Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Równoległe światy

Kraje bałtyckie, przebudzone rosyjskim konfliktem z Ukrainą, próbują znaleźć sposób, by zdobyć serca i umysły swoich mniejszości rosyjskich, które do tej pory przyciągane były przez telewizje rosyjskie mające w swojej dyspozycji niemal nieograniczone finansowanie z budżetu federalnego. Zaniepokojeni zachodni sojusznicy podnoszą fundusze na szkolenia dla dziennikarzy i finansowanie programów rosyjskojęzycznych, ale w regionie jest więcej przeciwności do przezwyciężenia, niż tylko ilość i poziom obiektywizmu informacji.

Przeczytaj także:  Media mniejszościowe to kwestia bezpieczeństwa - rozmowa z Ainārsem Dimantsem

Trzy kraje bałtyckie – Estonia, Łotwa i Litwa – były jednymi z pierwszych w Unii Europejskiej, które podniosły alarm zaniepokojone zmanipulowanym przekazem serwowanym przez rosyjskie telewizje, które w dodatku zdobyły popularność wśród miejscowych społeczności rosyjskojęzycznych. Kraje bałtyckie proporcjonalnie do swoich populacji zamieszkiwane są przez największe mniejszości rosyjskojęzyczne w całej UE. W regionie od lat wiadomo, że miejscowi rosyjskojęzyczni oglądają telewizje rosyjskie, a nie miejscowe. Również powszechnie wiadomo, że informacje dostarczane przez te stacje nie zawsze mogą być uznane za sprawiedliwe dziennikarstwo. Jednocześnie – do momentu aneksji Krymu przez Rosję w marcu 2014 roku – Estończycy, Łotysze i Litwini nie przykładali większej wagi do tego, co kanały rosyjskiej telewizji nadawały w ich krajach i co ich sąsiedzi oglądali. Bałtowie i bałtyccy Rosjanie żyli w równoległych rzeczywistościach informacyjnych przez ponad dwie dekady. Od czasu do czasu powracało pytanie jak dotrzeć i rozmawiać z bałtyckimi Rosjanami, ale mimo to nie podjęto rzeczywistych działań.

Wszystko się zmieniło na początku 2014 roku, kiedy „małe zielone żołnierzyki” przekroczyły ukraińską granicę i w krócej niż miesiąc zaanektowały Krym. Politycy z krajów bałtyckich potępili wydarzenia na Ukrainie i oskarżyli Rosję o szerzenie dezinformacji dotyczącej konfliktu w swoich kanałach telewizyjnych. Prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė powiedziała, że Litwa i inne kraje były obiektem wojny informacyjnej i “my sami musimy stworzyć opór wobec tej machiny propagandowej”. Wtedy też minister obrony, a obecnie prezydent Łotwy Raimonds Vējonis powiedział, że Rosja może próbować budzić negatywne sentymenty w łotewskim społeczeństwie i podżegać niepokoje przy użyciu „określonych wytrenowanych, profesjonalnych prowokatorów”. Strach polityków przed podsycanymi przez wielkiego sąsiada niepokojami i napędzany porażką integracji Rosjan w lokalnych społeczeństwach po odzyskaniu niepodległości wydaje się wiarygodny. Każdy z krajów podjął kroki w celu ograniczenia wpływu rosyjskiej telewizji i zaoferowania alternatywy dla niej. Nadal jednak niewiele zaproponowano w celu promocji dialogu z mniejszością rosyjską. Przekonanie o tym, że bałtyccy Rosjanie stoją po stronie Rosji i znajdują się pod wpływem rosyjskich kanałów telewizyjnych jest powszechne. Pomimo to, ich głosy i potrzeby rzadko są zauważane.

Ku szaleństwu działania

Wydarzenia na Ukrainie stały się punktem zwrotnym zmuszającym do reewaluacji przez europejskich i amerykańskich polityków siły z jaką kremlowskie media wpływają na osoby rosyjskojęzyczne na całym świecie. Oprócz kanałów federalnych, takich jak Россия 24 (Rosja 24), Первый канал (Kanał Pierwszy), НТВ (NTV), Rosja rozwija państwową RT (wcześniej Russia Today) w kierunku platformy wielojęzycznej. W ubiegłym roku stworzyła również globalną agencję informacyjną Sputnik. „Duża część informacji telewizyjnych nadawanych z Rosji prezentuje rosnącą tendencję do wywoływania sensacji, upraszczania, wypaczania, łączenia i marginalizowania spraw w sposób, który działa przeciwko uniwersalnym wartościom takim jak uczciwe i sumienne dziennikarstwo” – zaznaczono w podsumowaniu studium wykonalności „Inicjatywy w zakresie mediów rosyjskojęzycznych w krajach Partnerstwa Wschodniego i innych” przygotowanym przez Europejski Fundusz na rzecz Demokracji (EED). Raport zamówiony był przez holenderski rząd (łotewski rząd wspierał projekt), by ocenić, co należy zrobić, by przeciwdziałać rosyjskiej propagandzie. Chociaż pierwszą reakcją, która przychodzi do głowy jest uderzenie odwetowe tą samą bronią, to jak zaznacza EED, jest bardzo prawdopodobne, że przyniosłoby to porażkę ze względu na już teraz zauważalny brak zaufania do większości nadawców. Z jednej strony Zachód nazywa kontrolowane przez Kreml media propagandą, z drugiej strony rosyjskojęzyczni uważają takie komunikaty i jakiekolwiek próby przeciwdziałania rosyjskiej polityce informacyjnej za zachodnią propagandę. Tym niemniej, UE stworzyła małą grupę ekspertów w ramach Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych, której zadaniem jest odpowiadanie na wyzwania powstające w wyniku „prowadzonych rosyjskich kampanii dezinformacyjnych”; jej podstawowym zadaniem jest obalanie mitów pojawiających się w mediach społecznościowych. EED proponuje stworzenie hubu informacyjnego i platformy wymiany treści, by pobudzić produkcję i dystrybucję rosyjskojęzycznych newsów i programów telewizyjnych skupiających się na sprawach lokalnych. Polska zadeklarowała wsparcie finansowe inicjatywy EED kwotą 1 miliona euro, a rząd holenderski zaoferował 1,5 miliona euro na wymianę wiadomości, by wzmocnić rosyjskojęzyczną agencję informacyjną. Amerykański Departament Stanu zlecił Inicjatywie Newsplex Uniwersytetu Południowej Karoliny i Centrum Dziennikarstwa Śledczego Nowej Anglii, by za 500 tysięcy dolarów stworzyły program szkoleń dziennikarstwa śledczego skierowany do krajów bałtyckich. Nagle w media, które przez wiele lat zmagały się z problemami finansowymi wpompowywane są pieniądze. W mediach tych brakowało jednak środków w większym stopniu na produkcję programów, a w mniejszym stopniu wymagały one dodatkowych szkoleń.

Idąc powoli, ale miarowo

Trzeba było więcej niż dwudziestu lat i wydarzeń krymskich, by wreszcie popchnąć bałtyckich liderów, by zdali sobie sprawę z ryzyka wiążącego się z niewłączania mniejszości rosyjskich w życie lokalnych społeczności. Jest to słabość, która może być wykorzystana przeciwko nim. Wcześniej zauważono potrzebę stworzenia alternatywnego źródła informacji, najlepiej kanału telewizyjnego, skierowanego do publiczności rosyjskojęzycznej. Nie do końca przemyślany pomysł, by utworzyć wspólny europejski i/lub bałtycki kanał telewizyjny w języku rosyjskim szybko się pojawił, ale równie szybko zniknął. Każdy z krajów zdecydował się wziąć sprawy w swoje ręce.

Estonia postanowiła stworzyć nowy rosyjskojęzyczny kanał telewizji ETV+ w ramach nadawcy publicznego ERR. „Rola Rosji i rola mediów kierowanych przez Rosję na świecie zmieniła się w ciągu ostatnich dwóch lat. Wszystkie kraje zachodnie, w tym Niemcy i Stany Zjednoczone, są bardziej zaniepokojone informacjami, które nadawane są z Rosji. I, oczywiście, to co wydarzyło się na Ukrainie było kluczowe, dla rozpoczęcia debaty przez rząd estoński, jak też łotewski, na temat zapotrzebowania na rosyjskojęzyczny kanał multimedialny” – powiedział Ainar Ruusaar, członek zarządu ERR.

Ainar Ruussaar, członek zarządu ETV, który przewidywał stworzenie telewizji ETV+. Zdjęcie: ERR.

Ainar Ruussaar, członek zarządu ETV, który przewidywał stworzenie telewizji ETV+. Zdjęcie: ERR.

Koszty stworzonego w ciągu dziewięciu miesięcy kanału oceniane są na około cztery miliony euro rocznie, przy założeniu produkcji 24 godzin oryginalnych programów tygodniowo, włączając w to wiadomości. Prawie 100% potrzebnych na finansowanie nowego kanału środków pochodziło w tym roku z estońskiego budżetu państwowego. Według słów Ruussaara, ETV+ otrzymała też nieznaczne wsparcie finansowe – głównie z krajów nordyckich – na cele związane ze szkoleniem dziennikarzy i na działania promocyjne.

Kanał skupia się na przedstawianiu miejscowych historii dotyczących życia i możliwości w Estonii. Wizja ETV+ obejmuje nie tylko tworzenie treści telewizyjnych, ale również korzystanie z multimediów, by dotrzeć do różnych grup docelowych. ETV+ przyciągnęła uwagę jeszcze przed otwarciem, m.in. za sprawą krytyków, którzy podkreślali, że nie będzie ona w stanie konkurować z wielkimi produkcjami rosyjskich kanałów państwowych, albo że kanał będzie powielał zachodnią propagandę. Ruussaar podkreślił, że od samego początku jasno określono, że ETV+ nie będzie kanałem propagandy antyrosyjskiej. Ruussaar, jako gość jednego z programów ETV+ emitowanego trzeciego dnia po uruchomieniu kanału, żartował, że dziennikarze otrzymali listy ludzi, z którymi mają przeprowadzić wywiady w Korei Północnej, ale że nie ma czarnych list w Estonii. „Żyjemy w niepodległym kraju i tworzymy niezależny program telewizyjny” – powiedział Ruussaar. Biorąc pod uwagę, że kanały rosyjskie nie informują o sprawach lokalnych, ETV+ powinna być w stanie z nimi konkurować w przyszłości, zauważył Ruussaar.

Nowy kanał nadawany jest od 28 września 2015 roku. Zabawne, że ogląda go więcej etnicznych Estończyków niż rosyjskojęzycznych; można to zrozumieć przypominając potężną debatę w estońskich mediach dotyczącą przesłanek stojących za stworzeniem kanału. W pierwszym tygodniu nadawania, przez co najmniej minutę kanał oglądało 294 tys. – lub 24,2% – osób powyżej 4 roku życia; 217 tys. (25,7%) osób, do których kanał dotarł to Estończycy, a 77 tys. (20,7%) to osoby o innej narodowości. „Obecnie ETV+ przez co najmniej 15 minut tygodniowo ogląda około 200 tys. osób i połowa z nich to Estończycy. Ale oczywiście jest to projekt długoterminowy. Naszym celem jest, by do następnego października połowa rosyjskojęzycznych w Estonii oglądała tę telewizję przez więcej niż 15 minut tygodniowo i żeby 55% wiedziało, że jest kanał telewizyjny o nazwie ETV+. Będzie to duże wyzwanie” – powiedział Ruussaar, który pozostaje optymistą w tej kwestii.

Do tanga trzeba dwojga

Łotwa także rozważała stworzenie kanału publicznej telewizji, który dedykowany byłby wyłącznie rosyjskojęzycznym widzom zamieszkującym kraj. Tego pomysłu nie zrealizowano z kilku powodów. O ile było poparcie polityczne dla wspólnego kanału bałtyckiego, dla kanału lokalnego nie było żadnego. VL!-TB/LNNK, partia nacjonalistyczna, która reprezentowana jest w rządzie, obawia się, że stworzenie takiego kanału o zasięgu obejmującym jedynie Łotwę będzie zniechęcało mieszkańców rosyjskojęzycznych do nauki języka łotewskiego. „Kolejnym powodem było to, że nie odczuwamy silnego poparcia dla tej inicjatywy ze strony publiki rosyjskojęzycznej. Najwyraźniej, odbierają oni ten pomysł nie jako kanał lokalny stworzony dla nich, coś co powinno zostać zrobione już przed dwudziestu laty, ale jako kolejną próbę prania mózgów” – powiedziała Olga Proskurova, redaktor naczelna redakcji rosyjskojęzycznej nadawcy publicznego LTV.

Olga Proskurova, redaktor naczelna rosyjskojęzycznego serwisu informacyjnego w LTV. Zdjęcie: Vladislavs Proškins, F64, IR

Olga Proskurova, redaktor naczelna rosyjskojęzycznego serwisu informacyjnego w LTV. Zdjęcie: Vladislavs Proškins, F64, IR

Politycy byli zdeterminowani, by zrobić coś i zatwierdzili środki finansowe na zwiększenie ilości rosyjskojęzycznych programów w ramach publicznej platformy nadawczej LTV. Dane wykazały, że tym co stale przyciągało uwagę rosyjskojęzycznych widzów były programy informacyjne, ale miejscowe kanały telewizyjne mają dziesięć razy mniej takich programów niż te retransmitowane przez rosyjską telewizję federalną lub jej pochodne. W związku z tym, rok temu, we wrześniu 2014 roku, rozpoczęto nadawać poranne i wieczorne programy informacyjne oraz trzy programy analityczne, co stanowiło łącznie 12 godzin oryginalnych treści rosyjskojęzycznych w tygodniu. W pierwszym miesiącu (we wrześniu 2014 roku) wieczorny program informacyjny był oglądany przez 227 800 (11,5%) widzów w wieku powyżej czterech lat przez co najmniej minutę; zasięg miesięczny debat telewizyjnych wyniósł 153 300 osób lub 7,7%. Zasięg innych programów przyciągnął mniej niż 100 000 widzów. „Płakałam, kiedy zobaczyłam wyniki pierwszych programów. Ale rośniemy szybko i w styczniu 2015 roku osiągnęliśmy nasze najlepsze rezultaty. Byliśmy naprawdę szczęśliwi, że ludzie nas oglądają. Nasza konkurencja również to zrozumiała i w lutym PBK wprowadziła krótkie wiadomości lokalne w tym samym czasie, kiedy my nadawaliśmy nasz wieczorny program informacyjny. Uderzyło to w nas bardzo mocno i nasza oglądalność znów zaczęła spadać. Nie poddajemy się, kontynuujemy naszą pracę” – powiedziała Proskurova. W styczniu 2015 roku, 483 800 (24,3%) osób oglądało miejscowy rosyjskojęzyczny program informacyjny przez przynajmniej minutę. Program informacyjny PBK ma od dwóch do czterech razy więcej widzów niż ten oferowany przez nadawcę publicznego.

W nowym sezonie (od września 2015 roku) zarzucono poranny program informacyjny. Zamiast niego wprowadzono nowy program emitowany przed wieczornymi wiadomościami, by dać rosyjskojęzycznym widzom powód, by włączyć kanał na trochę dłużej. Programy rosyjskojęzyczne to w sumie 9 godzin w tygodniu, co stanowi o 25% mniej niż w ubiegłym sezonie. Zasięg programów rosyjskojęzycznych oferowanych przez nadawcę publicznego wzrósł. We wrześniu 2015 roku, w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku, zasięg programów informacyjnych i debat wzrósł o 10%, zasięg wywiadów telewizyjnych wzrósł o 14%, a zasięg programu śledczego wzrósł aż o 20%.

Porównanie zasięgu (w tysiącach) rosyjskojęzycznych programów informacyjnych w różnych telewizjach.

Dane: TNS Latvia; Zasięg (w tysiącach) – całkowita liczba osób, które oglądały dany program przez co najmniej minute w określonym czasie. Kanały/Programy: PBK/Time – rosyjski program informacyjny nadawany przez PBK każdego dnia o 20.00; NTV Mir Baltic/Today – rosyjski program informacyjny, w tym przypadku policzono całkowitą oglądalność wszystkich programów informacyjnych w ciągu dnia, nadawany codziennie; PBK/Latvia’s Time – Łotewski program informacyjny w języku rosyjskim nadawany w PBK o 20.40 w dni robocze; PBK/Latvia’s Time. News in Short – łotewski program informacyjny w języku rosyjskim nadawany w PBK o 18.00 w dni robocze; LTV7/Tonight – łotewski program informacyjny w języku rosyjskim nadawany w telewizji publicznej o 18.00 w dni robocze.

Proskurova nadal wierzy, że potrzebny jest oddzielny kanał dla widzów rosyjskojęzycznych, ale też wątpi w jego powstanie. „Możemy tylko kontynuować pracę i poprawiać jakość programów, które tworzymy. Chcemy rozszerzać swoje działania na Internet, ale teraz są to jeszcze tylko pomysły” – powiedziała.

Inną inicjatywą w celu zapewnienia lepszego dziennikarstwa jest pomysł, by stworzyć Bałtyckie Centrum Doskonalenia Mediów, które działałoby jako wszechstronny ośrodek szkoleniowy, co ma szansę powodzenia skoro region jest już zalany trenerami i pieniędzmi na nich. Pomysł jest wspierany przez łotewskie ministerstwo spraw zagranicznych, które przyznaje granty na szkolenia dziennikarzy z krajów objętych unijnym programem Partnerstwa Wschodniego. Wspierany jest także przez kraje nordyckie, które poszukują niekontrowersyjnych sposobów na wzmocnienie mediów bałtyckich.

Centrum formalnie zostało utworzone w Tallinnie, w listopadzie 2015 roku, a jego założycielami są nadawcy i organizacje reprezentujące wszystkie rodzaje mediów z krajów bałtyckich.

Co z oczu, to z głowy

Litwa ma najmniejszą społeczność rosyjskojęzyczną spośród krajów bałtyckich a kanały rosyjskie stanowią połowę udziału w ogólnej oglądalności w porównaniu do Łotwy i Litwy. Jednakże, to Litwa zawiesiła kilka kanałów rosyjskiej telewizji w związku ze sposobem prezentowania konfliktu na Ukrainie i litewskiej historii, co odbiło się echem w światowych mediach. Litewska Komisja Radiofonii i Telewizji (LRTK) nałożyła czasowe, trzymiesięczne zawieszenie na programy produkowane poza Unią Europejską i nadawane w rosyjskojęzycznych kanałach Ren TV Baltic, NTV Mir Lithuania i PBK. W kwietniu 2015 roku LRTK zupełnie zabroniła retransmisji RTR Planeta na Litwie na okres trzech miesięcy. Komisja wyjaśniła, że podjęła te decyzje ze względu na łamanie przez wymienionych nadawców prawa litewskiego i na rozpowszechnianie dezinformacji. „Naturalnie celem, który przez zawieszenie tych programów osiągnęła nasza komisja było zatrzymanie nawoływania do nienawiści, podżegania do wojny, szerzenia dezinformacji i naruszania prawa litewskiego” – powiedziała Birutė Keršienė, szefowa PR i kontaktów międzynarodowych litewskiego regulatora.

Przeczytaj także:  Chcemy pomóc Litwinom pozbyć się stereotypów – rozmowa z Vidą Montvydaitė

Chociaż opinie odnośnie skuteczności zawieszeń jako sposobu rozwiązania problemu rosyjskich kampanii dezinformacyjnych są różne, Litwa pokazuje, że nie pozwoli kanałom rosyjskiej telewizji szerzyć mowy nienawiści i wypaczać historii kraju. Dane pokazują, że udział kanałów rosyjskich podczas czasowych zawieszeń w ogólnej oglądalności spadł. Kiedy jednak kary są zdejmowane, widzowie wracają do swoich ulubionych stacji.

Procedura zawieszenia części programów wyprodukowanych w Rosji lub całego kanału musi być wszczęta zgodnie z europejskim i litewskim prawem – Ren TV Baltic i NTV Mir Lithuania są zarejestrowane w Wielkiej Brytanii i w związku z tym działają pod brytyjskim prawem; RTR Planeta jest zarejestrowany w Szwecji, a PBK na Łotwie. Litwa została wsparta w swoich działaniach przez Komisję Europejską, która w lutym uznała, że litewskie działania przeciwko RTR Planeta nie są dyskryminujące i były zgodne z prawem europejskim, które ma zapewniać, żeby usługi mediów audiowizualnych nie zawierały nawoływania do mowy nienawiści m.in. w zakresie rasy i/lub narodowości. Litwa alarmowała kolegów z OFCOM, brytyjskiego regulatora branży komunikacyjnej, o treściach nadawanych przez niektóre programy w NTV Mir Lithuania i Ren TV Baltic, a instytucja orzekła, że treści te łamią Brytyjski Kodeks Radiowy i Telewizyjny.

1 października 2015 roku weszły w życie poprawki do prawa o dostarczaniu informacji odbiorcom zainicjowane przez prezydent Dalię Grybauskaitė, których celem jest przeciwdziałać wrogiej propagandzie. Litwa może teraz ukarać nadawców i reemitentów mandatem w wysokości do 3% ich rocznego przychodu za publikowanie propagandy wojennej lub podburzanie do zmiany litewskiego porządku konstytucyjnego przez użycie siły, podżeganie prób wymierzonych przeciwko litewskiej suwerenności, integralności terytorialnej lub politycznej niezależności lub za publikowanie informacji, które podżegają do wojny lub nienawiści.

Prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė, w swoim orędziu do narodu z 27 marca 2014 roku, wezwała właścicieli i dyrektorów mediów, dziennikarzy i publicystów do pomocy litewskim obywatelom „rozróżnienia kłamstw od prawd, do jasnego informowania społeczeństwa o incydentach wymierzonych w nasze państwo, i do przeciwdziałania fałszywym informacjom i propagandzie nieprzyjaznych sił”. Z tego czy innego powodu, niektóre z litewskich stacji aktywnie promują wojsko. Litewski nadawca publiczny LRT, aby informować widzów o metodach używanych w raportowaniu przez rosyjską propagandę, planował oddzielny program. W końcu, zdecydowano jednak, żeby nie tworzyć specjalnego „programu antypropagandowego, gdyż antypropaganda jest bardzo blisko propagandy”, powiedział agencji BNS w sierpniu 2015 roku szef LRT Audrius Siaurusevičius. „Chociaż, chcemy, aby nasze programy obnażały to” – dodał. Według Siaurusevičiusa, LRT nadaje obecnie programy rosyjskojęzyczne wyprodukowane przez inne podmioty, na przykład: Deutsche WelleRadio Free Europe i The Voice of America. Pierwszy nadawca jest finansowany przez rząd niemiecki, a pozostałe dwa przez amerykański.

Komunikacja strategiczna

Rządy krajów bałtyckich przeciwdziałając rozpowszechnianiu dezinformacji przez kanały rosyjskie podejmują kroki we właściwym kierunku. „Zrobiliśmy co mogliśmy przy użyciu narzędzi, które otrzymaliśmy” – powiedział Nerijus Maliukevičius, wykładowca w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego. Jednakże, dodaje że potrzebna jest komunikacja strategiczna tak z ludnością jak i z sojusznikami. „Wielkim dylematem są nie tylko te taktyczne działania, które się podejmuje – tworzenie rosyjskojęzycznych alternatyw, podnoszenie odporności społeczeństwa na te manipulacje, [podnoszenie] umiejętności medialnych. W rzeczywistości chodzi o komunikację naszych europejskich wartości. Brakuje nam projektu miękkiej siły dla widowni rosyjskich na Wschodzie, alternatywy dla Rosji [prezydenta Władimira] Putina” – powiedział Maliukevičius. „To nie propaganda jest zagrożeniem, ale propagowane autorytarne wartości, które stanowią zagrożenie dla nas samych – jakie wartości możemy zaoferować tym odbiorcom?”.

W 2014 roku, aby usprawnić komunikację strategiczną, w Rydze otwarte zostało Centrum Doskonalenia Komunikacji Strategicznej NATO. Misją centrum jest „wnoszenie wkładu w proces komunikacji Sojuszu w celu zapewnienia, że ten komunikuje się w odpowiedni, stosowny, poprawny i responsywny sposób na temat swoich zmieniających się ról, celów i misji”. Pierwsza otwarta konferencja zorganizowana przez centrum w dniach 20-21 sierpnia 2015 roku nie pokazała za wiele dziennikarzom, bo mogli oni przebywać jedynie w wyznaczonych miejscach; nie mogli rozmawiać z mówcami i uczestnikami konferencji, by uzyskać lepszy obraz wyzwań związanych z komunikacją strategiczną i zadaniami centrum.

W tym czasie, Anda Rožukalne, profesor nadzwyczajna Ryskiego Uniwersytetu Stradiņš, zaniepokojona jest, że większość debat z cyklu jak radzić sobie z rosyjską kampanią dezinformacyjną nie włącza odbiorców rosyjskich. „Jestem zaniepokojona, że w trakcie tych dyskusji powstaje odczucie o mądrych »nas« i o »nich« – Rosjanach będących pod wpływem propagandy. Wśród odbiorców rosyjskich jest jednak równie dużo krytycznie myślących jednostek, co wśród Łotyszy lub innych Bałtów” – powiedziała Anda Rožukalne.

Podczas gdy nowy rosyjskojęzyczny kanał telewizji nie musi okazać się czarodziejską różdżką, która rozwiąże problemy Bałtów związane z jednoczeniem populacji o różnym pochodzeniu etnicznym, może stanowić krok na przód. Nowy estoński kanał będzie stanowił platformę dla rosyjskojęzycznych do wyrażenia swoich myśli, będzie dawał możliwość bycia usłyszanym, czyli coś czego brakowało im wcześniej, zauważył Ruussaar. Redaktor naczelna ETV+ Darja Saar powiedziała, że kanał powinien być widziany jako długoterminowy projekt społeczny obliczony na włączenie mieszkańców rosyjskojęzycznych w życie estońskiego społeczeństwa i wzmocnienie kraju. „Doświadczenie ostatnich 20 lat pokazuje, że koncept zakładający, że najpierw musisz nauczyć się języka i wtedy możesz uczestniczyć w życiu społecznym nie działa” – powiedziała Darja Saar dla łotewskiego radia publicznego.

Jej odpowiedniczka na Łotwie, Olga Proskurova zgadza się. „Jest mi bardzo przykro, że na Łotwie nie ma wsparcia ze strony samych rosyjskojęzycznych widzów. Zapotrzebowanie na taką platformę powinno najpierw wychodzić z naszej strony, bo musimy nauczyć się żyć w miejscowej przestrzeni informacyjnej. Nie wiemy jak to zrobić” – powiedziała rosyjskojęzyczna Proskurova.

 

Artykuł opublikowany dzięki uprzejmości serwisu Re:Baltica. Tłumaczenie z języka angielskiego Kazimierz Popławski.

  • lv

    Ciekawy, aktualny artykuł. Warto dodać, że oprócz PBK na Łotwie jest Pervyj Kanal oraz inne, które też są aktywnie oglądany i w dodatku są darmowy (nie są kodyfikowanymi kanałami telewizji satelitarnej, wystarczy mieć jedynie antenę i dekoder). Mieszkańcy Łotwy natomiast aktywnie słuchają np. Latvijas Radio 4, Łotewskie Radio 4, które emituje programy w języku rosyjskim. Bardzo ważny środek przekazu, znajduje się na 5 miejscu wśród najbardziej słuchanych stacji radiowych na Łotwie. Stale odbywają się tam dyskusje o światowym i lokalnym dyskursie. Myślę, że kanały rosyjskie nie tracą swoich widzów, albo też tracą ich w takim tempie, w jakim nabierają popularność nowoutworzone rosyjskojęzyczne kanały w państwach bałtyckich.

Polub nas na Facebooku!