Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Bałtyckie laboratorium interesów NATO i wpływów Rosji

Znaczenie geostrategiczne obszaru bałtyckiego nie tylko utrzymało się, ale – ze względu na konflikt ukraiński i zmarginalizowanie Partnerstwa Wschodniego – w ostatnich latach wzrosło. Nadbałtyka stała się laboratorium interesów państw członkowskich i jedności NATO oraz wpływów i skuteczności rosyjskiej polityki wobec Zachodu.

  • Rosja testuje jedność NATO i UE podejmując działania w regionie bałtyckim
  • Zachód pogłębia różnice w regionie Europy Środkowo-Wschodniej kosztem ich zdolności do udziału w kształtowaniu polityki NATO i UE
  • W interesie państw bałtyckim leży priorytetowe traktowanie artykułu 5. Paktu Północnoatlantyckiego
  • Państwa bałtyckie przyjęły szereg strategii i podjęły zróżnicowane działania w celu umocnienia swojej pozycji w NATO
  • Różne interesy państw regionu i Zachodu oraz różne interpretacje rosyjskiej polityki przekładają się na różne postawy w regionie Morza Bałtyckiego

Geostrategiczna wartość obszaru trzech państw bałtyckich (Litwa, Łotwa, Estonia) zachowuje duże znaczenie, z co najmniej trzech powodów.

Po pierwsze, terytoria od Niemna po Zatokę Fińską stanowią laboratorium tendencji aktualnie wygrywających bądź przechylających szalę w stolicach najważniejszych państw, decydujących o kształcie polityki światowej. Wszystkie trzy państwa, jako mikroobszary polityki międzynarodowej, obejmowane są wspólnym mianownikiem niby całość geopolityczna i tak traktowane przez zachodnich sojuszników.

Pomimo znaczących różnic dzielących Litwę, Łotwę i Estonię świadomość wspólnego losu jest obecna. Stąd obszar państw bałtyckich stanowi dogodne miejsce wyjaśniania i przewidywania ewentualnych kolejnych poczynań w polityce Federacji Rosyjskiej, Sojuszu Północnoatlantyckiego czy Unii Europejskiej. Bliskość Rosji, liczne mniejszości rosyjskie w Łotwie i Estonii, wpływy zachowane z czasów przynależności trzech narodów do Związku Sowieckiego tworzą bogate instrumentarium giganta ze Wschodu.

Przeczytaj także:  Dlaczego Narwa nie jest następna?

Jednocześnie przynależność tych państw do instytucji międzynarodowych świata zachodniego stwarza pole do weryfikacji realnej wartości, żywotności i sensowności dalszego funkcjonowania (tak fragmentarycznie, jak i całościowo) tych instytucji. Ewentualna niezdolność do trwałego zabezpieczenia strategicznych interesów Litwy, Łotwy i Estonii zdelegitymizowałaby zasadność podtrzymywania przy życiu organizacji o nikłym potencjale militarnym i obronnym.

Po drugie, relewantność omawianej przestrzeni bierze się z jej sondażowego charakteru. To tutaj państwa zachodnie mogą mierzyć aktualność rosyjskiego zagrożenia, które wykorzystując wrogie formy działania relatywizują formalne więzi trzech krajów z Brukselą czy Waszyngtonem. To tutaj Moskwa może testować granicę akceptowalnych przez Zachód praktyk podważających poczucie bezpieczeństwa mieszkańców regionu. Jeśli szukać gdzieś prawdziwego balansowania na granicy, równoważenia sił, to najlepiej w rachitycznym, wystawionym na największe ryzyko środowisku nadbałtyckim.

To balansowanie na granicy należy rozumieć dwojako – w znaczeniu starcia interesów zasadniczo dwóch odmiennych podmiotów, ale również badania i wystawiania na próbę przychylności Bałtów i Estończyków względem UE i NATO w świetle wspólnych przedsięwzięć energetycznych Rosji i Niemiec. Także kraje bałtyckie, w obliczu zagrożenia, mogą raz jeszcze przekonać się, który z sojuszników zachowuje największą skłonność do okazywania solidarności i wzmacniania poczucia bezpieczeństwa regionu.

Wreszcie po trzecie, relacje polsko-bałtyckie, a szczególnie polsko-litewskie są papierkiem lakmusowym strategicznej podmiotowości regionu. Jasne jest, że przy nie dających się znieść konfliktach na linii Warszawa-Wilno, budowanie szerszych ram dla wspólnych programów adresowanych w stronę Białorusi, Ukrainy, państw kaukaskich czy Mołdawii natrafią na duże przeszkody. Perspektywy ograniczania postimperialnych domen Rosji muszą brać pod uwagę rzeczywisty poziom kompatybilności trójki krajów bałtyckich z Polską i resztą Europy Środkowowschodniej.

Przynajmniej bez umiarkowanej przychylności USA, Niemiec i innych ważniejszych graczy unijnych, wspólna polityka wschodnia regionu pozostanie w gąszczu teoretycznych dywagacji. Bez elementarnej spójności i zgodności woli politycznej aktualnie rządzących, regionalny potencjał obróci się wniwecz. Niską merytoryczną wartość wspólnych programów polityki wschodniej, ich powierzchownego, wegetatywnego funkcjonowania pokazały losy Partnerstwa Wschodniego (PW).

Flagowy program szwedzkiej i polskiej dyplomacji został w ciszy złożony do grobu, właściwie bez większego zaskoczenia jego pomysłodawców. Partnerstwo Wschodnie – wobec niechęci jego adresatów, jak i wyraźnego sprzeciwu Rosji – okazało się nie mieć potencjału, by skłonić zachodnie państwa UE do przedstawienia perspektywy członkostwa krajom Europy Wschodniej.

W obliczu powyższego, równie szczególnego znaczenia nabierają wewnętrzne możliwości państw bałtyckich do uodpornienia się na naciski wywierane przez stronę rosyjską. Kreml ma szerokie środki umożliwiające egzaminowanie realnej sprawności państwowych instytucji bezpieczeństwa, począwszy od „miękkiej” presji propagandowej, poprzez prowokacyjne akcje powietrzne, ćwiczenia wojskowe, skończywszy na porwaniach funkcjonariuszy służb specjalnych i wielkich projektach energetycznych.

Regionalny wskaźnik żywotności

Rosyjska agresja na Ukrainę wymusiła na członkach NATO i UE sformułowanie stosownej odpowiedzi. W kontekście bałtyckim wojna na Krymie i we wschodniej Ukrainie raz jeszcze przesunęła platformę skomplikowanych wielopodmiotowych stosunków w regionie na jeden z pierwszych planów międzynarodowej polityki. Kluczowym stabilizatorem sytuacji pozostało NATO wraz ze Stanami Zjednoczonymi, choć konsekwencje przebudowy strategii USA dokonywanej przez Baracka Obamę znalazły silny wyraz w rezygnacji z udziału w rozstrzygających spotkaniach (format normandzki) i ograniczenia swojej roli do dość pasywnego wzmacniania wizerunku Waszyngtonu jako gwaranta wykonalności 5 artykułu Paktu.

Umiarkowanie pozytywne efekty szczytu NATO w Newport raz jeszcze pokazały granicę asertywnych postaw najważniejszych decydentów Sojuszu względem rosyjskiego przeciwnika. Natowska szpica, dowództwa integracyjne koordynujące działania sił sojuszniczych, rozbudowa infrastruktury magazynowej i wojskowej wraz z przeprowadzanymi ćwiczeniami militarnymi oraz rotacyjną, ciągłą obecnością sojuszników na terenach bałtyckich nie pozwoliły jednak na wykonanie jakościowego skoku pod względem istotnego statusu członkowskiego krajów bałtyckich. O tym ostatnim decydować bowiem będą co najmniej dwie kwestie.

Pierwszą jest przekonanie Stanów Zjednoczonych i krajów zachodnich (szczególnie Niemiec i Francji) do decyzji o ulokowaniu stałych baz NATO na terytorium Polski i krajów bałtyckich. Dotychczasowa praktyka wskazuje na nikłe szanse, a silny opór Niemiec jest trudny do przezwyciężenia. Dające się zaobserwować wzrastanie transparentności tego rodzaju żądań może jedynie stawiać NATO w mniej komfortowej sytuacji konieczności tłumaczenia własnym sojusznikom niechęci części decydentów do trwałego wzmocnienia bezpieczeństwa tej części Sojuszu.

Druga sprawa to szersza perspektywa jaką jest traktowanie Rosji jako oficjalnego partnera w relacjach z NATO. Starania bałtyckiej trójki o uznanie za nieobowiązujące porozumień z lat 1997 i 2002 spotkały się z odmową krajów Zachodu. Rosja permanentnie łamiąca tamte postanowienia, otwarcie obsadzając Sojusz Północnoatlantycki w roli wroga rosyjskiego bezpieczeństwa, dyskredytuje wartość wspomnianych porozumień. Stąd konstatacja o tymczasowym zawieszeniu, swego rodzaju hibernacji w relacjach na linii NATO-Rosja wydaje się bardziej zasadna, aniżeli twierdzenie o gruntownej zmianie polityki NATO.

Aby osiągnąć to ostatnie Sojusz musiałby wypracować większą wewnętrzną koherentność działania i planowania strategicznego, co wymagałoby znacznie silniejszego zaangażowana Stanów Zjednoczonych oraz reorientacji stanowisk Niemiec i Francji. Wszystko to naturalnie nie obniża rangi zaproponowanych środków przeciwdziałania rosyjskim poczynaniom na Wschodzie, a jedynie odbiera im możliwość uprzedzenia (choćby poprzez odstraszanie) ewentualnych kolejnych kroków Rosji i zdyskontowania wspólnych techniczno-militarnych potencjałów całego Sojuszu.

Jednocześnie hibernacyjne modus operandi blokuje wyjście NATO ze sposobu traktowania Moskwy, który kształtował się w czasach akcesyjnych napięć, a nie późniejszego putinowskiego powrotu do polityki imperialnej. Pierwsze niepokojące oznaki odwilży zauważalne są w sierpniowej decyzji Dowództwa Sił Sojuszniczych w Europie (SHAPE) o zmniejszeniu liczby – z 16 do 8 – stacjonujących tutaj samolotów w ramach bałtyckiej misji Baltic Air Policing. Potwierdza to jedynie chwiejną, labilną pozycję natowskiej polityki na Zachodzie.

Poliarchiczność NATO a spójność regionu

Interpretacja funkcjonowania regionu trzech państw bałtyckich jako wskaźnika żywotności pewnych tradycyjnych form prowadzenia polityki zagranicznej i bezpieczeństwa może być trafnym odczytaniem geopolityczno-epistemologicznej wartości tej części Europy. Co więcej, względna stałość i niezmienność rosyjskich strategii działania opiera się amerykańskim fluktuacjom uzależnionym głównie od bieżących celów amerykańskiej wielkiej polityki (Bliski Wschód Georga Busha, Daleki Wschód Baracka Obamy).

Rosja prowadzi w tej części Europy konsekwentną politykę mnożenia przeszkód dla osiągania pełnej suwerenności przez państwa bałtyckie. Używa przy tym dość przewidywalnego instrumentarium, które wymusza zwiększanie zdolności obronnej omawianych krajów w zakresie cybernetyki i konfliktów hybrydowych. Z kolei główni uczestnicy europejskiej gry politycznej, Niemcy, Francja czy Włochy zachowują daleko idącą ostrożność, która w trakcie kryzysów takich jak ten na Ukrainie czy w Gruzji częściowo deprecjonuje aktualność i adekwatność natowsko-unijnych form międzynarodowego zaangażowania.

Momenty przełomu (członkostwo w NATO i UE) dyktowane są przede wszystkim większymi cyklami historycznych przesileń i postrzegania regionu jako substancjalnej całości. Ta substancjalność ma charakter ekonomicznej opłacalności współpracy oraz geostrategicznej lokalizacji Europy Środkowej i Wschodniej między Europą a Wschodem i południem kontynentu. Jest utwierdzaniem peryferyjności regionu. Momenty kryzysu są naznaczone aroganckim poczuciem wyższości (np. Francja i Niemcy w 2002 i 2003 roku) bądź marginalizowaniem wpływu regionalnych stolic na wydarzenia w ich najbliższym otoczeniu (Francja w 2008 oraz Francja i Niemcy w 2014).

Zachód nie mając głębszego interesu w umacnianiu jedności Europy Środkowowschodniej, częściej pogłębia regionalne różnice (procesy akcesyjne państw bałtyckich, sprawa uchodźców w Grupie Wyszehradzkiej) kosztem zdolności państw do udziału w wysokiej polityce centrum UE i NATO. Tym samym źródeł rzeczywistej substancjalności ewentualnego podmiotu, jakim mógłby być region bałtycki należy szukać wewnątrz samych państw, traktując jednocześnie natowskie i unijne normy jako ramy wspólnych inicjatyw politycznych, ekonomicznych oraz obronnościowych.

Wobec faktu instytucjonalnej, systemowej słabości, która nie została zmniejszona przez unijne acquis (momentami nawet pogłębiła biurokratyczne absurdy i aberracje) szczególnego znaczenia nabiera czynnik ludzki. W węższym znaczeniu elity polityczne, a w szerszym kulturalne i gospodarcze omawianych państw, współkształtujące dominujące postawy obywatelskie w bałtyckich i innych postkomunistycznych społeczeństwach, powinny ze szczególną uwagą obserwować przyczyny kryzysu współczesnej Europy i formułować własne, narodowe odpowiedzi na błędy popełniane przez kraje Zachodu.

W zakresie polityki bezpieczeństwa w NATO, gdzie dominuje perspektywa geopolityczna, państwa te winny unikać dającej się zaobserwować na Zachodzie poliarchicznej reakcyjności na wydarzenia w bezpośrednim sąsiedztwie. I tak na przykład reakcja Wielkiej Brytania w wymiarze wojskowego wsparcia dla nadbałtyckiej szpicy okazała się relatywnie znacząca (ponad 4 tys. żołnierzy w ćwiczeniach nad Bałtykiem, udział brytyjskiego dowództwa, dowodzenie szpicą od 2017).

Niemcy pomimo wielu sprzecznych interesów, balansowania między współpracą z Rosją, oportunizmem a wsparciem dla regionu, także biorą aktywny udział w zwiększaniu wiarygodności natowskich gwarancji. Jednocześnie pozostają najważniejszym hamulcowym prawdziwej przemiany natowskiego stanowiska względem Rosji. Dodatkowo w wymiarze militarnym zabezpieczają magazynowanie ciężkiego sprzętu przeznaczonego na bałtycką flankę na własnym terytorium.

O wspomnianej poliarchicznej reakcyjności w najwyższym stopniu rozstrzygają dwa ekstremalnie różne podejścia Francji i państw nordyckich. O ile ta pierwsza pozostaje wielkim nieobecnym w natowskich działaniach na rzecz bałtyckiej szpicy, o tyle kraje nordyckie (przede wszystkim „neutralne”, nie-natowskie Szwecja i Finlandia) wykazują najbardziej asertywną i zgodną odpowiedź. Poza ćwiczeniami wojskowymi, koordynacją pomocy militarnej, misjami powietrznymi, głośnym echem odbiła się publikacja 5 ministrów o tytule „Musimy być gotowi na pojawiające się kryzysy”. Mowa w niej o wspólnym i solidarnym przeciwdziałaniu zagrożeniom pojawiającym się w obszarze bałtyckim.

Dla porównania, konkluzje szczytu PW w Rydze nie zawierały ani słowa o Euromajdanie, a określenie rosyjskiej agresji przyjęło miano „czynów przeciw Ukrainie” bez wskazywania, kto był tych czynów autorem. Na tym przykładzie widać więc wielość źródeł informacji, działania, sposobów ekspresji i formowania różnych sojuszów idących często w poprzek instytucjonalnym przynależnościom (Szwecja, Finlandia poza NATO).

Te trzy elementy składają się na poliarchiczną definicję demokracji autorstwa Roberta Dahla. Poliarchia jako stan idealny demokracji, nie pozwala osiągnąć władzy wąskiej grupie, poprzez zabezpieczenie pluralizmu życia wspólnotowego. Poliarchiczność oznacza wielobiegunowość, wielowładztwo i choć przedstawia wzór dla wewnętrznego porządku ustrojowego, jej strukturalną analogię można dostrzec na przykładzie działań krajów członkowskich i sojuszniczych NATO.

Tu okazuje się ewoluować w kakofonię różnych interesów, reakcji i intencji, wykluczających inkluzywne działania wszystkich zainteresowanych stron i skuteczność strategiczną względem najważniejszych wyzwań. Jednak podobnego rodzaju sprzeczności pojawiały się już na etapie formułowania koncepcji dalszego rozwoju zagranicznych misji NATO. Większość państw Zachodu optowała za stabilizacyjnymi operacjami typu out-of-area, a państwa bałtyckie i nordyckie kładły nacisk na wykonalność artykułu 5, co wiąże się ze zbiorową obronnością Sojuszu.

Państwa bałtyckie wobec tendencji rozwojowych NATO

Zakończenie zimnej wojny skutkowało zmianą koncepcji funkcjonowania NATO. Z sojuszu obronnego bazującego na zagrożeniach i przeciwdziałającym im odstraszaniu stało się ono organizacją promującą rozwój własnych zdolności w działaniach zewnętrznych, oddalonych od głównych centrów natowskiej infrastruktury. Mimo to w bezpośrednim sąsiedztwie wciąż znajdowała się szara strefa bezpieczeństwa regionu Europy Środkowej i Wschodniej.

Akcesja państw bałtyckich była wstąpieniem do znacznie odmiennej instytucji. Nowi członkowie nie mogli już liczyć na formułowanie planów obronnościowych dla pojedynczych krajów, a negocjacje z nieprzychylną rozwojowi sytuacji w najbliższym otoczeniu Rosją, wymusiły ustępstwa obniżające faktyczną wartość transformacji NATO. Brak stałych baz i stacjonowania sprzymierzonych armii na nowym terytorium natowskim jedynie wzmacniał wysiłki trzech małych krajów na rzecz priorytetowego traktowania artykułu 5.

Ewolucja charakteru organizacji stawiała jednak przed krajami NATO trudne wyzwanie balansowania między pozostawaniem lojalnym uczestnikiem militarnych misji a akcentowaniem geopolitycznej tożsamości Sojuszu. Poniższa tabela prezentuje cztery główne, komplementarne strategie, które państwa bałtyckie przyjmowały w polityce formułowanej wobec Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Strategia Działanie Taktyka NATO jako podmiot
Smart defence
  • Poszukiwanie własnej niszy
  • Centrum bezpieczeństwa energetycznego na Litwie
  • Centrum bezpieczeństwa cybernetycznego w Estonii
  • Centrum komunikacji strategicznej na Łotwie
  • wartości dodanej
  • militarny
Obowiązywania art. 5
  • Podtrzymywanie wagi art. 5 w agendzie międzynarodowej;
  • Potwierdzanie priorytetowości art. 5 w dokumentach programowych NATO;
  • Starania o wzmocnienie zbiorowej obrony;
  • konserwowania
  • militarny
  • obronny
  • polityczny
Out of area
  • Uczestnictwo w misjach zewnętrznych NATO;
  • Rozwijanie koncepcji zarządzania kryzysowego i bezpieczeństwa kooperacyjnego;
  • wzorowego ucznia
  • militarny
  • operacyjny
Rozszerzania i partnerstwa
  • Polityka „otwartych drzwi NATO” dla Gruzji, Ukrainy i Bałkanów Zachodnich
  • „Glue strategy” – łączenie wojskowości ze spójnością i wartościami NATO jako gracza także politycznego
  • kreatora
  • polityczny
  • geopolityczny

Oprac. własne na podstawie: K. Honkanen, NATO in the Nordic–Baltic region. Focus on the Baltic allies and Article 5, [w:] (ed.) A. S. Dahl, P. Järvenpää, Northern Security and Global Politics Nordic-Baltic strategic influence in a post-unipolar world, s. 108–120.

Na przestrzeni lat najważniejszym zadaniem dla krajów bałtyckich pozostawało skłanianie NATO do koncepcyjnej koncentracji wokół niezmienności i bezwzględności obowiązywania artykułu 5 Paktu Północnoatlantyckiego. Tym samym dostrzegano nieodzowność wykazywania aktywnego udziału w misjach zewnętrznych NATO (out-of-area), przyczynienia się do wydatnego rozwoju „inteligentnej obrony” (smart defence) oraz promowania członkostwa innych państw w sojuszu (otwarte drzwi).

W szczególny sposób idea smart defence wydawała się pożyteczna z punktu widzenia bałtyckiej trójki. Z jednej strony pozwalała znaleźć im własną niszę, w której w dodatku mogłyby wzmacniać własne zdolności obronne w konfliktach typu hybrydowego. Z drugiej, jej głównym pomysłodawcą był Sekretarz Generalny Anders Fogh Rasmussen. W ten sposób wyjaśniał on charakter i znaczenie koncepcji:

„Smart defence polega na budowaniu bezpieczeństwa przy wykorzystaniu mniejszej ilości pieniędzy, ale przy zaangażowaniu w sposób elastyczny wszystkich członków NATO. Wymaga to identyfikacji obszarów, w które Sojusz musi zacząć inwestować. (…) Smart defence oznacza również wspieranie międzynarodowej współpracy. Poszczególne państwa powinny rozpocząć współpracę w ramach małych klastrów, łącząc swoje zasoby w celu budowania zdolności obronnych, które mogą przynieść korzyści Sojuszowi jako całości. NATO może występować w roli pośrednika pomiędzy państwami, identyfikującego, co można robić wspólnie, bardziej efektywnie, z mniejszym ryzykiem i przy znacząco obniżonych kosztach finansowych” (A. F. Rasmussen, NATO after Libya, „Foreign Affairs”, Vol. 90, No. 4, July/August 2011, s. 2–6.)

Wydaje się jednak, że kraje bałtyckie zachowały świadomość zagrożenia, jakie niosłaby za sobą nadmierna specjalizacja. Stąd rola łączenia (glue strategy) militarnych aspektów Sojuszu z jego polityczną wymową i dynamiką wzrastała. Kraje bałtyckie były w pewnej mierze odpowiedzialne za nadanie Sojuszowi Północnoatlantyckiemu sensu dalszego istnienia, szczególnie w świetle braku jasnej wizji jak powinno wyglądać oblicze organizacji dostosowanej do wyzwań XXI wieku. W ten sposób waga nadbałtyki zwiększała się nawet pomimo bardzo ograniczonego potencjału wojskowego.

Bliskie związki ze Stanami Zjednoczonymi, utożsamianie natowskich gwarancji jako ostatecznie rozstrzygających o bezpieczeństwie narodowym i wspomniane powyżej formy działania umożliwiły częściowe zrealizowanie priorytetów wyznaczonych w Wilnie, Rydze i Tallinie (potwierdzenie priorytetowego statusu art. 5 w koncepcji z 2010 roku, tworzenie centrów doskonalenia energetycznego, cybernetycznego i komunikacji strategicznej).

Jednocześnie nie udało się skruszyć oporu części krajów członkowskich w sprawie stałego rozmieszczania baz, wcześniejszej polityki amerykańskiej, czy bardziej asertywnej postawy względem Moskwy. Konflikt na Ukrainie postawił przed bałtycką trójką dylemat czy otwarcie wymuszać na sojuszu wzmocnienie gwarancji, czy prowadzić bardziej dyskretną dyplomację pogłębiania dotychczasowej współpracy (np. BAP). W szerszym sensie, wojna na Ukrainie pokazała trwałe ograniczenia współpracy w regionie podzielonym interpretacjami i ocenami polityki rosyjskiej.

Przeczytaj także:  Rosyjskojęzyczni na Łotwie a wojna na Ukrainie

Impas albo inercja w regionie

Zdecydowanie najgorsze stosunki Polski z Litwą w ostatnich latach rodzą pytanie czy jest to sytuacja bez wyjścia, czy może jedynie chwilowe zamrożenie relacji na skutek dążeń strony polskiej do poprawy relacji z Moskwą, negatywnie odbieranych w Wilnie i spotykających się z usztywnieniem stanowiska wobec realizacji postulatów mniejszości polskiej. Wyraźnie widać, że postępy we współpracy gospodarczej, energetycznej i infrastrukturalnej mają słabe przełożenie na poziom politycznej zgodności działania.

Jednocześnie tak silnie odczuwany w ostatnich dwóch latach wzrost zagrożenia rosyjskiego nie skłonił przywódców obydwu krajów do próby naprawy bilateralnych stosunków na najwyższej, doradczej czy eksperckiej płaszczyźnie. W obu państwach dużym problemem jest jakość przywództwa politycznego. Litwa po nieudanej próbie rekoncyliacji stosunków z Kremlem na początku pierwszej kadencji prezydent Dalii Grybauskaitė, skupiła się na osiąganiu niezależności energetycznej w sposób samodzielny, z wykorzystaniem instytucji unijnych (trzeci pakiet energetyczny, terminal LNG, mosty energetyczne).

Nie mogąc dogadać się w kwestii budowy wspólnej elektrowni jądrowej podobną drogę obrały Łotwa i Estonia. Polska rezygnacja z aktywnej polityki w regionie jedynie popychała Litwę w stronę zacieśniania kontaktów z krajami nordyckimi. Prezydent Grybauskaitė wprost krytykowała prorosyjskość stanowiska rządu polskiego, osłabiając więzi ze Stanami Zjednoczonymi czy Gruzją. Rozwijanie koncepcji „Bałtoskandynawii” kosztem polityki wschodniej nie unieważniło zagrożeń rosyjskich.

Jak wskazuje raport litewskiego wywiadu, rosyjskie niebezpieczeństwo może przyjąć trzy zasadnicze postaci. Pierwszą są niespodziewane, szybkie akcje wojsk rosyjskich, które utrzymują stałe siły w gotowości bojowej. Drugie zagrożenie polega na zniszczeniu krytycznej infrastruktury cywilnej i wojskowej z zadaniem pozbawienia wrogich społeczeństw woli obrony własnego terytorium. Trzecia to asymetryczne i niebezpośrednie środki propagandowe oraz konflikt cybernetyczny.

Chcesz być informowany o kolejnych analizach? Subskrybuj nasz newsletter!
Subskrybuj nasze newslettery, aby otrzymywać najciekawsze artykuły i zapowiedzi wydarzeń na swoją skrzynkę e-mailową.

Wybierz listy subskrypcyjne:

Rosja zwiększa finansowanie nie tylko najważniejszych programów nuklearnych, ale także rozbudowy sił powietrznych, systemu obronnego, precyzyjnej broni konwencjonalnej czy systemów automatycznej kontroli. Ulokowanie systemów rakietowych typu S-400/SA-21 w obwodzie kaliningradzkim pozwala na objęcie polem rażenia całego obszaru Litwy i dużej części Łotwy. To wraz z rozmieszczeniem rakiet typu Iskander-M (zasięg nawet do 500 km), kołowymi transporterami opancerzonymi BTR-82 i samolotami AN-140-100 będzie w przyszłości tworzyć niezwykle niebezpieczny kompleks militarny. Kreml traktuje Kaliningrad jako teatr wojskowych ćwiczeń (Zapad-2013), a Litwinów obwinia o energetyczną izolację obwodu.

Wbrew tak klarownej polityce Kremla trudno mówić o jednej polityce, a tym bardziej strategii regionu. Choć generalnie w kwestii reakcji na agresję Rosji postawy Polski, Litwy, Łotwy i Estonii nie różniły się, to nie przełożyło się to na poprawę choćby w relacjach polsko-litewskich, czy tym bardziej pogłębienia współpracy w Europie Środkowej. Litwa jako wskaźnik polskich intencji w polityce wschodniej będzie ważnym czynnikiem naprawy roli Polski w polityce wschodniej i regionalnej. Przykład polityki wobec Litwy był jak dotąd zakładnikiem raczej wewnętrznych rozgrywek na polskiej scenie politycznej, niż próby uruchomienia geostrategicznego planu dla tej części Europy.

Zdjęcie tytułowe: U.S. Army Europe Images / Flickr / CC

Polub nas na Facebooku!