Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Intrygi i układanki, czyli dlaczego Łotwa wciąż nie ma rządu

Po raz drugi w ciągu ostatnich paru lat Łotwa wchodzi w nowy rok bez rządu. Choć politycy dwóch najważniejszych partii koalicyjnych zapowiadali, że 28 grudnia ogłoszą kandydatów na premiera, to do dziś nie usłyszeliśmy oficjalnie nazwisk pretendentów. Wiemy, że ambicję przewodzenia ma liderka głównej partii rządowej Solvita Āboltiņa. Problemem jest jej mała popularność w społeczeństwie oraz fakt, że Āboltiņi weto postawili narodowcy – trzeci ważny partner koalicyjny oraz wewnętrzna opozycja w partii.

Przeczytaj także:  Łotwa ma nowy rząd

W elektronicznym głosowaniu uzyskała ona co prawda zdecydowaną większość głosów w ramach Jedności, ale jej nominacji sprzeciwiła się odchodząca premier Laimdota Straujuma oraz jeszcze sześciu posłów Vienotīby na Sejm. Teraz spekuluje się o tym, że by zadowolić ambicje Āboltiņi koalicję Jedności oraz Związku Zielonych i Rolników poszerzy się o dwie małe partie. Narodowcy zostaną w przedpokoju razem z rosyjską partią Zgoda – zwyciężczynią wyborów z 2014 roku – której z powodów geopolitycznych nikt nie chce widzieć w nowym rozdaniu.

Dom Czarnogłowych też gra w pokera

Do gry na krótko przed nowym rokiem wkroczył prezydent Raimonds Vējonis. 30 grudnia zapowiedział, że przejmuje inicjatywę i skoro partie nie były się w stanie porozumieć, sam wyznaczy nowego kandydata na premiera. Oczywiście po międzypartyjnych konsultacjach. Dzień wcześniej w wywiadzie dla telewizji przyznał, że głupio byłoby pominąć Jedność w tym rozdaniu, skoro Związek Zielonych i Rolników ma swojego prezydenta, a narodowcy – przewodniczącą Sejmu. Czekamy więc na to, aż Vējonis ugnie się przed naciskiem Vienotīby i nominuje Āboltiņę. Kolejna ewentualność – znalezienie innego pretendenta w łonie Jedności. Planuje się, że nazwisko nowego premiera poznamy po powrocie prezydenta z zagranicznej podróży. 7 stycznia – w prawosławne Boże Narodzenie – Łotwa powinna już mieć swojego premiera. Lub premierkę.

Przeczytaj także:  Czy zmiany polityczne zatrzymają Łotwę w objęciach Gazpromu?

Kto winny upadkowi

Laimdota Straujuma. Zdj. Martin Schulz / Flickr / CC

Laimdota Straujuma. Zdj. Martin Schulz / Flickr / CC

Znany łotewski politolog Filips Rajevskis w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim jako odpowiedzialną za kryzys polityczny wskazuje Laimdotę Straujumę i jej słabość. „Nie było innej drogi niż zmienić rząd” – dodaje Rajevskis. Jako pozytyw odchodzącego gabinetu wskazuje udaną prezydencję unijną, jako czynnik negatywny – nieumiejętność poradzenia sobie z kryzysem migracyjnym. Po prawdzie na odejście Straujumy złożyło się parę rzeczy – kryzys w Air Baltic i niemożność poprzedniego ministra transportu, by zaprotestować na czas przeciwko kupnie rosyjskich samolotów Suchoj, kryzys korupcyjny w kolejach łotewskich, migranci, intrygi Āboltiņi, strajk nauczycieli… Pani premier miała już dość kopania pod nią dołków przez niezadowoloną część obozu rządzącego i 7 grudnia złożyła prezydentowi dymisję. O jej dymisji spekulowano już zresztą od miesięcy. „Ciągłe huśtanie łódką przyniosło w końcu konsekwencje” – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu łotewska politolog z Ryskiego Uniwersytetu Stradiņša Simona Gurbo. Tym bardziej zaskoczona jest faktem, że Jedność nie miała planu B po dymisji Straujumy i pogrążyła się w chaosie. Posłanka Ilze Viņķele, wielki krytyk Solvity Āboltiņi, mówi wręcz o „histerycznym poszukiwaniu premiera” w łonie Jedności.

Lolita Čigāne, koleżanka Viņķele, jedna z liderek frakcji liberalnej – wewnętrznej opozycji wobec Āboltiņi, w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim rzuca światło na odejście Straujumy. „Zrezygnowała z wielu powodów. Po upadku rządu Dombrovskisa w 2013 roku, ona nie była nawet członkiem Jedności. Z tej racji, że prezydent Bērziņš odrzucił wtedy kandydaturę Artisa Pabriksa – założyciela Vienotīby, Straujuma była postacią kompromisową” – mówi posłanka Čigāne. Jako przyczynę odejścia wskazuje jednak także presję ze strony Āboltiņi.

Sukcesy poprzedniej pani premier? Čigāne wymienia jednym tchem – dobrze przeprowadzona prezydencja unijna, pójście do przodu z liberalizacją rynku energetycznego, powodzenie prywatyzacji banku Citadele (notabene za to miałoby ochotę udusić panią premier część przedstawicieli innych ugrupowań). Klęska Straujumy – niemożność znalezienia wsparcia dla reformy oświaty. Poseł Jedności Andrejs Judins, należący do przeciwników Solvity Āboltiņi, w rozmowie z naszym portalem nie może się nachwalić odchodzącej pani premier i przywództwo Straujumy ocenia jako pełne sukcesów. „W krótkim okresie uzyskała poparcie społeczne i zdołała prowadzić prace rządu jako drużyny. Znakomicie prowadzona prezydencja UE była największym osiągnięciem w dziedzinie spraw zagranicznych, a w dziedzinie polityki wewnętrznej jej największym sukcesem jest stabilny rozwój”. Jako największy problem wskazuje Judins brak współpracy między rządem i parlamentem oraz partiami koalicyjnymi.

Simona Gurbo ocenia Straujumę jako osobę pozbawioną energii, przypomina, że już w 2014 roku spekulowano, że premier jest „zmęczona swoją funkcją” i gotowa ustąpić. „Myślę, że jedynym powodem, by postawić ją ponownie na czele rządu była prezydencja unijna” – mówi politolożka. Uważa także, że pani premier – choć nie była najgorszym szefem rządu – nie przejdzie do historii, a społeczeństwo zapomni o niej tak szybko jak o poprzednich premierach Indulisie Emsisie czy Vilisie Krištopānsu.

Problemem brak wyraźnego lidera po 2014 roku

Iveta Kažoka, politolog z centrum „Providus”, komentując upadek rządu dla „Przeglądu Bałtyckiego”, wskazuje na krajobraz polityczny ukształtowany po wyborach z 2014 roku jako główną przyczynę odejścia premier. „W wyniku tych wyborów do parlamentu dostało się sześć partii, z których trzy stworzyły rząd, nie było żadnej partii, która mogłaby liderować. Wiele ważnych partii, w tym partia pani premier, rychło zaczęła się dezintegrować – z powodu walk frakcyjnych. W takich okolicznościach było bardzo trudno znaleźć polityczną wolę niezbędną do tego, by zgodzić się w ważnych sprawach politycznych, takich jak kwoty dla uchodźców czy reformy w służbie zdrowia czy edukacji” – mówi Kažoka. Wskazuje przy tym na spadające rejtingi rządzącej Vienotīby, które musiały doprowadzić do politycznego przesilenia.

Rzeczywiście Kažoka zwraca uwagę na jeden istotny czynnik. Brak liderowania Jedności po 2014 roku. O ile w latach 2009-2014 Jedność miała zdecydowany prymat na centroprawicy – w X kadencji Sejmu posiadając 33 posłów, a w XI – silnego i popularnego lidera Valdisa Dombrovskisa, a po połączeniu z Partią Reform ok. 40 mandatów, to wybory z 2014 roku były dla partii zimnym prysznicem. Liczono na polityczny sukces, zyskano zaledwie 23 mandaty – o dwa więcej niż koalicyjny Związek Zielonych i Rolników. Od tego czasu zaczęły się też problemy z Solvitą Āboltiņą – najpierw nie weszła do Sejmu, później jej przywództwo było coraz bardziej kwestionowane przez partyjnych liberałów, aż w końcu Jedność wylądowała na czwartym miejscu w rankingach popularności – po rosyjskiej Zgodzie oraz dwóch mniej wpływowych partiach koalicyjnych – ludowcach i narodowcach. To musiało zadziałać negatywnie.

Poszerzać czy nie poszerzać

Mārtiņš Bondars. Zdj. Saeima / Flickr / CC

Mārtiņš Bondars. Zdj. Saeima / Flickr / CC

Prezydent Vējonis i duża część świata politycznego preferowałaby stworzenie nowego rządu bez zmiany koalicji. Powód: obecna koalicja sprawdziła się, ma w Sejmie stabilną większość, a odejście narodowców z rządu – czemu sprzeciwia się i Związek Zielonych i Rolników, i liberalna frakcja Vienotīby – może spowodować problemy. Rząd może w parlamencie wisieć na włosku, zależeć od kaprysów dwóch małych ugrupowań: „Od Serca dla Łotwy” byłej kontroler państwowej Inguny Sudraby oraz prawicowego Łotewskiego Zjednoczenia Regionów byłego szefa kancelarii Vairy Vīķe-Freibergi Mārtiņša Bondarsa. A jest to polityk bardzo ambitny i może w powietrze wysadzić obecny układ. Z kolei wobec Sudraby partie prawicy wielokrotnie zgłaszały zastrzeżenia – uznawano jej partię za „projekt Kremla” i dopytywano publicznie, skąd ma pieniądze na kampanię sejmową w 2014 roku. „Obecna koalicja trzech partii jest optymalna, nie ma zbyt innej opcji, patrząc na liczby w parlamencie. Koalicja ze Zgodą nie wchodzi w grę z powodu faktu, że wciąż mają umowę o współpracy ze Zjednoczoną Rosją Putina” – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim polityk Jedności Lolita Čigāne. Zmiana koalicji może jednak okazać się konieczna, gdyby prezydent po nowym roku nominował jednak Āboltiņę na szefową nowego rządu.

Skąd tak duża niepopularność Āboltiņi?

Solvita Āboltiņa. Zdj. Senat RP / Flickr / CC

Solvita Āboltiņa. Zdj. Senat RP / Flickr / CC

W wielu krajach logiczne jest, że lider największej partii koalicyjnej zostaje premierem. Tak nie było nigdy na Łotwie – raz, że rząd tworzyły często ugrupowania wcale nie największe pod względem liczby posłów, po drugie – nawet gdy liderowała Jedność, to premier Dombrovskis był zaledwie nieformalnym liderem. Oficjalnie na czele Vienotīby stała bowiem od lat Āboltiņa. Po decyzji Laimdoty Straujumy o odejściu, gdy zaczęto spekulować, kto może zostać nowym szefem rządu, prezeska Jedności zaproponowała wprowadzenie równania „szef największej partii = premier”, a narodowcy od razu powiedzieli Āboltiņi „basta”. Nie wejdą do tworzonego przez nią rządu.

Łotewska politolog Simona Gurbo dzieli się z Przeglądem Bałtyckim przemyśleniami o liderce Jedności. „Komunikacja polityczna, a może komunikacja w ogóle, są jej największym problemem. Jest bardzo arogancka, gdy mówi do dziennikarzy i myślę, że to odnosi odwrotny skutek. Jest także bardzo arogancka, gdy komunikuje się ze społeczeństwem. Może zaskakiwać, że jej ostatnie drwiny z emerytów, które robiła latem, nie zostały zapomniane. A media portretowały ją jako bardzo ambitną osobowość i żądną władzy” – mówi Gurbo. Jednak „per se” nie w tym widzi politolog największy problem liderki Jedności. Po prostu na jej karierę negatywnie wpłynęły błędy w komunikacji. „Powszechnie jest kojarzona z takimi słowami jak arogancka, dumna, zarozumiała, bezczelna. Mimo to mówi się, że jest bardzo efektywna w komunikowaniu się z partnerami politycznymi i realizowaniu własnych pomysłów” – komentuje dla „Przeglądu” Gurbo.

Kto wygra na kryzysie?

Jako największego wygranego kryzysu politycznego Simona Gurbo wskazuje Związek Zielonych i Rolników. „Myślę, że to dziwne, że to oni zaczęli całą sprawę, a teraz udają, że nie mają z tym nic wspólnego. Jak kiedyś powiedział Ainārs Šlesers – rządy na Łotwie zmieniają się, gdy tak powie Aivars Lembergs. W ostatnich latach poparcie dla ZZS stale wzrastało. Oni zawsze stoją z boku, całą odpowiedzialność za rządzenie zrzucając na Jedność. Mają bardzo ustrukturyzowaną hierarchię polityczną. Zdołali pozostać w cieniu, bez przyciągania zbytniej uwagi. To, że wiele mediów jest w kieszeni Aivarsa Lembergsa, prawdopodobnie także pomaga, ich popularność wzrasta, więc sądzę, że ostatecznie oni wyjdą z tej sytuacji jako zwycięzcy” – mówi Gurbo. Wskazuje także, że Jedności grozi rozłam na parę frakcji do następnych wyborów.

Znany politolog Aigars Freimanis mówi, że zwycięzcą kryzysu będzie mer Windawy Aivars Lembergs. Poprze on Āboltiņę jako premierkę – już teraz wyraża się o niej bardzo oględnie – ale w zamian za uzyskanie kontroli nad Ministerstwem Komunikacji przez swą prywatną partię Dla Łotwy i Windawy. Już obecnie jedna z działaczek ugrupowania Lembergsa jest ministrem gospodarki. Teraz może zmienić po prostu stanowisko. Dlaczego ministerstwo komunikacji jest tak ważne? Przez nie przechodzą ogromne fundusze i ma ono gigantyczny wpływ na gospodarkę. Pozycja ministra transportu jest skądinąd wolna od czasu, gdy do dymisji zmuszony został przedstawiciel Jedności Anrijs Matīss, i jakby czeka na krok Lembergsa…

Poseł Andrejs Judins, jeden z liderów liberalnej frakcji Jedności, wskazuje w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim, dwie małe partie sejmowe: Łotewskie Zjednoczenie Regionów oraz „Od Serca dla Łotwy” jako potencjalnych beneficjentów kryzysu politycznego. Teraz dostały szansę wejść do rządu. Według Judinsa kolejnym beneficjentem mogą być dotychczasowe dwie partie koalicyjne: Związek Zielonych i Rolników oraz narodowcy, którzy ostrzą sobie już zęby na elektorat Jedności, gdyby ta rozpadła się na małe frakcje. Dodaje także czynnik geopolityczny. „Wszyscy przeciwnicy liberalnej, zorientowanej na zachód polityki byliby zadowoleni z osłabienia największej partii centrowej na Łotwie” – mówi Judins. Warto dodać, że Vienotība jest obecnie najbardziej proatlantycką i prounijną partią polityczną na Łotwie.

Stabilność przeszła do historii

Politolog Ivars Ījabs z uznaniem powitał w środę inicjatywę prezydenta, by samemu wyznaczyć premiera, skoro „od partii politycznych niczego sensownego nie można oczekiwać”. Za przejęcie inicjatywy pochwalił głowę państwa także politolog Jānis Ikstens, wskazując przy tym, że może być to także pewna szansa dla Vienotīby, która wpadła w ślepy zaułek, upierając się przy niepopularnej szefowej ugrupowania jako kandydatce na premiera. Oczywiście Raimonds Vējonis może wciąż wyznaczyć Solvitę Āboltiņę na nowego premiera. Zgodnie z tezą, że największa partia wystawia swojego lidera. W ten sposób okazałby się jednak zaledwie „notariuszem” rządzącej partii. Pytanie, czy prezydent chce odegrać większą rolę w tworzeniu nowego rządu? W ostatnich tygodniach wiele osób zarzucało mu bierność. Dyrektor agencji SKDS Arnis Kaktiņš twierdzi, że przejęcie inicjatywy wzmocni pozycję prezydenta w rankingach. We wtorek prezydent dokonał jasnej deklaracji – rząd powinna tworzyć Vienotība, skoro urząd prezydenta jest w rękach Związku Zielonych i Rolników, a marszałkostwo Sejmu – narodowców. To kolejne koło ratunkowe dla Jedności, w której wciąż trwają spekulacje, kogo by tu można jeszcze wyznaczyć na premiera? Pojawiają się nazwiska Jānisa Reirsa (obecnego ministra finansów), Rihardsa Kozlovskisa (ministra spraw wewnętrznych), Edgarsa Rinkēvičsa (szefa MSZ) czy Andrisa Piebalgsa (byłego komisarza Unii Europejskiej ds. rozwoju) albo Jānisa Rozenbergsa (burmistrza Kiesi). Część z tych osób już dawno zadeklarowała, że nie interesuje ich stanowisko szefa rządu. Ostatnio spekuluje się o wiceministrze finansów Arvilsie Ašeradensie…

Teraz wszyscy oczekują intensyfikacji procesu tworzenia nowego gabinetu. Prezydent skrócił już swój doroczny urlop, możliwe, że nazwisko nowego szefa rządu – czy też na razie kandydata – poznamy już 7 stycznia (od 2 do 6 stycznia prezydent przebywa za granicą, do nowego roku raczej nic ważnego politycznie się nie wydarzy). Możliwe, że będzie to już premier, który dotrwa do końca kadencji w 2018 roku, chyba, że znów ktoś wywoła kryzys polityczny albo zmieni się koalicyjna konfiguracja. Jedno jest pewne – pięcioletni okres stabilności politycznej, który zafundował Łotwie ekspremier Valdis Dombrovskis (2009-2014) już dawno przeszedł do historii.

Warszawa, 30 grudnia 2015 r.

Zdjęcie tytułowe: Saeima / Flickr / CC

  • Artur Bieniek

    Czytałem, że Aboltina wycofała swoją kandydaturę…

    • To prawda. Można się zastanawiać czy ten ruch przyspieszy sprawy Āboltiņi, czy pozbawi ją urzędu premiera.

Polub nas na Facebooku!