Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Czy rządzący na Łotwie odzyskają zaufanie?

Jak można zmarnować kapitał społecznego zaufania, pokazuje przykład Łotwy. Rządząca centroprawicowa partia Vienotība (Jedność) jeszcze w 2014 roku cieszyła się poparciem 46,2% wyborców. Tyle głosów uzyskała w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Dziś w sondażach partia ledwo przekracza pięcioprocentowy próg wyborczy, a wewnątrz ugrupowania trwa ożywiona dyskusja, kto jest winien.

Na początku 2016 roku partia, która jeszcze do niedawna wystawiała własnych premierów (Valdisa Dombrovskisa i Laimdotę Straujumę), musiała pogodzić się z kolejnym policzkiem od życia: na czele rządu stanął reprezentant konkurencyjnej partii centrowej Związku Zielonych i Rolników Māris Kučinskis. Po pięciu latach pracy na czele ugrupowania ze stanowiska odeszła była marszałek Sejmu Solvita Āboltiņa, którą wewnętrzna liberalna opozycja obwiniała o zniszczenie zaufania wobec Jedności. Na początku czerwca na lidera Vienotīby wybrano byłego komisarza Unii Europejskiej i byłego ministra w dwóch rządach Andrisa Piebalgsa. Czy nowy przewodniczący pomoże partii wyciągnąć się z dołka?

Przeciw oligarchom

Jest marzec 2010 roku, sala Teatru Narodowego w Rydze. To ten sam budynek, w którym w 1918 roku ogłoszono niepodległość Łotwy. Podniosła atmosfera, przyjechało paruset delegatów trzech umiarkowanie prawicowych partii. Oprócz politycznych delegatów, autorytety takie jak pisarki Anna Žīgure czy Laima Muktupāvela, profesor Maija Kūle. Od roku na czele rządu stoi Valdis Dombrovskis, nieoficjalny lider liberalnej Nowej Ery. Oprócz tej partii w zjeździe założycielskim nowej koalicji biorą udział socjalliberalne Stowarzyszenie na rzecz Innej Polityki, a także narodowo-konserwatywny Związek Obywatelski. Wszystkie trzy ugrupowania, które na marcowym zjeździe wejdą w skład nowej formacji politycznej pod nazwą Vienotība, od roku są częścią szerokiej koalicji partii prawicowych, które próbują wydobyć Łotwę z kryzysu gospodarczego, w który popadła za czasów poprzedniego rządu Ivarsa Godmanisa. Rok wcześniej w Rydze na starówce miały miejsce zamieszki, największy protest w kraju od 1991 roku. Wielotysięczny tłum ruszył na ulicę Jakuba, gdzie znajduje się łotewski Sejm. Próbowano zająć budynek parlamentu. Protestujący domagali się natychmiastowego rozwiązania legislatywy. Wybito okna w budynku Sejmu oraz Biblioteki Narodowej. Na terenie Starej Rygi doszło do walk z policją, demonstrujący chwycili za bruk i butelki. Dołączyli podpici chuligani. Aresztowano ponad 100 osób. Premier Godmanis, lider oligarchicznej partii łotewskiej LPP/LC, która wpędziła kraj w kryzys, oskarżył opozycję – wówczas  trzy partie, które za chwilę stworzą nowy rząd Dombrovskisa, o inicjowanie zamieszek.

Przeczytaj także:  Simona Gurbo: Nowy rząd łotewski przetrwa do 2018 roku

Parę danych statystycznych: w 2009 roku Łotwa odnotowała spadek PKB o 18%. Bezrobocie wzrosło o jedenaście punktów procentowych. Jeszcze niedawno kraj był nazywany bałtyckim tygrysem gospodarczym. Próbując ratować gospodarkę rząd Dombrovskisa wprowadził drastyczne oszczędności. W sektorze publicznym zredukowano płace o połowę, ścięto także emerytury. Niektóre decyzje o cięciach zakwestionował po roku Sąd Konstytucyjny. Ale dla wszystkich było jasne: cięcia są konieczne, by wyciągnąć kraj z kryzysu. Niezbędne było nawiązanie współpracy w Międzynarodowym Funduszem Walutowym.

W takiej atmosferze do władzy dochodzi w marcu 2009 roku rząd Valdisa Dombrovskisa. Nowy premier ma 37 lat, jest z wykształcenia fizykiem, sprawował już funkcję ministra finansów we wcześniejszych gabinetach. Co najważniejsze, ma determinację, by przeprowadzić Łotwę przez trudny okres. W 2009 roku mało kto chciał się podjąć funkcji premiera, wiedząc co w krótkim okresie czeka kraj. Jest jednak obawa – po zamieszkach w Starej Rydze dla wszystkich staje się jasne, jak trudne będą wybory jesienią 2010 roku. W opozycji od lat jest partia mniejszości rosyjskiej, która właśnie przejęła rządy w Rydze, wykorzystując fakt niepopularności rządzących do tej pory stronnictw łotewskich. W dodatku w koalicji z konserwatywno-chrześcijańskim populistą Ainārsem Šlesersem, który stoi na czele oligarchicznej LPP/LC. Niedawno ta partia straciła władzę i jest sfrustrowana. Oprócz tego działają jeszcze dwaj znaczący oligarchowie: były premier i lider Partii Ludowej Andris Šķēle oraz burmistrz Ventspils i sponsor Związku Zielonych i Rolników Aivars Lembergs. Działacze umiarkowanie prawicowych stronnictw boją się, że jesienią 2010 roku, po umiarkowanej stronie łotewskiej sceny politycznej może przejechać walec, a władzę przejmą oligarchowie i partia, która ma podpisaną umowę o współpracy z Kremlem. Dlatego zamierzają połączyć siły i założyć prawicową koalicję polityczną Vienotība.

Na czele szerokiej koalicji, która w sierpniu 2011 roku przekształci się w partię, stają doświadczeni politycy Ģirts Valdis Kristovskis, później Solvita Āboltiņa.

Słodycz szampana i gorzki smak porażki

Październik 2010 roku. Parę miesięcy intensywnej pracy, dyskusji, zjazdów i spotkań z wyborcami. W końcu następuje sprawdzian przy urnie wyborczej. Premier Dombrovskis, który zafundował krajowi pot i łzy, ma się czego obawiać. Jeśli wyborcy okażą się niełaskawi, straci władzę, a ster obejmą osoby, którymi przez parę miesięcy straszyła ludzi Jedność. Wynik jest wprost fenomenalny. Vienotība nie osiąga absolutnej większości, ale w wyniku wyborów, które mają miejsce półtora roku po wybuchu gigantycznego kryzysu gospodarczego w krajach bałtyckich, zdobywa 33 miejsca w Sejmie. Wraz ze Związkiem Zielonych i Rolników, który ma w parlamencie 22 przedstawicieli, powołuje większościową koalicję w Sejmie. Za burtą zostają oligarchowie – dwie partie oligarchiczne zjednoczyły swe siły, ale uzyskały zaledwie 8 głosów w Sejmie – oraz partia mniejszości rosyjskiej. Naród wyznacza kurs na kontynuację reform. Drastycznych cięć, ale także starań o wejście do OECD i strefy euro.

Maj 2011 roku. Po paru miesiącach trwania centroprawicowego rządu dochodzi do kryzysu w Sejmie. Obie partie koalicyjne nie czują między sobą chemii, Związek Zielonych i Rolników głosuje wiele razy z partią mniejszości rosyjskiej i oligarchami. Na przykład przeciwko uchyleniu przeszukania mieszkania lidera oligarchów łotewskich Ainārsa Šlesersa. W wyborach prezydenckich powstaje egzotyczna koalicja Rosjan i dwóch partii oligarchicznych, która wybiera na prezydenta Andrisa Bērziņša. Vienotība, która wspierała dotychczasową głowę państwa Valdisa Zatlersa, ponosi klęskę. 28 maja prezydent Zatlers w orędziu do narodu powiadomił o rozpisaniu referendum na temat skrócenia kadencji Sejmu. Vienotība staje po stronie prezydenta, choć obawia się powołania przez niego własnej partii, która może rozbić obóz centroprawicy i utorować oligarchom drogę do władzy.

Lipiec 2011. Społeczeństwo większością 94% głosów opowiada się za skróceniem kadencji parlamentu. Rozpoczyna się kampania wyborcza.

Ustępująca przewodnicząca partii Solvita Āboltiņa. Zdj. Vienotība

Ustępująca przewodnicząca partii Solvita Āboltiņa. Zdj. Vienotība

Wrzesień 2011. Wybory do kolejnego Sejmu przynoszą zwycięstwo partii mniejszości rosyjskiej, na którą głosowało 28,3% wyborców. Jedność i Partia Reform Zatlersa uzyskują jednak łącznie 39,6% głosów i to one wraz z narodowcami będą rządzić krajem w latach 2011-2014. Jedność obawia się wpływów prezydenta Zatlersa, który w wyborach zepchnął partię na trzecią pozycję, ale ostatecznie premierem zostaje znów Valdis Dombrovskis. To już jego trzeci rząd. Swoją funkcję zachowuje także przewodnicząca Sejmu Solvita Āboltiņa. Jedność triumfuje po raz kolejny.

Listopad 2013. Katastrofa budowlana w dzielnicy Zolitūde w Rydze. W wyniku zawalenia się dachu supermarketu „Maxima” śmierć poniosły 54 osoby, a 38 zostało rannych. Jest to największa tego typu katastrofa na Łotwie od początku lat dziewięćdziesiątych. Biorąc odpowiedzialność polityczną za sytuację, po paru dniach Valdis Dombrovskis podaje się do dymisji ze stanowiska szefa rządu. Rozpoczyna się gorączkowe poszukiwanie nowego lidera.

Styczeń 2014. Jeden z głównych celów rządu Dombrovskisa zostaje osiągnięty. Łotwa wchodzi do strefy euro. Mieszkańcy są w większości przeciwni, ale w wyborach europejskich jeszcze raz zaufają Jedności. W maju 2014 roku na Vienotībę pada 46,2% głosów. Jest to najwyższy wynik, który uzyskała jakakolwiek partia w łotewskich wyborach. W styczniu 2014 roku na czele rządu staje pozbawiona charyzmy Laimdota Straujuma, wieloletnia wiceminister, a w ostatnim rządzie Dombrovskisa minister rolnictwa. Komentatorzy przewidują, że będzie to rząd na niecałą kadencję.

Październik 2014. Kolejne wybory. Vienotība uzyskuje połowę tych głosów, które zebrała jeszcze parę miesięcy temu. Liczono na 40 mandatów w Sejmie, uzyskano 23. Liderka ugrupowania Solvita Āboltiņa nie wchodzi do Sejmu i musi pożegnać się ze stanowiskiem marszałka. Polityczny szok. Stworzony zostaje jednak kolejny gabinet Laimdoty Straujumy.

Grudzień 2015. Po parunastu miesiącach rządów Laimdota Straujuma podaje się do dymisji. Pani Premier jest zmęczona władzą, intrygami, które knuje Solvita Āboltiņa. W partii działa wewnętrzna liberalna opozycja wobec przewodniczącej Āboltiņi. W sondażach na Jedność chce głosować tylko co dziesiąty obywatel Łotwy.

Przeczytaj także:  Intrygi i układanki, czyli dlaczego Łotwa wciąż nie ma rządu

Luty 2016. Jedność definitywnie, w wyniku własnego niezdecydowania, intryg i układanek, traci inicjatywę. Na czele rządu staje reprezentant oligarchicznej partii Związek Zielonych i Rolników Māris Kučinskis. Na Vienotībę chce głosować zaledwie 5% mieszkańców Łotwy.

Kto winien kryzysowi?

Przedstawienie politycznego kalendarium lat 2010-2016, choć pewnie nużące dla czytelnika, było konieczne, by wyobrazić sobie degradację środowiska, które początkowo pełniło gigantyczną rolą w życiu politycznym Łotwy, wytyczało kierunki, wyznaczało premierów, ważnych ministrów, marszałków Sejmu, miało ambicję mówienia co jest dla Łotwy dobre, a co niekorzystne, było głównym inicjatorem wejścia do OECD i strefy euro, a także utrzymania jednoznacznego proeuropejskiego i proatlantyckiego kursu. Dziś jest to partia, która w sondażach ląduje bardzo daleko, na którą chce głosować zaledwie co dwudziesty obywatel Łotwy. Pojawia się pytanie: kto zawinił, co poszło nie tak?

Artis Kampars, sekretarz generalny Vienotīby, przyczyny widzi w programie Jedności, który był zbyt trudny dla społeczeństwa. „Jedność była partią rządzącą przez najcięższe lata kryzysu, a jej politycy zaaplikowali krajowi bardzo potrzebne i ważne reformy. Premier Valdis Dombrovskis i Andris Vilks byli odpowiedzialni za prowadzenie Łotwy przez finansowy i gospodarczy kryzys, ich decyzje i mądra polityka Jedności były kluczowe dla tego, że kraj przeszedł przez prawie 25%-ową recesję. Rząd kierowany przez polityków Vienotīby przeprowadził konsolidację budżetu, która była bardzo niepopularna społecznie. Jedność bardzo mocno stała za ideą wprowadzenia euro i początkowo nie mieliśmy tutaj poparcia społecznego, podobnie jak w sprawie naszego stosunku do migracji” – wyjaśnia Przeglądowi Bałtyckiemu sekretarz generalny partii. To wszystko jest prawdą, ale wszystkie te czynniki – poza kryzysem migracyjnym – były widoczne jeszcze w 2014 roku, a wtedy na partię zagłosowała prawie połowa wyborców.

Dziennikarze szukają innych przyczyn kryzysu Jedności. Można mówić o pewnym wypaleniu się partii. Albo o odpowiedzialności poszczególnych osób. Zbyt mała charyzma premier Laimdoty Straujumy? Możliwe… Najczęściej wskazuje się jednak na Solvitę Āboltiņę, wieloletnią przewodniczącą ugrupowania. To jej intrygi miały doprowadzić do tego, że po 2014 roku partia pikowała coraz bardziej w sondażach, a w obecnym roku straciła najcenniejszą rzecz, którą miała – własnego szefa rządu. Laimdota Straujuma nie czuła się wystarczająco wspierana przez polityczne zaplecze gabinetu.

O niepopularności przewodniczącej partii Solvity Āboltiņy Przegląd Bałtycki pisał już w grudniu 2015 roku. „Komunikacja polityczna, a może komunikacja w ogóle, są jej największym problemem. Jest bardzo arogancka, gdy mówi do dziennikarzy i myślę, że to odnosi odwrotny skutek. Jest także bardzo arogancka, gdy komunikuje się ze społeczeństwem. Może zaskakiwać, że jej ostatnie drwiny z emerytów, które robiła latem, nie zostały zapomniane. A media portretowały ją jako bardzo ambitną osobowość i żądną władzy” – mówiła w grudniu 2015 Simona Gurbo. „Powszechnie jest kojarzona z takimi słowami jak arogancka, dumna, zarozumiała, bezczelna. Mimo to mówi się, że jest bardzo efektywna w komunikowaniu się z partnerami politycznymi i realizowaniu własnych pomysłów” – tyle Simona Gurbo. Po paru miesiącach nie zmieniła swego krytycznego poglądu na przewodniczącą Vienotīby.

„Jest mi ciężko komentować sukcesy Āboltiņy, bo wszystko zniknęło w cieniu jej postępowania w końcu zeszłego roku, gdy próbowała obalić premiera Vienotīby. To zaowocowało spadkiem w sondażach z 30% do 5% w maju 2016 roku! To prawie nie do uwierzenia”. Według Gurbo nie było jakichś specjalnych powodów, poza działaniami przewodniczącej, by w ten sposób społeczeństwo ukarało Jedność. „Pierwsza połowa 2015 roku przeminęła na pracy Jedności i Łotwy na rzecz prezydencji w Radzie Unii Europejskiej, która została uznana za sukces przez wszystkie zaangażowane strony. Ale głupota, by obalić własnego premiera, to było czyste szaleństwo, co skutkowało oddaniem władzy Związkowi Zielonych i Rolników”. Z kolei pytany przez nas Filips Rajevskis już nie jest tak krytyczny i wskazuje, że zasługą Āboltiņi był fakt, że Vienotība przez tak długi czas pozostała przy władzy. „Przeprowadzili kraj przez bardzo bolesne reformy i utrzymali bardzo wysoki poziom akceptacji w społeczeństwie. Gdy dostali zadyszki, a tempo reform zwolniło, utracili pozycję w łotewskiej polityce” – mówi Przeglądowi Rajevskis. Jest jednak ciekawe, że wielu polityków Jedności wprost broni Āboltiņi. Według działacza młodzieżówki Andrisa Ārgalisa szefowa Vienotīby padła po prostu ofiarą oczerniającej kampanii swych przeciwników. Takiej samej odpowiedzi udzielił nam sekretarz generalny Jedności Artis Kampars.

Dwie zupełnie różne postaci

Na plus szefowej Jedności, która była zmęczona walkami z liberalną opozycją skupioną wokół Ilze Viņķele i Lolity Čigāne oraz poddana medialnej krytyce, należy zapisać fakt, że przyspieszyła wybory przewodniczącego Jedności z jesieni na wiosnę. Odbyły się 4 czerwca 2016 roku w siedzibie Uniwersytetu Stradiņša w Rydze. Āboltiņa zdecydowała się nie brać w nich udziału, choć ostatecznie weszła w skład nowego zarządu partii. Można także powiedzieć, że jej zakulisowe działania umeblowały nowe władze partii. Jej wrogowie zostali zepchnięci na margines. Tymczasem do walki o stanowiska przewodniczącego stanęli dwaj politycy: wieloletni komisarz Łotwy w Unii Europejskiej, były minister finansów i edukacji, wcześniej działacz partii Łotewska Droga, Andris Piebalgs, oraz przedstawiciel młodego pokolenia Edvards Smiltēns, prawnik, od 2010 roku poseł na Sejm, do marca bieżącego roku sekretarz stanu w Ministerstwie Oświaty i Nauki. Dwaj kandydaci to zupełnie różne osobowości. Samo głosowanie poprzedziło parę debat (styl amerykański….) między pretendentami, które jeszcze je uwypukliły.

Kolejka do głosowania. Zdj. Vienotība

Kolejka do głosowania. Zdj. Vienotība

Piebalgs jest niewątpliwie jednym z najbardziej doświadczonych polityków na łotewskiej scenie politycznej. Już w pierwszym niepodległościowym rządzie sprawował funkcję ministra oświaty (1990-1993), później kierował resortem finansów (1994-1995), był także ambasadorem w Estonii. Od 2004 do 2014 roku przebywał w Brukseli jako reprezentant Łotwy na stanowisku komisarskim. Cieszy się dużym poparciem społecznym, ze względu na swe doświadczenie, znajomość języków, obycie na salonach europejskich oraz umiarkowany przekaz, który kieruje do wyborców. Minusem Piebalgsa jest lekkie rozleniwienie – czasem ma się wrażenie, że nie chce walczyć o swą obecność w polityce, bo wszystko już w niej osiągnął, a także, co wytykali mu przeciwnicy, nieznajomość realiów, w których żyje naród. Bo w Brukseli się od nich oddalił. Niektórzy wypominali mu także członkostwo w Komunistycznej Partii Łotwy. „Biurokrata i komunista” – napisał ten czy inny internauta. Ale to głosy mniejszości. Z kolei na plus Smiltēnsowi zapisywano młodość, pomysłowość, energię, wieloletnie doświadczenie w pracy partyjnej – Piebalgs do Jedności wstąpił dopiero w 2014 roku, Smiltēns działa tam od początku. W przedwyborczych debatach Smiltēns używał też bardziej radykalnej, wojowniczej retoryki. Zaatakował ostro np. mera Rygi Uszakowa, co spodobało się w aparacie partyjnym, ale zyskało niewielki poklask w społeczeństwie. Ludzie są już zmęczeni graniem kartą rosyjską. Pytani o to, kto jest lepszym kandydatem na szefa Vienotīby i premiera, ankietowani wskazali jednoznacznie na Piebalgsa. Otrzymał 39% głosów, podczas gdy Smiltēns – jedynie 8%.

„Od początku było jasne, że jesteśmy zupełnie innymi politykami, z różnym doświadczeniem w polityce i także lekko innym podejściem” – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu Andris Piebalgs.

– Głosowałem na Piebalgsa, bo jest „outsiderem”, ma szerszy ogląd sprawy, a w dodatku nie jest, jak Smiltēns, protegowanym Āboltiņi – powiedział Przeglądowi Bałtyckiemu polityk Jedności Krišjānis Bušs.

Czy nowy lider pomoże?

Zwycięzca wyborów Andris Piebalgs. Zdj. Vienotība

Zwycięzca wyborów Andris Piebalgs. Zdj. Vienotība

Ostatecznie Piebalgs zwyciężył. Zagłosowało na niego 237 delegatów z 441 zarejestrowanych. Oznacza to, że de facto odbył się wyścig łeb w łeb. Możliwe, że gdyby Smiltēns bardziej umiejętnie prowadził kampanię wyborczą, wynik byłby inny. „Zabrakło bardzo niewiele. Jest jasne, że 140 osób nie przyjechało na kongres. Do mnie samego dzwonili ludzie z regionów i przepraszali, że nie wezmą udziału w głosowaniu…. Oni mieli ważną imprezę w Jurmali, inni mieli imprezy taneczne. Tak więc sprzężenie wielu okoliczności. Znane mi 50 osób nie przyjechało, bo mieli inne równoległe sprawy” – powiedział łotewskim mediom Smiltēns. Na młodego polityka, któremu jeszcze parę miesięcy wcześniej mało kto dawałby poważne szanse, głosował głównie partyjny aparat, regiony i młodzież. „Wybrałem Smiltēnsa ze względu na jego pasję, by uczynić z Jedności partię znów atrakcyjną w społeczeństwie. Mam odczucie, że Smiltēns ma więcej energii. Obydwaj kandydaci spotkali się z partyjną młodzieżą, ale Smiltēns wydał się jej bardziej inspirujący” – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim młodzieżowy działacz Andris Ārgalis. Ostatecznie na czele partii stanie jednak Piebalgs. Czy dwa skrzydła partii pogodzą się?

Mówiąc o Smiltēnsie i o Āboltiņi nowy prezes powiedział dość pojednawczo: „im obu jestem bardzo wdzięczny za tę polityczną szkołę, którą dostałem, wracając na Łotwę i mówię to od serca”. Jako priorytety nowego kierownictwa Piebalgs wskazał odzyskanie zaufania społecznego, wsparcie dla reform, a także walkę z ubóstwem i przybliżenie modelu podatkowego do tego obowiązującego w Skandynawii. Może tutaj chodzić o podatek progresywny, którego wprowadzenia od lat domagała się część socjalliberalnych działaczy Jedności. Tak czy inaczej, Piebalgs opowiedział się za podwyższeniem podatków. „Po nadzwyczajnym kongresie partii jest ważne, że pracujemy jako drużyna. Delegaci kongresu zagłosowali za tym, bym miał mandat jako przewodniczący partii, ale pierwszą rzeczą, którą zrobiłem w pierwszym dniu po kongresie, poprosiłem Edvardsa Smiltēnsa, by został moim zastępcą. Mamy wspólne rozumienie priorytetów partyjnych na rzecz rozwoju i potrzeby uzdrowienia partii. Jesteśmy obaj pewni tego, że Jedność musi odzyskać status partii rządzącej” – powiedział Przeglądowi Piebalgs.

Politolog Filips Rajevskis w rozmowie z Przeglądem jest sceptyczny, jeśli chodzi o nowego przewodniczącego. „Nie wierzę, że zmiana przewodniczącego może doprowadzić do zwiększenia popularności partii, ponieważ Piebalgs jest outsiderem w łotewskiej polityce, mieszkał przez długi czas w Brukseli, 10 lat, to jest bardzo długi okres, jeśli weźmie się pod uwagę, że uzyskaliśmy niepodległość 25 lat temu. Nie sądzę, by Piebalgs mógł coś zmienić w sposób znaczący, bo najważniejszą sprawą na agendzie są przyszłoroczne wybory do samorządów, a polityka lokalna nie jest jego mocną stroną. A te wybory pokażą zdolność Jedności to odzyskania swej pozycji na scenie politycznej” – tyle Filips Rajevskis.

Dopytywany, jak postrzega Piebalgsa jako osobę, ma problem z odpowiedzeniem. „Ciężko postrzegać go jako polityka, bo przez długi czas nie był wybierany na Łotwie, jest bardziej biurokratą wysokiego szczebla, jest wysublimowany i doświadczony, ale nadal jest to tylko biurokrata. Musi zostać najpierw politykiem” – mówi Rajevskis. Simona Gurbo uznaje z kolei Piebalgsa za bardzo doświadczonego polityka. „Będzie interesujące zobaczyć, jak poradzi sobie z liderowaniem Jedności. Bo nie jest to polityk »kryzysowy«. Jego plusem jest fakt, że jest bardzo dobrze oceniany przez społeczeństwo, bo uzyskał ogromne doświadczenie pracując poza Łotwą. Ale jednocześnie jest to jego wielka słabość. Czasami można odnieść wrażenie, że nie wystarczająco rozumie problemy, z którymi styka się Łotwa. Był tak długo poza krajem, że z jednej strony pozwoliło mu to pozostać »czystym« w oczach społeczeństwa, ale jednocześnie ma on bardzo duży dystans do codziennych problemów społeczeństwa. Ponadto sam stwierdził, że jeśli nie uda mu się zwiększyć popularności Jedności do co najmniej 10% w grudniu 2016 roku, to poda się do dymisji. To jest raczej dziwne podejście, odnoszę wrażenie, że nawet nie jest zainteresowany tym, by walczyć” – w ten sposób oceniła Piebalgsa w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Simona Gurbo.

Szanse Smiltēnsa

Edvards Smiltēns. Zdj. Vienotība

Edvards Smiltēns. Zdj. Vienotība

Ciekawą postacią jest również Edvards Smiltēns, który z mało znanego polityka, stał się jednym z głównych rozgrywających w partii. Co prawda może mu zaszkodzić fakt, że przez wiele osób jest widziany jako protegowany poprzedniej przewodniczącej. Piebalgs, rozumiejąc jego siłę, od razu zaproponował, by został wiceprzewodniczącym Jedności. „Jestem pewny, że jest on największym zwycięzcą w procesie wyborów na przewodniczącego Vienotīby. Pokazał, że nie jest politycznym młodzikiem, ale rzeczywistym politykiem z wysokimi ambicjami i dobrymi umiejętnościami w prowadzeniu spraw publicznych. Wierzę, że zrobi dobrą karierę polityczną i może być kandydatem raczej na wyższe pozycje rządowe” – mówi Rajevskis. „Smiltēns jest młody i właśnie zaczął swoją karierę polityczną. Jest całkiem wpływowy w parlamencie i najprawdopodobniej taki będzie dalej. Jest bardzo popularny w regionach, w spotkaniach z lokalnymi ludźmi, także w regionalnych grupach partyjnych, i to jest prawdopodobnie przyczyna, dla której Piebalgs mianował go swym zastępcą” – wyjaśnia politolożka Simona Gurbo. Nie zgadza się jednak z tezą, że Smiltēns będzie odgrywał większą rolę w życiu partyjnym. Nie jest też na tyle mocny, by spróbować założyć nową organizację.

Co z frakcją liberalną?

Piebalgs zrobił dobry ruch, mianując Smiltēnsa wiceprzewodniczącym ugrupowania. Ale kompletnej marginalizacji w wyborach uległa tzw. frakcja liberalna Jedności, która w grudniu 2015 roku sprzeciwiała się mianowaniu Solvity Āboltiņi premierem. Żaden z przedstawicieli frakcji nie został w czerwcu członkiem zarządu Jedności. Zabrakło głosów, by wybrać tam byłą premier Laimdotę Straujumę czy socjalliberalnych polityków rosyjskiego pochodzenia Aleksieja Łoskutowa i Andrieja Judina. „W mojej opinii Āboltiņa zrobiła wszystko, by zmarginalizować tych ludzi. Czyniąc z tych osób kozłów ofiarnych własnych błędów, obgadując ich w prasie i na publicznych spotkaniach. Nawet podczas mowy na kongresie partyjnym nie oszczędziła sobie rewanżu” – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim młody polityk Jedności, związany z partyjnymi liberałami, Krišjānis Bušs. „Tak, sądzę, że to jest pewne zagrożenie dla Jedności, ponieważ wielu naszych wyborców, głównie w Rydze, jest bardziej liberalnych i nie wsparłoby partii bez jej liberalnego skrzydła. To może być także zagrożeniem dla agendy Piebalgsa, bo bez liberalnej frakcji Āboltiņa ma większość w zarządzie” – wyjaśnia Bušs. Nieco inne podejście do marginalizacji liberałów ma Andris Ārgalis. „Nie uważam, by tak zwana »frakcja liberalna« była zmarginalizowana po wyborach do zarządu Vienotīby. Najlepszym dowodem jest to, że zarząd zdecydował o tym, by zatrzymać w partii Ilze Viņķele i Lolitę Čigāne, pomimo faktu, że wielu członków Jedności domagało się ich wykluczenia z partii za postawę w trakcie kryzysu rządowego. »Frakcja liberalna« wciąż jest obecna na partyjnych spotkaniach i nie widzę, żeby byli zmarginalizowani” – mówi Andris Ārgalis. To jest jednak dobra mina do złej gry, bo ani Čigāne, ani Viņķele, ani Judins czy nawet była premier Straujuma nie znaleźli się w zarządzie Vienotīby. Pytanie, czy to zwycięstwo Solvity Āboltiņi zza grobu nie będzie zarzewiem przyszłych konfliktów.

Można dyskutować i o tym, czy Jedność, targana sporami, między Piebalgsem a Smiltēnsem, między frakcją konserwatywną i liberalną, nie rozpadnie się za jakiś czas. Memento są sondaże, które wcale znacząco się przez dwa miesiące nie poprawiły. „Jeśli Jedność przejdzie przez kryzys i zdoła odzyskać zaufanie ludzi, nie sądzę, żeby się rozpadła. Osławione »skrzydło liberalne« Jedności jest całkiem racjonalne i wie, że nie uzyska wystarczającego poparcia konserwatywnego elektoratu” – mówi Simona Gurbo. Problem pojawi się wtedy, gdy takiego zaufania Jedność nie odzyska. Wtedy jest możliwe przechodzenie działaczy do innych partii.

Kto powie sprawdzam?

Pierwszym sprawdzianem nowego kierownictwa będzie to, jak kształtować się będą sondaże popularności partii politycznych w 2016 roku. Na razie rejting Jedności nie wzrósł na tyle, by można było mówić o efekcie nowości. Poważnym testem będą wybory samorządowe, zarówno w Rydze, gdzie Vienotība od lat walczy z burmistrzem Uszakowem, jak i w mniejszych ośrodkach. – Naszym celem jest zwiększenie reprezentacji samorządowej o 10% – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu sekretarz generalny Jedności Artis Kampars. Z kolei Andris Piebalgs w rozmowie z naszym portalem stawia uzyskanie 20% poparcia jako cel Vienotīby na 2018 rok. Chodziłoby zatem o to, by po prostu powtórzyć wynik sprzed dwóch lat. I to jest zadanie Jedności na dziś. Zadanie dla przewodniczącego Piebalgsa, ale także dla wszystkich członków partii. Czy z wynikiem głosowania fifty-fifty na przewodniczącego, osłabioną i sfrustrowaną frakcją liberalną, a także niejasnym przekazem Jedności uda się powrócić do dawnej chwały?

 

Zdjęcie tytułowe: Delegaci na nadzwyczajny zjazd partii. Zdj. Vienotība

Polub nas na Facebooku!