Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Nie tylko Cmentarz Centralny. Szczecińskie nekropolie

Oprócz słynnego Cmentarza Centralnego w Szczecinie mamy mnóstwo poniemieckich cmentarzy, o których mało kto wie, nawet rodowici szczecinianie. Jest ich co najmniej 80. Skąd taka liczba? Rozrastający się szybko Szczecin w XIX i XX wieku wchłonął mnóstwo pobliskich miejscowości, w których oczywiście były cmentarze, czasem nawet po kilka. Ich los po II wojnie światowej był smutny.

Wszystkich Świętych i Zaduszki - cmentarze w regionie Morza Bałtyckiego

Nowi polscy mieszkańcy nie czuli się spadkobiercami dziedzictwa kulturowego szczecinian, do śladów niemczyzny odnosili się z pogardą bądź obojętnością. W ciągu powojennych lat wiele z dawnych szczecińskich cmentarzy, zwłaszcza na peryferiach miasta, zostało zapomnianych, zarosło krzakami i drzewami. Inne zamieniono na parki lub skwery i teraz już sami mieszkańcy Szczecina nie zawsze wiedzą, że dany park czy skwer to dawne miejsce pochówku. I tylko aleje drzew przypominają, że były tu cmentarze.

Cmentarz z pięknym widokiem

Warto odwiedzić cmentarz rozciągający się w dzielnicy Stołczyn, przy ulicy Nehringa. Mało kto o nim wie, a przecież to najładniej położony cmentarz w całym Szczecinie: leży wysoko, na nadodrzańskiej skarpie. Widać stąd taflę Jeziora Dąbie i porośnięte lasem wyspy oddzielające jezioro od Odry. Coś pięknego!

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Cmentarz dla mieszkańców wsi Stołczyn powstał zapewne w połowie XIX wieku. Po II wojnie światowej, do 1949 roku, swoich zmarłych chowali tu polscy osadnicy. Potem popadł w zapomnienie: poniemieckie nagrobki poprzewracano, teren porósł chaszczami, złaziły się tu na libacje miejscowe pijaczki. Dopiero pod koniec XX wieku radny ze Stołczyna, Marek Bączkowski, rzucił pomysł doprowadzenia cmentarza do porządku. Krzaki wycięto, ustawiono ławki, podniesiono obalone nagrobki, ciała 10 pochowanych tu Polaków ekshumowano i przeniesiono na Cmentarz Centralny. Cmentarz stał się parkiem, rosną tu piękne kasztanowce, lipy jesiony i modrzewie, ilekroć tu jestem, widzę tu spacerujące matki z dziećmi. Przy wejściu na cmentarz stoi tablica ku czci pochowanych tu pionierów Szczecina. A nieco dalej uwagę przyciąga piękny kuty płotek grobowy, w stylu secesyjnym, z motywem liści. Że też złomiarze mu darowali! Ciekawe, że na niektórych poniemieckich grobach  rodzinnych przy danej osobie widnieje tylko data urodzin. Ale skąd widocznie chcący  zostać pochowanym Niemcy mieli wiedzieć, że zostaną wysiedleni? I że nie dane będzie im spocząć w rodzinnych stronach, na Stołczynie? Niestety, na chuliganów nie ma chyba rady, obecnie niektóre nagrobki znów są przewrócone. Razi też postawiony tu stół do gry w ping-ponga. To jednak pewna niestosowność.

Uwagę przykuwa grób Arthura Beckera i Paula Kolbe – imponuje prostotą i powściągliwością. To tylko potężna, z grubsza tylko obrobiona granitowa płyta, z wyrytymi imionami i nazwiskami zmarłych oraz datą śmierci. Zagadką jest, co łączyło tych dwóch mężczyzn o różnych nazwiskach, skoro pochowano ich razem. Możliwe, że okoliczności śmierci, bo obaj zmarli w tym samym, 1940 roku.

Wzruszający jest pomnik zmarłego w 1931 roku dziesięcioletniego Rudiego Priera. Na pomniku widnieje pięknie wykonana w modernistycznej manierze płaskorzeźba – ukazuje złamaną różę i stylizowane słońce z promieniami. Poniżej umieszczono wierszowane epitafium, oddające ból rodziców zmarłego chłopca:

Twoje życie było promykiem słońca,

w niebie będzie jeszcze piękniejsze.

Stojący na stołczyńskim cmentarzu pomnik małżeństwa Ehmke zawiera rzadko spotykany wśród niemieckich grobów w Szczecinie motyw krzyża. Elegancka jest bryła tego pomnika – projektant wpisał równoramienny krzyż w ośmiokąt. Ciekawe, że oboje małżonkowie mają prawie identyczne imiona: Auguste i August. Choć pomnik upamiętnia małżeństwo, to spoczywa tu tylko zmarła w 1937 roku Auguste. Przy jej małżonku zobaczymy tylko datę urodzin: 1858, nie ma zaś daty jego śmierci. Świadczy to, że kazał wyryć w betonie swoje imię za życia. Z pewnością po II wojnie sędziwy już August Ehmke został wysiedlony z polskiego Szczecina i potem zmarł gdzieś w Niemczech.

Ślady po kirkucie

Pamiątkę po obecności społeczności żydowskiej w Szczecinie odnajdziemy blisko centrum miasta, przy ul. Ojca Bejzyma.

Pozostałości po kirkucie w Szczecinie.

Pozostałości po kirkucie w Szczecinie.

Jeszcze na początku lat 70-tych stały tu setki macew upchnięte jedna na drugą. Pamiętam dobrze, bo jako uczeń pobliskiej podstawówki przychodziłem tu bawić się w strzelanego. Dziś o tym, że był tu cmentarz szczecińskich żydów przypomina tylko lapidarium. A tam gdzie były niegdyś groby dzieciaki grają w piłkę. Gmina żydowska w Szczecinie założyła tu własny kirkut w 1821 roku. Początkowo był malutki, jego powierzchnia wynosiła tylko 173 m2, tyle co większe mieszkanie. Dopiero później żydzi dokupili grunty obok. W 1899 roku przy cmentarzu stanął dom pogrzebowy. Długo nie postał, bo w 1938 roku podczas „kryształowej nocy” budowlę spalili naziści. W 1940 roku tych szczecińskich żydów, którzy nie zdążyli udać się na emigrację, wywieziono w okolice Lublina i wymordowano. Po II wojnie światowej cmentarz służył polskiej gminie żydowskiej. Była ona bardzo liczna, bo Szczecin był punktem tranzytowym Żydów udających się za granicę. Szacuje się, że pod koniec 1946 roku  mieszkało ich tu nawet 30 tys., głównie na Niebuszewie. Cmentarz, mimo protestów gminy, zamknięto w 1962 roku, a macewy i wysokie na 3-5 metrów grobowce upchnięto na niewielkim, byle jak ogrodzonym placu. W 1982 roku niektóre groby ekshumowano i przeniesiono na Cmentarz Centralny do kwatery żydowskiej. Przy okazji wywieziono resztę zabytkowych często macew. Zostawiono tylko kilka płyt i ułożono z nich lapidarium. Przy nim leżą płyty z polskim i hebrajskim napisem „Tu znajdował się cmentarz żydowski od 1821 do 1963 r.”. Teraz na cmentarzu znajduje się porośnięty świerkami skwer i boisko. Nieco dalej, przy ul. Ojca Bejzyma stoi parterowy domek grabarza, z nietynkowanej cegły. Teraz korzystają z niego obrońcy praw zwierząt.

Nagrobek z pruskim hełmem

Cmentarz na osiedlu Sławociesze

Cmentarz na osiedlu Sławociesze

Na tym chyba najmniej znanym szczecińskim cmentarzu znajdziemy żołnierskie groby z czasów I wojny światowej. O maleńkim cmentarzyku na szczecińskim osiedlu Sławociesze mało kto wie, bo jest on dobrze schowany w lesie. A warto go odszukać, bo jak na mało którym w Szczecinie przetrwało na nim sporo poniemieckich nagrobków. Założono go w XIX wieku, najstarszy zachowany grób jest z 1860 roku. Nagrobki po wojnie poprzewracano, dopiero na początku XXI wieku cmentarzyk do porządku społecznie doprowadzili członkowie Zachodniopomorskiej Grupy Regionalnej Klubu Sensacji XX Wieku.

Warto zwrócić uwagę na nagrobek ozdobiony płaskorzeźbą miecza przybranego dębowymi gałązkami. Z napisu wynika, że spoczywa tam urodzony w 1895 roku 23-letni muszkieter Siegfried Zende. „Muszkieter” w języku niemieckim oznacza szeregowca. W Polsce przed wojną szeregowców nazywano strzelcami. Zende miał pecha, zmarł dosłownie w ostatnich dniach wojny – 3 listopada 1918, a tymczasem 11 listopada wojna się już skończyła. Wydaje się, że zmarł nie na polu walki, ale w jakimś wojennym lazarecie. Podczas I wojny żołnierzy chowano na miejscu, często w masowych grobach, i nie było wtedy zwyczaju, a i pewnie możliwości, by przewozić trumny z frontu w rodzinne strony.

Cmentarz na osiedlu Sławociesze

Cmentarz na osiedlu Sławociesze

Skutek był taki, że wiele rodzin fundowało swoim poległym nagrobki symboliczne, ale zawsze było to zaznaczone, np. słowem „Pamięci”.

Obok jeszcze jeden żołnierski grób i kolejny militarny akcent – płyta z płaskorzeźbą obramowanej wieńcem pikielhauby, czyli charakterystycznego pruskiego hełmu ze sterczącym szpikulcem. Niestety, nie zachowało się epitafium i nie wiemy, kto w tym miejscu spoczywa. Pikielhauba była używana od XIX wieku. Był to wręcz symbol pruskiej armii, z upodobaniem pokazywał się w nim słynny „żelazny kanclerz” Otto von Bismarck. Swoją drogą pikielhauba wyglądała groźnie, ale nie była praktyczna: gdy żołnierz czołgał się w trawie, taki szpikulec mógł wystawać i go zdemaskować.

Prawie pewne jest, że nagrobek pochodzi z początku wojny. Dlaczego? Otóż pikielhauby, które nie zakrywały uszu, w 1916 roku zostały zastąpione przez dobrze przemyślane, głębokie hełmy okopowe. A akurat na tym nagrobku widnieje stary model. Trudno przypuszczać, że rodzina i kamieniarz pogubili się w rodzajach hełmów, zwłaszcza że na przykład na szczecińskim Cmentarzu Centralnym zobaczymy kilka pierwszowojennych symbolicznych grobów z ukazanym nowocześniejszym modelem hełmu.

Z innych pomników warto przyjrzeć się typowym dla niemieckich cmentarzy z początku XX wieku nagrobkom w kształcie kikuta drzewa, odlanym z betonu. Taka forma pomnika miała oznaczać przerwane życie.

 

Zdjęcie tytułowe: Cmentarz w dzielnicy Stołczyn. Autorem wszystkich zdjęć jest Michał Rembas.

Polub nas na Facebooku!