Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Gapšys: Dla dobrych stosunków z Rosją nie możemy poświęcić bezpieczeństwa narodowego

Partia Pracy (DP) od wyborów do litewskiego Sejmu w 2012 roku tworzy koalicję rządową wspólnie z Litewską Partią Socjaldemokratyczną (LSDP) oraz partią „Porządek i Sprawiedliwość” (TT). Podobnie jak Liberałowie, Partia Pracy również musiała dokonać zmian w kierownictwie: obecnie na jej czele stoi europoseł Valentinas Mazuronis. Jedno z haseł DP w tegorocznych wyborach brzmi „To, czego nie mogą inni”. Stanowisko partii w najważniejszych sprawach wyjaśnia w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim jej wiceprzewodniczący Vytautas Gapšys.

Przeczytaj także:  Vaisbrodas: Ruch Liberałów musi odzyskać zaufanie wyborców
Przeczytaj także:  Tomilinas: Nie mamy żadnych stereotypów antypolskich
Przeczytaj także:  Sysas: Daliśmy ludziom nadzieję, że niesprawiedliwość zostanie naprawiona
Vytautas Gapšys

Vytautas Gapšys

Vytautas Gapšys jest prawnikiem, z Partią Pracy związany jest od 2004 roku, był asystentem eurodeputowanego DP Wiktora Uspaskicha, szefem organizacji młodzieżowej i sekretarzem generalnym. Obecnie pełni funkcję pierwszego wiceprzewodniczącego. Od 2008 roku zasiadał w Sejmie, w latach 2012-2013 był jego wiceprzewodniczącym. W lipcu 2016 roku zrzekł się mandatu w związku z podejrzeniem przyjęcia łapówki od jednego z litewskich koncernów.

Muszę zacząć od najbardziej kontrowersyjnej kwestii: z powodu zarzutów korupcyjnych zrezygnował pan z mandatu poselskiego. Niemniej jednak nie zrezygnował pan ze startu w wyborach, co oznacza, że nie wycofuje się pan z życia politycznego?

Nie widzę powodu, dla którego miałbym wycofywać się z działalności politycznej. Okres przedwyborczy u nas zawsze jest burzliwy. Postanowiłem umożliwić prokuratorom prowadzić swoje postępowanie. Mam jednak konstytucyjne prawo do udziału w wyborach i decyzja należy do wyborców. W swoim okręgu wyborczym spotykam się z dużym wsparciem. Staram się im to tłumaczyć, naturalnie, zadają oni wiele pytań. Jednak w demokratycznym społeczeństwie to prokuratorzy muszą udowodnić swoje zarzuty. Zdążyli oni już przedstawić swoje argumenty na forum komisji parlamentarnych, ale niczego nie udowodnili. Co potwierdza, że jest to sprawa polityczna.

Uważa pan, że zarzuty wobec pana są motywowane politycznie?

Proszę pomyśleć: chodzi o okres od września ubiegłego roku do stycznia, a sprawa została wszczęta w czerwcu. To całych pięć miesięcy – na co czekano? Jeśli coś na mnie mieli, powinni byli to pokazać. Zwykle jest tak, że w takie sprawy zaangażowanych jest więcej partii, ale te największe, „stare” partie są zwykle wyłączone. Kiedy zadajemy te pytania, nie dostajemy odpowiedzi. Ci, którzy odpowiadają za te sprawy tylko znacząco się uśmiechają: „No wiecie, może po wyborach coś się zmieni”. Rzecz jasna, nikt oficjalnie nie przyzna, że to sprawa polityczna. Ale zwykli ludzie zadają te same pytania. W przypadku Partii Pracy była już jedna sprawa i przed II turą wyborów zmieniono kwalifikację zarzutów. Ostateczna decyzja zapadnie zapewne w Sądzie Najwyższym, ale sąd apelacyjny stwierdził, że te zarzuty nie były umotywowane. Jednak wybory już się odbyły: w I turze wygraliśmy, ale w II dużo głosów straciliśmy. Można zatem sobie wyobrazić, jak bardzo negatywny miało to efekt. To pokazuje, że czas działania był odpowiednio dobrany. Teraz zaś minęło już kilka miesięcy od początku postępowania, ale przesłuchania posłów pewnie dopiero się zaczną. Co zrobiono do tej pory? Postępowanie tak naprawdę zacznie się tuż przed wyborami. Usłyszymy pewnie wiele interesujących historii.

Czy jest pan gotów wskazać osoby, które pana zdaniem stoją za tą sprawą? 

W przypadku spraw politycznych na Litwie nie można powiedzieć, że jest jedna zainteresowana osoba. Raczej jest tak, że jedna osoba coś inicjuje, inna osoba to wspiera, więc trudno kogoś wskazać. Nie wiem, jak zareagują socjaldemokraci. W innej sprawie – dotyczącej zamówień dla armii – prokurator generalny nie stawił się przed komisją parlamentarną. Oczywiście, ma on prawo odmówić odpowiedzi. Zwykle w takich sytuacjach staje się przed komisją i składa oświadczenie: nie mogę ujawniać faktów, ale mogę udzielić pewnych wskazówek itd. Ale nie mam na myśli tego, że to prokurator generalny jest osobiście zaangażowany. Jest nowy i może jeszcze wszystkiego nie kontroluje. Szczerze wierzę, że ma on dobre intencje i potrzebuje jedynie czasu, by to pokazać. Ale jest wielu polityków, którzy są w tych sprawach aktywni.

Jaki jest wasz pomysł na to, by powstrzymać spadek popularności partii, który widać w sondażach? 

To zależy, na jaki okres patrzymy. Najniższy poziom, jaki osiągnęliśmy to było ok. 6,7 proc., a obecnie jest to 9 czy nawet 10 proc. Nie jest to więc najniższe poparcie, choć może nie rośnie ono tak, jak byśmy chcieli. Oczywiście na dwa miesiące przed wyborami lepiej byłoby mieć 20 proc., a nie 9 czy 10. Najbardziej intensywna kampania jest jednak dopiero przed nami.

Czy jesteście zadowoleni ze swojej pracy w rządzie w ciągu ostatnich czterech lat? Czego nie udało się zrobić? 

Jest to oczywiście koalicja, co wymusza pewne kompromisy. Naszym głównym postulatem w ostatnich wyborach była płaca minimalna. Udało nam się ją częściowo podwyższyć. Ale podnieśliśmy również kwotę wolną od podatku dochodowego, więc w rzeczywistości ludzie dostali więcej pieniędzy. Biorąc to pod uwagę, można powiedzieć, że udało nam się ten cel zrealizować w 90 proc. Oczywiście mogliśmy to osiągnąć wcześniej i w całości, ale koalicjanci – w szczególności socjaldemokraci – mieli wątpliwości, walka toczyła się praktycznie o każdy budżet. Podnieśliśmy wynagrodzenia w sferze kultury, pomocy społecznej, nie tak wysoko, jak chcieliśmy, ale zrobiliśmy to. Jeśli chodzi o emerytury to udało nam się zrekompensować je tym, którzy stracili na skutek cięć w czasie kryzysu. Ta sprawa jest już niemal zakończona. W przyszłej kadencji chcielibyśmy zająć się problemem podwyżek emerytur, tak aby uniknąć pogłębiania nierówności: w pierwszej kolejności należy podnosić najniższe emerytury, a dopiero potem te wyższe. Nie udało nam się tego zrobić do tej pory, ale trzeba też brać pod uwagę stanowisko Sądu Konstytucyjnego, który ma ostatnie słowo w sprawie zgodności z konstytucją tych regulacji. Będziemy musieli znaleźć jakieś rozwiązanie. Trzeba zrozumieć, że nie mamy pieniędzy na przeprowadzenie dużej reformy, więc robimy, co możemy – krok po kroku – ale posuwamy się naprzód. Pozostaje również kwestia wzrostu cen artykułów spożywczych. To, co chcemy zrobić to utrzymać podstawową stawkę VAT 21 proc., ale obniżyć VAT na artykuły pierwszej potrzeby.

Na pewno wyzwaniem pozostaje demografia. Czy planujecie działania mające na celu zachęcanie ludzi do powrotu na Litwę lub zachęcające do pozostania na Litwie?

Według nas najważniejszym czynnikiem są dochody. Mówimy o tym, jak podnieść dochody i to jest według mnie najważniejsza metoda. Ci którzy pozostają za granicą mówią o korupcji czy o możliwości prowadzenia biznesu, jednak gdy wracają i zdają sobie sprawę, że minimalne wynagrodzenie jest czterokrotnie niższe niż w Wielkiej Brytanii, dochodzą do wniosku, że jednak najważniejsza jest wysokość zarobków, a nie np. warunki do prowadzenia biznesu. To również jest ważne i tym również się zajmujemy, konsultujemy się z koncernami, średnimi i małymi przedsiębiorstwami, co należy usprawnić, mamy w naszym programie propozycje dotyczące reinwestycji. Nie wydaje mi się jednak, żeby było to dla nich najistotniejsze. Założenie firmy na Litwie jest całkiem łatwe, dużo trudniej jest zamknąć biznes. Nie myślę więc by był to problem. Oczywiście dyskutujemy w ramach partii na przykład o wysokości kapitału potrzebnego do założenia spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Najważniejsza pozostaje jednak wysokość zarobków. Wiele już udało się zrobić: w 2015 roku średnie wynagrodzenie wzrosło o ponad 8 proc. Ekonomiści zgadzają się, że głównym czynnikiem, dzięki któremu udało się to osiągnąć było podniesienie wynagrodzenia minimalnego. W tych wyborach prawie wszystkie ugrupowania umieszczają w programach jako cel wzrost średniego wynagrodzenia. Do tego nie ma jednak bezpośrednich narzędzi. Konieczne jest podniesienie płacy minimalnej. Można również wymóc poprzez kodeks pracy, że płaca minimalna jest obowiązkowa w przypadku najniżej wykwalifikowanych, rozpoczynających pracę itd., natomiast lepiej wykwalifikowani muszą zarabiać więcej. To też jedno z kryteriów, które może mieć wpływ, choć nie bezpośredni.

Czy popieracie przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej i zwiększenie wydatków na obronność? 

Mamy nasze zobowiązania wynikające z członkostwa w NATO – 2 proc. PKB na obronę – i powinniśmy to osiągnąć. Obrona to sprawa, w której możesz oczywiście polegać na twoich partnerach. Niemniej jednak – nawet jeśli osiągniemy poziom 2 proc. – będziemy musieli polegać na partnerach. Biorąc pod uwagę wszystkie liczby, wyposażenie, siły zbrojne, pozostaniemy małym krajem, nawet z tymi 2 proc. PKB. Ale osiągając ten cel, wypełniając swoje zobowiązanie, pokazujesz swoim partnerom, że jesteśmy razem i że działamy według naszych możliwości. Mamy wtedy większe moralne prawo, by rozmawiać ze Stanami Zjednoczonymi, Polską i innymi krajami, na przykład gdy chodzi o misję ochrony przestrzeni powietrznej. To jest koszt dla Polski, USA, Portugalii i innych państw. Mogą oni kiedyś zapytać: my wydajemy 1,8 proc., a wy tylko 1,5 proc. i my musimy wysyłać misję powietrzną – dlaczego? Jeśli mamy takie zobowiązanie, to musimy je wypełnić. Wiele udało się zrobić, nie zawsze dobrze, co pokazują skandale związane z zakupami sprzętu dla wojska. Najlepiej byłoby nie mieć powodu do wykorzystania wyposażenia wojskowego w rzeczywistym działaniu. Ale jeśli spojrzymy na sytuację geopolityczną wokół nas, to posiadanie dobrze przygotowanego personelu wojskowego jest konieczne. Przywróciliśmy pobór i odbywa się w zasadzie normalnie. Myślę, że w ciągu kilku lat będzie to właściwie zorganizowane. Nie jest to chyba zły pomysł, szczególnie ze społecznego punktu widzenia: kiedy młody człowiek idzie do wojska, może później lepiej zdecydować, jakie podjąć studia, może odnaleźć nowe perspektywy w wojsku, może poznać jakieś kwestie techniczne itp. Patrząc z punktu widzenia rządu, utrzymanie poboru jest dosyć drogie: trzeba tych ludzi wyposażyć, ubrać, utrzymać. Ale ma swoje dobre strony.

Wspomniał pan kwestie geopolityczne. Czy widzi pan możliwość odbudowy stosunków z Rosją? Jakie warunki powinny być do tego spełnione? 

Rozumiemy, że jesteśmy częścią Unii Europejskiej. Jeśli brać pod uwagę tylko nas samych: z jednej strony mamy 3-milionowy kraj, z drugiej – 140-milionowy z własnymi koncepcjami geopolitycznymi. Dlatego właśnie jesteśmy członkami UE i NATO. Jako partia chcielibyśmy mieć jak najlepsze stosunki z naszymi sąsiadami, Polską, Białorusią, Rosją. Ale dla dobra tych stosunków nie możemy poświęcać naszej suwerenności i bezpieczeństwa narodowego. Traktujemy to jako zasadę. Bezpieczeństwo narodowe ma najwyższy priorytet. Jeśli zachowując te priorytety możemy mieć dobre stosunki – wtedy jesteśmy gotowi do poszukiwania możliwości rozmowy. I według nas UE powinna podążać w podobnym kierunku. Oczywiście, widzimy jakie sygnały płyną na przykład z Francji czy krajów Europy Południowej, które są oddalone od Rosji i które chciałyby czasem prowadzić swoją własną politykę. Rozumiemy to, to są suwerenne kraje i mają wybór. Próbujemy jednak z nimi rozmawiać: jeśli macie swoje własny interesy narodowe – spróbujmy to pogodzić i szukać wspólnego interesu europejskiego, spróbujmy to zrównoważyć. Wiadomo, że sankcje nie mogą trwać bez końca. Na przykład USA po wielu dziesięcioleciach zmieniły politykę wobec Kuby. Łatwiej jest utrzymywać sankcję wobec kraju, który nie jest sąsiadem. Tymczasem z punktu widzenia naszej gospodarki sankcje wobec Rosji są problematyczne. Nasza prezydent powiedziała, żeby szukać innego rynku, co nie wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Oczywiście powinniśmy dywersyfikować handel, ale jeśli najpierw jest to Rosja, potem – jakiś inny kraj, wtedy możliwości się kurczą. Powtórzę więc: suwerenność i bezpieczeństwo narodowe ma najwyższy priorytet, ale liczą się też nasze interesy i musimy mieć dobre stosunki ze wszystkimi sąsiadami.

Muszę zadać na koniec pytanie o stosunki z Polską. Jak je ulepszyć? O ile wymagają one poprawy?

Poprawa jest potrzebna. Rozmawiałem na ten temat z naszą przewodniczącą parlamentu, która jeździła z wizytami do Polski i sama przyjmowała polskie delegacje. Kiedy zasiadamy do jednego stołu nie ma żadnych sprzeczności. Są pewne skomplikowane sprawy i czasem trudno nawet zrozumieć, kto je inicjuje, czy to tylko kwestia paru osób, które czegoś się domagają, czy też jest to sprawa ogólnokrajowa. Oczywiście rozumiemy, że Polska zawsze będzie starała się bronić mniejszości polskiej na Litwie. Co jest zupełnie normalne, bo tak samo my będziemy bronić litewskiej mniejszości w Polsce czy w Rosji. To całkiem naturalne i być może nawet moglibyśmy w tych sprawach współpracować. Mamy w naszym porządku dnia pewne pytania dotyczące sprawy pisowni nazwisk. W naszej partii poglądy wobec tej sprawy rozkładają się mniej więcej pół na pół. Ja osobiście głosowałem w poprzedniej kadencji za oryginalną pisownią nazwisk w dokumentach. Mówię otwarcie, że będę głosował tak samo jeszcze 10 czy 20 razy, jeśli będzie trzeba. I robię tak nie z powodu polskiego punktu widzenia, ale czysto ludzkiego punktu widzenia, z punktu widzenia praw człowieka. Czy to rzeczywiście najpoważniejszy problem na Litwie, że ktoś chce mieć literę „w” w swoim nazwisku? Nie widzę żadnego problemu. Podejrzewam, że co najwyżej kilkaset osób będzie zmieniać sobie dokumenty. To jest problem dla Litwinek, które wychodzą za cudzoziemców. A teraz sądy orzekają na ich korzyść. Co oznacza, że technicznie nie ma żadnego problemu. Politycznie mamy problem ze sposobem myślenia. Jesteśmy małym krajem, więc zachowanie języka to dla nas czasem kwestia dumy. Lubię historię, dużo czytam na ten temat. Ale jeśli spojrzeć na Polskę i Litwę na przykład w XIV wieku – to były zupełnie inne państwa niż dziś. Nie było narodowości w dzisiejszym rozumieniu – to XVIII-XIX-wieczna koncepcja. A kiedy dziś Białoruś wykorzystuje symbol „Pogoni” u nas niemal wybucha skandal. Historia niech zostanie historią, a my teraz zastanówmy się, co możemy z niej wynieść, rozmawiajmy o tym, ale nie mówmy, że to tylko nasza historia, że nie może to być historia także Białorusi czy Polski. Wyciągnijmy z tego to, co najlepsze, na przykład to jak udało nam się wspólnie przezwyciężać trudności i wzajemne spory. Wyciągnijmy z tego wnioski dla przyszłości, dla naszego bezpieczeństwa czy konkurencyjności w Europie. Mamy mniejszości, kontakty handlowe, wspólną granicę, współpracę kulturalną, miejmy więc wspólne inicjatywy gospodarcze, miejmy wspólne inicjatywy w dziedzinie bezpieczeństwa.

 

Zdjęcie tytułowe: Strona Partii Pracy na Facebooku.

Polub nas na Facebooku!