Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Szczęśliwe przypadki Aleksandry Rolowej

Miałam w życiu gigantyczne szczęście – do tego można by streścić wspomnienia Aleksandry Rolowej, emerytowanej profesor Uniwersytetu im. Pēterisa Stučki w Rydze. W czasie wojny udało jej się z rodziną – dzięki przewidującej, mądrej decyzji ojca – uciec od Holocaustu, później upiekło jej się, gdy z powodzeniem trafiła na Uniwersytet Leningradzki, a w 1953 r. nie przyszła na żałobne uroczystości z okazji śmierci Stalina. Szczęście nie opuściło jej także dwadzieścia lat później, gdy z katedry Komunistycznej Partii Łotwy jej gensek Augusts Voss upomniał uczelnię, że zatrudnia specjalistkę od nikomu niepotrzebnej wiedzy. Zapraszam do zapoznania się z sylwetką Aleksandry Rolowej.

Z łotewskich Żydów

Aleksandra Rolowa

Aleksandra Rolowa

Bohaterka wydanych właśnie w Niemczech wspomnień pt. „Ein jüdisches Leben aus dem Baltikum” („Żydowskie życie z Nadbałtyki”) urodziła się jesienią 1920 roku w rosyjskim miasteczku Uglicz, dokąd w czasie I wojny światowej wyjechali jej rodzice – Dawid Abramowicz, lekarz, absolwent tartuskiej medycyny, wcześniej studiujący w Berlinie i wychowany w niemieckiej kulturze, potrzebny był w głębi Rosji, matka – Rosa Lipkin-Abramowicz, absolwentka francuskiego liceum, także wywodziła się z Żydów łotewskich. Ślub rodzice Aleksandry Rolowej wzięli w 1916 roku w wielkiej synagodze w Sankt Petersburgu. W 1921 roku wraz z półroczną córeczką wrócili do niepodległej już Łotwy, z którą wiąże się początkowa część wspomnień Aleksandry Rolowej.

Pierwszą część książki „Meine drei Leben” („Moje trzy życia” – chodzi o życie w niepodległej Łotwie naznaczone niemieckością, Związku Sowieckim – jako badaczki słonecznej Italii i Republice Federalnej Niemiec po 1991 roku – starszej kobiety odnajdującej swe żydowskie korzenie) zaczyna się od kardynalnego i niełatwego w gruncie rzeczy pytania: kto jest Żydem? Są dwie proste odpowiedzi: religijna (ten, którego matka jest Żydem) i sowiecka (ten, który ma narodowość Żyd wpisaną w pkt. 5 sowieckiego paszportu). Jak sprawa wygląda w przypadku rodziny Abramowiczów?

To rodzina żydowska, ale daleka od religijności, chodzenia do synagogi, zeświecczona, pochłonięta do reszty przez kulturę niemiecką. To taka rodzina, w której słucha się Wagnera i Beethovena, na półce stoją książki z dziełami Heinego, Schillera i Goethego, a codziennie rano czyta ukazującą się w Łotwie „Rigasche Rundschau”. Dość powiedzieć, że podstawowych informacji o Biblii dostarczała małej Aleksandrze chrześcijańska służąca Anna Müller, wywodząca się z niemieckiego proletariatu na Czerwonodźwiniu. „Moją ojczyzną jest Łotwa” – pisze w początkowej części książki Aleksandra Rolowa – „tu żyli moi dziadowie, moi rodzice, tu wyrosłam, tu spędziłam dłuższy okres swego życia”. A więc sprawa jest jeszcze bardziej pogmatwana: bohaterowie książki to Żydzi, zafascynowani kulturą niemiecką, obywatele niepodległej Łotwy, a po 1945 roku dojdzie jeszcze kolejny czynnik: ludzie funkcjonujący w warunkach sowieckiej okupacji, gdzie coraz agresywniej wkracza na Łotwę język i kultura rosyjska. I sowieckie szpiclowanie.

Do czasu wybuchu II wojny rodzina była zafascynowana do tego stopnia niemczyzną, że mała Aleksandra nie znała rosyjskiego. Pozna go dopiero w czasie ewakuacji do Saratowa po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej.

Dzieciństwo i rodzice

„Mój ojciec był miłośnikiem muzyki, sztuki i teatru. W tych latach kupował płyty, które dopiero co weszły na rynek, i kiedy przynosił je do domu, kładł je od razu na gramofon i słuchał ich. Pamiętam wciąż dokładnie, jakie płyty to były. To była uwertura Wagnera do opery »Tannhäuser«, Szecherezada Rymskiego-Korsakowa oraz uwertury »Egmont” i »Corolian« Beethovena. Moi rodzice naturalnie odwiedzali przedstawienia operowe i stosunkowo wcześnie zaczęli zabierać na nie także mnie. Moja pierwsza opera to był »Lohengrin« Ryszarda Wagnera” – wspomina Aleksandra Rolowa rodzinny dom. Ojciec był lekarzem i leczył tak znane osoby jak łotewski milioner żydowskiego pochodzenia Antons Benjamins. A także dwóch łotewskich twórców: Edvartsa Virzę i Vilisa Plūdonisa.

Czy ze względu na zachwyt nad niemiecką kulturą mieliśmy w przypadku Abramowiczów do czynienia raczej z Niemcami żydowskiego pochodzenia? Chyba nie, bo w tym świeckim domu zawsze obchodzony był seder, ojciec zaś angażował się w liczne inicjatywy żydowskie, takie jak żydowskie stowarzyszenie lekarzy, żydowskie towarzystwa dobroczynne. Ba, nawet kupił kawałek ziemi w Palestynie. Bo choć o polityce lubić nie mówił, to ciągnęło go raczej w stronę syjonizmu.

Rodzina Abramowiczów mieszkała w pięciopokojowym mieszkaniu przy Marijas iela 70. A więc same centrum Rygi. Później Abramowiczowie przeprowadzili się, już po narodzinach brata Aleksandry, do mieszkania przy Lāčplēša iela, tam będą mieszkać także w okresie powojennym, gdy Ryga zostanie przyłączona do ZSRS. W czasie okupacji niemieckiej w mieszkaniu Abramowiczów kwaterować będą oficerowie Wehrmachtu.

Szkoła w przedwojennej Łotwie

Młoda Aleksandra Rolowa

Młoda Aleksandra Rolowa

Tymczasem jesteśmy w przedwojennej Łotwie i mała Aleksandra idzie do przedszkola – to prywatna placówka prowadzona przez siostry Bremer. Przedszkole znajdowało się przy Tērbatas iela, w budynku, gdzie mieszkał także późniejszy dyktator Łotwy Kārlis Ulmanis. W przedszkolu Aleksandra śpiewała niemieckie piosenki. Później przychodzi 8. niemiecka żeńska szkoła podstawowa w Rydze, do której uczęszczają zarówno niemieckie, jak i żydowskie dzieci. Lekcje zaczynają się modlitwą prowadzoną przez pastora Grave. Żydowskie dzieci zwolnione były z lekcji religii luterańskiej. Jeszcze dziś Rolova pamięta nazwiska wszystkich nauczycieli. „Chciałabym podkreślić, że choć my żydówki tworzyłyśmy w klasie pewną grupę, to nigdy nie było konfliktu między chrześcijankami a żydówkami. Także nauczyciele nigdy nas nie dyskryminowali. W czasie szkoły podstawowej nie wiedziałam, czym jest antysemityzm” – pisze Rolova. Przyjaciółki miała zarówno żydowskie, jak i niemieckie. Jedna z nich Gerda Naruszewicz przychodziła do domu Abramowiczów na codzienne obiady. Bo pochodziła z biednej rodziny.

„Na ulicy uczniowie każdej z mniejszości odróżniali się poprzez kolorowe czapeczki szkolne. Uczniowie łotewskich szkół nosili ciemnoniebieskie czapki, niemieckich zielone, zaś żydowskich jasnoniebieskie. A więc z daleka można było widzieć, kim byliśmy. Ja osobiście nigdy nie słyszałam na ulicy żadnej antysemickiej uwagi” – pisze autorka.

Lata trzydzieste

Sytuacja zmienia się w latach trzydziestych. Na Łotwie nie ma dzikiego antysemityzmu jak w Niemczech, co więcej, przyjeżdżają tutaj Żydzi, by uzyskać schronienie, a dyrektor jednej ze szkół mówi po 1933 roku otwarcie: u nas nie będzie tolerowana najmniejsza agresja wobec żydowskich uczniów. Ale jednocześnie zaczyna się polityka łotyszyzacji prowadzona przez rząd Ulmanisa. Efekt: szkolnictwo mniejszości narodowych będzie istnieć, ale od teraz każda mniejszość ma chodzić albo do swojej szkoły, albo do łotewskiej. Nie ma mowy, by wychowani w kręgu kultury niemieckiej Żydzi chodzili do szkół niemieckich.

Rodzice nie chcieli, by ich córka poszła do szkoły żydowskiej, zdecydowali się na prowadzone przez łotewskich socjaldemokratów gimnazjum. W 1934 r. lewica zostaje jednak zdelegalizowana. Teraz Aleksandra idzie więc do szkoły żydowskiej (łotewskojęzycznej) „Ezra”. To trudny czas dla Łotwy i dla Europy, młodzież zaczyna politykować, niektórzy opowiadają się za komunizmem, niektórzy za syjonizmem. Pochodząca z dobrego domu Aleksandra jest w tej drugiej grupie. W 1939 r. dziewczyna podejmuje studia z dziedziny historii sztuki na Uniwersytecie Łotewskim. Tu pierwszy zachwyt: profesor Wipper, wspaniały wykładowca, który fascynuje. Później zetknie się jeszcze raz z nim, gdy Wipper trafi do Taszkientu w czasie II wojny światowej. Będą korespondować.

II wojna światowa

W czerwcu 1940 r. na Łotwę wchodzą Sowieci. Nie są mile witani przez rodzinę Abramowiczów, która miała raczej antykomunistyczne poglądy. Ale zaczyna się także wzrost nastrojów antysemickich. „Jest jasne, że przy każdym nieszczęściu człowiek szuka kozła ofiarnego. Tak było i tym razem. W narodzie łotewskim rozprzestrzenił się pogląd, że wszystkiemu, co związane z sowietyzacją, winni są Żydzi” – wspomina Rolowa. Jedna z anegdot dotyczy demonstracji z  okazji 1 maja. Już wtedy dały się słyszeć głosy ze strony Łotyszy „wrzucimy Żydów do Dźwiny”.

Gdy wojska niemieckie atakują Związek Sowiecki Dawid Abramowicz podejmuje jedyną słuszną w tej sytuacji (choć nie dla wszystkich wtedy oczywistą) decyzję: ewakuujemy się w głąb Związku Sowieckiego. Możliwe, że to dlatego, że był mądrym i oczytanym człowiekiem, w domu Abramowiczów słuchało się radia i czytało gazety. Dawid Abramowicz wiedział, co oznaczał rok 1933 w Niemczech. I wolał nie ryzykować.

Rodzina trafia do Saratowa, tam Aleksandra kontynuuje studia na lokalnym uniwersytecie, w końcu przenosi się na Uniwersytet Leningradzki. Tutaj kolejne po udanej ewakuacji do ZSRS szczęście – mimo, że  nie wolno zmieniać uczelni, to Aleksandra, dzięki wstawiennictwu prof. Joffego, taką zgodę otrzymuje. Później młoda studentka z Rygi poznaje swój autorytet: prof. Gukowskiego, który jest uznanym sowieckim specjalistą od renesansu włoskiego. W 1944 r., gdy zachodnia część Rosji jest już wyzwolona spod okupacji niemieckiej, przenosi się do Leningradu, w następnym roku wraz z całą rodziną wraca do Rygi.

Powojenne życie

Rodzinę Abranowiczów trudno nazwać entuzjastami nowego ustroju. „Das ist alles Lug und Trug” – „to wszystko jedno wielkie kłamstwo”, mówiła o systemie sowieckim pani Rosa Abramowicz. Ale wyzwolenie spod okupacji niemieckiej przynosi pewną stabilizację, już nie trzeba bać się o życie, a na uczelni nie ma – przynajmniej formalnie rzez biorąc – antysemityzmu. Od sowieckiego systemu ucieka się w teatr, muzykę, literaturę, grono przyjaciół. Środowisko, w jakim obraca się rodzina Abramowiczów, paradoksalnie – mimo Holocaustu – staje się jeszcze bardziej żydowskie niż w okresie międzywojennym. Wokół Abramowiczów gromadzą się głównie żydowscy lekarze. Co więcej, w czarnym okresie stalinizmu, na prośbę ojca, Aleksandra Abramowicz zawiera (tajny) religijny ślub pod baldachimem z Pawłem Rolowem, absolwentem prawa na Uniwersytecie Łotewskim (jeszcze przed wojną), później dyrektorem jednego z ryskich teatrów. Nagły powrót do religijności po Holocauście?

Aleksandra i Paweł Rolow

Aleksandra i Paweł Rolow

Odtąd dziewczyna staje się Aleksandrą Rolową. Po przyjeździe na Łotwę krótko pracuje w archiwum, następnie w Instytucie Pedagogicznym, zaś docelowo – w Łotewskim Uniwersytecie Państwowym im. Pēterisa Stučki. W 1953 roku jest już docentem, w 1977 roku zostaje profesorem tegoż uniwersytetu. Bez reszty pochłania ją historia Włoch, staje się uznanym ekspertem w tej dziedzinie, szanowanym w samej Italii, jednak także jej podkłada się nogi. Raz po raz zapraszana jest na ważne podróże naukowe, do Włoch, do Europy Zachodniej, jednak decyzja sowieckich urzędów jest zawsze taka sama – odmowa. Czy ze względy na żydowskie pochodzenie? Tak przynajmniej sugeruje autorka wspomnień… Znaczyłoby to, że choć formalnie w sowieckiej Łotwie antysemityzmu nie ma, to co innego szumne, wygłaszane na parteitagach deklaracje, a co innego szara radziecka rzeczywistość.

Szczęście w nieszczęściu

Po tym jak nawiązano współpracę między Wydziałem Historii Uniwersytetu Łotewskiego w Rydze a Uniwersytetem w Rostocku, Aleksandra Rolowa, już wdowa (mąż zmarł w 1961 roku, dwa lata przed matką), jeździ w latach siedemdziesiątych do NRD. Tam kolejne przyjaźnie naukowe, wycieczki, a także wyzwania – w 1976 roku Rolowa decyduje się przemycić przez granicę kupioną we wschodnich Niemczech Biblię Lutra. I tutaj znowu jej się upiecze. Szczęście odziedziczyła po ojcu – Dawid Abramowicz został w latach 60. wezwany do sowieckiej bezpieki i kazano mu się tłumaczyć z biżuterii, które przetrzymuje u siebie w domu. Później dobra te skonfiskowano. Ale Sowieci, co się rzadko zdarzało, po pewnym czasie oddali wszystko, co do jednego. Kolejne szczęście, tym razem samej Rolowej, gdy w 1953 roku nie przyszła na uczelnię, by opłakiwać śmierć Stalina – wykpi się tym, że uczestniczyła w uroczystościach „na mieście”. W latach siedemdziesiątych Rolową zaatakował sekretarz generalny Komunistycznej Partii Łotwy Augusts Voss, który wskazał, że na Uniwersytecie w Rydze zatrudnia się takich wykładowców jak ona, zajmujących się nie wiadomo komu potrzebną historią Włoch. Konsekwencje na szczęście nie nastąpiły, po dekadzie przyszła Atmoda.

Autorka przyjmuje okres Gorbaczowa z oddechem. Nie angażowała się w żadne inicjatywy opozycyjne po 1945 roku (swoją drogą ze wspomnień autorki nie dowiemy się tego, czy była członkiem Komunistycznej Partii Łotwy, ani tego, czy po 1988 roku formalnie zaangażowała się w Łotewski Front Narodowy), ale sowieckiego komunizmu ze swą cenzurą, obłudną retoryką, dominacją marksizmu w nauce, gospodarką niedoborów nie cierpiała. Raz zdobyła się Rolowa na odwagę, co będzie ciekawe także dla Polaków:

„Teraz jeszcze spotkanie, które bardzo zapamiętałam. To było na pewno pod koniec lat osiemdziesiątych. Po ostatnim panelu zaprosiłam wszystkich uczestników do nowej, pięknej restauracji, która znajdowała się naprzeciwko opery. Niektóre sale tej restauracji były zbudowane i udekorowane w starołotewskim stylu. Wśród gości było wielu Polaków. Mnie, jako szefowej katedry, wypadało otworzyć uroczyste spotkanie. I to zrobiłam. Wstałam z kieliszkiem wina w ręce, pozdrowiłam obecnych, powiedziałam coś o znaczeniu naszego spotkania, o perspektywach naszej współpracy i zakończyłam moją mowę słowami: »za waszą i naszą wolność«. To są słowa bardzo dobrze znane w Polsce. Pod koniec XVIII wieku wraz z nimi pod wodzą Tadeusza Kościuszko Polacy walczyli z Rosją. Pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku miały symboliczne znaczenie. Ciężko opisać, jak zareagowali goście. Zawołaniom zachwytu, okrzykom, wrzaskom nie było końca. Odczuwaliśmy tak samo jak Polacy. To odpowiadało duchowi czasu”.

Innym razem autorka wspomina o tym, jakie wzruszenie towarzyszyło jej, jako obywatelce Republiki Łotewskiej sprzed 1940 roku, gdy w Radzie Najwyższej Związku Sowieckiego przemawiał działacz Łotewskiego Frontu Narodowego żydowskiego pochodzenia – zwolennik niepodległości Łotwy Mawrik Wulfson. „Czułam się jak w siódmym niebie, to było wyzwolenie” – pisze Rolowa. To samo odczuwała, gdy w 1990 roku po raz pierwszy od pół wieku obchodzono święto 18 listopada.

Trzeci etap życia – Bundesrepublika

Mimo tego, że rodzina kibicowała demokratycznym przemianom na Łotwie, autorka zdecydowała się w 1991 roku wyjechać do Niemiec i tam spędzić jesień swego życia. Nie jest to dokładnie wyjaśnione w książce, Rolowa wspomina tylko w pewnym momencie, że bała się napiętej sytuacji politycznej w republice w związku z sowiecką blokadą Łotwy i wydarzeniami styczniowymi w 1991 roku. W dużej mierze to była decyzja syna Miszy. W Niemczech Rolowa odnalazła swój dom, co jasne. Wychowała się w przedwojennej Łotwie, gdzie kultura niemiecka i niemiecki język odgrywały ogromną rolę, wyrosła wśród Wagnera, Beethovena, Schillego… „W niemieckojęzycznym otoczeniu czuję się jak w domu. Oczywiście, moją ojczyzną jest Łotwa i z tym krajem jestem po dziś dzień związana. Ale czuję się jednocześnie Europejką” – mówi Rolowa. I do tego chwali sposób, w jaki Niemcy poradzili sobie ze swą zbrodniczą przeszłością w XX wieku.

"Ein jüdisches Leben aus dem Baltikum" ("Żydowskie życie z Nadbałtyki")

„Ein jüdisches Leben aus dem Baltikum” („Żydowskie życie z Nadbałtyki”)

Pytają Rolową, jak może żyć w kraju, który dokonał Holocaustu. Jej odpowiedź jest jasna. „Dlaczego Żydzi mogą żyć na Łotwie, na Ukrainie czy w innych krajach, których przedstawiciele należeli do najgorszych morderców Żydów? Dziś w Niemczech o wszystkim decyduje pokolenie, które nie ma nic wspólnego z przestępstwami niemieckiej przeszłości. Przyznali się do zbrodni swoich ojców i dziadków, poprosili o wybaczenie (trzeba wspomnieć o popularnym uklęknięciu Willego Brandta, które ciągle pokazywane jest w telewizji)” – pisze Rolowa.

I angażuje się w gminie żydowskiej, Towarzystwie Współpracy Chrześcijańsko-Żydowskiej w Akwizgranie, chce pojednania, wierzy w lepszą przyszłość. Ma do tego szczególny tytuł, jako ocalała z Holocaustu łotewska Żydówka. Jedna z nielicznych łotewskich Żydów – obok Marģersa Vestermanisa, twórcy Muzeum „Żydzi na Łotwie”, Ruty Marjašy, działaczki Łotewskiego Frontu Narodowego czy zmarłego w 2002 r. Gunārsa Cīrulisa, łotewskiego pisarza, którzy przeżyli piekło zgotowane im przez Adolfa Hitlera. I są lub byli Żydami stąd.

Na koniec jeszcze o szczęściu. „Wiele w życiu osiągnęłam, miałam wiele szczęścia, wspaniałych rodziców, wiernego męża, interesujących przyjaciół, mam jeszcze dziś kochającą i oddaną rodzinę. Wiele widziałam i doświadczyłam. Czy to jest tylko moja zasługa? Nie, to los, to łaska Boga”. Ciekawie usłyszeć takie słowa z ust osoby, która wychowała się w etyce chrześcijańsko-żydowskiej, choć z daleka od klasycznej religijności.

Warszawa, 4 października 2015 r.

 

Składam podziękowania wydawnictwu Shaker Media za udostępnienie książki do recenzji.

 

Alexandra Rolova

„Ein jüdisches Leben aus dem Baltikum”

Wydawnictwo Shaker Media, Herzogenrath 2015

Zdjęcia pochodzą ze strony projektu „Lebensgeschichten jüdischer Zuwanderer aus der ehemaligen Sowjetunion in Nordrhein-Westfalen” (juedische-lebensgeschichten.de)

Polub nas na Facebooku!