Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

„Mam na imię Marytė”, Alvydas Šlepikas – recenzja

Tuż po wojnie, w już sowieckich Prusach Wschodnich i na Litwie, wiele przede wszystkim niemieckich, ale też litewskich i rosyjskich sierot tułało się w poszukiwania pożywienia i schronienia. Alvydas Šlepikas, litewski pisarz, powieścią „Mam na imię Marytė” przybliża mało znane losy „wilczych dzieci”.

Przeczytaj także:  W butach do tańca przez syberyjskie śniegi, Sandra Kalniete – recenzja
Alvydas Šlepikas. Zdj. Wikipedia.org

Alvydas Šlepikas. Zdj. Wikipedia.org

Alvydas Šlepikas to litewski poeta, pisarz i aktor. Przez cztery lata kierował tygodnikiem kulturalnym „Literatūra ir menas” („Literatura i sztuka”), w którym pracuje do dziś. Do tej pory wydał dwa tomiki poezji i zbiór prozy. „Mam na imię Marytė” jest jego powieściowym debiutem, który został w 2012 roku uznany za najlepszą litewską książkę. Jego twórczość była tłumaczona na dziesięć języków.

Wilcze dzieci

Šlepikas pisząc „Mam na imię Marytė” inspirował się losami dwóch kobiet – Renate i Renaty, które w dzieciństwie były „wilczymi dziećmi”. Ich historie posłużyły do stworzenia głównej bohaterki powieści – Renaty, która później poszukując schronienia na Litwie, dla obcych i często nieprzyjaznych osób, staje się Marytė.

W krótkim posłowiu do powieści autor przybliża motywacje, które stały za napisaniem tej powieści. Wyczytać możemy, że zagadnienie „wilczych dzieci” („Wolfskinder”) jest mało znane także w Niemczech i na Litwie. „Wilcze dzieci” pojawiły się na terenie Prus Wschodnich i Litwy w 1945 roku, po przejęciu tego obszaru przez Armię Czerwoną. Przejście frontu, działania wojenne, nieludzkie traktowanie niemieckiej ludności zajętych ziem pruskich oraz skrajna bieda doprowadziły do osierocenia dziesiątek tysięcy dzieci. Ojcowie ginęli na frontach, a matki stawały się ofiarami głodu, chorób i nieprzyjacielskich żołnierzy. Szacuje się, że „wilczych dzieci” było od 10 tys. do 25 tys. Przeprawiały się przez Niemen – w książce przechodzą po skutej lodem rzece w czasie ostrej zimy 1946 roku – na Litwę, by tam szukać schronienia. Niemieckie sieroty ukrywały się w lasach, podejmowały się prac najemnych i żebrały o pożywienie i schronienie u litewskich chłopów. Wiele z tych dzieci zostało adoptowanych przez litewskie rodziny. Litwini często przygarniali dzieci, by mieć dodatkowe ręce do pracy w swoich gospodarstwach. Według historyków większości z tych dzieci nie udało się przetrwać. Część z niemieckich sierot trafiła do sowieckich domów dziecka, skąd część została później wysłana do NRD.

Przed upadkiem Związku Sowieckiego i po odzyskaniu przez Litwę niepodległości, wiele z „wilczych dzieci” wracało do swoich niemieckich korzeni odzyskując nazwiska i ucząc się niemieckiego, a także poszukując swojego rodzeństwa (przybrane rodziny najczęściej brały pod swój dach tylko jedno dziecko rozdzielając rodzeństwa). Obecnie w Wilnie działa stowarzyszenie „Edelweiß-Wolfskinder” (pol. „Szarotka – Wilcze dzieci”) skupiające powojenne „wilcze dzieci”.

W Polsce o „wilczych dzieciach” można było już przeczytać w książce Ingeborgi Jacobs „Wilcze dziecko. Niezwykła historia Liesabeth Otto urodzonej w Prusach Wschodnich” wydanej przez Świat Książki w 2012 roku.

Mam na imię Marytė

Mam na imię Marytė, Alvydas Šlepikas

Mam na imię Marytė, Alvydas Šlepikas

Tytułowa Marytė, zanim ukryła swoje niemieckie pochodzenie za litewskim imieniem, nosiła imię Renata. Šlepikas w swojej powieści przybliża dramat ludności cywilnej zajętych przez armię czerwoną Prus Wschodnich. Autor ukazuje zniszczone, głodujące, bite i gwałcone Prusy Wschodnie z perspektywy dzieci i kobiet, a więc mimowolnych i najsłabszych uczestników wojny i powojennego „wyrównywania rachunków”. W 1945 roku najdalej na wschód wysunięty obszar międzywojennych Niemiec stał się łupem, na którym wszelkie prawa zastąpiło jedno – prawo silniejszego: to żądni zemsty sowieccy sołdaci stali się wówczas panami życia i śmierci, kierowali swoją beznamiętną agresję przeciwko kobietom i dzieciom pozostałym na spalonej (lub zmrożonej) wojną pruskiej ziemi. Jakby symbolicznie i natura jest pozbawiona uczuć i emocji, bo akcja powieści przypada na wyjątkowo ciężką zimę roku 1946.

Młoda bohaterka powieści Alvydasa Šlepikasa wraz z rodziną ukrywa się w szopie, przy ich dawnym domu, z którego zostali wyrzuceni, by zrobić miejsce napływającym ze Związku Sowieckiego migrantom. Matki dzieci beznadziejnie i z narażeniem siebie na gwałty i pobicia poszukują jedzenia, starsze dzieci udają się w dalekie wędrówki na litewski brzeg Niemna, by tam spróbować szczęścia i wrócić z plecakiem podstawowych produktów. Te wędrówki – czy to po wcześniej znanym i przyjaznym pruskim miasteczku, czy do obcego kraju – wystawiają tułaczy na bezsensowną agresję. Wkrótce niemieckie dzieci – za sprawą wyjątkowo często ferowanych przez czerwonoarmistów wyroków śmierci, czy desperackie decyzje o ucieczce po choć odrobinę lepsze szanse na przetrwanie – stają się sierotami poszukującymi schronienia na litewskiej ziemi.

W tym miejscu warto zwrócić uwagę, że na marginesie historii Renaty-Marytė i historii Prus Wschodnich, pojawiają się wątki z powojennej historii Litwy – okupacja, opór partyzantki – „Leśnych Braci” przed tą okupacją oraz deportacje na Syberię. Litwa choć również zniszczona wojną i biedna, okupowana przez Sowietów i skazana na ich łaskę, dla niemieckich sierot-uchodźców, których całe życie przeszyte jest obrazami wojny, jawi się jako raj na ziemi, jak utracone przedwojenne Prusy. Šlepikas momentami nieco idealizuje Litwę, ale dla równowagi pokazuje też jak bardzo niemieckie sieroty były skazane na łaskę lub niełaskę miejscowej ludności. Renata choć znajduje na Litwie dom to szybko zostaje go pozbawiona donosem siostry przybranej matki i w jego wyniku deportacją litewskich rodziców. Wraca do lasu. Paradoksalne, że schronienie przed wojną, beznadzieją, śmiercią i oprawcami – tak w przypadku „wilczych dzieci”, jak i „Leśnych Braci” –  dawał las.

Šlepikas w swojej powieści pokazuje również jak odwracają się role oprawców (agresorów) i ofiar. Niemcy, którzy z Sowietami wywołali wojnę stali się ich ofiarami. W Prusach Wschodnich byli niemal tępieni tak, jak oni wcześniej próbowali wymazać ze świata całe narody. Autor to odwrócenie ról metaforycznie podkreśla lepszym stosunkiem nowych panów do zwierząt niż do głodujących i pogrążonych w beznadziei mieszkańców Prus Wschodnich, którym nie udało się ewakuować przed nadciągającymi czerwonoarmistami.

 

Mam na imię Marytė, Alvydas Šlepikas
Tłumaczenie: Paulina Ciucka
Wydawnictwo KEW
Wrocław-Wojnowice, 2015

Polub nas na Facebooku!