Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Nowa Polska widziana oczami Estończyków

W minionych tygodniach Przegląd Bałtycki drukował świeże komentarze z Litwy, Łotwy i Finlandii na temat polskich wyborów parlamentarnych i tego, jakie oczekiwania wobec polityki Warszawy mają lokalni eksperci czy politycy. Ostatnim krajem, którego stanowisko chcemy zaprezentować, jest Estonia. Było to pierwsze państwo, które w sierpniu br. odwiedził nowo zaprzysiężony prezydent Andrzej Duda, do czego w komentarzach dla „Przeglądu” nawiązywali także estońscy analitycy.

Przeczytaj także:  Litwa oczekuje poprawy stosunków z Polską
Przeczytaj także:  Polityczna Ryga reaguje na zwycięstwo PiS w wyborach
Przeczytaj także:  Fińskie obawy o przyszłość Polski

Nasze stosunki nie są intensywne

Igor Kopõtin

Igor Kopõtin

Taką opinią podzielił się z „Przeglądem Bałtyckim” estoński ekspert ds. wojskowości Igor Kopõtin. „W moim przekonaniu jest wciąż mało relacji i więzi między naszymi krajami. To dobrze, że Polska jest naszym ważnym partnerem gospodarczym, ale jakie relacje społeczne czy kulturalne mają ze sobą nasze społeczeństwa?” – pisze w liście do „Przeglądu” Kopõtin, chwaląc jednocześnie działalność polskiej ambasady w Tallinnie w ostatnich latach. „Byłoby dobrze, gdyby nowy polski rząd w związku z pewną kontynuacją historyczną w stosunkach z krajami bałtyckimi bardziej zwracał uwagę na Estonię. Można powiedzieć, że w dzisiejszym skomplikowanym położeniu w Europie, gdy rosyjska ekspansja zagraża pokojowi we wschodniej części kontynentu, jest szczególnie ważne, by ściślej współpracować politycznie i wojskowo także z Ukrainą” – mówi Igor Kopõtin. Jakie ma oczekiwania wobec nowego rządu konserwatywnego w Warszawie? „Mam nadzieję, że nowy rząd Polski zrobi więcej dla polityki bezpieczeństwa w regionie Europy Wschodniej i w całej Unii Europejskiej. Sądzę, że Polska może być dziś wpływową i ważną siłą w Europie Wschodniej, która może zagwarantować pokój w naszej przestrzeni” – powiedział Kopõtin „Przeglądowi Bałtyckiemu”.

Nie dla Międzymorza

Andres Kasekamp

Andres Kasekamp

Dyrektor Estońskiego Instytutu Polityki Zagranicznej prof. Andres Kasekamp dobrze ocenia relacje polsko-estońskie za rządów Platformy Obywatelskiej. Nie oczekuje większych zmian ze strony PiS i nie uważa, żeby zmiana władzy w Warszawie spowodowała inną politykę wobec Tallinna. Pytany o to, jakie wrażenie zostawił prezydent Andrzej Duda w Tallinnie po swojej sierpniowej wizycie, odpowiada: dobre. Ma jednak pewne zastrzeżenie do polityki Warszawy. „Z estońskiego punktu widzenia byłoby dobrze, gdyby dwóch naszych regionalnych sąsiadów: Polska i Litwa nie kłóciły się” – mówi Kasekamp.

Andres Kasekamp jest sceptyczny, jeśli chodzi o ideę Międzymorza. „Proszę spojrzeć jak trudna jest współpraca Grupy Wyszehradzkiej czy państw bałtyckich w praktyce. Poprzednia idea współpracy NB8 i Grupy Wyszehradzkiej Radosława Sikorskiego i Carla Bildta była bardziej atrakcyjna dla Estonii (choć podobnie mało realistyczna). Niebezpieczeństwem idei Międzymorza jest to, że Europa Wschodnia znów będzie postrzegana jako odrębny blok. A Estonia od lat pracuje nad tym, by wyeliminować to zróżnicowanie między Zachodem a Wschodem Europy” – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu Kasekamp. Z perspektywy estońskiej dobre relacje polsko-niemieckie i polsko-europejskie są niezmiernie ważne. „One są kluczowe dla jedności europejskiej, a jedność europejska jest tym, co umożliwi nam stanięcie oko w oko z Rosją. Wpływy polskie w UE są większe, jeśli Polska zgodnie współpracuje z Niemcami i Francją. A jeśli Polska chce reprezentować bałtyckie interesy, to wtedy zachowanie dobrych relacji z Berlinem i Paryżem jest ważne” – powiedział Kasekamp.

Finlandia może postawić weto

Erkki Bahovski

Erkki Bahovski

Z tezą, że relacje polsko-estońskie nie zależą od tego, czy w Warszawie rządzi Platforma Obywatelska czy PiS, zgadza się także Erkki Bahovski, analityk Międzynarodowego Centrum Obrony i Bezpieczeństwa w Tallinnie (Rahvusvaheline Kaitseuuringute Keskus). „Oba kraje mają te same realia geopolityczne, co oznacza, że sprawa dotyczy jedynie pewnych niuansów prowadzenia polityki zagranicznej” – mówi ekspert. Dotychczasowe relacje naszych krajów Bahovski ocenia pozytywnie, Polskę nazywając adwokatem Estonii, zwłaszcza w ramach NATO. Jeśli chodzi o wizytę Andrzeja Dudy w Tallinnie, analityk przypomina, że wielu Estończyków zastanawiało się, dlaczego polski prezydent wybrał Estonię jako pierwszy kraj wizyty zagranicznej. Niektórzy obawiali się, że może to pogorszyć stosunki estońsko-niemieckie, ale większość uznała krok Dudy za wzmocnienie szans na regionalną współpracę.

Pytany o ideę Międzymorza Bahovski odpowiada, że dla Estonii jest ona dobra dopóty, dopóki nie psuje relacji Tallinna z Berlinem. Problematyczne może okazać się stanowisko fińskie. Finlandia życzy sobie budować blok państw skupionych wokół Skandynawii i omijać ewentualne spięcia z Rosją. W domyśle – bliższy sojusz polsko-estoński powodowałby zgrzyty w relacjach z Moskwą. Pytany, jak należy oceniać mianowanie Witolda Waszczykowskiego czy Antoniego Macierewicza na ministrów w rządzie Beaty Szydło, Bahovski odpowiada: jest jeszcze za wcześnie, by o tym mówić.

Polska to regionalny lider

Toomas Alatalu

Toomas Alatalu

Politolog i polityk Partii Socjaldemokratycznej Toomas Alatalu nazywa Polskę „regionalnym liderem” i wskazuje na dwa okresy historyczne, gdy nasze relacje były szczególnie dobre: drugą kadencję prezydenta Lennarta Meri (1996-2001), gdy w Polsce rządził Aleksander Kwaśniewski, a oba kraje ubiegały się o członkostwo w Unii Europejskiej. Polska była wtedy adwokatem Tallinna, jeśli chodzi o wejście do NATO. Jako kolejny aktywny okres w naszych relacjach Alatalu wskazuje lata 2007-2015, czyli czas, gdy tworzono Partnerstwo Wschodnie, Polska wspierała aktywne reformy na Ukrainie, protestowała – zarówno głosem Lecha Kaczyńskiego, jak i Platformy Obywatelskiej – przeciwko inwazji Rosji na Gruzję, a później w czasie rządów PO reagowała na wydarzenia na Krymie i w Donbasie. Ten okres przypada już na kadencję prezydenta Toomasa Hendrika Ilvesa.

Pytany o ideę Intermarium, Alatalu odpowiada, że początkowo ten koncept nie był szczególnie brany pod uwagę na Łotwie i w Estonii, a np. relacje z Ukrainą pozostawały w Tallinnie na dalszym planie. Sytuacja zmieniła się po rewolucji róż w Gruzji i pomarańczowej na Ukrainie, gdy Estończycy aktywniej zaczęli się angażować w politykę na Południu. Wcześniej w myśleniu Estończyków dominował kierunek Zachód-Północ. Alatalu dodaje: „mimo uznania faktu, że nasza droga do Europy wiedzie przez Polskę, wiele osób w Estonii i na Łotwie nie jest zadowolonych z tego, w jaki sposób Polacy rozwiązują kwestię „Via Baltica” i „Rail Baltica” (szybkość, jakość, terminy itp.). Media estońskie oskarżają Polskę o marnowanie czasu poprzez rozwiązywanie drugoplanowych problemów. Na szczęście mamy także Skandynawów jako sąsiadów, którzy umożliwiają czasowe rozwiązania, jeśli chodzi o transport czy dostawy energii” – mówi Alatalu.

Pytany, jakie ma oczekiwanie wobec nowego rządu PiS, Alatalu odpowiada: „jest to nowy początek. Trzeba wierzyć, że pani Beata Szydło zaoferuje coś nowego, świeżego. Jedna część estońskiego mainstreamu dziennikarskiego wciąż drukuje opinie tych Zachodnich Europejczyków, którzy są historycznie rzecz biorąc krytyczni wobec planów i działań PiS, prezentowanego jako eurosceptycy. Otrzymujemy różne informacje i w związku z tym ważne są pierwsze działania nowego rządu. Polska jest prawdziwie regionalnym aktorem, a nie jest wciąż jasne jaka polityka będzie tu dominować w najbliższych latach” – twierdzi Alatalu.

Oczekiwanie ostrzejszej polityki wobec Moskwy

Jewhen Cybulenko, zdj. Tomasz Otocki

Jewhen Cybulenko, zdj. Tomasz Otocki

Jewhen Cybulenko, profesor i były dyrektor Centrum Praw Człowieka przy Tallińskim Uniwersytecie Technicznym, przyznaje się w rozmowie z „Przeglądem Bałtyckim” do jednoznacznie prawicowych poglądów, ale politykę Platformy Obywatelskiej ocenia pozytywnie. Chodzi zarówno o wzrost gospodarczy, który zanotowała Polska, gdy UE była w kryzysie, a także aktywną politykę na arenie europejskiej, której logicznym rezultatem stał się wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej. Cybulenko chwali także pryncypialną pozycję PO w sprawie kryzysu ukraińskiego. Jako minusy rządów Platformy wskazuje skandal taśmowy, niewystarczająco ostrą reakcję na katastrofę w Smoleńsku, a także pozycję wobec kryzysu uchodźczego. Stosunki polsko-estońskie i polsko-ukraińskie w dobie rządów PO ocenia Cybulenko jako „tradycyjnie stabilne i przyjazne”.

Pytany o oczekiwania wobec rządów PiS, Cybulenko odpowiada: „w zasadzie nie uważam, by relacje Polski, tak z Ukrainą, jak i Estonią, mogły w istocie się zmienić, bo podzielamy wspólne wartości. Tym niemniej, oczekuję i mam taką nadzieję, że polityka Polski w relacji do Federacji Rosyjskiej stanie się jeszcze bardziej twarda” – mówi profesor. Mogą się jednak zmienić relacje Polski z Unią Europejską. „Jak wiadomo, PiS nie ukrywa swojego eurosceptycyzmu, ale w jakim stopniu ten eurosceptycyzm wpłynie na realne stosunki  UE i Polski – na razie trudno powiedzieć. Szczególną ciekawostką jest to, że Tusk i Kaczyński, których stosunki trudno nazwać pozytywnymi, zajmując kluczowe stanowiska w UE i Polsce, mogą stanąć po dwóch stronach barykady” – twierdzi Cybulenko.

Pytany o ideę Międzymorza, którą Cybulenko nazywa związkiem bałtycko-czarnomorskim, profesor twierdzi, że może ona mieć sens pod jednym warunkiem: jeśli Unia Europejska nie będzie w stanie rozwiązywać ważnych zadań (np. w kontekście kryzysu uchodźców). „W takim wypadku powstanie kwestia stworzenie alternatywnych struktur i Międzymorze, bez wątpienia, taką strukturą może się stać. Ale to jest oczywiście problem nie najbliższej perspektywy”. Mimo to Cybulenko jest wielkim zwolennikiem aktywnej współpracy krajów Europy Wschodniej. Ma nadzieję, że takiej współpracy nie popsują trudne kwestie historyczne między Polską a Ukrainą. „Niestety część polityków PiS stara się obecnie spekulować na tematach historycznych, ale mam nadzieję, że ich punkt widzenia nie stanie się dominujący w partii. Bez wątpienia, wszystkie historyczne wydarzenia powinny uzyskać ocenę historyczną i prawną, ale nie powinno być to przedmiotem politycznych spekulacji” – twierdzi Cybulenko.

Nacjonaliści chwalą PiS

Martin Helme

Martin Helme

PiS nie ma w Estonii partii, z którą mógłby współpracować. Konserwatywne ugrupowanie Margusa Tsahkny – będące częścią rządu Taaviego Rõivasa – należy do Europejskiej Partii Ludowej, jest tam gdzie Platforma Obywatelska. O PiS wyraża się pozytywnie za to Martin Helme, przewodniczący frakcji Konserwatywnej Partii Ludowej Estonii, która z 7 posłami w Riigikogu jest partią opozycyjną wobec obecnej koalicji rządzącej i znajduje się w sojuszu z nacjonalistami litewskimi i łotewskimi. „Nasza partia była niezmiernie zadowolona i szczęśliwa z powodu wyborów w Polsce. Uważamy, że PiS jest bardzo nam bliski w światopoglądzie i w tym, w jaki sposób widzi rolę państwa narodowego we współczesnej Europie” – powiedział Helme. Mimo to ma pewne obawy, jeśli chodzi o współpracę polsko-estońską w najbliższym czasie. „Problem w tym, że obecna Estonia ma bardzo liberalny i zorientowany na Brukselę rząd, taki jak Polska miała do wyborów. Nasz rząd zawsze idzie za radami Berlina w każdej kwestii, co nie wyszło moim zdaniem na dobre Estonii. Ale w dłuższym terminie jestem przekonany, że Estonia także uzyska patriotyczny rząd i będzie to dobra podstawa do wzajemnej korzystnej współpracy. Nie znam w ogóle ani pana Dudy, ani pani Szydło, ale jestem przekonany, że będą bardzo mocno opowiadać się za polskim interesem narodowym. Na końcu tej drogi skorzystają z tego wszystkie kraje Europy Wschodniej, nawet jeśli nie wszystkie z nich popierały Polaków” – mówi Helme.

Pytany o ideę ścisłej współpracy państw regionu położonego między Niemcami a Rosją, Helme generalnie wyraża się pozytywnie, jednocześnie dając do zrozumienia, że nie w smak mu ani silna pozycja Rosji, ani zakusy Berlina, by przewodzić Unii Europejskiej. Takie przekonanie łączy partię EKRE Martina Helme z PiS, ale póki co jest ona partią opozycyjną, więc rząd PiS będzie musiał sobie układać stosunki z koalicją liberalnych reformistów, umiarkowanych konserwatystów i socjaldemokratów pod wodzą liberała Taaviego Rõivasa.

Wypadnięcie z Sejmu partii lewicowych Helme przyjął entuzjastycznie. „Ludzie mówią czasem, że polityka potrzebuje i lewicy, i prawicy, żeby się balansowały. Ja mówię, że to nie jest prawda, lepsze jest porównanie z glinami i kryminalistami. Nie potrzebujemy, by policjanci „balansowali się” z przestępcami, potrzebna jest policja, by łapała przestępców. W tym samym sensie potrzebujemy prawicowych partii, by zatrzymały lewicę, która czyni źle. Czekamy na ten dzień, kiedy nie będzie już lewicowych partii w estońskim parlamencie” – podzielił się swą opinią szef frakcji EKRE w Riigikogu.

 

Zdjęcie tytułowe: Tallinn, zdj. Kazimierz Popławski

Polub nas na Facebooku!