Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Nord Stream 2 zagrożeniem dla bezpieczeństwa NATO?

Gazociąg Nord Stream 2 ma coraz więcej krytyków. Oprócz wysuwanych przeciwko inwestycji argumentów prawnych, rynkowych i geopolitycznych, pojawiają się te z zakresu bezpieczeństwa. Nie oznacza to jednak, że nowy gazociąg z Rosji do Niemiec nie powstanie.

Przeciwnicy Nord Stream 2 krytykują go w oparciu o trzy linie argumentacyjne. Zgodnie z argumentacją prawną będzie on niezgodny z trzecim pakietem energetycznym, czyli regulacjami liberalizującymi rynek gazu w Unii Europejskiej, jak rozdział właścicielski i wolny dostęp do przepustowości. Kontrargument ma stanowić fakt powstania pierwszej nitki Nord Stream, albo, że jest to gazociąg podmorski, a zatem prawo antymonopolowe nie ma dla niego zastosowania. Można też zawsze powiedzieć, że szczegóły projektu nie są znane i może on zostać dostosowany do prawa UE, zgodnie z wolą Komisji Europejskiej. Argumentacja rynkowa zakłada, że nowe nitki gazociągu ugruntują dominację Gazpromu, a tym samym zablokują rozwój rynku gazu w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie kończy bieg. Ten argument jest nieważny, dopóki Europa nie zdefiniuje, co dokładnie leży w jej interesie – dużo taniego gazu z Rosji czy dywersyfikacja. Rynek zalany rosyjskim gazem nadal będzie płynny, ale czy nie stworzy zagrożenia dla patologii wykrytych przez Komisję Europejską w toku śledztwa antymonopolowego przeciwko Gazpromowi? Trzecia linia argumentacyjna dotyczy geopolitycznych wyborów i stanowi, że Nord Stream 2 nie powinien powstać, bo Rada Europejska umówiła się na wspieranie stabilnego tranzytu przez Ukrainę i zmniejszanie zależności od dostaw z Rosji we wspomnianych wyżej dokumentach. Upolitycznianie sporu jest krytykowane przez zwolenników regulacji, a ci z kolei są postponowani argumentem, że Nord Stream 2 to projekt czysto polityczny, więc o jego losie powinni zdecydować politycy.

Do tego dochodzą obecnie nowe argumenty. Nowe dowodzenie opiera się o kwestie bezpieczeństwa na Morzu Bałtyckim. Media w krajach skandynawskich ostrzegają przed wykorzystaniem Nord Stream 2 do zwiększenia aktywności floty rosyjskiej na Bałtyku. To z kolei grozi kolejnymi incydentami militarnymi na tym akwenie, których ilość w ostatnich latach i tak dynamicznie rośnie. Istnieje także obawa, że dojdzie do aktów terroryzmu wymierzonego w strategiczną infrastrukturę u brzegów, na przykład terminale LNG w Świnoujściu czy litewskiej Kłajpedzie, a w dalszej perspektywie być może Korytarz Norweski. Podczas budowy połączenia elektroenergetycznego Szwecja-Litwa doszło do incydentów z udziałem rosyjskiej floty, które opóźniły realizację inwestycji. Ze względu na powyższe fakty, mniejszość estońska w Szwecji zaapelowała do władz o zablokowanie projektu. Estoński Kongres Narodowy w Szwecji (ENCS) 23 kwietnia przyjął rezolucję, wyraża obawy związane z planowaną na Gotlandii bazą sprzętową Nord Stream 2. Samorząd wyspy nie przejął się tymi obawami i podczas konsultacji społecznych nie zgłosił zastrzeżeń do projektu. Jego zwolennicy argumentują, że przyniesie on Gotlandii dodatkowe przychody, a przy tym nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa wyspy.

Propozycja nie do odrzucenia

Zwolennicy Nord Stream 2 w rządach i spółkach europejskich dyskutując o projekcie – który  ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa, polityki, rynku i prawa Unii Europejskiej – posługują się językiem ekonomicznym. Berlin i Paryż stoją murem za definicją nowego gazociągu, jako przedsięwzięcia czysto ekonomicznego, które jest wolną inicjatywą spółek. Perspektywa lukratywnych kontraktów podwykonawczych czy wymiana aktywów może być interpretowana jak rodzaj przekupstwa. Wydobycie gazu ziemnego na Syberii jest najtańsze na świecie, więc w dobie niskiej ceny surowca, gwarantuje największą stopę zwrotu sięgającym po nie spółkom. Na to liczą Niemcy i Austriacy, którzy w zamian za dostęp do syberyjskich surowców formacji Achimow oddają Rosjanom klucze do swojej infrastruktury gazowej, tj. do magazynów gazowych. Podobnego języka ekonomicznego używają menadżerowie z Rosji oraz krajów Europy Zachodniej. Mimo to, przeciwko Nord Stream 2 zdążyli się wypowiedzieć przedstawiciele USA, Komisji Europejskiej, Czech, Polski, Słowacji, Węgier, Litwy, Łotwy, Estonii, Rumunii i Włoch.  Przedstawiciele tych państw, choć z różnych pobudek, krytykują projekt jako polityczny ruch, który zagrozi tworzonej Unii Energetycznej oraz podkopie inwestycję Europy w ustabilizowanie sytuacji na Ukrainie.

Rosjanie wypracowali sposoby na „rozbrojenie” sprzeciwu. Plany niemieckiego i austriackiego operatora zakładają budowę nitki EUGAL równoległej do odnogi OPAL ciągnącej się wzdłuż Odry do Czech. Pozwoliłaby ona – w zgodzie z prawem unijnym – na zwiększenie eksportu gazu z Rosji przez Nord Stream 2, wzdłuż Odry, na południe Europy: do Czech, Słowacji, a może i na Bałkany. Wsparciem ma być kolejna inwestycja, czyli dwukierunkowe połączenie gazowe Austria-Czechy (BACI). Dzięki rozrostowi krwiobiegu Nord Stream, nowe ilości gazu będą mogły docierać do państw, które zostały pominięte wraz z anulowaniem projektu South Stream wskutek zastrzeżeń Komisji Europejskiej. Wtedy Rosjanie usatysfakcjonują na przykład Węgrów, dając im dostęp do lukratywnej oferty, który utracili wraz z zawieszeniem projektu południowego. Należy się wtedy spodziewać, że koalicja przeciwników inwestycji, w której znajduje się Polska stopnieje. Z racji, że projekty są obwarowane umowami między firmami, w obecnym stanie prawnym Komisja nie będzie mogła ich zakwestionować. W ten sposób do realizacji Nord Stream 2 może dojść nawet przy sprzeciwie krajów akwenu bałtyckiego z różnych powodów obawiających się tego projektu.

Przeczytaj także:  LNG nad wschodnim Bałtykiem

Argumenty z zakresu bezpieczeństwa mogą doprowadzić do zwrócenia uwagi na projekt przez sojuszników na szczycie NATO w Warszawie, co sam postuluję. Zagrożenia te, przy uwzględnieniu kontekstu politycznego, powinny przekonać przywódców zachodnich do porzucenia tego coraz bardziej kosztownego projektu. Jeżeli to się nie uda, krajom bałtyckim pozostaje dywersyfikacja na własną rękę. Oprócz gazoportów na Bałtyku, nowym źródłem dostaw gazu nierosyjskiego może być Korytarz Norweski, nazwany w rosyjskich mediach Korytarzem Północnym. Według szacunków polskiej spółki Gaz-System, przez nasz kraj do państw bałtyckich i Ukrainy mógłby trafiać tani surowiec z Norwegii. Pierwsze sygnały zainteresowania tym projektem wyraziły już Praga i Kijów. Po ukończeniu Gazociągu Polska-Litwa, zapewne zainteresowane będą również Litwa, Łotwa i Estonia. Będzie to szansa na realną dywersyfikację w oparciu o nierosyjskie dostawy gazu, w przeciwieństwie do kolejnych połączeń wewnątrz regionalnego rynku, który niebawem może zostać nasycony surowcem z Nord Stream 2.

Dyskusja o Nord Stream 2 trwa, a strony sporu przygotowują wysuwają kolejne argumenty za lub przeciw. Chociaż obrońcy inwestycji przekonują, że przemawia za nią czysta ekonomia, to fakty pokazują, że infrastruktura gazowa to nadal narzędzie polityki zagranicznej.

 

Zdjęcie tytułowe: Uruchomienie pierwszej nitki Nord Stream. Zdj. Nord Stream AG

Polub nas na Facebooku!