problemu, nie tylko pozorowane działania. Niestety, w czasie, kiedy deklarujemy potrzebę zwalczania prawdziwego źródła problemu, mówimy jednocześnie, że przyjęcie 700 uchodźców jest ponad nasze możliwości i mogłoby „nieodwracalnie zmienić estońskie społeczeństwo”. Taka sprzeczność jest, przepraszam za słowo, idiotyczna.

Trzeci “chór” jest zaniepokojony metodami zastosowanymi przy obliczaniu liczby uchodźców kierowanych do krajów UE. Obiecują oni, że będą walczyć z nierównościami i z nieuczciwą polityką wobec uchodźców, będą ubiegać się o rozwiązania uwzględniające „prawdziwe interesy” Estonii. Podczas gdy ci, którzy starają się zidentyfikować i rozwiązać problem mieszają (często świadomie) taktykę i strategię, ci, którzy walczą o liczby szukają rozwiązań w biurokratycznej mgle. Jest to dobrze znany instrument w Unii Europejskiej, który pozornie redukuje odpowiedzialność (ponieważ stworzona została iluzja „stoczonej walki”), ale nawarstwia problemy dla kolejnych decydentów.

Obecnie Estonia jest w sytuacji, w której duża część ludności jest przeciwko przyjmowaniu jakichkolwiek uchodźców. Estończycy boją się, mają historyczną traumę, są odizolowani, pojawiają się postawy rasistowskie, jest odczucie, że uchodźcy przybywają do kraju, by „dostać pomoc socjalną”, itd. Musimy wiedzieć dlaczego myślimy w ten sposób i zrozumieć tego przyczyny; nie możemy ignorować tego rodzaju postaw. Wbrew opinii apologetów teorii, że Estonia jest „małym białym społeczeństwem”, jeśli pozwolimy na tego rodzaju postawy, doprowadzimy do marginalizacji kraju w Europie.

Skostniały estoński system

Estonia zbudowała swoją biurokrację w sposób praktycznie uniemożliwiający przyjmowanie uchodźców. Był on z powodzeniem utrzymywany przez ostatnie 20 lat, kiedy w tym samym czasie udawaliśmy, że prowadzimy politykę otwartości. W 1991 roku, nasze doświadczenie i pamięć o rusyfikacji oraz strach przed społecznym i kulturalnym wyniszczeniem były uzasadnione. Nadal zmagamy się z wieloma wyzwaniami związanymi z naszą społecznością rosyjskojęzyczną. Jednak obecnie ten przestarzały system obraca się przeciwko nam.

W ciągu ostatnich dwóch dekad Estonia miała dwa wielkie cele. Pierwszym była integracja z Zachodem, by zagwarantować bezpieczeństwo i zaadoptować zachodnie wartości i dobrobyt. Drugim był rozwój jako naród: zachowanie i rozwijanie naszego dziedzictwa kulturowego i spełnienie się jako naród w najlepszy możliwy sposób.

Estonia wykonała wspaniałą robotę w dążeniu do osiągnięcia pierwszego celu, sprawy posuwają się we właściwym kierunku. Niestety w przypadku drugiego w dużym stopniu ponieśliśmy porażkę. Estonia jest obecnie jak odizolowany biały rezerwat, w którym wkrótce zabraknie ludzi, który ma tylko drzwi wyjściowe. W ciągu ostatnich dziesięciu lat populacja dziewięciu z piętnastu estońskich regionów spadła o 15%. Jeśli obecny trend się utrzyma, ludność spadnie w jedenastu prowincjach o dalsze 15% w ciągu następnych pięciu lat.

Pomyśl o tym: do 2020 roku większość estońskich regionów straci prawie połowę ludności, która zamieszkiwała je w 1991 roku. A jesteśmy zaniepokojeni, że 1000 lub 700 syryjskich lub somalijskich uchodźców jest zagrożeniem. Zagrożeniem dla czego?

Statystyczna ekspansywność

Życie pokazuje, że jeśli jeden gatunek nie zamieszkuje określonego terenu, inny zastąpi go w tym miejscu. Porównania globalnej konkurencyjności narodów pokazują, że kraje, które są jednocześnie ekspansywne i otwarte odnoszą największe sukcesy. Statystycznie Estonia ma całkiem sporo przestrzeni. Prawie dziesiąta część naszej pracującej populacji żyje za granicą kraju. Jest to jednak bardziej negatywna niż pozytywna statystyka. Nasza emigracja nie została jeszcze włączona w politykę państwa i nie zostało jej powierzone zadanie zabiegania o estońskie interesy. Wykorzystanie jej jako instrument reprezentowania estońskich interesów na świecie jest potężnym przedsięwzięciem, które nie zostało jeszcze podjęte.

Zamykanie drzwi dla imigrantów zacznie znacząco wpływać nie tylko nasze możliwości wzrostu i rozwoju, ale także przetrwania. Nieprawdziwe zagrożenia zaprezentowane przez przeciwników przyjęcia uchodźców mówiące, że jeśli estońska polityka imigracyjna zostanie rozluźniona, Estonia zapełni się „czarnymi”, w żadnym aspekcienie opiera się na prawdzie.

Estonia od dziesięciu lat korzysta z wolnego przepływu osób wewnątrz Unii Europejskiej. W 2010 roku UE zamieszkiwało ponad 30 milionów osób, które urodziły się poza jej granicami. Przez dziesięć lat mieli oni możliwość przyjechać do Estonii, pracować i mieszkać tutaj. Czy wiesz, ile z nich zdecydowało się na zamieszkanie w Estonii? Ich liczba jest tak niska, że właściwie taka grupa mieści się w granicach błędu statystycznego: jest ich być może kilkadziesiąt. Wbrew powszechnemu przekonaniu, które pojawiło się w ostatnich tygodniach, właściwie nikt nie chce osiedlać się w Estonii. Kraj nie jest zagrożony więc przez „islamskie masy”, ale przez wyludnienie terenów wiejskich, starzejące się społeczeństwo oraz izolację i prowincjonalizację, jeśli obecna polityka imigracyjna zostanie zachowana.

Czy jesteśmy zmęczeni jako naród?

W czasie ostatnich stu lat skutecznie poradziliśmy sobie z kilkoma problemami egzystencjalnymi, przetrwaliśmy wiele wojen, cztery okupacje i rusyfikację. W końcu zdobyliśmy wolność i, przynajmniej na papierze, stworzyliśmy warunki dla rozwoju naszego narodu, gospodarki i kultury. Pomimo to ludzie głosują nogami. Coś poszło nie tak. Czy jesteśmy zmęczeni jako naród? Czy zaczynamy czuć właśnie teraz, że w ciągu ostatnich stu lat straciliśmy pokolenia elit, bez względu czy to Estończyków, rosyjską arystokrację, Niemców Bałtyckich czy Szwedów? Czy straciliśmy newralgiczną warstwę społeczną; ludzi, których otwartość myślenia i których idee są niezbędne dla rozwoju i tworzenia atrakcyjnego środowiska dla życia w Estonii?

Możliwość przekonania dużej części społeczeństwa, że przyjęcie 1000 uchodźców wojennych w naszym kraju jest zagrożeniem dla naszej egzystencji pokazuje alarmujący brak pewności siebie dużej jego części.

Przyjęcie syryjskich uchodźców wojennych powinno nastąpić już z samego humanitaryzmu. Nawet nie wspominając o powodach praktycznych. Nawet jeśli całkowicie absurdalne twierdzenie, że „oni nie chcą pracować” byłoby prawdą, nadal powinniśmy pomóc tym ludziom.

Nie pozwalamy uchodźcom pracować

Prawdą jest, że duża część uchodźców przybywających do Europy nie pracuje – przynajmniej przez pewien czas zaraz po przyjeździe. Dlaczego? Dlatego, że nie pozwalamy im na to. Zgodnie z obecnie obowiązującą unijną dyrektywą, dokumenty uchodźcy muszą być rozpatrzone w ciągu dziewięciu miesięcy – w Estonii, od wiosny tego roku, w ciągu sześciu miesięcy. W tym czasie uchodźcy muszą żyć bez pracy, a państwo musi ich wspierać. Wyobraź sobie swoje położenie w sytuacji, w której nie masz prawa do pracy i w tym samym czasie jesteś oskarżany o lenistwo i życie na koszt innych.

Twierdzenie, że uchodźcy wojenni ”chcą przyjechać tutaj, żeby żyć swobodnie na nasz koszt, nie robiąc niczego” w najlepszym przypadku jest naiwne, a w najgorszym głupie. Oczywiście przybywają oni do Europy z nadzieją na lepsze życie. Życie dla nich jest lepsze właśnie tutaj. Przybywają jednak, ponieważ znaleźli się w desperackiej sytuacji w swoich ojczyznach, stracili domy lub zostali z nich wywiezieni.

Naturalnie mogą mieć problemy z integracją w nowych krajach. Naturalnie pojawią się pewne konflikty kulturowe. Pomimo to, żadne poważne niebezpieczeństwo, które sugerowane jest przez niektórych, po prostu nie istnieje. Musimy przystosować się do nowego świata. Musimy wykorzystać tę możliwość z korzyścią dla Estonii, żeby nie pozwalać innym lub siłom rynkowym kształtować naszej polityki imigracyjnej.

W przeszłości Estonia pokazała zdolności do innowacyjnego myślenia i zmiany. Stworzenie modelu przyjmowania uchodźców, który w pełni wykorzystywałby ich potencjał i wspomagał Estonię, chroniłby nie tylko osoby zagrożone, ale również redukowałby zło w naszym globalnym społeczeństwie. To nie powinno stanowić problemu dla Estonii. Celem kraju nie może być izolacja w ciasnej puszce. O ile jedzenie konserwowe może być przechowywane przez dłuższy czas, to i tak nieuchronnie w końcu się zepsuje. O ile nie zostanie przed tym skonsumowane.

 

Artykuł pierwotnie ukazał się w estońskim dzienniku Postimees. Tłumaczenie z języka angielskiego: Kazimierz Popławski.

 

Fot. Photo Unit of UNHCR / Flickr / CC

Polub nas na Facebooku!