Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Łotwa nie jest dla uchodźców „wymarzonym celem”

Łotwa intensywnie przygotowuje się do tego, by w ramach regulacji unijnych przyjąć uchodźców. Ale plan może nie wypalić: z powodu samych uchodźców, dla których Łotwa nie jest bardzo atrakcyjna.

Przeczytaj także:  Zawiła droga na północ. Szwedzka debata o imigracji
Przeczytaj także:  Estonia musi przyjąć uchodźców

Nina, emerytka w miejscowości Mucenieki, słyszy to pytanie pewnie nie pierwszy raz. „Uchodźcy? Jest mi to całkowicie obojętne. To zależy, jacy ludzie przyjadą”. Patrzy przenikliwie. „Jeśli to będą Afgańczycy czy Irakijczycy, którzy będą się krzątać po naszych balkonach…”. Jej wzrok staje się jeszcze bardziej przenikliwy. „Jeśli będą to muzułmanie, jeszcze ci radykalni…”. Z drugiej strony: o konkretnych incydentach z uchodźcami ta przyjazna, ale zdecydowana dama, dotychczas nie słyszała. A dzieci uchodźców, mówi, naprawdę jej szkoda.

Uchodźcy ze Sri Lanki i Afganistanu przed ośrodkiem dla uchodźców w Muceniekach. Zdjęcie: Gerhard Gnauck

Uchodźcy ze Sri Lanki i Afganistanu przed ośrodkiem dla uchodźców w Muceniekach. Zdjęcie: Gerhard Gnauck

Nina – swego nazwiska nie chce podać – mieszka w miejscowości Mucenieki. To nic więcej jak małe osiedle, blokowisko, otoczone śniegiem i lasem sosnowym. W centrum strzeżony parking, na którym stoi parę starszych BMW. Ale od paru miesięcy Mucenieki są najbardziej znanym miasteczkiem Łotwy: tutaj, niedaleko od stołecznej Rygi, rząd chce sukcesywnie zakwaterować 776 uchodźców, do których przyjęcia zobowiązany jest wedle decyzji Unii Europejskiej. Miejscowy starosta zrobił już z tego skandal: część mieszkańców chce wyjechać „w spokojniejsze okolice”. Tak, mówi Nina, także ona przez krótki czas myślała o przeprowadzce. Z drugiej strony: W miejscowości Mucenieki już od lat jest dom dla uchodźców. Ale kogo by się nie pytało na ulicy, to nikt nie ma nic naprawdę złego do powiedzenia o uchodźcach.

Kurs wstępny: co to jest Łotwa?

Najstraszniejsze, mówi Nina, było to, gdy „murzyn” chciał przepchnąć się na przystanku i nie przepuścił kobiety z dzieckiem na ramieniu. „Zatrzymaliśmy go. Musi się nauczyć, że wyznajemy tutaj europejskie wartości”. To, o czym słyszała młoda Julia, także nie jest znacznie gorsze: „Gruzini czasem zaczepiają dziewczynę i mówią: hej, poznajmy się”. W domu dla uchodźców z jego obecnymi 81 mieszkańcami jest zaskakująco spokojnie. Od czasu do czasu człapie po podłodze kobieta z piękną kolorową chustą i różowymi klapkami. Właśnie przyszli dwaj współpracownicy organizacji pomocowej „Patvērums »Drošā māja«”. Stowarzyszenie, którego nazwa oznacza „bezpieczny dom”, troszczy się na Łotwie o uchodźców. Dziś dwaj pomocnicy ogłoszą mieszkańcom domu, że będzie dla nich kurs wstępny z wiedzy o kraju: czym jest Łotwa i jak mogę się w niej odnaleźć?

W pokoju, w którym odbywają się zajęcia, pracowniczka socjalna Anita Ūdre ustawia się przed swoją publicznością i rozpoczyna: „kto z Państwa mówi trochę po angielsku?”. Echo jest dość powściągliwe. „Francuski!” – wołają dwaj czarnoskórzy Afrykańczycy. „Arabski!” – mruczą dwaj inni mężczyźni, którzy, sądząc po wyglądzie, mogliby pochodzić z Syrii. Potrzeba jest duża. Po nieco chropowatym tłumaczeniu wszyscy już wiedzą: odjazd autobusu na kurs do Rygi o godzinie 9:45.

Pracowniczka socjalna Anita Ūdre wyjaśnia w jakich kursach uchodźcy mogą wziąć udział. Zdjęcie: Gerhard Gnauck

Pracowniczka socjalna Anita Ūdre wyjaśnia w jakich kursach uchodźcy mogą wziąć udział. Zdjęcie: Gerhard Gnauck

„Łotwa nie jest moim wymarzonym celem”

Dotąd ten zimny kraj nad Bałtykiem miał niewiele doświadczeń z uchodźcami. Odkąd w 1991 roku stał się niepodległy, łącznie tylko 220 osób uzyskało azyl czy (obowiązkowo co roku do odnowienia) zgodę na pobyt. Z tych osób, przypuszcza Maira Roze z urzędu migracyjnego, większość wyemigrowała w międzyczasie dalej do Europy Zachodniej. Także współpracownicy „Patvērums »Drošā māja«” mają takie doświadczenia: „uchodźcy z południowych krajów mówią nam otwarcie: Łotwa nie jest naszym wymarzonym celem, jesteśmy tu raczej przypadkowo, to wszystko przez przemytników. Żaden wymarzony cel: z powodu klimatu, niskiej pomocy socjalnej, maleńkiej liczby osiadłych tu rodaków, języka.

Jeśli chodzi o migrację, kraj z dwoma milionami mieszkańców ma zupełnie inne problemy. Po pierwsze 120 tys. ludzi, którzy jako migranci zarobkowi mieszkają teraz w innych krajach UE, to jest bolesne dla kraju, że nie może im zaoferować perspektywy na miejscu. Po drugie dochodzą zamieszkali tu po 1945 roku Rosjanie i inni Słowianie. Stanowią prawie 30% ludności. W Muceniekach, gdzie kiedyś mieszkali żołnierze sowieckiej obrony przeciwlotniczej, mówi się tak samo często po rosyjsku jak po łotewsku. Także emerytka Nina jest Rosjanką. Poza tym corocznie osiedlają się na Łotwie tysiące Rosjan z Rosji. I tendencja jest wzrostowa.

Blok mieszkalny w pobliżu planowanego ośrodka dla uchodźców w pobliżu Rygi. Zdjęcie: Gerhard Gnauck

Blok mieszkalny w pobliżu planowanego ośrodka dla uchodźców w pobliżu Rygi. Zdjęcie: Gerhard Gnauck

Kto się zintegruje, będzie respektowany

Pod naciskiem kryzysu uchodźczego w Europie Zachodniej Ryga stała się w znaczący sposób aktywna. W zasadzie dopiero teraz powstaje strategia obchodzenia się z uchodźcami. Rząd zaakceptował program migracyjny i chce od stycznia sukcesywnie umieszczać 776 uchodźców przewidzianych dla Łotwy w Muceniekach. Potem mają się szybko nauczyć łotewskiego i otrzymać mieszkania. W międzyczasie premier Laimdota Straujuma powiedziała jednak, że z racji tego, że granice zewnętrzne Unii Europejskiej wciąż nie są wystarczająco zabezpieczone, musi się skończyć na tych 776 uchodźcach.

Kto przyjedzie, zintegruje się i wysili, będzie respektowany, mówi wielu Łotyszy. W rzeczy samej: ciemnoskóra piosenkarka Aminata została „przez wybór ludu” wysłana na konkurs Eurowizji. Naturalizowany Libańczyk zasiada z ramienia dużej partii rządowej „Jedność” w parlamencie. „Ale jest także wiele niechęci do migrantów” – mówi Pauls Raudseps, publicysta z magazynu „Ir”. „Głównym argumentem jest często to, że tożsamość i – co za tym idzie – egzystencja takiego małego narodu jak nasz jest szczególnie zagrożona. Właśnie gdy przyjadą migranci z obcą kulturą. W tle pojawia się zazdrość o przywileje socjalne”. Bądź co bądź oficjalny uchodźca dostanie wówczas 256 euro wsparcia na miesiąc. Połowa emerytów musi żyć za niższą stawkę.

W końcu przyszły zamachy w Paryżu. „Aż do paru tygodni wstecz było wiele pozytywnych reakcji, jeden przedsiębiorca założył dla uchodźców stronę na Facebooku” – mówi Alvis Šķenders z „Drošā māja”. „Ale Paryż wiele zmienił, teraz jest sporo negatywnych nastrojów”. Także fakt, w jaki sposób temat był traktowany na szczytach UE, spowodował złość. „My, Łotysze i generalnie Bałtowie, nie jesteśmy przeciwko solidarności czy przyjęciu uchodźców” – mówi w rozmowie Artis Pabriks, eurodeputowany partii „Jedność”. „Ale w niektórych małych krajach było odczucie, że w UE za kulisami robiono olbrzymi nacisk: jeśli nie zgodzicie się na obowiązkowe kwoty dla uchodźców, będą konsekwencje, zarówno natury finansowej, jak i przy sprawach bezpieczeństwa i NATO”.

Były minister spraw zagranicznych Artis Pabriks, w Strasburgu kolega frakcyjny niemieckich chrześcijańskich demokratów, idzie nawet dalej. „Gdyby w Unii Europejskiej roczne kwoty zostały narzucone przez głosowanie większościowe, upadłaby Unia Europejska. Środki przymusu we wspólnocie nie są dobrym pomysłem.

Także Łotwa buduje obecnie płot

Parę tygodni temu rząd łotewski sięgnął także po środek, który tutaj jest jednoczesną odpowiedzią na dwa duże kryzysy: ukraiński i uchodźczy. „Chcemy stworzyć system, który powstrzyma migrantów od tego, by przekraczali granicę lub co najmniej umożliwi jednoznaczne zabezpieczenie śladów” – powiedział minister spraw wewnętrznych Rihards Kozlovskis. Krótko mówiąc: Łotwa chce na granicy z Rosją postawić ogrodzenie.

Na granicy łotewsko-rosyjskiej. Jeszcze zielono. Jeszcze bez płotu. Foto: Gerhard Gnauck

Na granicy łotewsko-rosyjskiej. Jeszcze zielono. Jeszcze bez płotu. Foto: Gerhard Gnauck

„Ta 276-kilometrowa granica do 2013 roku była bardzo spokojna” – opowiada pułkownik Mareks Petrušins, wysoki oficer straży granicznej i jednocześnie współprzewodniczący rosyjsko-łotewskiej grupy roboczej ds. granicznych. Wtedy corocznie łapano nie więcej jak setkę osób nielegalnie przekraczających granicę, przede wszystkim przemytników papierosów. W roku bieżącym jest to już jednak 570 osób, wśród nich Irakijczycy, Afgańczycy czy Syryjczycy – i prawie 300 Wietnamczyków. Większość z nich chciała się przedostać do Polski, gdzie żyje dobrze zintegrowana wspólnota ich rodaków.

Kozlovskis uzasadniał budowę płotu także tym, że Rosja ostatnimi czasy przy zabezpieczeniu śladów i readmisji nielegalnie przekraczających granicę nie współpracuje już tak jak wcześniej. Tylko od 10 do 15 procent migrantów bez wniosku o azyl jest dziś z powrotem odbieranych przez Rosję. Na Łotwie zanotowano także to, że niedawno setki Syryjczyków na rowerach z Rosji przedostało się przez norweską granicę, bez ich zatrzymania przez rosyjskich pograniczników.

Łotewska Straż Graniczna patroluje granicę łotewsko-rosyjską. Foto: Gerhard Gnauck

Łotewska Straż Graniczna patroluje granicę łotewsko-rosyjską. Foto: Gerhard Gnauck

Obecnie wzdłuż granicy z Rosją nie ma z żadnej strony ogrodzenia. „Planowany jest teraz płot długości 90 kilometrów, wysoki na dwa metry plus drut kolczasty, poza tym czujniki i kamery” – mówi pułkownik. Prace budowlane już się rozpoczęły. Do 2019 roku zaplanowano wydać na to 17 milionów euro.

Plan Angeli Merkel przesiedlenia uchodźców – czy to może się udać? Pułkownik Petrusins kiwa głową. „Robimy, to co do nas należy. Ale ludzie pojadą tam, gdzie chcą. Płot nie zatrzyma czołgów. Tak jak nie zatrzyma fali ludzi. To siła wyższa”.

 

Pierwotnie tekst ukazał się w dzienniku „Die Welt”. Tłumaczenie Tomasz Otocki. Śródtytuły pochodzą od redakcji „Die Welt”. Zdjęcia: Gerhard Gnauck. 

 

Zdjęcie tytułowe: Mucenieki / Reinis Inkēns, Saeima / CC

  • Artur Bieniek

    Oczywiście przyjęcie kilkuset imigrantów,pochodzących z tak odmiennego kręgu kulturowego, będzie dla Rygi ogromnym wyzwaniem. Mam nadzieję, że administracja państwowa zrobi wszystko, aby po jakimś czasie ci ludzie zasymilowali się ze społeczeństwem i ułożyli sobie życie na Łotwie a nie wyjechali z niej tak szybko jak przyjechali. Łotwa może skorzystać na imigrantach, ale potrzebna jest mądra i skuteczna poltyka państwa. Oby tylko liczba 776 była ostateczna. Na więcej Łotwę po prostu nie stać.

Polub nas na Facebooku!