Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Przewodnik. Bliski nieznajomy w podróży – recenzja książki

Gdyby nie ograniczenia redakcyjne nazwałbym tę recenzję „Oswajanie Kaliningradu”. Książka „Przewodnik. Bliski nieznajomy w podróży. Gdańsk, Kaliningrad, Kłajpeda” sugeruje, że jest przewodnikiem – jest; sugeruje, że oprowadzi po Gdańsku, Kaliningradzie i Kłajpedzie – rzeczywiście oprowadza. „Przewodzi” jednak w sposób zdecydowanie odmienny od przewodników typowo turystycznych.

Przewodnik. Bliski nieznajomy w podróży. Gdańsk, Kaliningrad, Kłajpeda

Przewodnik. Bliski nieznajomy w podróży. Gdańsk, Kaliningrad, Kłajpeda

Przewodnik jest pokłosiem projektu „Bliski nieznajomy”, który miał na celu „promocję wzajemnego zrozumienia pomiędzy mieszkańcami Gdańska, Kaliningradu i Kłajpedy poprzez umożliwienie wymiany w dziedzinie współczesnej sztuki i kultury”. Fundamentem projektu zorganizowanego przez gdańskie Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” była wyprawa od Gdańska przez Kaliningrad i Kłajpedę; oczywiście z przystankami między tymi dużymi ośrodkami regionalnymi. W podróży wzięli udział artyści, kuratorzy, pisarze, dziennikarze i badacze społeczni z Litwy, Polski i Rosji (Obwodu Kaliningradzkiego). Wyprawa odbyła się wczesnym latem 2013 roku.

Bliscy nieznajomi

„Przewodnik. Bliski nieznajomy w podróży. Gdańsk, Kaliningrad, Kłajpeda” nie poprowadzi za rękę od zabytku do zabytku, jak przyzwyczaiły nas przewodniki turystyczne. Co prawda opisuje on trzy tytułowe miasta i regiony – z dużą asymetrią na korzyść Kaliningradu i obwodu kaliningradzkiego – ale autorzy w swoich historiach, rozważaniach i esejach sięgają do tego co znajduje się za fasadami, do tego czego nie widać, do tego co niezrozumiałe i dziwne, by poznać bliskiego nieznajomego.

Zanim jednak napiszę o miejscach, zatrzymam się, by poświęcić dwa zdania tytułowemu bliskiemu nieznajomemu. Ten paradoksalny tytuł, jeśli zastanowić się nad kształtem i intensywnością relacji łączących trzy kraje i ich mieszkańców, ma w sobie dużo prawdy. Gdańsk i Kłajpeda leżą bliżej Kaliningradu niż stolic swoich państw. Mimo to obwód, jest ziemią i dla Polaków, i dla Litwinów nieodkrytą, tajemniczą, czasem złowrogą. Kultury litewska i polska – choć zdarzają się między naszymi dumnymi narodami animozje – są sobie bliskie i znajome. Podejrzewam, że to ta nieznajomość, pomimo geograficznej bliskości, wpłynęła na zdominowanie książki próbami poznania tożsamości Kaliningradu.

Przeczytaj także:  Kaliningrad - mniej Europy, więcej Rosji

A tożsamość Kaliningradu to wyzwanie nie tylko dla gości miasta i obwodu, ale też dla jego mieszkańców. Miasto to oraz Gdańsk i Kłajpeda do końca II wojny światowej były zupełnie innymi światami niż są teraz. Wszystkie trzy miasta zupełnie inaczej się nazywały: Königsberg, Danzig, Memel. We wszystkich dominowała kultura niemiecka. Wszystkie trzy padły ofiarą wojny – poniosły ogromne straty ludnościowe (straciły właściwie wszystkich – jak Królewiec – lub niemal wszystkich swoich przedwojennych mieszkańców), legły w gruzach i jeszcze jakiś czas po wojnie były traktowane jak łup. Wraz z zakończeniem wojny wszystkie całkowicie zmieniły swój charakter. O ile Gdańsk i Kłajpeda szybko potrafiły nawiązać kontakt z przeszłością: chociażby podnosząc z gruzów poniemieckie zabytki, o tyle Kaliningrad właściwie do dziś nie odnalazł swojej tożsamości.

Co mówi Królewiec Kaliningradowi?

Zupełnie nie przesadzając można powiedzieć, że współczesny Kaliningrad prowadzi dialog z historycznym Królewcem. Można zastanowić się co mówi pierwszy drugiemu, co radzi drugi pierwszemu. Choć Kaliningrad pojawił się na mapach w 1946 roku wymazując z nich Królewiec, po 70 latach nadal nie do końca jest określony, lawiruje między własną historią, której nigdy nie poznał, historią narzuconą przez władze w Moskwie a pokusą zachodniego dostatku.

Przeczytaj także:  Z powrotem do Königsbergu
Przeczytaj także:  Bliżej do Berlina niż do Moskwy

Kaliningrad balansuje między teraźniejszością i historią. Co więcej, nie bardzo wie, którą historię wybrać – tę sowiecką, czy jak sklerotyk – tę niemiecką, o której przecież i tak nie pamięta, nie wie czy zdarzyła się naprawdę. Kaliningrad częściej niż przed siebie patrzy wstecz i być może odwróci się kiedyś zupełnie, by zostawić za sobą kulturę sowiecko-rosyjską. Zanim to nastąpi można się jedynie zastanawiać czy Królewiec i Kaliningrad współistnieją lub komunikują się w jakiejś zakrzywionej czasoprzestrzeni, która nigdy w rzeczywistości nie istniała.

Książka „Przewodnik. Bliski nieznajomy w podróży. Gdańsk, Kaliningrad, Kłajpeda”  to przewodnik niezwykły, bo też wiele tekstów to prawdziwe perełki albo igiełki, których szukać można w stogu siana. Chociaż chyba wszyscy autorzy przebyli tę samą drogę, to spojrzenie na ten dziwny skrawek Europy, każdego z nich jest odmienne, oryginalne. Niektórzy autorzy zbudowali plastyczne obrazy miejsc, w których się zatrzymywali, inni zwracali uwagę na najpiękniejsze miejsca, w których tworzyli przedwojenni intelektualiści i artyści, jeszcze inni zwracali uwagę na niuanse. I tak przez książkę przewija się informacja o barszczu Sosnowskiego gigancie, który przez nikogo niepokojony wyrasta wysoko ponad głowy obojętnych sąsiadów. Ktoś zebrał portrety Leninów w Prusach. Ktoś przygotował przewodnik po barach, który wymownie nazwał za tytułem filmu Andrzeja Żuławskiego „Moje noce są piękniejsze od waszych dni”.

W przewodnik wydany przez CSW „Łaźnia” warto się zaopatrzyć nie tylko wybierając się w podróż wzdłuż południowo-wschodniego Bałtyku, ale także, by lepiej poznać bliskiego nieznajomego.

Polub nas na Facebooku!