Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

„Żaden kraj nie jest sam – może oprócz Syrii!”

play

W sylwestrowy wieczór wielu Estończyków cierpliwie czekało przed telewizorami na swój ulubiony program rozrywkowy: Tujurikkuja („Burzyciel nastroju”). Emocje rosły skecz po skeczu, aż w telewizji ogólnokrajowej zagrał ostatni utwór. Od razu po zakończeniu programu, tak zachwyceni, jak i rozzłoszczeni widzowie przenieśli się do mediów społecznościowych, by dać wyraz swoim emocjom. Media obserwowały tę debatę. Premier zatweetował, by wyrazić swoje uznanie dla parodii.

Niektórzy dostrzegli w utworze drugą część parodii sprzed trzech lat pt. „Być Estończykiem jest do bani”, która naigrawała się z nieustannego narzekania i użalania się przez Estończyków nad samymi sobą. Nowa parodia wymierzona została w nietolerancyjne, ksenofobiczne postawy estońskiego społeczeństwa wobec uchodźców i innych mniejszości. Mare Ainsaar, starsza pracownik naukowa w Instytucie Studiów Społecznych Uniwersytetu w Tartu, ujęła to tak: 2015 był rokiem, kiedy Europa i Estonia dyskutowały na temat imigracji i uchodźców. Chociaż zaledwie 221 wniosków o azyl zostało złożonych w Estonii, przez kraj przeszła burzliwa dyskusja dotycząca możliwości przyjazdu tysięcy uchodźców. Innym papierkiem lakmusowym dotyczącym tolerancji była debata dotycząca Prawa o związkach partnerskich, która legalizuje, między innymi, związki jednopłciowe. Utwór jest o Estonii w 2015 roku.

Przeczytaj także:  Estonia musi przyjąć uchodźców

Reakcja na utwór była bolesna: przez estoński Facebook przeszła fala usuwania ze znajomych, która podzieliła tych, którym parodia przypadła do gustu i tych, którzy poczuli się obrażeni. Czy parodia poprawiła czy podkopała spójność społeczeństwa? Czy przyniesie korzyści w dłuższej perspektywie? Vello Pettai, profesor polityki porównawczej, nie ma wątpliwości: Nie trzeba nawet wspominać, że parodia ta miała uderzyć w czuły punkt. Pośrednio oznajmia, że Estonia nie jest wystarczająco otwarta w obliczu nowego kryzysu – dla wielu osób to dyskusyjne stanowisko. Z perspektywy krytyczno-artystycznej, nagranie jest bardzo celne: pobudza debatę dotyczącą sprawy, która przyniesie Estonii długotrwałe konsekwencje i zobowiązania. Ten rodzaj karykatury tożsamości narodowej i postaw społecznych jest dokładnie tym, co jest potrzebne obok oficjalnych debat odbywających się w mediach. Świetnie, że młodzi twórcy wnoszą swój udział w ten właśnie sposób!

Mare Ainsaar porównuje utwór do bolesnego zastrzyku, którego zbawienna moc będzie odczuwalna w przyszłości: Niekiedy dyskusja poruszająca delikatne sprawy na początku dzieli ludzi, ale daje możliwość i impuls do jej głębszego przemyślenia i pomaga w szybszym przezwyciężeniu różnic.

Inny punkt widzenia prezentuje profesor psychologii religijnej Uniwersytetu w Tartu Tõnu Lehtsaar, który diagnozuje, że społeczeństwo estońskie jest w stanie zimnego konfliktu: Kiedy jest zimny, nie ma wspólnych lub jednoczących idei. Nie wiadomo kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Jest wiele możliwości, ale nie ma wizji. Według Lehtsaara, pojednanie wymaga albo zewnętrznego zagrożenia, albo siły jednoczącej, która przywróciłaby komunikację między stronami.

Oryginalna pieśń, na której oparto parodię, Ei ole üksi ükski maa („Żaden kraj nie jest sam”), została napisana w 1987 roku i masowo śpiewana była przez społeczeństwo w czasie Śpiewającej rewolucji, kiedy Estonia walczyła o wyzwolenie się ze Związku Sowieckiego. Stąd też wiele osób traktuje ten utwór jak świętość i postrzega wykorzystywanie go w celach komediowych jak świętokradztwo. Profesor Lehtsaar komentuje: Pieśni niepodległościowe stanowią dla mnie świętość, podobną do hymnu narodowego i flagi. Fakt, że niektórzy ludzie wykorzystują coś, co jest świętością dla innych w celach rozrywkowych w telewizji publicznej, moim zdaniem, pokazuje istniejnie podziału w społeczeństwie.

Märt Avandi, jeden z bohaterów show i autor słów parodii (a także główny aktor w nominowanym w tym roku do Złotych Globów filmie „Szermierz”, est. Vehkleja, reż. Klaus Häro), tłumaczy, że utwór został wybrany ze względu na tkwiącą w nim ponadczasową siłę i enrgię.

Profesor etyki na Uniwersytecie w Tartu Margit Sutrop raczej się zgadza z Avandim. Według profesor, chociaż parodia jest bolesnym żartem, nie przekroczyła granic etyki: Nikt nie robił żartów z oryginału ani z autorów tego drogiego dla nas wszystkich utworu – zamiast tego żartowano z tych, którzy preferują wybiórcze podejście ponad uniwersalne. Sutrop dodała, że „utwór z programu Tujurikkuja wskazuje na większy problem: czasami jesteśmy wybiórczy w okazywaniu współczucia i może nawet nie zauważamy, że kiedy trzymamy się razem i jesteśmy empatyczni wobec członków naszej grupy, ignorujemy cierpienie, które dzieje się poza naszym niewielkim kręgiem. Patrząc szerzej, utwór sprawia, że zastanawiamy się, kto jest częścią naszej społeczności, wobec kogo jesteśmy zobligowani moralnie. Ta społeczność może być niewielka, jak na przykład rodzina, przyjaciele, naród, a może być całym światem”.

Program Tujurikkuja jest produkowany przez zespół czterech kreatywnych absolwentów nauk politycznych Uniwersytetu w Tartu: Tõnisa Lehta, Kaarena Kaera, Andresa Korberga i Erika Moorę współtworzących studio Catapult Films. Edycja 2015 była siódmym z kolej i zarazem ostatnim wydaniem programu.

Przeczytaj także:  Zawiła droga na północ. Szwedzka debata o imigracji

Profesor studiów skandynawistycznych Uniwersytetu w Tartu Daniel Sävborg, który pochodzi ze Szwecji, porównuje sytuację dotyczącą ksenofobii i parodii w Estonii i Szwecji:

Utwór ten był szeroko dyskutowany wśród Estończyków i wydaje się, że wielu ludzi zostało sprowokowanych, więc satyra zadziałała. Doskonale znam ze Szwecji pewne zjawiska satyryzowane w piosenkach. W Szwecji również występuje nietolerancja, ksenofobia i czysty rasizm i takie postawy także są atakowane i parodiowane. Myślę, że między Estonią i Szwecją są jednak różnice, które prawdopodobnie wyjaśniają bardzo żywiołową reakcję w Estonii na ten utwór.

W Szwecji tego rodzaju satyry wymierzone przeciwko ksenofobii i rasizmowi są powszechne i rzadko denerwują ludzi. Wydaje mi się, że chociaż silne przekonania ksenofobiczne są częste – być może równie częste – w obu krajach, w Szwecji są całkowicie nieakceptowane w debacie publicznej, stygmatyzują społecznie ludzi wypowiadających je. W Estonii natomiast jest większa akceptacja dla tego rodzaju poglądów. Nawet jeśli nie podzielasz takich przekonań, zupełnie normalnie traktuje się tutaj sytuację, kiedy werbalizują je znajomi lub politycy.

Odnośnie występowania i postaw wobec multikulturalizmu, Estonia i Szwecja w ciągu ostatniego wieku rozwijały się niemal odwrotnie. Szwecja w ciągu ostatnich 50 lat wyewoluowała ze stosunkowo homogenicznego narodu do kraju wielokulturowego, co było efektem wolnej i przemyślanej decyzji. Estonia natomiast nigdy nie była państwem narodowym, ale po odzyskaniu niepodległości w 1991 roku próbowała siebie zdefiniować jako takie – coś, co w omawianej parodii jest ujęte w postaci wyliczenia estońskich regionów jako językowo i narodowo czysto estońskich. Silny związek między niepodległością i ideą państwa narodowego znaczy, oczywiście, że multikulturalizm ma zupełnie inne konotacje w Estonii w porównaniu ze Szwecją, gdzie opisana ścieżka rozwoju była niezależnym wyborem.

 

Artykuł pierwotnie ukazał się na blogu Uniwersytetu w Tartu. Tłumaczenie z języka angielskiego: Kazimierz Popławski.

Polub nas na Facebooku!