Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Wybory na Litwie: Konserwatyści wracają do władzy?

Rządzącym na Litwie od 2012 roku socjaldemokratom nie udało się powtórzyć dobrego wyniku z poprzednich wyborów. Pierwsze miejsce zajął Związek Ojczyzny-Litewscy Chrześcijańscy Demokraci, który z niewielką przewagą wyprzedził Litewski Związek Rolników i Zielonych. Zdaniem ekspertów najprawdopodobniej te dwie partie będą tworzyć nową koalicję rządową.

Przeczytaj także:  Wybory na Litwie: Rewolucji nie będzie

Wybory do litewskiego Sejmu odbyły się w minioną niedzielę, 9 października. Znane są już wyniki ze wszystkich obwodów. Po przejściowych problemach tuż po zakończeniu głosowania, wynikających z wadliwego działania systemu informatycznego, w niedzielę przed północą na stronie Głównej Komisji Wyborczej zaczęły się sukcesywnie ukazywać dane z kolejnych komisji wyborczych. W poniedziałek po południu było już jasne, że zwycięzcami zostali opozycyjni konserwatyści.

Spośród 141 posłów Sejmu Republiki Litewskiej 70 było wybieranych w oparciu o ordynację proporcjonalną w jednym okręgu wyborczym obejmującym cały kraj. Warunkiem udziału w dystrybucji mandatów było przekroczenie progu wyborczego: 5 proc. dla listy partyjnej i 7 proc. dla koalicji partii. Pozostałych 71 miejsc obsadzanych jest w wyborach większościowych w jednomandatowych okręgach wyborczych, gdzie do zdobycia mandatu potrzebne jest uzyskanie ponad 50 proc. głosów. W przypadku nieosiągnięcia wymaganej większości organizowana jest II tura z udziałem dwóch kandydatów z najlepszymi wynikami.

W trzech spośród 71 okręgów jednomandatowych wybory zostały rozstrzygnięte już w I turze: 2 mandaty uzyskała AWPL-ZChR, 1 mandat – TS-LKD. W pozostałych okręgach 23 października odbędzie się II tura. Weźmie w niej udział: po 42 kandydatów LVŽS i TS-LKD, 21 kandydatów LSDP, 12 kandydatów LRLS i 19 przedstawicieli innych ugrupowań lub kandydatów niezależnych.

Frekwencja w wyborach wyniosła 50,56 proc. To mniej niż cztery lata temu, gdy w wyborach wzięło udział 52,93 proc. uprawnionych do głosowania. Zdaniem ekspertów absencję wyborczą można traktować jako formę „głosu protestu”. „Połowa tych, którzy nie biorą udziału w wyborach, twierdzi że robi tak z powodu rozczarowania politykami” – wyjaśniała przed wyborami Ieva Petronytė, dyrektor Instytutu Społeczeństwa Obywatelskiego. Politolog Mažvydas Jastramskis z Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego (TSPMI) wskazuje, że duża część społeczeństwa jest niezaangażowana politycznie, nie interesuje się sprawami publicznymi i partyjnymi.

Redaktor agencji informacyjnej BNS Vaidotas Beniušis wskazuje, że frekwencja od lat utrzymuje się na podobnym poziomie. „Ta liczba nie jest zaskakująca. Głosowanie w 2012 roku miało większą frekwencję, ponieważ ludzie chcieli mocniej wyrazić swoje oburzenie z powodu polityki oszczędnościowej rządu po kryzysie roku 2009” – wyjaśnia dziennikarz. Jego zdaniem część wyborców zdecydowała się nie wziąć udziału w wyborach z powodu swego rozczarowania tym, że elita polityczna nie była w stanie właściwie odpowiedzieć na problemy społeczne, prowadzące do masowej emigracji zarobkowej.

Socjaldemokraci w odwrocie

Rządzący od 2012 roku (w koalicji z Partią Pracy oraz Porządkiem i Sprawiedliwością) socjaldemokraci zdobyli w okręgu wielomandatowym zaledwie 13 mandatów, a w okręgach jednomandatowych o miejsce w Sejmie będzie walczyć 21 ich przedstawicieli. To gorszy wynik, niż w wyborach w 2012 roku: wtedy LSDP zdobyła 18,37 proc. głosów, co przełożyło się na 15 mandatów. Ponadto 23 kandydatów LSDP wygrało wówczas w okręgach jednomandatowych. Pod koniec mijającej kadencji frakcja socjaldemokratów liczyła 40 posłów. Wyborczy wynik jest również gorszy niż przewidywały to sondaże: w ostatnim przed wyborami badaniu „Spinter tyrimai” na zlecenie portalu Delfi poparcie dla LSDP wyraziło 15,6 proc. ankietowanych.

Po podaniu wstępnych wyników głosowania, niekorzystnych dla socjaldemokratów, ich lider i premier Algirdas Butkevičius przyznał, że oczekiwania partii były większe. „Nie będę ukrywał i muszę podkreślić, że socjaldemokraci spodziewali się większego wsparcia ze strony wyborców, ale mogę zrozumieć i tych, którzy na nas nie głosowali. Muszę zauważyć, że po upadku wywołanym przez kryzys ludzie spodziewali się szybszych zmian w kierunku dobrobytu” – mówił szef rządu cytowany przez agencję informacyjną BNS. Butkevičius zadeklarował gotowość do wzięcia na siebie odpowiedzialności za rezultat partii, ale dopiero po zakończeniu II tury.

Politolog Ainė Ramonaitė (TSPMI) wskazuje, że szczególnie zaskakujący jest słaby wynik LSDP w okręgach jednomandatowych, co jej zdaniem mogło wynikać z aktywnie poprowadzonej kampanii przez Rolników i Zielonych, przy bierności socjaldemokratów. Jakie główne przyczyny porażki socjaldemokratów wskazują eksperci? „Seria skandali, utrata kontroli nad sytuacją polityczną i przyjęcie bardzo niepopularnej, zliberalizowanej wersji Kodeksu Pracy tuż przed wyborami” – krótko wylicza Mažvydas Jastramskis. Dziennikarka portalu Delfi Eglė Samoškaitė przypomina również o ujawnionym niedawno skandalu z zakupem sprzętu kuchennego dla armii: „Ten sprzęt był 8 razy droższy niż podobny asortyment na rynku. To było bardzo niekorzystne dla ministra obrony, który jest socjaldemokratą. I dla całej partii”.

Decydują rolę mógł odegrać wspomniany wcześniej Kodeks Pracy. Nowelizacja prawa pracy, przewidująca m.in. uelastycznienie zawierania i rozwiązywania umów została przyjęta przez Sejm w czerwcu br. przy protestach związków zawodowych. Nowemu prawu zarzucano, że jest korzystne wyłącznie dla pracodawców. „Prezydent Grybauskaitė odegrała swoją rolę, potępiając nowe prawo jako sprzyjające wyłącznie interesom biznesu” – tłumaczy Vaidotas Beniušis z BNS. Weto nałożone na nowelizację prawa pracy zostało jednak odrzucone przez Sejm we wrześniu br.

Nowe przepisy wchodzą w życie od 1 stycznia 2017 roku. Jak tłumaczy Eglė Samoškaitė: „Można sobie wyobrazić, że w kraju, gdzie mieszkańcy z reguły są zwalniani bez żadnego odszkodowania, standardy życia są raczej niskie, a emigracja jest głównym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego, ta reforma to było zbyt wiele”. Dziennikarka wyjaśnia, że według sondaży wyborcy socjaldemokratów nie byli gotowi do poparcia nowych przepisów, ale mimo to partia je podtrzymała. Efektem jej zdaniem jest dobry wynik Rolników i Zielonych: „To partia, która sprzeciwiała się Kodeksowi Pracy i mówiła o problemach społecznych. A socjaldemokraci mówili o sile roboczej, modernizacji, liberalizacji i większej ilości miejsc pracy w przyszłości”.

Konserwatyści wracają do gry

Po czterech latach spędzonych w opozycji Związek Ojczyzny ma nadzieję na powrót do władzy. W wyborach w 2012 roku zapłacili oni cenę za szereg niepopularnych decyzji podjętych w związku z kryzysem ekonomicznym, przede wszystkim cięć w wynagrodzeniach i świadczeniach społecznych. Cztery lata temu konserwatyści zdobyli 15,08 proc. głosów. Łącznie w tamtych wyborach uzyskali 33 mandaty. Obecnie są już pewni 20 mandatów zdobytych w okręgu wielomandatowym. Swój stan posiadania mogą zwiększyć dzięki dobrym wynikom w okręgach jednomandatowych.

Od czasu porażki w wyborach w 2012 roku wiele zmieniło się w TS-LKD. Andrius Kubilius, który w latach 2008-2012 pełnił funkcję premiera i odpowiadał za niepopularne decyzje w sferze polityki społeczno-ekonomicznej w 2015 roku ustąpił ze stanowiska lidera partii. Na jego miejsce wybrany został młody, zaledwie 34-letni eurodeputowany Gabrielius Landsbergis, wnuk Vytautasa Landsbergisa, pierwszego przywódcy niepodległej Litwy i honorowego przewodniczącego TS-LKD.

Partia zmieniła nie tylko lidera, ale również odmłodziła kierownictwo i odnowiła swój wizerunek. Wielu młodych działaczy znalazło się na czołowych miejscach na liście wyborczej w okręgu wielomandatowym, sięgnięto także po przedstawicieli środowisk eksperckich. Zmiany zostały dostrzeżone przez komentatorów. „Powiedziałabym, że Związek Ojczyzny zmienił swoją dotychczasową strategię wyborczą dość radykalnie, próbując zdobyć głosy młodzieży. I wydaje się, że raczej z sukcesem” – mówiła Przeglądowi Bałtyckiemu przed wyborami politolog Ainė Ramonaitė z TSPMI.

Dzień po wyborach, na konferencji prasowej, Gabrielius Landsbergis podzielił się z dziennikarzami swoimi spostrzeżeniami na temat wyników. Porażkę rządzących dotąd ugrupowań uznał za zasłużoną: „Litewskie społeczeństwo w miastach, na wsiach, w miasteczkach powiedziało, że nie życzy sobie więcej kryminalnej koalicji”.  – mówił Landsbergis, cytowany przez BNS, nawiązując do licznych skandali i afer w koalicji rządowej. Lider TS-LKD powiedział także, że wynik wyborów to również znak dla innych partii, że powinny przystąpić do wewnętrznej odnowy.

Na tej samej konferencji Landsbergis dał również wyraz swojej pewności, że konserwatyści wejdą w skład przyszłego rządu. Potwierdził, że jeszcze w powyborczą noc jego partia rozpoczęła negocjacje koalicyjne z innym opozycyjnym dotąd ugrupowaniem – Ruchem Liberałów. Dopuścił też możliwość tworzenia koalicji z Rolnikami i Zielonymi: „Programy Związku Ojczyzny i Rolników, szczególnie w części dotyczącej podatków, reorganizacji instytucji, edukacji, w wielu aspektach są ze sobą zgodne”. Landsbergis potwierdził również, że jest gotowy stanąć na czele rządu.

Nowe twarze w polityce

Plany konserwatystów mogą jednak pokrzyżować ich potencjalni partnerzy koalicyjni: Związek Rolników i Zielonych. Obie partie wprowadziły do II tury wyborów po 42 kandydatów, w niektórych okręgach dojdzie do bezpośredniej konfrontacji. O ile w dużych miastach – Wilnie i Kownie – tradycyjnie konserwatyści mogą liczyć na duże poparcie, o tyle mniejsze miejscowości i tereny wiejskie wydają się raczej sympatyzować z Rolnikami i Zielonymi.

Partia ta, której przewodniczącym jest jeden z najbogatszych litewskich przedsiębiorców, właściciel koncernu rolno-spożywczego Agrokoncernas Ramūnas Karbauskis, od kilku miesięcy notowała dobre wyniki w sondażach opinii publicznej.  Politolog Ainė Ramonaitė źródeł popularności partii upatruje m.in. w osobie Sauliusa Skvernelisa, popularnego polityka, byłego szefa policji i ministra spraw wewnętrznych, który zgodził się stanąć na czele listy wyborczej LVŽS.

„Drugą przyczyną jest to, że partia traktowana jest jako stosunkowo nowa, czyli świeża alternatywa dla rządzącej koalicji” – tłumaczy dalej Ramonaitė. „Po trzecie, partia z sukcesem przedstawiała swoje obietnice utworzenia rządu fachowców. I wreszcie, partia i jej lider Ramūnas Karbauskis prowadzili od dłuższego czasu dość udaną kampanię wyborczą, między innymi za pośrednictwem programów telewizyjnych” – dodaje politolog z Uniwersytetu Wileńskiego.

W tych wyborach Zielonym i Rolnikom udało się zwielokrotnić poparcie uzyskane cztery lata temu. Wówczas uzyskali zaledwie 3,88 proc. głosów i nie przekroczyli progu wyborczego. Udało im się jedynie wprowadzić do Sejmu jednego posła z okręgu jednomandatowego. W tym roku oprócz rozpoznawalnego i popularnego Skvernelisa na liście znaleźli się byli politycy innych ugrupowań, a także osoby działające społecznie, nie zaangażowane dotąd w politykę. „Apel Rolników oraz konserwatystów o nowe twarze w polityce był tym przekazem, który chętnie chcieli słyszeć wyborcy” – wyjaśnia Vaidotas Beniušis z agencji BNS.

Po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów Ramūnas Karbauskis wyraził nadzieję, że po II turze wyborów jego partia zajmie centralną pozycję w negocjacjach koalicyjnych. „Możliwy jest i taki wariant, że i socjaldemokraci, i konserwatyści dla dobra Litwy wejdą w jedną koalicję razem z nami” – mówił biznesmen na antenie telewizji LRT. Przewodniczący LVŽS zapowiedział także przeniesienie ciężaru siły politycznej z rządu na parlament. Już wcześniej Karbauskis jako kandydata na premiera wskazał Skvernelisa.

Karbauskis deklaruje, że chciałby tworzyć rząd profesjonalistów. Pytany zaś, czym chciałby się zająć w pierwszej kolejności po inauguracji nowego Sejmu odpowiedział, że jego priorytetem jest doprowadzenie do końca sprawy Kodeksu Pracy. Jego partia planuje się również zająć kwestiami edukacji, kultury i ochrony zdrowia. Sam Karbauskis chciałby jednak skupić się na pracy w parlamencie. Nie wyklucza przy tym pozostania w opozycji, jednak uważa, że partia powinna brać udział w tworzeniu większości rządowej: „Tak ułożyła się sytuacja, że po prostu nie mamy innego wyjścia” – tłumaczył Karbauskis, cytowany przez portal Delfi.

Ocalenie Liberałów, upadek Partii Pracy

Obok konserwatystów, Zielonych i Rolników oraz socjaldemokratów w Sejmie znajdą się również przedstawiciele Ruchu Liberałów, Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin oraz Porządku i Sprawiedliwości. Dla Liberałów znalezienie się w Sejmie i wynik (9,04 proc.) jest sporym sukcesem, ponieważ tuż przed wyborami sondaże pokazywały, że partia może mieć kłopoty z przekroczeniem progu wyborczego. Jest to również nieco lepszy wynik niż w 2012 roku (8,57 proc.).

„Skandal z Eligijusem Masiulisem, liderem Ruchu Liberałów, już dokonał poważnej zmiany w systemie partyjnym. Liberałowie byli uważani za potencjalnego zwycięzcę wyborów, a teraz znaleźli się na krawędzi pięcioprocentowego progu wyborczego” – tak przed wyborami tłumaczyła sytuację Liberałów Ainė Ramonaitė. W LRLS dokonano jednak zmian w kierownictwie partii, zaangażowano się w komunikację z wyborcami i jak pokazuje wynik głosowania partii udało się odbudować zaufanie elektoratu.

Na czele partii stanął mer Wilna Remigijus Šimašius, który jednak nie brał udziału w wyborach. Liderem listy został były mer Kłajpedy Eugenijus Gentvilas. Po podaniu wstępnych wyników polityk przyznał, że nie oczekiwał tak dobrego rezultatu. Przypomniał, że po ujawnieniu skandalu korupcyjnego w maju br., Liberałowie mogli spodziewać się dużo gorszego wyniku. „Musieliśmy zmobilizować się nie tylko sami, ale musieliśmy też zmobilizować naszych wyborców. Wydaje mi się, że nam się to udało” – przyznawał Gentvilas w wypowiedzi dla BNS. Dobry wynik partii stawia ją w pozycji potencjalnego partnera koalicyjnego. Gentvilas póki co zapowiedział rozpoczęcie negocjacji z konserwatystami w sprawie wzajemnego poparcia w II turze.

Znacznie gorzej niż Liberałowie wypadł Porządek i Sprawiedliwość, który z trudem przekroczył próg wyborczy (w 2012 roku partia uzyskała 7,31 proc. głosów). Liderem ugrupowania jest Rolandas Paksas, który w 2004 roku został odsunięty od stanowiska prezydenta. Paksas nie może w związku z tym kandydować w wyborach parlamentarnych i prezydenckich. Eksperci wskazują, że na słabym wyniku partii mogły zaważyć kolejne skandale korupcyjne ujawniane w czasie, gdy była ona częścią koalicji rządowej. W dzień po wyborach Paksas wziął na siebie odpowiedzialność za porażkę wyborczą i zapowiedział ustąpienie ze stanowiska.

W Sejmie nie znalazło się natomiast trzecie z ugrupowań tworzących koalicję rządową – Partia Pracy. Na ugrupowaniu tym ciążyła sprawa prowadzenia podwójnej księgowości, która na początku tego roku zakończyła się prawomocnymi wyrokami grzywny, m.in. dla lidera partii, europosła Wiktora Uspaskicha. Ten jednak formalnie nie pełni już funkcji przewodniczącego – od 2015 roku jest nim inny eurodeputowany Valentinas Mazuronis. Tuż przed wyborami zarzut przyjęcia łapówki usłyszał jego zastępca Vytautas Gapšys.

W czasie mijającej kadencji krytykowano niekompetencję niektórych z ministrów delegowanych do rządu przez Partię Pracy, a także Loretę Graužinienė – przewodniczącą Sejmu z tego ugrupowania. Graužinienė przegrała wybory w swoim okręgu jednomandatowym i zabraknie jej w przyszłym Sejmie. Podobnie jak Paksas, także Valentinas Mazuronis podjął decyzję o rezygnacji z przewodzenia partii.

Powyborcze scenariusze

Jeszcze przed wyborami wydawało się, że utworzenie kolejnej koalicji bez udziału Rolników i Zielonych jest mało prawdopodobne. „Związek Rolników i Zielonych na pewno będzie jednym z kluczowych graczy” – twierdziła Ainė Ramonaitė. „Spodziewałabym się centroprawicowej koalicji Związku Ojczyzny, Związku Rolników i Zielonych oraz Liberałów. Ale centrolewicowa koalicja socjaldemokratów, Rolników i mniejszych partii jest także prawdopodobna” – przewidywała politolog.

Po ogłoszeniu wyników wyborów najbardziej prawdopodobna wydaje się koalicja konserwatystów oraz partii Karbauskisa. Tego zdania jest m.in. Mažvydas Jastramskis: „Oczekuje się, że te dwie partie będą tworzyć koalicję, ale może dojść między nimi do spięć, ponieważ są teraz głównymi rywalami przed II turą” – twierdzi politolog. Ainė Ramonaitė jeszcze przed wyborami wskazywała, że zwolennikiem takiej koalicji może być prezydent Dalia Grybauskaitė, w której gestii leży powołanie premiera. „Może ona odegrać bardziej aktywną rolę w sytuacji, gdy nie będzie jednoznacznego zwycięzcy” – stwierdziła politolog.

Zdaniem Vaidotasa Beniušisa w koalicji Rolników i Zielonych może się znaleźć także miejsce dla Liberałów. Dziennikarz także jest zdania, że zwolennikiem centroprawicowej koalicji jest prezydent Grybauskaitė. „Ale ostateczna decyzja będzie należała do Rolników i Zielonych, którzy mówią, że przed II turą wszystkie opcje są otwarte” – twierdzi Beniušis. Ainė Ramonaitė dopuszcza z kolei również i inne możliwości (w zależności od ostatecznego wyniku), np. Zieloni i Rolnicy oraz LSDP i inna partia lub koalicja z udziałem Związku Ojczyzny, Liberałów i LSDP.

Powtórne głosowanie odbędzie się 23 października i od jego wyniku będzie zależało, która z dwóch partii: Zieloni i Rolnicy czy Związek Ojczyzny uzyska przewagę, co prawdopodobnie zdecyduje także, który z dwóch polityków: Gabrielius Landsbergis czy Saulius Skvernelis otrzyma misję powołania rządu. Według symulacji podziału mandatów przeprowadzonej przez Tomasza Otockiego z Przeglądu Bałtyckiego możliwe jest uzyskanie ostatecznie 45-50 mandatów przez Rolników i Zielonych oraz 30-35 przez Związek Ojczyzny.

Polacy – tylko AWPL

Reprezentująca polską mniejszość Akcja Wyborcza Polaków na Litwie-Związek Chrześcijańskich Rodzin dostała się do Sejmu z wynikiem 5,49 proc. głosów. Na AWPL-ZChR zagłosowało prawie 70 tys. wyborców. Cztery lata temu, gdy polska partia po raz pierwszy przekroczyła próg wyborczy, przy niemal 80 tys. głosujących uzyskała 5,83 proc. głosów. Tak jak wtedy przełożyło się to na 5 mandatów w okręgu wielomandatowym. Ponadto w poprzednich wyborach AWPL uzyskała dodatkowe 3 miejsca w okręgach jednomandatowych.

W niedzielnym głosowaniu korzystne dla polskiej partii rozstrzygnięcia zapadły w dwóch okręgach, gdzie kandydaci AWPL uzyskali mandaty już w pierwszej turze (w okręgach solecznickim i miednickim). Do II tury przeszło kolejnych dwóch kandydatów, ale najbardziej prawdopodobne jest uzyskanie jednego mandatu, co oznacza, że polskie ugrupowanie, mimo utraty 10 tys. wyborców, utrzyma obecny stan posiadania (8 mandatów).

Politolog dr Paweł Sobik, analityk Fundacji Pobliża, przypomina że rekordowy dla AWPL wynik – 110 tys. głosów – padł w 2014 roku w wyborach prezydenckich oddanych na lidera AWPL Waldemara Tomaszewskiego. „Miał on miejsce w ściśle określonej sytuacji geopolitycznej: tuż po aneksji Krymu i rozpoczęciu konfliktu zbrojnego na Wschodniej Ukrainie” – przypomina analityk.

Zdaniem Sobika AWPL w tym roku sprzyjało szczęście – niższa frekwencja wyborcza obniżyła wartość progu wyborczego, który trzeba było pokonać, a w podziale mandatów brało udział tylko 6 partii. „Tym samym, liczba głosów potrzebnych do uzyskania jednego mandatu była znacząco niższa niż w 2012 roku. AWPL-ZChR skorzystała na potknięciu Koalicji Antykorupcyjnej i Partii Pracy o próg wyborczy” – tłumaczy politolog.

Na całkowity wynik wyborczy AWPL-ZChR złożyły się zdaniem eksperta trzy czynniki: wybory z terenów okołostołecznych, z miasta Wilna oraz elektorat „rosyjski” partnerów koalicyjnych. „O ile wyborcy z rejonów wileńskiego i solecznickiego nie zawiedli, partii nie udało się zmobilizować takiej liczby wyborców w stolicy, która pozwoliłaby powtórzyć wyniki z ostatnich wyborów” – uważa Paweł Sobik. Jego zdaniem spór o akredytację szkoły Lelewela, czy stosunek partii do wydarzeń na arenie międzynarodowej nie okazały się w tegorocznych wyborach tak mobilizującymi elektorat kwestiami, jak zapewne spodziewali się działacze partii.

Kontrowersje zarówno na Litwie, jak i w Polsce budzi współpraca wyborcza AWPL z Aliansem (Sojuszem) Rosyjskim, kierowanym przez Irinę Rozową. „Bez głosów Rosjan nie udałoby się przekroczyć progu wyborczego” – wyjaśnia przyczyny tej współpracy Paweł Sobik. Przywołuje on przykłady Kłajpedy i Wisagini (miast z dużym odsetkiem ludności rosyjskojęzycznej), gdzie AWPL zdobyła blisko 6 tys. głosów – dokładnie tyle, ile wynosi jej przewaga nad wartością progu wyborczego. Ponadto rosyjski elektorat ma duże znaczenie w Wilnie. „Kalkulacja Waldemara Tomaszewskiego jest zrozumiała: lepiej zdobyć 5 mandatów z Rosjanami, poświęcając jeden na ich rzecz, niż licząc tylko na własne siły, znaleźć się pod progiem” – konkluduje Sobik.

Liderka Aliansu Irina Rozowa najprawdopodobniej uzyska mandat w Sejmie z listy AWPL w okręgu wielomandatowym. „Nie zajdzie więc, tak jak przed 4 laty, konieczność rezygnowania na jej rzecz z mandatu przez któregoś z wybranych posłów-Polaków” – przypomina Sobik. Ekspert jest zdania, że dla Rosjan start z list AWPL to żywotna kwestia – startując samodzielnie, nie mieliby szans na mandat. „Bez zmian ordynacji wyborczej trudno przewidywać rozejście się dróg AWPL-ZChR i Aliansu Rosjan. Na wystawianiu wspólnej listy wyborczej korzystają obie strony” – uważa analityk Fundacji Pobliża.

W tegorocznych wyborach Polacy startowali do Sejmu także z list innych partii politycznych oraz z ich poparciem w okręgach jednomandatowych. Jednak żadnemu z polskich kandydatów nie udało się uzyskać wyniku premiującego mandatem w Sejmie. Oznacza to, że jedyną polityczną reprezentacją polskiej społeczności w litewskim parlamencie pozostanie Akcja Wyborcza Polaków na Litwie.

 

Zdjęcie tytułowe: Gabrielius Landsbergis głosuje w wyborach. Zdj. Strona partii TS-LKD na Facebooku.

Polub nas na Facebooku!