Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Litewskie rozliczenia z przeszłością – spór o książkę Neriji Putinaitė

Nieodłączną częścią debat publicznych zarówno w Polsce, jak i na Litwie pozostają spory o najnowszą historię i rolę konkretnych postaci, których zasługi są rozmaicie oceniane. Przykładem takiego sporu jest niedawna dyskusja, jaka odbyła się na Litwie wokół osoby poety Justinasa Marcinkevičiusa.

Jedną z najgłośniejszych książek, które ukazały się w tym roku na Litwie jest „Mūsiškai” („Nasi”) dziennikarki Rūty Vanagaitė. Książka, która wydana została pod koniec stycznia mierzy się z tematem kolaboracji Litwinów z Niemcami w czasie II wojny światowej, a przede wszystkim z ich udziałem w Zagładzie Żydów – tematem, który nadal na Litwie pozostaje tabu. Emocje wokół książki przypominają te, jakie w Polsce wywołali „Sąsiedzi” Jana Tomasza Grossa. Chociaż od wydania „Naszych” minęło już parę miesięcy, dyskusje o książce jeszcze nie całkiem ucichły.

Ociosana sosna

Justinas Marcinkevičius

Justinas Marcinkevičius

W cieniu tej debaty toczyła się inna, związana z poruszającą kontrowersyjne karty litewskiej historii książką „Nugenėta pušis” („Ociosana sosna”) Neriji Putinaitė. Ukazała się ona w ubiegłym roku i już wtedy wywołała poruszenie w kręgach intelektualnych. Spór wybuchł ponownie pod koniec lutego tego roku. Książka znalazła się wśród nominowanych do Nagrody Patriotów przyznawanej przez Ministerstwo Obrony. Komisja ekspertów wskazały trzy prace, wśród których znalazła się też książka Putinaitė. Decyzja Komisji została przekazana mediom, jeszcze przed jej zatwierdzeniem przez ministra Juozasa Olekasa (nikt nie spodziewał się jego negatywnej reakcji). Gdy minister cofnął nagrodę dla Putinaitė, autorzy jeszcze jednej nagrodzonej pracy odmówili przyjęcia nagrody. Ostatecznie tylko jedna autorka odebrała nagrodę.

Co zaważyło na decyzji ministra? Olekas wyjawił, że nie spodobało mu się to, w jaki sposób w książce przedstawiono Justinasa Marcinkevičiusa, znanego i popularnego litewskiego poetę (zmarłego w 2011 roku). „Przy całym szacunku dla prawa każdej osoby do przedstawiania własnych poglądów, muszę jednak wyrazić swoje osobiste zdanie na temat Justinasa Marcinkevičiusa i jego twórczości, którą Nerija Putinaitė wykorzystała jako przedmiot badań w swojej książce” – tłumaczył Olekas cytowany przez portal Delfi – „Kiedy powstał Sąjūdis, nie raz i nie dwa stałem za plecami Justinasa Marcinkevičiusa na manifestacjach. W przeciwieństwie do Neriji Putinaitė, czerpałem siłę z dzieł Justinasa Marcinkevičiusa w czasach sowieckich”.

Przeczytaj także:  Litwini, rozliczając się z przeszłością, dyskutują o teraźniejszości

Tłumaczenie Olekasa nie zaskakuje: Justinas Marcinkevičius dla wielu Litwinów jest nie tylko poetą, ale wręcz bywa nazywany „Sumieniem Narodu”. Faktycznie, był zaangażowany w działalność Sąjūdisu (należał do jego grupy inicjatywnej), ruchu politycznego, który na przełomie lat 80. i 90. odegrał kluczową rolę w odzyskaniu przez Litwę niepodległości. Do słów jednego z jego wierszy – „Laisvė” („Wolność”) – powstała piosenka, która w wykonaniu Euriki Masytė stała się jednym z nieformalnych hymnów litewskiej „śpiewającej rewolucji”. Do dziś trudno bez niej wyobrazić sobie obchody rocznicowe ważnych dla Litwinów wydarzeń z najnowszej historii.

W czasach sowieckich twórczość Marcinkevičiusa odwoływała się do narodowej tradycji i litewskiej historii. Szczególną rolę odegrała trylogia, na którą złożyły się dramaty historyczne poświęcone wybitnym postaciom i doniosłym wydarzeniom z dziejów Litwy: „Mindaugas”, „Katedra” i „Mažvydas”. Będąc jednak twórcą głównego nurtu, Marcinkevičius nie uniknął zaangażowania ideologicznego i politycznego w okresie komunistycznym. W początkowym okresie tworzył zgodnie z wytycznymi socrealizmu, należał do Partii (był nawet kandydatem na członka KC), zasiadał we władzach Związku Pisarzy.

Zaangażowanie Marcinkevičiusa po stronie sowieckich władz nie przeszkodziło mu w późniejszym okresie stać się „narodowym” poetą. Dziś jednak jego postawa w okresie komunistycznym pozostaje przedmiotem kontrowersji, czego dowodem jest debata wokół książki Putinaitė. Paradoksalnie, postać poety nie jest jednak głównym tematem publikacji. Autorka, na co dzień wykładająca m.in. filozofię polityki w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego, w „Ociosanej sośnie” koncentruje się na temacie ateizacji w okresie sowieckim na Litwie (podtytuł książki brzmi „Ateizm jako osobisty wybór w sowieckiej Litwie”).

Zmienić wierzącego w ateistę

Nerija Putinaitė

Nerija Putinaitė

Jak tłumaczy autorka w rozmowie z „Przeglądem Bałtyckim”, władze komunistycznej Litwy prowadziły walkę przede wszystkim z Kościołem Katolickim, a nie z religijnością jako taką. „Nieraz litewscy komuniści musieli wyjaśniać swoje stanowisko władzom w Moskwie, które miały inny pogląd na ateizację” – mówi Putinaitė. Komuniści nie tyle chcieli uczynić z Litwinów komunistów, co odciągnąć ich od Kościoła, traktowanego jako polityczny rywal. Sięgnięto w tym celu po rozmaite środki: „Władze stworzyły namiastki obrzędów i ceremonii religijnych, podobne do nich, ale pozbawione treści religijnej” – wyjaśnia autorka. Sięgano przy tym po symbolikę ludową.

Władza próbowała tworzyć nową „nie-religijną” moralność. Chciano zaangażować w te procesy społeczeństwo jako aktywnego uczestnika. „Władzom częściowo się to udało” – twierdzi Nerija Putinaitė – „Pisarze, działacze kulturalni byli zaangażowani w proces tworzenia atrakcyjnych form i obrazów ateizacji”. Książka akcentuje rolę wyboru osobistego w procesie ateizacji, podając m.in. przykłady duchownych, którzy porzucili stan kapłański i opisywali swe doświadczenia w „ateistycznych autobiografiach”, jak choćby Jonas Ragauskas (jego książka „Ite, missa est!” była wydana w 1960 roku, w latach 60. ukazała się również w Polsce).

„Gdy zaczynałam badania, ateizacja interesowała mnie jako program polityczny, mający na celu zmianę światopoglądu indywidualnego” – tłumaczy autorka. Jak twierdzi, zmienić wierzącego w ateistę oznacza nie tylko zmienić jego zachowanie, ale także wartości, stosunek do innych osób. „To oczywiste, że nie można tego zrobić bez większego czy mniejszego udziału samego zainteresowanego, bez czyjejś osobistej decyzji” – uważa Putinaitė – „Ten moment współpracy pomiędzy władzami a społeczeństwem w procesie ateizacji interesował mnie od samego początku najbardziej. Byłam zainteresowana, jakiego rodzaju homo sovieticus został stworzony na Litwie”.

Uwaga opinii publicznej skupiła się jednak na tym, jak autorka przedstawiła w niej Marcinkevičiusa, tym bardziej, że swoich krytycznych uwag na temat jego postawy nie ukrywała także i wcześniej. Putinaitė, poproszona o komentarz dla „Przeglądu Bałtyckiego”, twierdzi że twórczość poety, w tym jego dramaty odpowiadały interesom litewskiej nomenklatury partyjnej, choć z drugiej strony pobudzały również narodowy entuzjazm społeczeństwa. „W książce nie mówię zbyt wiele o Marcinkevičiusie, a jedynie o jego innowacyjnym wkładzie w proces ateizacji” – tłumaczy autorka.

Putinaitė jest jednak zdania, że należy zachować uznanie dla Marcinkevičiusa jako utalentowanego twórcy i nie można przekreślić jego wkładu w litewską kulturę. „Z drugiej strony, należy obiektywnie oceniać jego współpracę z władzą, działalność w procesie sowietyzacji społeczeństwa. To znaczy, że nie można robić z Marcinkevičiusa bohatera czy idola” – uważa Putinaitė. Nie kryje jednocześnie przekonania, że właśnie takie jej stanowisko zaważyło na decyzji ministra Olekasa.

Spór w cieniu polityki

Spór wokół książki łatwo można tłumaczyć bieżącą polityką: Olekas reprezentuje rządzącą Litewską Partię Socjaldemokratyczną, Putinaitė kojarzona jest z centroprawicową opozycją – za rządów konserwatywnego Związku Ojczyzny (w latach 2008-2012) była wiceministrem edukacji i nauki, wcześniej także doradzała prezydentowi Valdasowi Adamkusowi. Ale podziały na zwolenników i krytyków książki nie zawsze zgodne są z sympatiami wobec tej czy innej partii.

W obronie dobrego imienia Marcinkevičiusa wystąpiła w marcu grupa intelektualistów skupiona w Forum Wileńskim. Apel w tej sprawie podpisało kilkadziesiąt osób, mniej lub bardziej zaangażowanych w życie polityczne Litwy, ludzie nauki, kultury, sztuki, m.in. kompozytor Faustas Latėnas, reżyser Jonas Vaitkus, dysydenci Nijolė Sadūnaitė i Antanas Terleckas, filozof Vytautas Radžvilas, architekt Algimantas Nasvytis, a także niektórzy spośród sygnatariuszy Aktu Niepodległości z 1990 roku. Można wśród nich znaleźć postaci związane zarówno z lewą, jak i prawą stroną sceny politycznej.

„Uważamy się za kontynuatorów dzieła Sąjūdisu” – tłumaczy prof. Rasa Čepaitienė, wykładowczyni na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Wileńskiego, zaangażowana w działalność Forum, jedna z sygnatariuszy apelu – „Marcinkevičius był jednym z założycieli i głównych postaci Sąjūdisu, dlatego jest nam przykro, gdy widzimy, jak w ostatnich kilku latach coraz bardziej nasilają się ataki na jego osobę i twórczość”.  Čepaitienė wskazuje także, że autorka książki należy do grupy intelektualistów prawego skrzydła, skupionej wokół czasopisma  „Naujasis židinys/Aidai”.

„Właśnie w tym czasopiśmie można natrafić na ostrą i niezbyt sprawiedliwą krytykę poety i ogólnie dostrzegalna jest tendencja bardzo negatywnej interpretacji wszystkiego, co sowieckie” – wyjaśnia Čepaitienė. Jak tłumaczy, zgodnie z taką interpretacją przeszłości wszystkich wówczas żyjących i pracujących, szczególnie intelektualistów, porównać można do kolaborantów obcego reżimu, nie zwracając uwagi na ich rolę w procesie odzyskiwania niepodległości. „Niedawno w czasie Wileńskich Targów Książki Putinaitė ośmieliła się nawet porównać poetę do Antanasa Sniečkusa – I sekretarza KPL, który osobiście brał udział w organizowaniu stalinowskich represji” – oburza się  Čepaitienė.

Leonidas Donskis

Leonidas Donskis

O tym, że przynależność partyjna Olekasa zaważyła na jego decyzji w sprawie książki, jest przekonany filozof i publicysta, prof. Leonidas Donskis. Jego zdaniem, litewscy socjaldemokraci, do których należy minister – wywodzący się z dawnej Komunistycznej Partii Litwy – od zawsze próbowali pozbyć się piętna byłych komunistów, m.in. przypominając narodowi o zasługach swego historycznego przywódcy Algirdasa Brazauskasa (I sekretarza KPL, a w czasach niepodległości – prezydenta i premiera Litwy – przyp. autora). „Justinas Marcinkevičius należy do kategorii dawnych komunistów, którzy stali się patriotami” – tłumaczy Donskis. – „Nie chodzi tu o talenty literackie czy ogólną postawę moralną Marcinkevičiusa, ale o rolę tych dobrych lewicowych pisarzy i intelektualistów, którzy odegrali rolę w Sąjūdisie”.

W ocenie Donskisa w reakcji na książkę Putinaitė nie chodzi o kwestie związane z kulturą czy literaturą. „To czysto polityczna reakcja partii, która próbuje zdobyć przed wyborami (odbędą się 9 października br. – przyp. autora) reputację patriotycznej i przyzwoitej, która ceni i szanuje poetów i pisarzy” – wyjaśnia Donskis. A ponieważ Justinas Marcinkevičius jest szanowany nawet przez niektórych nacjonalistów litewskich, którzy – jak tłumaczy Donskis – przymykają oko na jego komunistyczną przeszłość, cała sprawa sprowadza się do kwestii zdobycia pewnej części elektoratu w wyborach.

Patriotyzm czy kolaboracja?

Dyskusja wokół książki wpisuje się jednak w pewien szerszy kontekst, jakim jest rozliczenie Litwy z sowiecką przeszłością. Nerija Putinaitė uważa, że proces dekomunizacji w litewskim społeczeństwie wciąż jeszcze się nie zakończył. Przyczyn tego stanu rzeczy autorka upatruje w samych początkach ruchu niepodległościowego. „Sąjūdis był bardzo specyficznym ruchem. Był tworzony (na wczesnym etapie w 1989 roku) przez ludzi, którzy chcieli skończyć z reżimem, niektórzy z nich byli dysydentami. Ale z drugiej strony, Sąjūdis był popierany przez litewskich komunistów, którzy chcieli pozbyć się »rosyjskich rządów«. Specyficzny sentyment narodowy był spoiwem łączącym bardzo różne grupy” – przypomina Putinaitė.

Po odzyskaniu niepodległości nie nastąpiła zdaniem autorki żadna systematyczna desowietyzacja: byli komuniści poprzez zmianę nazwy partii stali się socjaldemokratami. „Ta partia rzeczywiście nie ma prawie nic wspólnego z komunistami. Ale otwarte zerwanie z przeszłością nigdy nie nastąpiło” – twierdzi wileńska politolożka. Powstała natomiast narracja martyrologiczna, która według Putinaitė zdominowała dyskurs na temat najnowszej litewskiej historii: „Naród litewski był głównie postrzegany jako ofiara reżimu. Opowieści o powojennych partyzantach, działaczach ruchu oporu, obrońcach praw człowieka, deportowanych i innych męczennikach reżimu formowały poczucie godności narodu i zrozumienie cierpienia”.

Jednak jak twierdzi autorka, w cieniu tej narracji pozostawały inne ważne tematy: kolaboracji i przystosowania. „Nawet byli komuniści używali tej narracji (w swoich wspomnieniach), by pokazać się jako ofiary »rosyjskiego reżimu« czy nawet jako »wewnętrznych deportowanych«. Najpopularniejszymi deklaracjami były: »My też wtedy pracowaliśmy dla Litwy« i »Musieliśmy robić wszystko, by zachować naród przy życiu« – wskazuje Putinaitė. Autorka przypomina, że litewscy komuniści cieszyli się całkiem sporą autonomią i różnymi sposobami starali się umocnić swoją władzę na Litwie.

„Taki obraz, a nawet dyskusja na temat przystosowania, nie jest bardzo wygodna dla byłych komunistów, czy nawet dla części społeczeństwa” – twierdzi rozmówczyni „Przeglądu Bałtyckiego”. Narracja przystosowania, jej zdaniem, zmusza do przemyślenia rzeczywistości sowieckiej, własnych postaw i roli takich postaci jak Marcinkevičius czy Brazauskas. „Dyskusja ujawniła podział w społeczeństwie. Niektórzy chcą dyskutować o sowieckiej przeszłości, by ujawnić różnorodne aspekty sowieckiego życia i podejmowanych wyborów, a także wyzwań, przed którymi stawano. Pozostała część chciałaby zachować narrację o historii heroizmu i oporu cierpiącego narodu” – zauważa Putinaitė.

Krytyka postaw intelektualistów zaangażowanych politycznie w czasach komunistycznych budzi sprzeciw Rasy Čepaitienė: „Powstaje logiczne pytanie: jak tym wszystkim »w istocie sowieckim« ludziom udało się odrodzić Republikę Litewską w momencie rozpadu ZSRS?”  Čepaitienė zauważa również, że zwolennicy „czarno-białej” interpretacji okresu sowieckiego nie stawiają pytania o lojalność wobec litewskiej suwerenności części obecnej litewskiej elity politycznej, którą popierają. Historyczka wskazuje szczególnie na postać prezydent Dalii Grybauskaitė, o której wiadomo, że nawet po ogłoszeniu Aktu Niepodległości 11 marca 1990 roku pozostawała członkiem partii komunistycznej i wykładała w szkole partyjnej, aż do roku 1991.

Członkowie Forum Wileńskiego, do którego należy Čepaitienė uważają, że dyskusja w sprawie interpretacji i oceny współpracy litewskiego społeczeństwa z reżimem komunistycznym jest potrzebna, ale – jak zauważa historyczka – nie można robić tego w sposób wybiórczy i tylko z punktu widzenia wąsko pojmowanej ideologii, „służącej obecnie rządzącym siłom, skupionym wokół prezydent”. „Niestety, w społeczeństwie litewskim stosunek do okresu sowieckiego wciąż jeszcze buduje się na bardzo prymitywnym przeciwstawianiu »patriotyzmu« i »współpracy z komunistami«, co pokazuje nie tylko sprawa z nagrodą dla Putinaitė, ale i wcześniejszy przypadek rzeźb na Zielonym Moście” – przypomina Čepaitienė.

Zdaniem Čepaitienė zarówno sprawa książki, jak i rzeźb są przykładami braku rozliczenia z sowiecką przeszłością, na które można też patrzeć jak na próbę odwrócenia uwagi opinii publicznej od kwestii moralnej legitymacji obecnych władz Litwy, jak i innych kluczowych problemów współczesności. Čepaitienė uważa również, że w ten sposób omija się problem ciągłości „sowieckiego stylu” sprawowania władzy na Litwie, gdzie – jak zauważa rozmówczyni „Przeglądu Bałtyckiego” – w przeciwieństwie do Polski rzeczywista lustracja nie została przeprowadzona.

Przeczytaj także:  Wilno żegna bałwany?
Przeczytaj także:  Nie ma sensu w przywracaniu sowieckich pomników – rozmowa z Algimantasem Kasparavičiusem

„Oczywiście, dla części establishmentu politycznego jest to bardzo wygodne. Jest im wszystko jedno, komu się służy – Moskwie czy Brukseli, byleby tylko zachować władzę i przywileje…” – ostro stawia sprawę Čepaitienė. Odnosząc się bezpośrednio do pracy Putinaitė, historyczka stwierdza, że celem jej krytyki i obiektem dekonstrukcji stają się „ojcowie-założyciele” litewskiego narodu: „W taki sposób rozmyciu ulega samo pojęcie »suwerenności«, »kultury narodowej«, »autorytetu moralnego« itd., co służy tworzeniu pozbawionego aspiracji narodowych »Europejczyka-kosmopolity«, dla którego nie jest ważna historia, Ojczyzna, naród”.

Rasa Čepaitienė chwali decyzję podjętą przez Olekasa. Historyczka nie odmawia autorce książki prawa do dowolnych interpretacji, ale powątpiewa w to, czy można za przejaw patriotyzmu uważać podjętą przez nią próbę dekonstrukcji narracji i postaci najnowszej historii Litwy. Krytycznie ocenia także dotychczasowe prace autorki: „W jej tekstach nie brak anachronizmów, brakuje pełnowartościowych, obiektywnych i wielostronnych badań historycznych, w końcu jest ona filozofem, a nie historykiem. Często dostrzegalna jest też próba naciągania faktów do z góry założonych schematów ideologicznych”. Zdaniem Čepaitienė, Putinaitė występuje raczej w roli intelektualnej prowokatorki, co według niej jest również potrzebne, ponieważ inspiruje dalsze dyskusje i bardziej gruntowne badania.

Poradzić sobie z przeszłością

Jakie wnioski płyną z tej debaty? Co ona mówi o litewskim społeczeństwie, o stanie elit intelektualnych? Według Rasy Čepaitienė sprawa Nagrody Patriotów uwypukliła istniejące różnice ideologiczne wśród intelektualistów, dotyczące zwłaszcza stosunków do odbywających się obecnie procesów: integracji europejskiej, masowej migracji, roli nacjonalizmu we współczesnym globalnym świecie, roli i odpowiedzialności elit narodowych we wszystkich tych procesach. „Zatem odwoływanie się do sowieckiej przeszłości może być zwodnicze, w tych debatach nijak nie decydują się sprawy przeszłości, ale raczej współczesności, a zwłaszcza przyszłości” – kończy historyczka.

Leonidas Donskis nie ma tak krytycznego zdania o stanie debaty publicznej na Litwie, choć książka Putinaitė również jego zdaniem nie jest pozbawiona wad: „Nie wszystko, co oferuje książka Neriji Putinaitė jest obiektywne, dobrze udokumentowane i bez skazy – jest dalekie od tego, a autorka jest znana ze swego sarkastycznego tonu, ideologicznej stronniczości i braku naukowego obiektywizmu”. Ale jednocześnie Donskis zaznacza, że autorka miała pełne prawo do krytyki osób publicznych. „Nikt nie może być poza krytyką – to byłoby absurdalne w wolnym i demokratycznym państwie” – podkreśla filozof.

Dyskusja wokół książki oraz postaci Marcinkevičiusa pokazuje zdaniem Donskisa, że na Litwie możliwe jest dziś prowadzenie debat na tematy, której do tej pory pozostawały delikatne i trudne. Justinas Marcinkevičius – ze względu na swoje zasługi jako literata i patrioty – należał do grona osób, na temat których unikano dyskusji. Pokazywanie Marcinkevičiusa jako sowieckiego poety, który dopiero później stał się zagorzałym patriotą, należało zdaniem Donskisa do tematów tabu. „Szczerze mówiąc, skłonność niektórych krytyków literackich do przedstawiania go jako uosobienia sumienia Litwy była dość niesmaczna i niestosowna” – stwierdza.

Zdaniem Leonidasa Donskisa rola Marcinkevičiusa została wyolbrzymiona przez obie strony sporu. „On nigdy nie był tak zły i amoralny, jak przedstawia to Putinaitė. Zarazem nie był też nigdy moralnym i politycznym bohaterem kraju. Marcinkevičius nie był ani wojującym sowieckim poetą, ani dysydentem” – tłumaczy Donskis. W zachowaniu poety Donskis widzi raczej „Ketmana” opisanego przez Czesława Miłosza w „Zniewolonym umyśle” jako sztuka ukrywania swych prawdziwych poglądów i postaw poprzez sprzyjanie ideologii czy publiczne działanie.

Przeczytaj także:  „Władza, wyobraźnia i pamięć. Szkice o polityce i literaturze”, Leonidas Donskis

Marcinkevičius odegrał według Donskisa podobną rolę jak rosyjscy literaci pokolenia „sześćdziesiątników”, wpływając na zasadnicze zmiany w litewskiej literaturze lat 60., przedstawiając nowe tematy i formy estetycznej wrażliwości, a także wprowadzając wymiar historyczny, szczególnie w swoich dramatach. „Jednak nigdy nie był on dysydentem. Jakiekolwiek porównanie Marcinkevičiusa z ludźmi takimi jak Tomas Venclova byłoby niewłaściwe i zwodnicze, ponieważ Marcinkevičius całe swoje życie starał się unikać wszelkich konfliktów z władzami” – tłumaczy Donskis.

Poeta, który stał się bohaterem publicznej debaty jest tylko jedną z wielu postaci, budzących mniejsze lub większe kontrowersje. Co jakiś czas odżywają spory o domniemaną współpracę przywódcy Sąjūdisu Vytautasa Landsbergisa z sowieckimi służbami bezpieczeństwa. Padają pytania o rolę cenionej i utalentowanej poetki Salomėji Nėris, uczestniczki delegacji, która w 1940 roku prosiła Stalina o przyłączenie Litwy do ZSRS. „Litwa wciąż jeszcze próbuje poradzić sobie z trudną sowiecką przeszłością. Ta sprawa dotyka polityki pamięci, władzy moralnej i legitymacji ludzi, którzy wciąż uważani są za bohaterów” – tak dyskusję wokół Marcinkevičiusa podsumowuje Leonidas Donskis.

„Marcinkevičius był bardzo charakterystyczną postacią zarówno sowieckiej, jak i postsowieckiej Litwy” – zauważa Nerija Putinaitė – „Ocena jego działalności i wyborów życiowych ma bezpośredni związek z oceną sowieckiego doświadczenia jako całości, a szczególnie aktywności litewskich komunistów”. Jej zdaniem stawianie Marcinkevičiusa w roli bohatera wpisuje się w narrację, zgodnie z którą „wszyscy chcieli niepodległości”, a okoliczności zmuszały do przystosowania się, by móc pracować dla dobra Litwy.

W ocenie Putinaitė próba krytycznego spojrzenia na tę narrację prowadzi do wniosku, że przystosowanie było zasadniczym osobistym wyborem: „To był wybór, który oznaczał poparcie dla reżimu i nie był to wybór chwalebny” – tłumaczy autorka. – „Historia jest bardzo skomplikowana i ludzie byli zmuszeni do podejmowania decyzji w bardzo skomplikowanych okolicznościach. Tylko paru było bohaterami” – konkluduje. Putinaitė twierdzi zatem, że rozumie reakcje na swoją książkę niektórych polityków i komentatorów. „Z drugiej strony, byłam bardziej optymistyczna co do kondycji społeczeństwa przed tą dyskusją” – stwierdza na koniec.

Polub nas na Facebooku!