Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Tęczowa Ryga. Czy Łotwa się zmienia?

Europride pokazuje jak bardzo Łotwa zmieniła się przez ostatnich 10 lat. W 2005 roku 50 maszerujących Łotyszy zostało obrzuconych przez kilkutysięczny tłum kontrdemonstrantów. W tym roku te proporcje się odwróciły.

Europride, który miał miejsce w połowie czerwca w Rydze, pokazuje jak bardzo Łotwa zmieniła się przez ostatnich 10 lat. W 2005 roku, gdy przedstawiciele środowiska LGBT, przemaszerowali pierwszy raz przez centrum stolicy, zostali obrzuceni jajkami i pomidorami. Maszerowało jedynie 50 osób, zaś parę tysięcy ryżan wzięło udział w brutalnej kontrdemonstracji. Do dziś dla wielu osób jest to traumatyczne przeżycie, o którym woleliby prędko zapomnieć. W tym roku do Rygi przyjechało 5 tys. osób i choć łotewski Europride był – w porównaniu z analogicznymi imprezami w Rzymie czy Madrycie – mikroskopijny, to trzeba przyznać, że Łotwa się zmienia. W 2014 roku Edgars Rinkēvičs, minister spraw zagranicznych tego kraju, dokonał publicznego coming outu na Twitterze, a deputowany prawicowej partii Vienotība (Jedność) Veiko Spolītis rozpoczął pracę nad prawem o wspólnym pożyciu, które umożliwiałoby parom LGBT zarejestrowanie swego związku. Na stronie manabalss.lv zbierane są dziś podpisy pod ustawą o związkach partnerskich. Łotwie daleko jednak do miana kraju gay-friendly, a słabość lokalnego ruchu homoseksualnego pokazał także Europride. Większość Łotyszy, nawet tych młodych, woli cicho „siedzieć w szafie”… Ci, którzy z tej „szafy” wychodzą, mają trochę większą przestrzeń wolności niż jeszcze parę lat temu.

Niepozorny dom

Europride w Rydze - przemarsz. Zdj. Tomasz Otocki

Europride w Rydze – przemarsz. Zdj. Tomasz Otocki

Ryga jest pierwszym miastem posowieckim, w którym odbywa się Europride. Trwa od 15 czerwca, przez sześć dni. W programie koncerty, projekcje filmów, wystawa o LGBT na Łotwie. Przyjechali uczestnicy z całej Europy. Po wylądowaniu na lotnisku w Rydze to, między Bogiem a prawdą, ciężko się domyślić, że w stolicy Łotwy ma miejsce  jakieś wydarzenie dla homoseksualistów. Zero informacji na ulicach, w autobusach, zero reklam czy ogłoszeń. Telewizja też milczy. Posłowie zaczęli interweniować w Radzie Radiofonii i Telewizji (NEPLP), czy media przypadkiem nie piszą zbyt pozytywnie o prajdzie. Poskutkowało, przestały.

Każde inne miasto w Europie wycisnęłoby prajd jak cytrynę – jest to w końcu okazja i do promocji miasta, i do zarobienia jeszcze paru euro. Ale nie na Łotwie! Można odnieść wrażenie, że Ryga starannie chce ukryć fakt, że odbywa się tutaj ta impreza. Wszyscy przecież żyją teraz nocą świętojańską, czyli Ligo. A to święto jest naprawdę ważne dla Łotyszy. Z drugiej strony – na ulicy Ģertrūdes, przy której się zatrzymuję, wciąż wiszą flagi przepasane kirem. To pamiątka po 17 czerwca, rocznicy sowieckiej okupacji Łotwy w 1940 roku. Tę datę do dziś się tutaj obchodzi. Czy w takim entourage wypada z radością udać się na prajd? Pod flagą z kirem… Nie bardzo.

Swoje kroki w sobotę rano kieruję do Domu Prajdu (Praida nams) przy ulicy Skolas. Odrapany budynek ze skrzypiącą podłogą, w środku urządzono kawiarenkę dla uczestników prajdu. Gdyby nie delikatna tęczowa naklejka na drzwiach tego drewnianego domu, ciężko by się było domyślić, że to główna kwatera prajdowiczów. W środku spotykam Annę, wolontariuszkę, która pomaga stowarzyszeniu „Mozaika” – największej organizacji LGBT na Łotwie i organizatorom czerwcowego Prajdu. – Mam bliskiego przyjaciela, który jest gejem i chcę go wspierać, dlatego tu jestem – deklaruje Anna, zapytana o motywy, dlaczego została wolontariuszką. Kolegów Anna ma różnych – niektórzy wspierają prawa homoseksualistów, niektórzy są bardzo przeciwko. Ciężko powiedzieć, których jest więcej. Większość kolegów, którzy są gejami, woli o tym publicznie nie mówić. – To ważne, by być tutaj, by mój kolega mógł się lepiej czuć – wyznaje Anna.

Artykuł 110

Po pożegnaniu Anny wdrapuję się na pierwsze piętro drewnianego prajdowego domu. Tam stowarzyszenie „Mozaika” urządziło wystawę poświęconą historii i współczesności LGBT na Łotwie. Z plansz na wystawie można się dowiedzieć, jakie są proporcje między osobami wspierającymi uchwalenie prawa o związkach partnerskich, a występującymi przeciwko, można poznać historię łotewskich przemarszów homoseksualistów, które rozpoczęły się w 2005 roku, jeszcze raz dowiedzieć się, jak wyglądała sprawa z ujawnieniem orientacji homoseksualnej przez ministra spraw zagranicznych Edgarsa Rinkēvičsa. Ciekawa jest historia LGBT w tym kraju. O ile Polska zalegalizowała w 1934 roku stosunki homoseksualne, a nawet w ciemnym okresie PRL homoseksualizm nie był w Polsce przestępstwem, to na Łotwie było inaczej. Konserwatywny reżim Kārlisa Ulmanisa (1934-1940) – którego socjaliści oskarżali o… homoseksualizm oraz miłość do swego ministra spraw zagranicznych Vilhelmsa Muntersa – prześladował gejów, zaś po wojnie za homoseksualizm można było trafić do sowieckiego łagru. W kartotekach KGB wciąż sporo jest informacji, o tym kto jest gejem, a kto lesbijką. To dlatego niektórzy tak bardzo protestowali przeciwko upublicznieniu akt.

Homoseksualizm zdepenalizowano na Łotwie dopiero w 1993 roku. Wtedy też w kraju pojawił się ruch homoseksualny, ale przemarsz w centrum Rygi możliwy był dopiero w 2005 roku. W tym samym roku, w którym na Łotwie – na wniosek tzw. partii pastorów, popów i księży LPP/LC – znowelizowano konstytucję. By nikomu za X lat nie przyszło do głowy uchwalić małżeństwa homoseksualne. Artykuł 110 łotewskiej Satversme do dziś mówi wyraźnie: małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. I nawet nikt z tym na Łotwie nie dyskutuje.

Marsz w ogrodzie Vērmane

Jeszcze ostatni rzut oka na wystawę, parę faktów. W 1972 roku dokonano w Łotewskiej SRS pierwszej operacji zmiany płci. Pierwszej w Sowieckim Sojuzie. Wydał na to zgodę minister zdrowia sowieckiej Łotwy Vilhelms Kaņeps, przeprowadził odważny chirurg Viktors Kalnbērzs. Chirurg później został politykiem, posłem do Sejmu odrodzonej Łotwy i radnym Rygi. W latach siedemdziesiątych operacja zmiany płci musiała być w pruderyjnym ZSRR skandalem. Viktors Kalnbērzs wciąż żyje, ma 87 lat… Ciekawe, co sądzi o prajdowej demonstracji?

Marija Leiko oraz Austra Ozoliņa-Krauze

Marija Leiko oraz Austra Ozoliņa-Krauze

Homoseksualiści byli na Łotwie także przed wojną, tylko mieli jeszcze większe „szafy”. Aleksis Mierlauks to wybitny reżyser teatralny i aktor, pracownik Teatru Narodowego w Rydze, jego największy sukces to wystawienie w 1911 roku sztuki „Uguns un nakts” („Ogień i noc”) Rainisa w Nowym Teatrze Ryskim. O homoseksualizmie Mierlauksa wiemy od Oļģertsa Liepiņša, dziennikarza, który wspomniał o tym w swych pamiętnikach. Liepiņš w swych memuarach sugerował zresztą homoseksualne pragnienia u wielu innych osób, m.in. u aktorki Mariji Leiko, która miała być związana z redaktorką oraz właścicielką spółki mleczarskiej „Pienas eksports” Austrą Ozoliņą-Krauze.

Homoseksualistów wśród znanych osób na Łotwie było zresztą więcej…

***

Już za chwilę godzina 13, początek przemarszu uczestników Prajdu. Na razie wszyscy zbierają się w Ogrodzie Vērmane (Vērmanes dārzs). Można napić się tutaj piwa lub soku, zjeść szaszłyk, porozmawiać z tymi, którzy przybyli na Prajd. Zwykli, normalni ludzie, zero szokujących strojów, ubrań. Dużo tęczy, uśmiechów. Nikt nie prowokuje. Nie ma rozebranych mężczyzn, którzy kopulują na ulicy. Strachy łotewskiej prawicy nie mogą się na tym prajdzie spełnić.

Litewska Pogoń na Prajdzie. Zdj. Tomasz Otocki

Litewska Pogoń na Prajdzie. Zdj. Tomasz Otocki

Uwagę przykuwa wielka flaga z Pogonią na ogrodzeniu jednego z lokali gastronomicznych. To przedstawiciele dwóch organizacji homoseksualnych z Wilna: Litewskiej Ligi Gejów (LGL), na czele której od lat stoi niezmordowany Władimir Simonko, oraz stowarzyszenia Litewska Młodzież Tolerancyjna. Za chwilę, jak zacznie się marsz, w górę polecą kolorowe balony z logo LGL. Bo liczbę prajdowiczów z Wilna szacuje się na jakieś 300 osób. Można nawet odnieść wrażenie, że litewscy homoseksualiści i ich przyjaciele nakryli łotewskich gejów i lesbijki czapką. Łotysze nie są jakoś szczególnie widoczni na tym wydarzeniu, choć jak przekonuje mnie jedna z organizatorek – przybysze z zagranicy to jednak mniejszość Prajdu. Ja już nie mam takiej pewności. Słyszę dużo języka holenderskiego, angielskiego, niemieckiego. Łotewski trochę w cieniu. Ale może się mylę.

Władimir Simonko dla Przeglądu Bałtyckiego mówi, że kraje bałtyckie to siostry, nie tylko jeśli chodzi o politykę i kulturę, ale także prawa LGBT. Są do siebie podobne na dobre i na złe. To, co przeszkadza gejom na Litwie, to ustawa z 2010 roku o zakazie propagandy homoseksualnej (formalnie o ochronie nieletnich przed groźnymi informacjami). O prawach osób homoseksualnych można mówić dopiero późną nocą w telewizji publicznej. Na Litwie dziennikarze mają nawet gorzej niż na Łotwie. Dla Władimira Simonki Europride, na którym gościło 5 tys. osób, jest jednak potwierdzeniem tego, że coś się zmienia w społeczeństwach litewskim i łotewskim. I wychwala pracę stowarzyszenia „Mozaika” nad Europride.

Politycy nie przyszli

W Ogrodzie Vērmane spotykam znajomą twarz. To Krišjānis Bušs, młody polityk centroprawicowej Vienotīby, z którym w 2013 roku robiłem wywiad dla Programu Bałtyckiego Radia Wnet. Bušs, któremu właśnie urodziło się dziecko, przyszedł do ogrodu zademonstrować swą solidarność z osobami LGBT. Sympatyczna trójka – Krišjānis z żoną i maleńkim synem w wózku – pokazują, że prawa homoseksualistów mogą wspierać także ich heteroseksualni sojusznicy. Gay and straight alliance… Ale Bušs na prajdzie jest politycznym rodzynkiem. Dokładnie tak samo jak Veiko Spolītis, który w 2014 roku rozpoczął prace nad ustawą o związkach partnerskich na Łotwie. – Przyszedłem na pride, by poprzeć tolerancję i inkluzję w społeczeństwie łotewskim, mam nadzieję, że ten event coś zmieni w społecznym postrzeganiu homoseksualistów – deklaruje Spolītis, pół-Łotysz, pół-Estończyk, od 2014 roku poseł do Sejmu Łotwy. Parę miesięcy temu związki homoseksualne zaakceptował parlament estoński. Może dla mówiącego po estońsku Veiko miało to jakieś znaczenie?

Veiko Spolītis, poseł na Sejm, autor projektu ustawy o związkach partnerskich. Zdj. Tomasz Otocki

Veiko Spolītis, poseł na Sejm, autor projektu ustawy o związkach partnerskich. Zdj. Tomasz Otocki

Fifty-fifty – w ten sposób, bez ogródek, Spolītis ocenia szansę na przyjęcie ustawy o związkach partnerskich. Trochę jest to jednak dobra mina do złej gry, dlatego, że łotewskie środowisko LGBT może liczyć w Sejmie najwyżej na paręnaście szabel (a posłów jest stu). Choć największym ugrupowaniem w Sejmie pozostaje socjaldemokratyczna „Zgoda” opanowana przez mniejszość rosyjską, prawa homoseksualistów nie są dla nikogo priorytetem. Burmistrz Nił Uszakow z formalnie lewicowej „Zgody” zupełnie zignorował Prajd. W końcu został odznaczony przez cerkiew medalem za umacnianie wartości chrześcijańskich, a to zobowiązuje. Lewica!

Na prawicy nie jest lepiej. – Jest pięć, siedem osób, które w partii Vienotība popierają prawo przyjazne LGBT – mówi Veiko. Zdecydowana mniejszość. O stanowisko nacjonalistów lepiej nie pytać.

Wielkim rozczarowaniem prajdu jest nieobecność ministra spraw zagranicznych Łotwy Edgarsa Rinkēvičsa. To on wywołał skandal parę miesięcy temu, gdy na Twitterze ogłosił publicznie, że jest gejem. Minister wyjechał w dniach prajdu do Australii. Przypadek czy unik, bo za tak odważną deklarację dostało mu się już od politycznych kolegów?

Wiele osób zebranych na prajdzie żałuje, że Rinkēvičs wolał tego dnia być w Australii.

Koktajl sowiecko-religijny

„Mozaīka” jest największą łotewską organizacją walczącą o prawa LGBT. Powstała w 2005 roku po pierwszym łotewskim prajdzie, który – jak wspomina w rozmowie ze mną Linda Freimane, aktywistka ruchu gejowskiego na Łotwie – był katastrofą. Siedemdziesiąt osób maszerujących i parę tysięcy wrogiego, agresywnego tłumu. Z pomidorami, ekstrementami. Dziś tej agresji na ulicach nie widać. Od 2006 roku wszystkie marsze homoseksualistów na Łotwie organizowane są przez „Mozaīkę”, zaś w 2009 roku nawiązano współpracę z Estończykami i Litwinami. Od tego czasu organizuje się Baltic Pride. Następny taki prajd odbędzie się w 2016 roku w Wilnie.

Myślę, że w porównaniu z Estończykami i Litwinami Łotysze są gdzieś pośrodku, jeśli chodzi o akceptację osób LGBT – odpowiada na moje pytanie Linda Freimane. Bo Estonia skandynawska, zaś Litwa – katolicka. – Nie jesteśmy jakoś głęboko homofobiczni, nie jesteśmy bowiem religijni jako naród, ale wciąż mamy problem z tym, by mówić otwarcie o naszej seksualności – deklaruje Freimane. – Stosunek do osób LGBT na Łotwie to bardzo nieszczęśliwy koktajl złożony z sowieckiego dziedzictwa, gdzie nie mówi się o seksie oraz stanowiska kościołów, które współpracowały z religijną partią Šlesersa. – twierdzi działaczka „Mozaīki”. – Jesteśmy rozczarowani postawą prawicowej Jedności, w której pokładaliśmy nadzieje. Politycy prohomoseksualni tacy jak Veiko Spolītis, Ilze Viņķele czy Lolita Čigāne są zmarginalizowani w tej partii. Coming out ministra spraw zagranicznych był zaś swego rodzaju backlashem – mówi Freimane. Po jego deklaracji na Twitterze, sondaże nagle spadły i Jedność już nie jest tak bardzo pro-LGBT jak była wcześniej. A o lewicy nie ma co mówić.

Jeden sprawiedliwy Cylewicz

Socjaldemokratyczna Partia „Zgoda” ma chyba tylko jednego polityka, który nastawiony jest gay-friendly. To Borys Cylewicz, rosyjskojęzyczny poseł na Sejm Łotwy, od wielu lat walczący o prawa człowieka i zasiadający w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy. Na moje pytanie o to, czy poprzez projekt Spolītisa w Sejmie, Cylewicz odpowiada jednak: nie. – Uważam, że prawo o partnerstwach jest potrzebne, jestem gotowy głosować za dobrym projektem. Projekt Spolītisa jest jednak kiepski z prawnego i technicznego punktu widzenia. To polityczna deklaracja, PR autora projektu. Na pytanie, czy prajd potrzebny był Rydze, Cylewicz odpowiada: – Pytanie nie jest poprawne. To realizacja prawa do swobody zgromadzeń, którego nie można ograniczać. Generalnie uważam, że prajd przyczynił się do polepszenia imidżu Rygi. Na prajd nie przyszedł jednak żaden polityk „Zgody”. Także Cylewicz.

Deputowany Władimir Nikonow robi zdjęcia uczestnikom Prajdu. Zdj. Tomasz Otocki

Deputowany Władimir Nikonow robi zdjęcia uczestnikom Prajdu. Zdj. Tomasz Otocki

Chociaż nie. Podczas marszu ulicą Krišjāņa Barona udało mi się sfotografować staroobrzędowego posła na Sejm (z partii „Zgoda”) Władimira Nikonowa. Robił zdjęcia przechodzącym prajdowiczom. Nikonow, który jest zdecydowanym przeciwnikiem praw LGBT, w rozmowie ze mną podkreśla, że jedną z konsekwencji wstąpienia Łotwy do Unii Europejskiej stało się narzucanie społeczeństwu wątpliwych „wartości europejskich”. Według staroobrzędowca po Europie krąży widmo już nie komunizmu, a „genderowej rewolucji”, która dąży do zmiany natury człowieka. Przejawami rewolucji są z jednej strony prajd, który odbył się za zgodą wiceburmistrza Rygi Andrisa Ameriksa, z drugiej zaś – konwencja Rady Europy ze Stambułu o ochronie kobiet i walce z przemocą w rodzinie. Ta sama konwencja, która wywołała tyle kontrowersji w Polsce.

Na koniec Nikonow cytuje mi Biblię: ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli (Kpł 20:13).

Narodowcy łotewscy, na co dzień skłóceni z rosyjską Zgodą, podpisaliby się pod słowami Nikonowa obiema rękami. Raivis Zeltīts, jeden z najmłodszych polityków łotewskich – 23 lata, ale już sekretarz generalny partii Wszystko dla Łotwy/TB-LNNK deklaruje: uważamy, że ci, którzy szli w Prajdzie, dumni są z rzeczy, z których nie należy być dumnym. Życie łóżkowe powinno pozostać sprawą prywatną. Filozofia prajdowiczów mówi, że każdy może być dumny z czego chce to obniża wartość tradycyjnej rodziny. Oni postrzegają tradycyjną rodzinę jako zagrożenie dla swego komfortu. Prajd to prowokacja, a naszą odpowiedzią na to jest zignorowanie go – mówi Zeltīts. I rzeczywiście podczas prajdu nie było protestujących z partii narodowej. To odróżnia VL!-TB/LNNK od naszej Wszechpolskiej.

Po wypowiedzi Zeltītsa nie muszę już pytać o stosunek narodowców do projektu Spolītisa.

Przemarsz ulicą Wolności

Jānis ma 23 lata i jest absolwentem polskiego gimnazjum im. Józefa Piłsudskiego w Dyneburgu. Na prajd przyszedł z chłopakiem. Opowiada o swoim życiu, cieszy się, że spotkał mnie – Polaka, który koryguje jego błędy w polszczyźnie. Tak sobie siedzimy przy parkowej fontannie, jednak nagle Jānisowi coś strzela do głowy. – Zaraz, ty nie powiesz, że ja tu byłem? W Dyneburgu zabiliby mnie. Ja śpiewałem i tańczyłem w Kukułeczce… Kukułeczka to polski zespół folklorystyczny w Daugavpils. Czy Kukułeczka może być gay-friendly?

Imię Jānis nadałem na potrzeby reportażu. W rzeczywistości chłopak nazywa się inaczej. Jest jednak absolwentem polskiej szkoły. Bo Polacy na Łotwie to nie tylko wyzwoliciele Dyneburga w 1920 roku. Oni także są gejami, lesbijkami, choć dla miłośników Kresów to trochę szok. W kraju Platerów!

Baiba mówi do mnie tak cicho, że muszę regulować dyktafon. – Jestem jedną ze środowiska LGBT, przyszłam, bo uważam, że każdy zasługuje na równe prawa. Ten prajd jest potrzebny, by pokazać ludziom, jak wielu nas jest. Baiba nie mówi nawet w rodzinie, że jest lesbijką. Bo otoczenie nie jest przyjazne.

Jestem artystką i w moim otoczeniu jest wielu homoseksualistów. Kocham moich kolegów, moje koleżanki, to są najlepsi ludzie, jakich znam – mówi Anda, związana ze sztukami wizualnymi. – Wszystko na prajdzie było świetne, przeszliśmy ulicą Brīvības (Brīvība po łotewsku znaczy wolność), ludzie wyrzucali z balkonów kolorowe balony, przyszły rodziny z wózkami, so wonderful – relacjonuje Anda. I trochę się rozmarza.

Prajd rzeczywiście zrobił piękny prostokąt w centrum Rygi. Najpierw przemarsz ulicą Tērbatas (Dorpacką), później Elizabetes (Elżbiety), Brīvības (Wolności), Bruņinieku (Rycerzy) oraz z powrotem Tērbatas aż do ogrodu Vērmane. Kolorowy, wesoły przemarsz, ludzie z hasłami i śpiewem na ustach, samochód z głośnikiem, Veiko wraz  z parunastoma innymi osobami niósł wielką tęczową flagę. Czy doniesie ją do Sejmu?

Przeciwnicy marszu protestują przeciwko inwazji grzechu na Łotwę . Zdj. Tomasz Otocki

Przeciwnicy marszu protestują przeciwko inwazji grzechu na Łotwę . Zdj. Tomasz Otocki

Zero przemocy, rzucania jajkami, wrogich okrzyków. Okej, było kilka transparentów. „Przeciwko inwazji grzechu na Łotwie”. „Stop! Wy macie głos? Ja też. Nie!”. Ale zaskakujące jest, że prajd przeszedł bardzo spokojnie w samym centrum miasta. Po dziesięciu latach! Ryga naprawdę się zmieniła w ciągu dekady, ludzie się już ze sprawami LGBT oswoili. Nie tak jak w Pradze czy Budapeszcie, ale jednak. Więcej w nich może ciekawości niż agresji. Niektórzy zrzucali z balkonów balony w kolorze tęczy. Później dopiero spotkamy grupę rosyjskojęzycznych mężczyzn wrogo nastawionych do prajdowiczów z hasłami na koszulkach „don’t touch my ass„. Zrobiło się niemiło. Na chwilę.

Na prajdzie kilka odrębnych sekcji: wyróżniała się litewska z Pogonią (a gdzie Orzeł?), a także rosyjska: „Wojnie – niet”, „Następny prajd w Moskwie”, „Zamiast wojennych parad – tęczowe”. Prajdowicze krzyczeli „Rossija budiet swobodna”, a po łotewsku: „Krievija bus brīva”. Tak się składa, że dziś na ryskiej ulicy więcej wolności niż w Moskwie. Jak będzie za 10 lat?

Niedziela rano

Nabożeństwo LGBT w Rydze. Zdjęcie Māra Pētersone

Nabożeństwo LGBT w Rydze. Zdj. Māra Pētersone

Niedziela rano, już końcówka Europride. Ostatnie wydarzenie – nabożeństwo w kościele anglikańskim przy Anglikāņu Iela na Starym Mieście. Na kościelnym stole świece w kolorze tęczy, nabożeństwo w języku angielskim odprawiają także kapłani z tęczowymi elementami w szatach liturgicznych. Na nabożeństwie niewiele osób, jest 9:30, a w sobotę wieczorem w klubie Palladium odbywał się bal prajdowiczów ze Stevem Grandem w roli głównej, więc nie wszyscy rano wstali. A może nie każdy ma potrzebę uczestniczyć w nabożeństwie. Grand to znany muzyk LGBT, który pierwsze piosenki zaczął śpiewać już w wieku 11 lat. A także, co ważne, model.

Na nabożeństwie wiele mądrych słów o miłości, pojednaniu, przebaczeniu. Dużo słów o walce z dyskryminacją. No tak, homoseksualiści są także dziećmi bożymi. Nie każdemu kapłanowi z Łotwy – obojętne czy katolickiemu, czy luterańskiemu – przeszłoby to przez gardło. Kościół anglikański to w niedzielę rano niewielka łódeczka tolerancji na chrześcijańskim morzu. Kościoły na Łotwie, także te protestanckie, są wyjątkowo konserwatywne. Kardynał Jānis Pujats powiedział niedawno w Sejmie, że nawet III Rzesza nie występowała tak radykalnie przeciwko prawu naturalnemu, legalizując związki dwóch mężczyzn.

Māris Sants, prywatnie ojciec dwójki szczęśliwych dzieci, przed trzynastoma laty został ekskomunikowany z kościoła luterańskiego za homoseksualizm. Po wyjeździe z Łotwy imał się różnych zajęć, pracował w kawiarni, malował, był zatrudniony także jako psychoterapeuta. Obecnie jako członek misji metodystów sprawuje w Londynie opiekę duszpasterską nad bezdomnymi. Stąd zna parę słów po polsku. – Rozumiem po polsku, ale nie rozmawiam – uśmiecha się do mnie Sants, czterdziestolatek z kolczykiem w uchu.

Z księdzem siadamy w jednej z kawiarni na placu Tumskim. Duchowny opowiada o swej niełatwej historii. Mimo odczuwania pragnień homoseksualnych poślubił kobietę, z którą miał dwójkę dzieci, po prostu uważał, że tak będzie lepiej. Ale nie mógł jej kochać. Przyszedł rok 2002, gdy Sants dokonał coming outu. I wtedy się zaczęło. Ksiądz wspomina pierwszy prajd w 2005 roku – To było jedno z najstraszniejszych doświadczeń w moim życiu. Tyle nienawiści. Nigdy tego nie zapomnę. I potem rok 2006, gdy zaatakowano nas ekstrementami – głos mu się załamuje. Wspomnienie pierwszego prajdu boli. Drugiego zresztą też. – Ale co możesz zrobić? Idziesz do łazienki, obmywasz się i musisz iść dalej.

Gdy duchowny porównuje pierwszy prajd i to, co wydarzyło się obecnie, to widzi przepaść. Ale problemy dalej są. Parę tygodni temu Sejm Łotwy uchwalił prawo o moralności, które zakazuje homoseksualnej propagandy w szkołach. Na wniosek posłanki z partii „Zgoda” Julii Stepanienko. Jest o co dalej walczyć.

W Anglii żyje bardzo wielu homoseksualistów, którzy wyemigrowali z Łotwy. Wielu z nich wzięło śluby. Nieuznawane przez państwo łotewskie. Rozmawiamy z księdzem bardzo luźno, czy możliwa będzie zmiana nastawienia kościoła luterańskiego do gejów i lesbijek. Na Łotwie – nie. Ale jest szansa, że stanowisko zmieni założony w 1945 roku Łotewski Kościół Ewangelicko-Luterański na emigracji. Bo to jednak część Europy Zachodniej.

Po deszczu tęcza?

Rozstajemy się w przyjaźni. Przyjazny uścisk. To było potrzebne. Łotwa po prajdzie nie zmieni się o 180 stopni. To krótkie wydarzenie zgromadziło zaledwie 5 tys. osób, z których około połowy to goście zagraniczni. Większość młodych Łotyszy, jak zaznaczono na początku materiału, woli „siedzieć w szafie”. Iznākt no skapja – to takie trudne. Nie mają wsparcia u polityków, skoro nawet minister spraw zagranicznych gej wolał pojechać do Australii spotkać się z łotewską emigracją niż być na Prajdzie. Ale czerwcowy prajd może być maleńkim kamyczkiem na drodze do równouprawnienia. W końcu jeszcze w 1993 roku homoseksualizm był na Łotwie przestępstwem. Dziś są kluby, od 2005 roku odbywa się regularny przemarsz przez centrum miasta, Ryga zrobiła się bardziej światowa niż Wilno czy Tallinn. Działa aktywnie „Mozaīka”.

Po intensywnej burzy pojawia się zazwyczaj tęcza. Może zobaczymy ją kiedyś nad ryskim Pomnikiem Wolności?

Ksiądz Sants ucieszyłby się w Londynie…

28 czerwca 2015 r.

 

Zdjęcie tytułowe: Māra Pētersone

Polub nas na Facebooku!