Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Sieć łotewskich restauracji Lido planuje ekspansję w Niemczech

W maju bieżącego roku pojawiły się w Berlinie pierwsze dwie restauracje łotewskiej sieci „Lido” – dobrze znanej Łotyszom i Estończykom. Teraz firma planuje ekspansję na terenie niemieckiej stolicy, a może później w innych regionach. W ciągu 2-3 lat ma powstać kolejnych 15 filii tej restauracji działającej w Berlinie pod nazwą „Kirsons”. Właściciel Gunārs Ķirsons zapowiedział to na początku września w rozmowie z łotewską agencją LETA. „Lido” planuje jednak także otwarcie kolejnych lokali w innych krajach europejskich.

Otwarcie restauracji Kirsons w Berlinie. Zdj. Lido.

Otwarcie restauracji Kirsons w Berlinie. Zdj. Lido.

W maju 2016 roku nie odbyło się bez polityki. Gdy otwierano w Berlinie pierwsze dwie restauracje – w centrum handlowym Alexa i obok Checkpoint Charlie przy Charlottenstraße – uroczystość postanowił zaszczycić swą osobą sam burmistrz Rygi Nił Uszakow. Chodziło o pokazanie, że polityk troszczy się o łotewski biznes i jego ekspansję w Europie. Oprócz Uszakowa w restauracjach w Berlinie stawili się ambasador Łotwy Elita Kuzma i były prezydent Valdis Zatlers. Podczas uroczystości otwarcia, uświetnionej występem muzykantów z Łotwy, burmistrz Rygi wręczył właścicielowi „Lido” klucz do miasta Rygi. Z kolei ambasadorka Kuzma zwróciła uwagę na fakt, że Niemcy są już trzecim co do wielkości partnerem Łotwy w handlu zagranicznym, a otwarcie restauracji jest kolejnym elementem w relacjach handlowych obu państw.

Na stronie facebookowej „Kirsons Berlin” widać, że Łotwa na trwale zadomowiła się nad Szprewą. Restauracja w tej sieci społecznościowej reklamuje łotewski kwas, zupę z kurek z wędzonym mięsem, krem waniliowy z owocami leśnymi. Jednak z okazji półfinału Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej restauracja nagięła się także do gustów niemieckich. Za 3,90 euro można było w lipcu zamówić sobie „Fan-Angebot”: domowej roboty bałtycki wurst, łotewską saueurkraut i do tego pieczone kartofle. – Leckerei – odpowie każdy Niemiec. Z kolei podczas letnich upalnych popołudni można było w Berlinie skosztować łotewskiego chłodnika za 2,80 euro. Latem z „Kirsonsem” dało się także polecieć do Nadbałtyki: wystarczyło zamówić deser ze śmietany i owoców leśnych, by otrzymać dwudziestoeurowy bon na zakup biletu do Rygi, Tallinna czy Wilna. Promocja trwała do 15 września.

Dziś w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim menadżer „Lido” ds. public relations Līna Lisnere opowiada z czego wzięły się początki współpracy z Niemcami. – W 2015 roku Łotwa była krajem partnerskim na Międzynarodowym Zielonym Tygodniu w Berlinie, który jest uznanym na świecie pokazem przemysłu żywieniowego, rolnictwa i ogrodnictwa. „Lido” wzięło udział w wydarzeniu jako główny caterer. W evencie wzięły udział tysiące gości i ich reakcja na naszą ofertę była zdecydowanie pozytywna. Już wcześniej Gunārs Ķirsons rozpatrywał ideę poszerzenia biznesu poza granice krajów bałtyckich, szczególnie do Niemiec. – Ta idea wynikła z tego, że Niemcy i Łotysze powiązani są długą historią, która trwała setki lat, co dało naszym kulturom wiele cech wspólnych, włączając w to podobną kulturę żywienia – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu Līna Lisnere.

Parę miesięcy trwały przygotowania do otwarcia dwóch restauracji w Berlinie. Jak mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Līna Lisnere Berlin wybrano ze względu na wielki i dynamiczny rynek, który nie obawia się nowych smaków. – Zastanawialiśmy się nad regionem Bawarii, który prawdopodobnie ma nawet więcej wspólnych tradycji kulinarnych z Łotwą. W Niemczech cateringowcy mówią: „jeśli uda się w Berlinie, uda się w całych Niemczech” – mówi Līna Lisnere. Więc start w stolicy. Oprócz dwóch restauracji „Lido” otworzyło w Berlinie miejsce do produkcji żywności, które jest stworzone nie pod dwie restauracje, ale ponad dwadzieścia. – Ale pierwszym zadaniem „Lido” jest zacząć nasz biznes od istniejących już restauracji „Kirsonsa”, przyciągać coraz więcej konsumentów, zwiększyć rozpoznawalność naszej marki, a wtedy będziemy w stanie zaplanować nowe lokalizacje – precyzuje w rozmowie z Przeglądem menadżerka „Lido”.

Obecnie trwa badanie rynku i możliwe, że za jakiś czas „Kirsons” pojawi się w Szwajcarii i Austrii, które mają podobne gusta kulinarne do Niemiec, a także w Skandynawii. – Na razie nie mamy jednak żadnych potwierdzonych planów czy podpisanych kontraktów – zastrzega Līna Lisnere.

Otwierając nowe restauracje w Berlinie, lidowcy chcieli pozostawić taki sam klimat i taki sam jadłospis jak w krajach bałtyckich. – Obecnie nasze menu w Berlinie jest prawie identyczne jak w Łotwie. Miło nam zobaczyć, że niemieccy klienci często wybierają typowe łotewskie dania jak aukstāzupa (łotewski chłodnik z buraków) czy maizeszupa (zupa chlebowa, słodki deser z chleba i bitej śmietany). Jednocześnie wcale nie zamykamy się na niemieckie dania w naszej ofercie. Będziemy słuchać feedbacku naszych konsumentów i robić odpowiednie zmiany – deklaruje w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Līna Lisnere.

W dwie filie w Berlinie „Lido” zainwestowało 3 miliony euro. „Lido” jest największą siecią łotewskich restauracji – posiada ich 11 na Łotwie i 3 w Tallinnie. Codziennie we wszystkich restauracjach w obu bałtyckich stolicach obsługiwanych jest 30 tys. klientów. Do tego należy doliczyć dwie berlińskie knajpy oraz fabrykę przeróbki mięsa, browar i cukiernię w Rydze. W 2015 roku obroty  przedsiębiorstwa wyniosły prawie 34 miliony euro, zaś zysk – ponad 1,2 miliona euro. Historia „Lido” sięga końca lat osiemdziesiątych, jeszcze czasów Łotwy Sowieckiej. Gunārs Ķirsons był jednym z pierwszych łotewskich przedsiębiorców, którzy – by użyć słów Lecha Wałęsy – „wzięli sprawy w swoje ręce”. Dla Kirsonsa mówi nasza rozmówczyni, ważne było, by założyć restaurację „dla ludu”, miejsce, gdzie mogą zjawić się wszyscy i dobrze zjeść niezależnie od narodowości, wieku, poziomu bogactwa. I rzeczywiście ceny w „Lido” są konkurencyjne, także na niezbyt zasobną kieszeń polskiego turysty w Rydze.

Ciekawa jest także biografia Ķirsonsa. Na Łotwie pojawił się dopiero w 1959 roku z rodziną, która wróciła właśnie z sowieckiej zsyłki. Pracował jako stolarz, ślusarz, później barman w restauracjach „Ruse” i „Ščecina” (ten drugi lokal nazwano tak z powodu trwającego w czasach sowieckich partnerstwa miast Rygi i Szczecina). Kooperatywę „Lido” założył w 1987 roku, przez cztery lata był jej dyrektorem. Pierwszy bar „Lido” powstał przy Lāčplēša iela w Rydze. W 1991 roku Ķirsons został właścicielem „Lido”.

Właściciel sieci knajp próbował także sił w sporcie – rzucie oszczepem, dżudo, sambo. W 2009 roku został prezesem Łotewskiej Federacji Dżudo. Jest zatem fighterem. Czy zawalczy o trwałą obecność marki na rynku niemieckim?

 

Zdjęcie tytułowe: Restauracja Kirsons w Berlinie. Zdj. Lido.

Polub nas na Facebooku!