Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

W krainie Szwedofinów

Pociąg jadący do centrum Helsinek (Helsingfors) mozolnie wjeżdża na peron. Ostatnie stacje: Oulunkylä, po szwedzku: Åggelby, Käpylä – w języku Augusta Strindberga Kottby, Pasila – w języku zachodnich sąsiadów Böle. Nazwy szwedzkie wypowiadane przez głośnik mile brzęczą w uchu i różnią się kardynalnie od fińskich. Nie jest więc tak, jak powiedziała we wrześniu 2014 roku w rozmowie ze mną Marija Aušrinė Pavilionienė, posłanka do litewskiego Sejmu, że nazw miejscowych w Europie się nie tłumaczy. Bynajmniej!

Szwedzkojęzyczne gminy w Finlandii. Mapa: Wikiepdia.

Szwedzkojęzyczne gminy w Finlandii. Mapa: Wikiepdia.

Czy w Finlandii doszło do zawładnięcia koleją przez okupantów szwedzkich? Czy dwujęzyczne nazwy to pokazówka przed szwedzkimi turystami? A skąd, po prostu dwujęzyczność wpisana jest w fińską codzienność co najmniej od 1922 roku, gdy doszło do uchwalenia aktu o językach państwowych. A po prawdzie –  szwedzkość wywarła dominujący wpływ na kształtowanie się społeczeństwa fińskiego parę wieków wcześniej. Język fiński został urzędowy dopiero w połowie XIX wieku, co popierał car Rosji – kraju, który sprawował kuratelę nad Finami do 1917 roku. Widzicie jakieś analogie do Litwy?

Szwedzi założycielami Finlandii?

Andreas Elfving, sekretarz Szwedzkiej Partii Ludowej w Finlandii, w rozmowie ze mną w 2014 roku powiedział: Historia populacji szwedzkojęzycznej w Finlandii różni się od historii wielu mniejszości w Europie. Dzisiejsza Finlandia i Szwecja były jednym państwem przez wieki do 1809 roku, kiedy to Finlandia stała się Wielkim Księstwem Imperium Rosyjskiego. Wszystkie wielkie instytucje społeczne są dziedzictwem czasów szwedzkich: uniwersytety, Kościół Ewangelicko-Luterański, wymiar sprawiedliwości itd. Fiński stał się oficjalnym językiem dopiero w 1863 roku, dołączając do szwedzkiego. Fiński hymn narodowy powstał w języku szwedzkim i dopiero został przetłumaczony na język fiński. Rola szwedzkiego w zbudowaniu współczesnej Finlandii była bardzo ważna i wiele – jeśli nie większość – ważnych postaci w historii ma korzenie szwedzkie: kompozytor – twórca narodowego stylu w muzyce fińskiej Jean Sibelius, marszałek i prezydent Finlandii C.G. Mannerheim, fiński poeta romantyczny tworzący w języku szwedzkim – autor hymnu narodowego Finlandii Maamme J.R. Runeberg, malarz fiński, twórca serii obrazów inspirowanych fińską epopeją narodową Kalevala Akseli Gallen-Kallela i… można by jeszcze długo wymieniać…

Nikt nie zaprzeczy, że podobny wpływ na litewską kulturę wywarli Polacy tacy jak Adam Mickiewicz, Jędrzej Śniadecki, Eliza Orzeszkowa czy Józef Ignacy Kraszewski. Choć Litwa za bardzo dziś nie chce o tym pamiętać.

Szwedzkojęzyczni Finowie

O ile na Litwie mamy do czynienia z mniejszością polską, Polakami na Litwie czy litewskimi Polakami, to mniejszość szwedzkojęzyczna w Finlandii identyfikuje siebie zupełnie inaczej. Robert Ciechanowski, kiedyś pracujący jako dziennikarz, mający za sobą etap wielu lat zamieszkania w Finlandii, zna oba języki urzędowe Finlandii: wypadałoby powiedzieć kilka słów o języku szwedzkim w Finlandii. Jest on inny niż „rikssvensk” – język szwedzki literacki. Ma odrębny akcent, melodię zdań, jest pozbawiony akcentu tonicznego („śpiewania”), z którego słyną Szwedzi. Różni się również w warstwie słownikowej – jednak jest on obustronnie zrozumiały, tak jak dla nas język kresów czy dla Brytyjczyków amerykańska odmiana angielskiego.

Język wilniuków także się różni od języka koroniarzy, ale w sprawie tożsamości są jeszcze poważniejsze różnice między Polakami na Litwie a Szwedofinami.

Anna Abrahamsson, młoda działaczka Szwedzkiej Partii Ludowej. Zdj. Tomasz Otocki

Anna Abrahamsson, młoda działaczka Szwedzkiej Partii Ludowej. Zdj. Tomasz Otocki

Z Anną Abrahamsson umawiam się w okolicy Ravintola w Helsinkach, siadamy w jednej z kawiarni i dyskutujemy. Anna została parę tygodni wcześniej asystentką posła do Eduskunty (po szwedzku: Riksdagu), w dodatku jest młodą działaczką Szwedzkiej Partii Ludowej i radną okręgu Sipoo (Sibbo). „Myślę, że zarówno Szwecja, jak i Finlandia, są częścią wspólnoty nordyckiej” – deklaruje Anna. „Nie czuję, żeby Szwecja była moją ojczyzną. Oczywiście, oni mówią moim językiem, ale moim krajem jest Finlandia. Jestem szwedzkojęzyczną Finką. To może inaczej niż mniejszości w innych krajach, ale my nie pamiętamy żadnych naszych przodków, którzy przybyli ze Szwecji, urodziliśmy się w Finlandii i nasze rodziny mieszkają od pokoleń tutaj. Choć są tacy, którzy w przypływie złości mówią: „wracaj do Szwecji” – tyle Anna Abrahamsson, młoda liberalna polityk z Finlandii.

Oskar Koivumäki z organizacji Finlands Svenska Ungdomsförbund (Związek Młodzieży Szwedzkiej w Finlandii), choć ma zupełnie fińsko brzmiące nazwisko, jest Szwedofinem. Jego ojciec pochodzi ze środkowo-zachodniej części Finlandii i ledwo mówi po fińsku. Koivumäki w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim podkreśla: jestem szwedzkojęzycznym Finem, żadnym Szwedem i jak drużyna fińska gra przeciwko szwedzkiej w hokeja na lodzie, dla Oskara jest jasne – kibicuje wtedy Finlandii.

Pracownicy szwedzkiego kanału YLE. Zdj. Tomasz Otocki

Pracownicy szwedzkiego kanału YLE. Zdj. Tomasz Otocki

Szwedzkojęzycznymi Finami, a nie Szwedami, czują się także pracownicy szwedzkiego kanału YLE: Marika Mäklin, Thomas von Bogusławski (ma polskie korzenie!) oraz Niklas Fagerström, których spotykam w siedzibie kanału przy ulicy Uutiskatu 5.

Media szwedzkie

Media szwedzkojęzyczne w Finlandii to zupełnie odrębna historia. „Hufvudstadsbladet”, czyli po polsku „Gazeta Stołeczna”, ukazuje się w Helsinkach od 1864 roku. Jest największą gazetą szwedzkojęzyczną w Finlandii o nakładzie ok. 50 tys. egzemplarzy (Szwedofinów jest ok. sześciu razy więcej, dla porównania „Kurier Wileński” ma ok. 2 tys. nakładu przy społeczności polskiej na Litwie podobnej wielkości co Szwedofini). W czasach carskich była najbardziej czytaną gazetą w Wielkim Księstwie Finlandzkim. Ja spotykam się z dziennikarzami szwedzkojęzycznego kanału YLE w siedzibie kanału przy Uutiskatu 5. Rozmawiamy sobie o preferencjach telewizyjnych szwedzkich Finów – choć nie czują się Szwedami, to bardzo lubią oglądać szwedzką telewizję. Bo ma dobrą jakość. Inna sprawa – państwowy kanał YLE dostaje ok. 15% dotacji na media. Nacjonaliści fińscy pytają, dlaczego tak dużo, skoro Szwedofinów jest znacznie mniej, średnio trzy razy. I proponują obniżenie tej składki. Meri Leppänen z biura prasowego Partii Finów mówi mi bez ogródek: „przynajmniej nie powinniśmy zwiększać dotacji na szwedzki kanał YLE, a tenże kanał powinien zajmować się informowaniem o wszystkich mniejszościach Finlandii, nie tylko szwedzkojęzycznej”.

Edukacja szwedzka w szkole

Skoro szwedzki jest drugim językiem urzędowym w Finlandii, logicznym krokiem jest jego nauczanie w szkołach. O ile Litwa chwali się, że zapewnia polskiej mniejszości na Wileńszczyźnie nauczanie po polsku „od kołyski po grób” (przepraszam za ten drobny sarkazm), to w Finlandii jasne jest, że Szwedofini mają prawo uczyć się w języku ojczystym, zarówno w szkole podstawowej, gimnazjum jak i na studiach wyższych.

Robert Ciechanowski w rozmowie ze mną podkreśla, że prawodawstwo fińskie nakazuje uczyć języka szwedzkiego jako drugiego dla Finów fińskojęzycznych, a fińskiego dla Szwedofinów. „Budzi to spore obiekcje, zwłaszcza Finów fińskojęzycznych, których jest ponad 90 procent (Szwedofinów ok. 5 proc.) Niedawno po raz kolejny przepadł w Eduskuncie projekt ustawy znoszącej »pakkoruotsi« – obowiązkowy szwedzki. Sytuacja taka powoduje, że w szkołach oprócz obowiązkowego angielskiego i szwedzkiego nie naucza się innych języków, również z braku czasu na nie. Skutki tej polityki odczuwane są zwłaszcza w handlu i przemyśle” – mówi Ciechanowski.

Fredrik Guseff, dyrektor think-tanku Szwedofinów. Zdj. Tomasz Otocki

Fredrik Guseff, dyrektor think-tanku Szwedofinów. Zdj. Tomasz Otocki

Szwedzka Partia Ludowa nie chce jednak dopuścić do tego, by obowiązkowy szwedzki w szkołach przepadł. Jak powiedział w rozmowie ze mną Fredrik Guseff, działacz partii i dyrektor jej think-tanku Svenska Bildningsförbundet „gdyby znieść obowiązkowość szwedzkiego, to zubożylibyśmy uczniów o jeden język obcy, nie dając nic w zamian. Ludzie często wybierają bowiem to, co jest po linii najmniejszego oporu… Kiedyś egzamin z języka szwedzkiego był obowiązkowy po ukończeniu gimnazjum. I po tym, jak zniesiono taki obowiązek, widzieliśmy, że momentalnie bardzo dużo uczniów zrezygnowało ze składania tego egzaminu. Więc to jest też argument za obowiązkowością zajęć ze szwedzkiego„. Kolejny argument: dzięki szwedzkiemu Finlandia jest częścią Zachodu. „Szwedzki to jest także część kultury, dziedzictwa Finlandii. Oznaka, że przynależy ona do świata nordyckiego. Gdyby zlikwidować obowiązkowy szwedzki, to wtedy Finlandia miałaby kłopot z powiedzeniem o sobie, że jest krajem nordyckim. Ludzie nie mieliby tej podstawy edukacyjnej. Ponadto szwedzkość w Finlandii to zachodnioeuropejskość. To, że przez tyle lat Finlandia była częścią Szwecji, uczyniło ją innym krajem niż Rosja czy kraje bałtyckie” – tyle Guseff, który sam jest w połowie Szwedofinem, w połowie potomkiem mieszkańców dawnej Karelii, którzy po sowieckiej okupacji w 1940 roku przenieśli się do Finlandii właściwej.

Kwestię obowiązkowego szwedzkiego inaczej widzi populistyczna Partia Finów. To dzięki nim na wiosnę 2015 roku doszło do procedowania w Eduskuncie projektu znoszącego obowiązkowy szwedzki. Meri Leppänen z biura prasowego Partii Finów mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim: „uważamy, że szwedzki powinien być przedmiotem fakultatywnym na wszystkich poziomach”. Czyli żadnej obowiązkowości. Guseff podaje jeszcze jeden argument za szwedzkim w szkołach: „gdyby znieść obowiązkowość pojawiłyby się dwa nowe problemy. Po pierwsze, jeśli np. wprowadzilibyśmy na wschodzie Finlandii rosyjski jako obowiązkowy zamiast szwedzkiego, to wtedy młody człowiek, który przeprowadza się znad wschodniej granicy do Helsinek, nagle zaczyna czuć się obco, bo nic nie rozumie z języka szwedzkiego, który jest tutaj urzędowy. I nie może np. podjąć pracy w policji albo instytucji samorządowej”. Argument przekonujący, ale nie dla nacjonalistów fińskich.

Przy partii stać chcemy

Nieoficjalna flaga Szwedofinów

Nieoficjalna flaga Szwedofinów

Szwedzka Partia Ludowa istnieje w Finlandii od 1906 roku. Początkowo głosowało na nią nawet około parunastu procent wyborców, ale od czasu, gdy zmniejsza się liczba Szwedofinów, notuje stabilne poparcie na poziomie 4-5%. Gdyby zastosować w Finlandii próg wyborczy dla mniejszości narodowych, tak jak ma to miejsce na Litwie, Szwedofinów nie byłoby w Eduskuncie. Ale brak progu wyborczego i tęczowe koalicje, których częścią byli także do 2015 roku Szwedofinowie, to już fińska tradycja. O ile AWPL na Litwie jest partią „przeklętą” przez establishment, to jeszcze w 2014 roku w rękach mniejszości szwedzkojęzycznej były tak ważne resorty jak obronność czy sprawiedliwość. Ba, w latach pięćdziesiątych szwedzka partia miała swojego premiera.

Minister obrony Carl Haglund, członek rządu Alexandra Stubba (także Szwedofina), miał w 2015 roku najlepszy wynik personalny w wyborach – chwali się w rozmowie z portalem Wiadomości znad Wili, Andreas Elfving, sekretarz szwedzkiej partii ds. międzynarodowych.

Partia mniejszości szwedzkiej w Finlandii rozwiewa pewien mit funkcjonujący w liberalnych środowiskach polskich na Litwie, które chcą „kruszyć beton AWPL”. Choć nie jest to partia wodzowska i w ciągu dwudziestu ostatnich lat cztery razy zmieniła prezesa, to 75% szwedzkojęzycznych Finów na nią głosuje. Tak jak Litwa ma swoje Soleczniki, gdzie rzekomo dochodzi do łamania zasad demokracji, skoro od 1995 roku władza jest w rękach AWPL, to co powiedzieć o takich okręgach w zachodniej części Finlandii jak Korsnäs w Ostrobotni, gdzie w 2012 roku na Szwedzką Partię Ludową głosowało 95% wyborców, a opozycja socjaldemokratyczna ma w radzie okręgu… jeden mandat? W okręgu Närpiö nie jest lepiej, bo tutaj na Szwedofinów głosowało 90,6% mieszkańców, jest tylko trzech radnych o innej proweniencji politycznej.

Choć trzeba podkreślić jeszcze raz – Szwedzka Partia Ludowa to nie jest partia wodzowska.

Dwujęzycznie w Åbo

Podczas swego pobytu w Finlandii zrobiłem sobie jednodniową wycieczkę do Turku (Åbo), czyli miasta, gdzie obowiązuje dwujęzyczność. Ale nie z tej racji, że Szwedów jest ponad 8% (tyle wynosi próg dla dwujęzyczności w liberalnej Finlandii), a dlatego, że to duże miasto i mniejszość szwedzkojęzyczna przekracza 3 tys. mieszkańców.

Pod piękną współczesną biblioteką spotkam pana Matthiego na rowerku. Pytam jak u niego ze szwedzkim. Uczył się w szkole, ale nie zna na tyle, żeby oglądać telewizję czy czytać prasę. Pyta mnie, dlaczego ten język musi być obowiązkowy, skoro jego wnuki wolałyby się uczyć rosyjskiego. Z Rosją Finlandia ma 1300 km granicy. To ważny sąsiad. Oona i Netta, dwie młode dziewczyny spotkane pod tą biblioteką, także nie znają dobrze szwedzkiego, choć uczą się w szkole (jest obowiązkowy przez trzy lata). Słuchają jednak szwedzkich zespołów i to pomaga. Pani Heli, którą spotykam w drodze do katedry w Turku, zna szwedzki, bo jej siostry poślubiły Szwedów. Dzieci poszły do szwedzkich szkół (to bardzo często się zdarza w dwujęzycznych rodzinach), a Heli twierdzi, że zawsze popierała dwujęzyczność Finlandii. Dwujęzyczność popiera także młody działacz fińskich zielonych Jukka Vornanen (tej samej partii, do której blisko jest Oskarowi Koivumäki), którego spotykam podczas prajdu w Turku.

Jukka Vornanen, działacz partii zielonych, w całości popiera równouprawnienie Szwedofinów. Zdj. Tomasz Otocki

Jukka Vornanen, działacz partii zielonych, w całości popiera równouprawnienie Szwedofinów. Zdj. Tomasz Otocki

Zieloni sprzeciwiają się populizmowi Prawdziwych Finów i chcą pozostawić przy życiu obecny system dwujęzyczny. Ale po wyborach 2015 roku są poza koalicją.

Wchodzę do katedry w Turku, czyli Åbo. Zwracają uwagę rozłożone na szafkach modlitewniki – połowa z nich (ta zielona) jest po szwedzku, połowa (czerwona) po fińsku. Parytetowo. I nikomu nie przeszkadza. W katedrze w Turku, inaczej niż w katedrze w Helsinkach, odbywa się co niedzielę szwedzkie nabożeństwo (högmässa).

Åbo jest ważne jeszcze z innego powodu. Tutaj znajduje się Akademia Åbo, w której od wieków naucza się po szwedzku. To po prostu jedna ze szwedzkojęzycznych szkół wyższych w Finlandii. Inną jest Uniwersytet w Helsinkach, który jest bilingwalny, oraz Swedish School of Economics and Business Administration w Vasa.

Biblioteki…

Skoro już mowa o bibliotekach, warto przyjrzeć się księgozbiorom. Hypen Kaisa z biblioteki w Turku przytacza mi statystyki, z których wynika, że od 6 do 11% księgozbioru jest szwedzkojęzyczne (dla porównania: wśród mieszkańców Turku Szwedofini to tylko 5%). W zeszłym roku na zakup szwedzkojęzycznej literatury wydano w Turku ok. 40 tys. euro. Dla około siedmiu pracowników biblioteki szwedzki jest językiem ojczystym. Ale tak naprawdę wszyscy pracownicy biblioteki muszą znać w stopniu komunikatywnym szwedzki.

Skoro dwujęzyczny jest parlament Eduskunta-Riksdag, to także dwujęzyczna musi być jego biblioteka. Sari Koski przekazuje mi następujące informacje: 48 tys. książek w Eduskuncie to książki szwedzkojęzyczne, 129 tys. – fińskojęzyczne, proporcja jest zatem niezmiernie korzystna dla szwedzkiego. Pracownicy biblioteki mówią po szwedzku.

…i teatry

Szwedzki Teatr w Helsinkach znajduje się w samym centrum miasta, tuż obok Esplanady. Budynek pochodzi jeszcze z XIX wieku i zaprojektował go Nicholas Benois, ojciec architekta rosyjskiego, który budował w Warszawie Sobór św. Aleksandra Newskiego na pl. Saskim oraz Bank Polski. Nikomu w Finlandii nie przyszło do głowy, by odebrać budynek Szwedofinom i oddać narodowi tytularnemu, tak jak uczynili to Litwini z teatrem na Pohulance.

Pracownik Teatru Szwedzkiego Arto Puranen w charakterystycznym stroju. Zdj. Tomasz Otocki

Pracownik Teatru Szwedzkiego Arto Puranen w charakterystycznym stroju. Zdj. Tomasz Otocki

Gdy pytam straż teatru o dyskryminację, patrzą na mnie dziwnie. Rozmawiam z dwoma pracownikami teatru: Joanną Brenner oraz Arto Puranenem. – Teatr cieszy się także popularnością wśród Finów, do dobrego tonu należy tu przyjść. Obecnie wystawiamy musical „Mamma Mia”, poświęcony zespołowi Abba, zapraszamy! Całe Helsinki obklejone są plakatami zapraszającymi na musical, informacja o „Mamma Mia” wita nas już nawet na lotnisku w Helsinkach.

Ellen Ödahl, dyrektor Szwedzkiego Teatru, w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim przytacza parę danych o teatrze: jego budżet w 2014 roku wyniósł prawie 9 mln euro, z czego 43% zapłaciło państwo, zaś 11% – miasto Helsinki. Reszta pieniędzy pochodzi ze sprzedaży biletów oraz drobnych donacji.

Teatr Szwedzki znajduje się także w miejscowości Vasa. Ma trzy razy mniejszy budżet od teatru w stołecznych Helsinkach, wspierany jest przez państwo i samorząd, zaś liczba jego gości to rocznie 35-45 tys. osób. Szwedofinów jest w mieście ok. 16-17 tys. (24,8%), więc do teatru muszą chodzić także Finowie. Podobną liczbę odwiedzających ma Teatr Szwedzki w Åbo (20-40 tys.). Sztuki wystawiane są po szwedzku, ale na scenie znajduje się specjalny telebim, który wyświetla fińskie tłumaczenie (podobny model jak w Teatrze Rosyjskim w Rydze). Sponsorzy tacy sami jak w Vasa: państwo fińskie i samorząd.

Jak twierdzi Ellen Ödahl teatry szwedzkie w Finlandii są w uprzywilejowanej pozycji, bo mają wsparcie z prywatnej fundacji szwedzkojęzycznej Kulturfonden. A problemy Teatru w Helsinkach? Takie jak wszędzie: oferta teatralna przegrywa z kinową, telewizyjną. Ale Teatr Szwedzki to solidna marka, która pewnie przetrwa jeszcze całe lata.

Szwedzki Kościół luterański w Finlandii

Kościół luterański ma znaczenie umiarkowane dla Szwedofinów. Podobnie jak religia specjalnie nie odróżnia Polaków i Litwinów, tak samo nie ma tutaj różnicy między Finami a mniejszością szwedzkojęzyczną. Większość ludności formalnie należy do kościoła, ale na nabożeństwa przychodzą nieliczni. W pięknej klasycystycznej katedrze luterańskiej nie znajdziemy nabożeństw po szwedzku, natomiast takie nabożeństwa oferowane są w największym kościele w Helsinkach – neogotyckim kościele św. Jana. Łącznie nabożeństwa po szwedzku odbywają się w trzech kościołach stolicy Finlandii. 85% z 300 tys. Szwedofinów jest formalnie częścią Kościoła Luterańskiego.

Szwedzkojęzyczna pastor Maria pełniąca posługę w kościele św. Jakuba. Zdj. Tomasz Otocki

Szwedzkojęzyczna pastor Maria pełniąca posługę w kościele św. Jakuba. Zdj. Tomasz Otocki

Z dwoma księżmi luterańskimi szwedzkiego pochodzenia (młodymi stażem – on sześć lat pełni posługę, ona – dwa lata) spotykamy się w kościele św. Jakuba przy ul. Kvarnbergsbrinken 1 na tradycyjnej pomszalnej herbatce. Jakie największe kłopoty mają szwedzkie parafie? – Spadające liczby, wiernych, uczęszczających do kościoła – mówią księża. Tutaj sytuacja niespecjalnie różni się od Szwecji.

Czy model fiński jest do przeniesienia na Litwę?

Wielu polskich internetowych komentatorów-marzycieli jako lekarstwo na obecny etnonacjonalizm litewski proponuje „wariant fiński”. Chodziłoby o przyznanie językowi polskiemu takich samych praw, jakie posiada szwedzki w Finlandii. W końcu Polacy wywarli podobny wpływ na kulturę litewską, jak Szwedzi na fińską. – Gdyby nie ciasny nacjonalizm litewski, który stanął u początków państwa litewskiego w 1918 roku, być może ja także określałbym się teraz jako Litwin. Bo znaczyłoby to mniej więcej to samo co Wielkopolanin czy Mazowszanin – powiedział kiedyś w rozmowie ze mną młody polski działacz z Wilna Rajmund Klonowski. Można to jeszcze bardziej rozwinąć: gdyby w 1918 roku Młodofinowie z taką samą agresją podeszli do języka szwedzkiego jak Litwini w Kownie do języka polskiego, to może dziś mielibyśmy mniejszość nie szwedzkojęzyczną, a po prostu Szwedów w Finlandii?

Halina Kobeckaitė, z pochodzenia Karaimka z Trok, a po 1990 roku ambasador Litwy w Helsinkach, studzi pomysły o wariancie fińskim w Republice Litewskiej: muszę powiedzieć, że model Finlandii nie jest nam po prostu potrzebny, jest niemożliwy do zrealizowania, ponieważ mamy zupełnie inne historyczne okoliczności. Sytuacja w Finlandii i u nas jest nie do porównania. Jeszcze w 1991-92 roku miałam takie samo pytanie i tak samo odpowiedziałam. Teraz, gdy bardziej poznałam ten kraj, to swoje wcześniejsze zdanie jeszcze bardziej popieram. Co dotyczy polskiej mniejszości na Litwie, to ma ona najlepsze warunki dla rozwoju i użytku swego ojczystego języka, o jakich inne mniejszości w innych krajach mogą tylko marzyć…

Robert Ciechanowski, Polak mieszkający długie lata w Finlandii: Z tego, co obserwuję, Litwini mają w sobie za dużo dumy i zbyt bolesne doświadczenia, choćby z okresu II Rzeczpospolitej, by pozwolić na aż taką wolność językową. Założę się, że gdyby nawet znalazła się opcja polityczna, gotowa pójść na takie rozwiązanie, większość i tak byłaby przeciwna. Zresztą, rzadko jest tak, że obecność drugiego języka nie budzi negatywnych emocji. Podejrzewam, że przeważą tu względy natury politycznej. Podobne rozwiązanie – bezproblemowe uznanie języka mniejszości – sprawdziło się chyba tylko w Walii, choć i tu Anglicy mają obiekcje.

Szymon Noreikis, polski student z Wileńszczyzny, mieszkający w Helsinkach: Na Litwie śmiało można by zezwolić na napisy w dwóch językach w polskojęzycznych miejscowościach. Np. Mokyklos g./ul. Szkolna, jak w Finlandii Koulukatu/Skolangatan.

Tylko kto się odważy, skoro polska mniejszość ma najlepsze warunki itp.?

Tomas Venclova, podczas wykładu na Uniwersytecie Warszawskim w 2012 roku: „Szwedzi nie wydzierali Finom Helsinek, ale Finowie byli znacznie mniej zakompleksieni, znacznie bardziej pragmatyczni i ufający sobie niż Litwini, czemu sprzyjała wieloletnia autonomia w ramach Cesarstwa Rosyjskiego. (…) Do tego nie odmawiali Szwedom pewnego prawa do Helsinek, np. nigdy nie zabraniali używania nazwy Helsingfors albo dwujęzycznych tabliczek na ulicach, co istnieje dotychczas, chociaż Szwedów w Helsinkach jest 6%”.

Dwujęzyczne tablice z nazwami ulic w Helsinkach. Zdj. Tomas Otocki

Dwujęzyczne tablice z nazwami ulic w Helsinkach. Zdj. Tomas Otocki

Na współczesnej Litwie głosy takich osób jak Venclova czy młody polski student Noreikis są wołaniem na puszczy… Ale specyficzna pozycja Szwedofinów budzi zaciekawienie, fascynację, zazdrość. I pewnie będzie tak do końca świata, choć Anna Abrahamsson nie wyklucza w rozmowie ze mną zmiany konstytucji i uczynienia z Finlandii kraju monolingwalnego. A Fredrik Guseff – formalnego pozostawienia dwujęzyczności w konstytucji, ale de facto realizacji modelu państwa jednojęzycznego, gdy skasowany zostanie obowiązkowy szwedzki ze szkół. To jednak dmuchanie na zimno, gdyż w Finlandii na nastrojach antyszwedzkich gra właściwie jedna siła polityczna, inaczej niż na Litwie, gdzie właściwie tylko jedna partia litewska jest polskim postulatom przychylna. To ważna różnica.

Przeczytaj także:  Chcemy pomóc Litwinom pozbyć się stereotypów – rozmowa z Vidą Montvydaitė

Na koniec coś optymistycznego, dla Szwedofinów. Andreas Elving: Parlament głosował przed wyborami nad inicjatywą Partii Finów usunięcia języka szwedzkiego jako obowiązkowego w szkołach. Rezultaty były jasne. Oprócz Partii Finów wszystkie partie – z małymi wyjątkami – wsparły obecny system, w którym szwedzki jest językiem obligatoryjnym. To głosowanie w jasny sposób usunęło tę kwestię z agendy politycznej.

A u nas na polsko-litewskiej agendzie, co? Po raz setny debata o tym, czy dopuścić oryginalną pisownię nazwisk. Bo w literce „w” podobno czai się zagrożenie dla litewskiej tożsamości narodowej.

Hej, idą, płyną rzeki, Hej, we świat gdzieś daleki, Hej, co ma być inaczej, Kiej było tak przez wieki!

(Maria Konopnicka)

Prawdopodobnie nie będzie inaczej w naszych polsko-litewskich relacjach… Ale wilniucy podróżujący do Finlandii mogą ukradkiem podpatrywać lokalny model dwujęzyczności i cieszyć się, że ktoś w 1918 roku w Helsinkach był mądrzejszy niż ciaśni nacjonaliści z Kowna. Do czasu, kiedy na Litwie nie pojawią się młodzi, postępowi politycy, którzy będą chcieli nawiązać nie tylko do Giedymina, ale także tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego zjednoczonego w unii z Rzeczpospolitą. Wierzę, że tak będzie, ale droga żmudna, daleka…

Warszawa, 27 września 2015 r.

  • Turja

    Sporo literowek niestety. Gdzie jest okolica Ravintola w Helsinkach? 😀

    • Dziękujemy za komentarz. Będziemy wdzięczni za wskazanie słów z literówkami. Postaramy się zweryfikować fińskie i szwedzkie nazwy.

    • Tomasz Otocki

      @Turja: język fiński i szwedzki nie są „moimi’ językami i będę wdzięczny za wskazanie, gdzie w tekście znajdują się literówki, by je poprawić. Jeśli chodzi o „Ravintola Lasipalatsi”, to jest to zespół kawiarni / knajp przy ul. Mannerheimvägen (ulicy Mannerheima). Tam się spotkaliśmy z asystentką posła Adlercreutza.

      • komizm sformułowania „okolica Ravintola” tkwił w tym, że „ravintola” to po prostu ‚restauracja’. 🙂

  • „Gdyby nie ciasny nacjonalizm litewski, który stanął u początków państwa litewskiego w 1918 roku, być może ja także określałbym się teraz jako Litwin. Bo znaczyłoby to mniej więcej to samo co Wielkopolanin czy Mazowszanin”

    samo podejście popieram, ale nie rozumiem tego porównania do nazw mieszkańców regionów… bo w takim ujęciu do tego szeregu nazw [„Wielkopolanin”, „Mazowszanin”…] pasowałoby raczej określenie „Polak” a nie „Litwin”.

    wszak po pierwsze większość na Litwie stanowią przecież Litwini, a po drugie – Wielkopolska czy Mazowsze nie są niezależnymi państwami.

    • OK, już się dowiedziałem, ten „młody działacz” po prostu w ogóle neguje zasadność istnienia państwa litewskiego. w takim razie nie popieram jego podejścia.

    • Litwopolska

      @ „bo w takim ujęciu do tego szeregu nazw: [Wielkopolanin, Mazowszanin…] pasowałoby raczej określenie Polak, a nie Litwin”

      Niekoniecznie. Bo przed rozbiorami istniało wyraźne rozróżnienie pomiędzy Żmudzinami (północny-zachód) a Litwinami (południowy-wschód).

      Żmudzini zawsze uważali się za oddzielny naród, ewentualnie za część większego narodu litewskiego (w ramach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego) i nie podlegli polonizacji.
      Natomiast Litwini (a przynajmniej górne warstwy społeczeństwa litewskiego) od czasu unii z Polską ulegali stopniowej polonizacji i po jakimś czasie Litwa to była dla nich bardziej nazwa krainy w trójkącie Suwałki-Święciany-BrześćLitewska niż przynależność narodowa.

      W tym sensie Litwa owszem stała w jednym szeregu z nazwami Wielkopolska i Małopolska.

      A słowo Litwin oznaczało Polaka z terenów Litwy (np. Adam Mickiewicz).

      Wspomniany „ciasny nacjonalizm litewski” z 1918 pozbawił ich litewskiej tożsamości i skazał na bycie mniejszością polską.

      „Prawdziwymi” Litwinami zostali nagle tylko Żmudzini oraz ta część społeczeństwa Litwy, która nie mówiła po polsku.

      W ten sposób w XX w. Litwa z nazwy krainy stała się z powrotem nazwą narodu.

      Narodu, który co zabawne, stanął w opozycji do narodu polskiego, a jednocześnie uznał się spadkobiercą Wielkiego Księstwa Litewskiego (co miało być usprawiedliwieniem do zajęcia Wilna – historycznej stolicy państwa litewskiego i uczynienia go stolicą nowej Litwy.)
      Za ten „skok na Wilno” najwyższą cenę paradoksalnie płacą do dziś Żmudzini, którzy muszą udawać Litwinów i nie mogą doprosić się statusu mniejszości narodowej, mimo że wielu z nich czuje się bałtami… ale nie Litwinami.)

  • Maciej

    Bardzo ciekawy artykuł, do którego ktoś na siłę doczepił agitkę o cierpieniu Polaków na Litwie. Najbardziej rozczulający jest fragment, w którym autor chce demontować mit o betonie AWPL za pomocą wyników wyborów. To, że AWPL jest skrajnie konserwatywna, katolicka i, że młodzi ludzie nie chcą mieć z nią nic wspólnego to jedno, to, że wygrywa wybory to drugie. Trump też wygrał wybory, co nie czyni z niego mniejszego betonu.

Polub nas na Facebooku!