Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Duńskie „nie” to problem dla wszystkich unijnych rządów

W czwartek 3 grudnia, Dania odpowiedziała “nie” na referendalne pytanie o to czy dołączyć do partnerów unijnych w zakresie Wymiaru Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (WSiSW).  WSiSW ma ogromne znaczenie polityczne, bo zajmuje się sprawami takimi jak polityka azylowa, współpraca policji, kontrola granic, ochrona danych, czy reguły w zakresie bankructwa. Jest to również jedno z najbardziej aktywnych pól unijnego prawodawstwa.

Polityki przyjęte przez unijne rządu w Radzie Unii Europejskiej z rozróżnieniem na dziedzinę polityki (2004-2014).

Dania ma prawo do wyłączenia się (opt-out) z tej dziedziny, od kiedy w 1992 roku odrzuciła traktat z Maastricht. W tamtym czasie, duńskie „nie” zatrzymało proces ratyfikacji dla całej Unii Europejskiej, a Kopenhaga musiała negocjować listę wyłączeń, które obok współpracy w zakresie sprawiedliwości i spraw wewnętrznych obejmują również wspólną walutę euro i unijne polityki w zakresie obrony. Wyłączenia dawały rządowi w Kopenhadze możliwość przedstawienia Duńczykom zmodyfikowanej wersji traktatu z Maastricht i przeprowadzenie drugiego głosowania. Ponowne głosowanie przyniosło pozytywny wynik i umożliwiło kontynuowanie procesu ratyfikacji traktatu.

Pozostała część UE mogła dzięki temu zacieśniać współpracę, a Dania uzyskała rozwiązanie, które zdjęło z rządu presję ze strony opinii publicznej i które sprawiało wrażenie odpowiedniego również dla Brukseli. Dania, chociaż nie miała prawa głosu we wszystkich dziedzinach, gdzie miała prawo wyłączenia, była jednocześnie obecna podczas wszystkich negocjacji w zakresie WSiSW oraz przyjmowała „równoległe umowy” z unijnymi partnerami za każdym razem, kiedy chciała przyjąć ważne unijne akty prawne.

Reguły wyłączenia umożliwiały również transponować prawo UE bezpośrednio do prawa duńskiego – reguły ustalane na poziomie międzyrządowym pozwalały duńskiemu parlamentowi uznać je za wersję umów międzynarodowych, a nie ponadnarodowego prawodawstwa instytucji unijnych. Są tylko trzy instancje, w których UE uznała, że równoległe umowy z Danią nie leżą w jej interesie i odrzuciła duńskie prośby o uczestnictwo w procesie prawodawczym.

Innymi słowami, duńskie wyłączenie dawało status “ograniczonego członka” w negocjacjach, a nie „outsidera”. Zmieni się to po ubiegłotygodniowym głosowaniu.

Efekt kuli śnieżnej?

Ubiegłotygodniowe “nie” nie zdominowało nagłówków zagranicznych gazet jak miało to miejsce w 1992 roku, ponieważ tym razem nie jest to traktat ani ważna dla pozostałej części UE decyzja polityczna. Rzeczywiście wynik duńskiego referendum nie przekłada się na bezpośrednie konsekwencje dla pozostałych 27 członków i mogą oni – na początku – uważać „nie” Duńczyków za „nieszkodliwe”, kiedy debata zdominowana jest przez inne tematy.

Jednakże konsekwencje duńskiego „nie” mogą okazać się znaczące, kiedy liderzy UE będą musieli zdecydować co dalej począć z Danią – czy powinna ona zostać ostatecznie wykluczona z całej współpracy w ramach WSiSW, w tym z ustaleń, jak wspomniane „równoległe umowy”?

W czasie podejmowania tej decyzji, największy niepokój innych rządów unijnych wzbudza to, że są one pod rosnącą presją ze strony eurosceptycznych pratii i grup w swoich krajach. Jeśli Duńczycy mogli mogli przypatrywać się negocjacjom WSiSW, a następnie wybierać polityki, w których chcą brać udział, to dlaczego inne kraje nie mogą postępować tak samo? Pozwolenie Danii na kontynuację współpracy na przykład w ramach Europolu, po definitywnym odrzuceniu współpracy unijnej w bardzo ważnej dziedzinie dla spraw UE, będzie sygnałem, że można głosować „nie” i nadal otrzymywać to, czego się chce.

Takie rozdrobnienie jest szkodliwe nie tylko dla kooperacji w UE w czasie, kiedy rządy szukają sposobów, by współpracować więcej, a nie mniej, by odpowiedzieć na wielorakie zagrożenia, z którymi obecnie Europa się zmaga, jak chociażby kryzys uchodźczy, kryzys w strefie euro, wzrost gospodarczy, terroryzm. Stanowi ono prawdziwe wyzwanie dla przetrwania tych rządów w ich krajowych środowiskach politycznych, które zmagają się z największą polaryzacją od II wojny światowej (przykładem mogą tutaj być francuskie wybory regionalne).

Rządy państw unijnych są świadome, że Dania może utorować drogę dla każdego innego państwa, które chciałoby zagwarantować sobie na przyszłość wyłączenia lub równoległe umowy – tak w zakresie istniejących polityk lub nowych inicjatyw (wzmocnionej strefy euro lub Schengen). Pojawia się też ważne pytanie jaką ofertę otrzyma Wielka Brytania jeśli decydowałoby się jej pozostanie w UE. David Cameron stanie przed szczególnie trudnym dylematem, bo w interesie Wielkiej Brytanii jest, by w tej sprawie pozostawić sobie uchyloną furtkę – jednak każda dwuznaczność dotycząca konsekwencji duńskiego „nie”, wzmacniałaby argumenty na rzecz opuszczenia Unii Europejskiej, ale też zagrażałaby pozycji jego własnego rządu.

Liderzy UE mogą więc uznać za konieczne, by potraktować Danię precedensowo i pokazać, że wyłączenia mają realne konsekwencję w polityce unijnej, bez względu – częściowe czy całkowite.

 

Artykuł pierwotnie opublikowany został na blogu Europp LSE. Tłumaczenie z języka angielskiego Kazimierz Popławski.

 

Zdjęcie tytułowe: barnyz / Flickr / CC

Polub nas na Facebooku!