Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Ejszyszki – nasze Święta są jak z baśni…

Wigilia Bożego Narodzenia w podwileńskiej tradycji

„Już nie jedna gwiazda wigilijna, a ich cała normalna masa wysypała na firmament. Mrugają, kpią z biednego człowieka. Wiatr za miastem, zaraz za krzyżem przy rozstaju staro-ejszyskiego traktu, dmuchnął raz, drugi, mroźny, a później już uczepił się i nie puścił, i tylko «wiii…» w drutach telegraficznych przydrożnych, a co słup, to mu odpowiada basem: «huuuuu…»”

„Wspomnienia wigilijne” Józef Mackiewicz

Miasteczko Ejszyszki położone przy Via Jagiellonica (niegdysiejszym trakcie z Wilna do Krakowa) jesienią 1939 znalazło się poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej. Na krótką chwilę wcielono je do Litwy Kowieńskiej, a następnie na ponad pół wieku przeszło we władanie Związku Radzieckiego. Po rozpadzie imperium Sowietów Polska do Ejszyszek nie wróciła. Obecnie miejscowość znajduje się w rejonie solecznickim Republiki Litewskiej. Tymczasem prawie sto lat później mieszkańcy położonej na litewsko-białoruskim pograniczu miejscowości ze szczególnym namaszczeniem pielęgnują polskie obrzędy i tradycje narodowe, a wśród nich – Wigilię Bożego Narodzenia.

Zapolować na ponowie. Pierwsza gwiazda blisko.
Otupałem buty w sieni, wchodzę z chłodu.
Stół do kutii nakryty, śliżyki i syta. (…)

/Cz. Miłosz, „Lauda”/

Wszystko zaczyna się wcześnie

Dzień wigilijny w Ejszyszkach i okolicy rozpoczyna się wczesnym rankiem. Gospodyni domu wstaje i przygotowuje zaczyn, a następnie ciasto drożdżowe na bułki, uszka i śliżyki. Dopóki ciasto „rośnie” i „chodzi”, gotuje się suszone grzyby do zupy i uszek z grzybami, które w niektórych miejscowościach Wileńszczyzny nazywa się też „grzybówkami”. Drożdżowe uszka do dziś smaży się tuż przed kolacją wigilijną, które zgodnie z lokalną tradycją oprócz grzybów nadziewa się makiem i jabłkami.

Przeczytaj także:  Nie tylko rosół grzybowy i śliżyki. Wigilia wilniuków

Jak opowiada urodzona w Dojlidach koło Ejszyszek Janeczka Królewiak, przygotowanie dań wigilijnych, w tym szczególnie bułek drożdżowych, wymaga odpowiednich rytuałów i niebagatelnych umiejętności: „Kiedy byłam dzieckiem, wyrobione bułki z makiem, powidłem i cynamonem wykładano na blachy i wówczas rozpoczynał się wyjątkowy czas – mówi w rozmowie z „Przeglądem Bałtyckim” Janeczka Królewiak. – Nie wolno było biegać, trzaskać drzwiami. Trzeba było zachowywać się wyjątkowo cicho, bo inaczej wypieki nie urosną. W tym czasie mama dawała nam jakieś zajęcie. Najczęściej angażowała nas do wspólnego przygotowywania innych potraw. Cały szkopuł polegał na tym, że nie można było niczego spróbować, w przeciwnym wypadku Wigilię spędziłoby się siedząc pod beczką„.

Ścisły post ilościowy (do momentu ukazania się pierwszej gwiazdki i łamania się opłatkiem) i jakościowy (powstrzymanie się m.in. od potraw mięsnych aż do północy) obowiązuje do dziś. Jednakże nie jest dziś tak rygorystyczny, jak za dawnych czasów: „Uwielbialiśmy pomagać w przygotowaniach do Wigilii, choć babcia nie pozwalała nam nawet herbaty się napić. Mogliśmy pić wyłącznie wodę. Bułki piekło się na jutro tj. na pierwszy dzień Świąt, bo do północy był post” – opowiada Przeglądowi ejszyszczanin, były przewodniczący komitetu olimpijskiego Litewskiej SRR, prezes Klubu Sportowego „Sokół” Michał Sienkiewicz.

„Nasze święta były jak z baśni, jak ze starych opowieści. Jak u Rodziewiczówny, Orzeszkowej czy może Kraszewskiego, u pisarzy z Kresów”

Tadeusz Konwicki

Tradycyjnie choinkę przystrajało się 24 grudnia. Oprócz klasycznych bombek, wieszało się własnoręcznie przygotowane ozdoby, pierniczki, cukierki, orzechy. Kawałeczki waty na odświętnie przystrojonym bożonarodzeniowym drzewku, a często też na parapetach – udawały śnieg. Stół pod bielą obrusa nadal jest obficie wyścielany świeżym, pachnącym siankiem, które następnego dnia daje się do zjedzenia zwierzętom w gospodarstwie. One też dostają okruszki opłatka. Gospodyni wyjmuje najlepszą zastawę i tradycyjnie zostawia jedno nakrycie dla przypadkowego wędrowca. Po kolacji nie sprząta się ze stołu, gdyż w nocy ucztować tu będą duchy zmarłych krewnych wraz z aniołami.

Na wigilijnym stole w Ejszyszkach. Zdj. Barbara Jundo-Kaliszewska

Na wigilijnym stole w Ejszyszkach. Zdj. Barbara Jundo-Kaliszewska

Zgodnie ze zwyczajem, na stole pojawia się 12 tradycyjnych potraw. Główne miejsce zajmuje opłatek. Przygotowuje się zupę z suszonymi grzybami, smażonego karpia, faszerowanego szczupaka, śledzika w oleju bądź też ze smażoną marchewką i cebulką, grzybki marynowane, uszka z makiem, grzybami i jabłkami, pierniki, makowce, śliżyki i mleko makowe – tzw. „sytę”, kutię, kisiel owsiany i żurawinowy. Na tradycyjnym ejszyskim wigilijnym stole od pewnego czasu zagościł też śledź pod pierzyną, potocznie nazywany – „szubą”.

Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,
Przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny
Najtkliwsze przekazują
c uczucia w tym chlebie.

/C.K.Norwid/

„Wypatrywaliśmy pierwszej gwiazdy. Po czym Wigilię rozpoczynano pacierzem. Następnie łamano się opłatkiem i dalej już tylko ucztowano. Należało spróbować każdej potrawy po kolei. Mówiono, że trzeba jeść bez odkładania łyżki, bo można nie doczekać następnej Wigilii” – dzieli się swoimi wspomnieniami z autorką Janeczka Królewiak.

Przeczytaj także:  Tradycje świąteczne łatgalskich Polaków

Po zaspokojeniu głodu i skosztowaniu wszystkich potraw, wspólnie śpiewano kolędy. Następnie cała rodzina wybierała się do kościoła na mszę świętą. Prezentami obdarowywano się przy wigilijnym stole. W niektórych domach dzieci znajdowały prezenty pod choinką dopiero następnego ranka.

Wierzono, iż ta szczególna noc w roku – to czas czarów i wróżb. Przed pasterką dziewczęta sprawdzały, która z nich jako pierwsza stanie na ślubnym kobiercu. Kładły po kawałku chleba w izbie i wpuszczały tam psa. Ta, której kawałek pies zjadł jako pierwszy już wkrótce miała wyjść za mąż. Następnie dziewczęta wychodziły na dwór i słuchały z której strony pies zaszczeka – stamtąd miał przybyć narzeczony. Niektóre z nich podchodziły pod okna innych domostw i nasłuchiwały. Jeśli padło słowo „siedź”, oznaczało to, że ”posiedzą” w starych pannach jeszcze roczek. Słowo „idź” wróżyło szybkie zamążpójście.

„Do najpopularniejszych wróżb należało liczenie żerdek obejmowanego płotu oraz drew przynoszonych do domu na opał. Jeżeli wynikiem była »para«, oznaczało to rychłe zamążpójście, w przypadku »liszki« panna musiała uzbroić się w cierpliwość na cały kolejny rok”.

„Centrum na peryferiach. Monografia społeczności lokalnej Ejszyszek i okolic na Wileńszczyźnie” red. Andrzej Perzanowski

Gospodarze wróżyli z sianka spod obrusu – po długości i wyglądzie wylosowanego źdźbła wnioskowali, jaki będzie nadchodzący rok. Oprócz tego wierzono, że w noc wigilijną zwierzęta w gospodarstwie mówią ludzkim głosem. Jednakże podsłuchiwanie ich groziło nawet śmiercią.

Abstrahując od miejscowych wierzeń ludowych, mocno zakorzeniona tradycja wigilijna pozostaje nieodłączną częścią lokalnej tożsamości. W czasach radzieckich urosła ona do rangi symbolu narodowego, którego wyrazem były śpiewane po polsku kolędy i udział we mszy świętej. W ten sposób wyrażano sprzeciw wobec panującego reżimu. Tak na przykład odbywając służbę wojskową w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku Michał Sienkiewicz w taki sposób świętował Boże Narodzenie: „Służyłem w wojsku radzieckim, w Chabarowsku. Z Litwy było nas siedmioro – ale  tylko ja jeden byłem Polakiem. Pamiętam, jak zabrałem z kuchni chleb i łamaliśmy się nim składając sobie życzenia po kryjomu. Tę Wigilię zapamiętałem na zawsze”.

Choinka w Ejszyszkach. Zdj. Waldemar Antropik

Choinka w Ejszyszkach. Zdj. Waldemar Antropik

Poeta z Podborza i administrator strony na portalu Facebook „Po wileńsku na wesoło” Jan Rożanowski swoje święta z dzieciństwa opisuje w sposób następujący: „Oczywiście wspólna modlitwa  i opłatek – to była podstawa! Teraz po latach, jak to sobie przypominam, to aż dziw bierze, że moi przodkowie (w większości zwykli kołchoźnicy) zachowali i przekazali nam dzieciom te wszystkie tradycje chrześcijańskie. W moim życiu było sporo świąt, które »pachną wspomnieniami«. Wtedy wszystko było takie swojskie, takie z duszą, takie wyjątkowo nasze-tutejsze. Czasy były sowieckie, ale wszyscy w Wigilię zasiadali do stołu. Tak było w każdej chacie”.

Dzisiaj Święta Bożego Narodzenia znalazły się na liście oficjalnych świąt wolnej Litwy. Postępująca lituanizacja i emigracja zarobkowa zmieniają oblicze miasteczka. Tym niemniej w Święta Bożego Narodzenia Ejszyszki ponownie odzyskują dawną magiczną moc. Do domu wracają studenci i rozsiani po Europie ekonomiczni emigranci. Zjeżdżają się dawno niewidziani krewni. W centrum miasteczka staje niezmiennie pięknie udekorowana żywa choinka. Mieszkańcy ustawiają się w długich kolejkach do spowiedzi, a rekolekcje adwentowe są nieodłączną częścią wigilijnego obrządku. Na stole wigilijnym goszczą tradycyjne potrawy. Punktem kulminacyjnym świąt jest niezmiennie odprawiana o północy pasterka. Ludzie z okolicznych wsi i miasteczka ściągają do świątyni całymi rodzinami. Ogromny, zaprojektowany w połowie XIX wieku przez Teodora Narbutta ejszyski kościół w noc wigilijną pęka w szwach. Może dzieje się tak dlatego, że świerki z ejszyskiego lasu pachną bardziej, a święta w Ejszyszkach zachowały swój dawny czar…

XIX-wieczny kościół w Ejszyszkach. Zdj. Natalija Sevastjoviene

XIX-wieczny kościół w Ejszyszkach. Zdj. Natalija Sevastjoviene

 

(…)

Tamtych świont owsiany kisiel,
barszcz z grzybami i śliżyki
po dziś dzień mnie wszystko śni się
jak najwienksze smakołyki.

Grunt w wigilia mieć opłatki,
przedtem schodzić do spowiedzi.
Pamientajcie o tym dziatki,
w czasach jak już macie śledzi.

/Jan Rożanowski/

 

Zdjęcie tytułowe: Wigilijny stół na Litwie / Wikipedia.org / CC

Polub nas na Facebooku!