Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Tomilinas: Nie mamy żadnych stereotypów antypolskich

Litewski Związek Rolników i Zielonych (LVŽS) od niedawna należy do faworytów sondaży przedwyborczych. Liderem partii jest przedsiębiorca z branży spożywczej Ramūnas Karbauskis. Na czele listy wyborczej ugrupowania w nadchodzących wyborach do Sejmu stoi Saulius Skvernelis, który w latach 2014-2016 pełnił funkcję ministra spraw wewnętrznych w rządzie Algirdasa Butkevičiusa. O przyczynach popularności partii i propozycjach programowych mówi wiceprzewodniczący LVŽS Tomas Tomilinas.

Przeczytaj także:  Gapšys: Dla dobrych stosunków z Rosją nie możemy poświęcić bezpieczeństwa narodowego
Przeczytaj także:  Vaisbrodas: Ruch Liberałów musi odzyskać zaufanie wyborców
Przeczytaj także:  Sysas: Daliśmy ludziom nadzieję, że niesprawiedliwość zostanie naprawiona
Tomas Tomilinas

Tomas Tomilinas

Tomas Tomilinas jest politykiem i działaczem społecznym. Studiował politologię i administrację Unii Europejskiej. Od czasów studenckich zaangażowany w działalność Litewskiego Związku Rolników i Zielonych, kierował biurem eurodeputowanego LVŽS Broniusa Ropė, pełni funkcję wiceprzewodniczącego partii. Był również współtwórcą i koordynatorem różnych inicjatyw społecznych.

Litewski Związek Rolników i Zielonych w krótkim czasie zdobył dość wysoką popularność. Skąd, pana zdaniem, tak dobre wyniki?

Niedawna historia pokazuje, że przed każdymi wyborami następuje wzrost popularności różnych nowych partii. Tym razem nie pojawiła się żadna nowa partia. Ale nadal poszukiwano alternatywy dla partii tradycyjnych i wybór tym razem padł na naszą partię. Od ponad 10 lat działamy w określonym kierunku, mamy stałe projekty, nie zabiegaliśmy o tę popularność w szczególnie kontrowersyjny sposób. Robimy to, co zawsze i w końcu ta praca przynosi efekt. Ważnym czynnikiem było też to, że zaprosiliśmy na nasze listy ludzi bezpartyjnych, liderów w różnych dziedzinach życia, jednym z naszych liderów jest były minister spraw wewnętrznych Saulius Skvernelis. Jego przyjście było sygnałem, że partia ma poważne ambicje. Wzrost popularności można było już odnotować pod koniec ubiegłego roku. Jako główny powód wskazałbym długą, konsekwentną pracę.

Jakie były kryteria doboru kandydatów? Czym kierowała się partia zapraszając konkretne osoby na listę?

Każda partia kieruje się tym samym, to nie jest żadna wyjątkowa strategia. Każda partia zaprasza znane osoby, ludzi których zna społeczeństwo. To kryterium jest bardzo pragmatyczne. Ale jasne jest, że bardzo ważna jest przejrzystość, brak skandali korupcyjnych, o to zawsze się troszczymy. Jest sporo ludzi, którzy nie są w polityce, ale mogliby być w polityce. Tradycyjne partie mają wąskie grono ludzi, którzy jedynie zmieniają się na swoich pozycjach. Mają mocną konkurencję wewnętrzną, ale nowi ludzie nie trafiają do tej „najwyższej ligi”. Tymczasem ci nowi ludzie, którzy trafiają na naszą listę, mają więcej szans, choć nie mają dotąd doświadczenia politycznego. Staramy się tych ludzi zapraszać do polityki w sposób aktywny, dawać im pewne preferencje. Mają oni osiągnięcia w swoich dziedzinach, od praw człowieka, przez gospodarkę po ochronę zdrowia czy politykę społeczną.

A na ile ważna była zbieżność poglądów politycznych?

Zbieżność poglądów miała znaczenie, ale nie najważniejsze. Znaleźć ludzi o takich samych poglądach jest prawie niemożliwe. Poglądy są różne, są pewne podstawowe zasady, które łączą ludzi, ale poglądy na politykę ekonomiczną, społeczną czy kulturową mogą się różnić. Są pewne podstawowe poglądy związane z naszą partią, które są akceptowane, na przykład stanowisko w sprawie energetyki atomowej czy w sprawie konserwatyzmu kulturowego, który też cechuje naszą partię.

Czy nie macie obaw, że zapraszając ludzi z różnych środowisk, o różnych poglądach, będzie wam trudno utrzymać jedność po wyborach?

Rozumiemy, że jest takie ryzyko. Ale apelujemy do pewnych cech moralnych. Nawet ci ludzie, którzy mają osiągnięcia w swoich dziedzinach, przychodząc do partii też się uczą. Jeśli ktoś pracował całe życie w ochronie zdrowia, to nie ma stanowiska w sprawie energetyki jądrowej. Ale bardzo szybko zmienia stanowisko, kiedy poznaje argumenty partii. Te poglądy się zmieniają. Mamy oczywiście dyskusje wewnątrzpartyjne, są debaty. Bierzemy to pod uwagę, że niektórzy mogą odejść z partii po wyborach. Na Litwie jest jednak jasne, że jeśli ktoś zmienia partię co każde wybory, to jest to raczej problem moralny, a nie problem poglądów. Nie mamy też ambicji osobistych, na przykład nasz lider deklaruje, że nie będzie uczestniczył po wyborach w podziale stanowisk.

Będąc drugą co do popularności partią na pewno rozpatrujecie perspektywę wejścia do rządu. Czy już teraz widzicie potencjalnych partnerów? Albo czy z którymś konkretnym ugrupowaniem na pewno nie będziecie współpracować?

Deklarowaliśmy, że nie będziemy współpracować z Partią Pracy oraz Porządkiem i Sprawiedliwością – ze względu na to, że mają problemy ze skandalami korupcyjnymi i są partiami populistycznymi. O ile socjaldemokratów i konserwatystów można uważać za partie ideowe, to tych już nie.

Biorąc pod uwagę wasz możliwy udział w rządzie, czy macie już konkretne, priorytetowe dziedziny, którymi chcielibyście się zajmować?

Pod tym względem mamy dużo konkretów, to zaniedbane dziedziny, jak kultura, edukacja i częściowo ochrona zdrowia. Partie nie interesują się tymi sprawami. Dlatego deklarujemy, że chcemy zajmować się właśnie tym. Wiemy, że duże pieniądze są na przykład w rolnictwie i mamy doświadczenie w tym zakresie, ale nie ubiegamy się o to, by się tym zajmować. Bo wiemy – myśląc strategicznie – że właśnie te zaniedbywane dziedziny mają wpływ na rozwój kraju w długofalowej perspektywie. Deklarujemy, że będziemy starali się o zmiany w tych dziedzinach, także w ochronie środowiska czy rozwoju regionalnego. Naszym zdaniem powinno się nadać priorytet polityczny na przykład rozwojowi regionalnemu, bo w tej chwili kraj jest całkowicie scentralizowany.

A jeśli chodzi o bardziej konkretne propozycje w poszczególnych dziedzinach?

W przypadku kultury: poziom finansowania kultury jest bardzo niski, patrzymy na to z perspektywy europejskiej, widzimy, że ta sfera jest zaniedbana i zmiany są możliwe nawet bez bardzo dużych nakładów. Przeorientowanie priorytetów budżetu nie byłoby trudne. Jeśli chodzi o edukację: nasza orientacja jest bardziej społeczna, a zatem mniej rynku, sprzeciwiamy się prywatyzacji usług, opowiadamy się za bezpłatnymi studiami, zabiegamy o los małych szkół w regionach, sprzeciwiamy się ich zamykaniu. Jest problem finansowania rozmaitych instytucji przy Ministerstwie Edukacji, na które wydaje się więcej pieniędzy niż na wynagrodzenia dla nauczycieli. W tej dziedzinie nie będzie rewolucji, ale edukacja też będzie naszym priorytetem. Duży temat to polityka regionalna, o której już wspomniałem. W dziedzinie ochrony zdrowia mamy jasną strategię: będziemy akcentować kwestię profilaktyki, która obecnie na Litwie jest zaniedbana. Ogromnym problemem jest alkohol: tu chcemy stosować rekomendacje Światowej Organizacji Zdrowia, m.in. poprzez ograniczenie sprzedaży. Propozycją w skali makro jest wprowadzenie państwowego monopolu alkoholowego, tak jak w krajach skandynawskich. Liczymy, że można byłoby uzyskać w ten sposób 100 milionów euro do budżetu.

Czy fakt, że liderem listy został były minister spraw wewnętrznych oznacza, że partia będzie również kłaść nacisk na kwestie bezpieczeństwa, porządku publicznego?

Problemy w tej dziedzinie raczej nie są związane ze złą pracą organów ścigania. Odwrotnie: policja i prokuratura cieszą się dużą popularnością, mają dobre wyniki. Problemem są na pewno za niskie wynagrodzenia w tych służbach. Nasz program jest jednak zorientowany raczej na kwestie praw człowieka, na przykład problemem nadal są warunki w więzieniach, nadal funkcjonują sowieckie typy więzień. Podoba mi się pogląd naszego lidera, że pewne nie rozstrzygnięte kwestie nie wymagają wielkich pieniędzy, ale wystarczy zmienić ustawy. Jest też korupcja: potrzebne jest solidne ustawodawstwo antykorupcyjne. Szczególnego akcentu na kwestie bezpieczeństwa wewnętrznego jednak nie ma.

Czy zgadza się pan z poglądem, że jednym z głównych problemów Litwy jest demografia, spadek liczby ludności? Jak chcecie temu przeciwdziałać?

Zastanawiamy się obecnie nad kwestiami polityki prorodzinnej. System opieki socjalnej na Litwie jest dość rozwinięty, ale potrzebuje na pewno większego finansowania. Pytanie, skąd wziąć na to pieniądze. Nie jesteśmy populistami i nie obiecamy, że zwiększymy finansowanie o 100 proc. Myślimy o zmniejszeniu podatków dla rodzin wielodzietnych, ale w skali realnej, nie obiecujemy cudów. Na pewno jest kwestia pewnych preferencji i ulg dla tych rodzin. Jeśli chodzi o powroty emigrantów – żyjemy w zglobalizowanej Europie i nie ma tu jakichś efektywnych metod. Ekonomika musi się rozwijać, ogólny klimat w kraju musi się zmienić. Na pewno ludzie wyjeżdżają z powodu niskich wynagrodzeń. Tu mamy konkretne propozycje: państwo musi aktywnie uczestniczyć w dialogu między pracownikami i pracodawcami. Obecnie państwo się w to nie angażuje, pracodawcy mają silną pozycję, a związki zawodowe są zbyt słabe.

Czy widzicie jakieś wyzwania dla gospodarki? Czy według was jakieś obszary gospodarki były do tej pory zaniedbywane?

Jako partia „zielonych” już od dawna mówimy, że zaniedbany jest sektor „zielonej energetyki”. Niektórzy politycy mówią, że jest to zbyt drogie. Mamy jednak przykłady konkretnych samorządów – w którym rządzimy – które pokazują, że jest to w istocie tańsze. W tym sektorze można zrobić krok do przodu, ale potrzebna jest do tego wola polityczna. Mamy problem renowacji budynków i wysokich cen za ogrzewanie. Przy przejściu do ogrzewania biomasą cena powinna się zmniejszać. Istotne jest jednak zarządzanie – muszą się o to zatroszczyć samorządy, nie mogą tego robić firmy prywatne. Na potwierdzenie tego stanowiska mamy przykłady z naszych samorządów. Elektryczność można czerpać z wiatru, biomasy, słońca, potrzebny jest jednak system akumulacyjny. Dlatego popieramy budowę nowego bloku w elektrowni w Kroniach. Jeśli chodzi o renowację budynków – to też mogą zrobić wyłącznie samorządy.

Czy państwo litewskie powinno angażować się w próby zablokowania budowy elektrowni atomowej na Białorusi?

Przeczytaj także:  Litewski rynek energii jest niezależny – rozmowa z Rokasem Masiulisem

Państwo teraz raczej się w to nie angażuje. Według nas ten problem może być rozwiązany, budowa może zostać zablokowana, jeśli ten problem zostanie podniesiony na poziom dyplomatyczny. Powinniśmy wiązać dyskusję o sankcjach wobec Białorusi czy Rosji z tym pytaniem. Jeśli będziemy mówić tylko o kwestiach ochrony środowiska czy bezpieczeństwa – tego projektu nie da się zatrzymać. Od 10 lat jesteśmy zaangażowani w ten problem, według nas pozycja kraju powinna być w tej sprawie stanowcza. Myślimy o środkach dyplomatycznych, a także o blokowaniu dostaw energii, co jest trudną kwestią, bo wciąż jesteśmy związani z rosyjskim systemem energetycznym. Efektywnym środkiem jest dyplomacja na najwyższym szczeblu, na poziomie sankcji. Nasz europoseł interweniował w tej sprawie w Komisji Europejskiej, okazało się, że Komisja w ogóle nie zajmuje się tym problemem.

Czy oprócz sprawy elektrowni atomowej na Białorusi są inne kwestie, na które chciałby pan zwrócić uwagę w stosunkach litewsko-białoruskich?

Myślę, że Litwa, jak i Polska, jest bardzo konsekwentna jeśli chodzi o kwestię praw człowieka na Białorusi. Litwa różni się od Polski tym, że nie mamy tak liberalnego podejścia do problemu wiz dla Białorusinów. Myślę, że w tej sprawie powinniśmy zbliżać się do Polski. Polityka obrony zasad praw człowieka jest właściwa. Nie możemy iść na żadne kompromisy z Łukaszenką w tych dziedzinach. Więc najważniejsze kwestie to elektrownia w Ostrowcu i wizy dla Białorusinów – Białorusini muszą jeździć do Europy, Europa musi być otwarta dla nich. Społeczeństwo w ten sposób może przybliżać się do Europy.

Czy widzicie możliwość dialogu z Rosją, czy Rosja powinna spełnić jakieś warunki, aby przywrócić dobre stosunki litewsko-rosyjskie?

Nie wiem, czy jest sens mówienia o relacjach z Rosją poza kontekstem Unii Europejskiej. Jesteśmy częścią UE, nie może więc być żadnej osobnej polityki. Litwa popiera kontynuowanie sankcji, nie proponujemy żadnych zmian. Z Rosją musi rozmawiać mocny partner. Jak można rozmawiać z Rosją pojedynczo? Stawiamy na europejską kolektywność. Europa musi być mocnym uczestnikiem dialogu.

Czy wasza partia poświęca w swoim programie oddzielną uwagę kwestiom mniejszości narodowych?

Osobnego programu nie ma. Jesteśmy partią europejską, która z powagą podchodzi do kwestii praw człowieka i wartości europejskich. Zdania w partii w kwestiach dotyczących mniejszości są podzielone: część partii jest bardziej konserwatywna. Na ogół mówimy jednak, że stosunki z Polską nie muszą być wiązane z tymi kwestiami. Na pewno problem szkół jest dużo ważniejszy, niż problem pisowni nazwisk, bo to jest problem bardziej techniczny. Niektóre partie wykorzystują to na poziomie politycznym – my nie przywiązujemy do tego takie znaczenia. Co do szkół: jeżeli szkoły są likwidowane – i polskie, i litewskie – to jest problem. Nie powinno się zamykać szkół. Traktujemy to jako problem nie mniejszości, a ogólnolitewski. Jeżeli jednak będą się pojawiać inne problemy, jeśli jakieś partie będą podejmować jakieś kwestie antypolskie, to my nie będziemy się w to angażować.

A jeśli chodzi o stosunki z Polską w wymiarze międzypaństwowym – czy widzicie szanse rozwoju partnerstwa polsko-litewskiego?

Stawiamy na normalny dialog. Rozumiem, że są problematyczne sprawy związane z historią, czy obecne problemy na przykład pisowni nazwisk czy dwujęzycznych napisów. Tutaj są w partii różne stanowiska. Ale jeśli chodzi o partnerstwo, to całkowicie je popieramy i opowiadamy się za jego wzmocnieniem. Nie mamy żadnych stereotypów antypolskich. Jeśli chodzi o kwestie pisowni nazwisk – jesteśmy partią, która angażuje się w sprawy kultury i ważna jest dla nas ochrona języka litewskiego. Ale też w kontekście globalizacji, Polska nie jest tu problemem. Nie widzimy żadnego zagrożenia ze strony Polski. Nasza partia nie popiera liberalizacji w kwestii pisowni nazwisk. Mnie osobiście wydaje się, że ten temat powinien się wreszcie skończyć, bo nie ma on większego znaczenia. To nie wpływa na komfort życia. Trzeba wyjść poza te kwestie. W przypadku szkół jesteśmy przeciwko wprowadzaniu elementów rynkowych, które prowadzą do tego, że szkoły są zamykane, litewskie i polskie. Tu nie może być polityki narodowościowej, szkoły powinny być, dopóki są potrzebne ludziom. Nie widzimy tu zatem potrzeb do reformy, ani do lituanizacji.

 

Zdjęcie tytułowe: Strona partii na Facebooku.

Polub nas na Facebooku!