Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Wiktor Zapolski: Cmentarz Bernardyński wypiękniał przed Wszystkimi Świętymi

W ubiegły czwartek kilkunastu miłośników starego Wilna z grupy facebookowej „Wilno” skrzyknęło się i postanowiło posprzątać Cmentarz Bernardyński (Bernardinų kapinės). To ważne miejsce dla historii miasta. Są tutaj pochowani m.in. Stanisław Bonifacy Jundziłł – ksiądz pijar, przyrodnik, pedagog, wykładowca Cesarskiego Uniwersytetu Wileńskiego, Leon Borowski – filolog, historyk literatury i teoretyk literatury polskiej, profesor w Wileńskiej Akademii Duchownej, członek Towarzystwa Szubrawców, Marian Dziewicki – prawnik, deputowany do Dumy Rosyjskiej, prezydent Wilna w okresie Litwy Środkowej, Tekla Iwicka – polska działaczka charytatywna.

Przeczytaj także:  Stary cmentarz w Szawlach na Żmudzi
Wiktor Zapolski. Zdj. Joanna Bożerodska

Wiktor Zapolski. Zdj. Joanna Bożerodska

Obecnie ta bardzo ciekawa nekropolia jest niestety zaniedbana. Po uprzątnięciu cmentarza na grobach zapalono ponad setkę zniczy, co zasponsorowała polska ambasada w Wilnie. Dziś rozmawiamy w Przeglądzie Bałtyckim o tej akcji z inżynierem Wiktorem Zapolskim, wilniukiem, członkiem grupy „Wilno” na Facebooku, a także działaczem Polskiego Klubu Dyskusyjnego w Wilnie.

Tomasz Otocki: Niedawno zdecydowaliście się Państwo na sprzątanie Cmentarza Bernardyńskiego w Wilnie. Najczęściej słyszymy na Litwie o akcjach sprzątania Rossy, która pozostaje najukochańszą nekropolią wilniuków, a także przyjezdnych Polaków. Dlaczego akurat taki wybór?

Wiktor Zapolski: Pomysł zadbania o inną niż Rossa nekropolię wileńską wyszedł od moderatora naszej grupy dr. Waldemara Wołkanowskiego. Rozważaliśmy czy będzie to cmentarz Bernardynów czy cmentarz św. św. Piotra i Pawła. W ostatecznym wyborze zadecydował głos Marii Wilczyńskiej, aktywnej członkini grupy, która będąc jeszcze dzieckiem sprzątała ten cmentarz z rodzicami, a od wielu lat wraz ze swoją rodziną.

„Przy wejściu na cmentarz Bernadyński, po prawej stronie, był domek stróża, podobnie jak i teraz, ale zawsze można było zapukać do okienka i poprosić o miotłę. Te centralne drogi byli powymiatane od lisci, a groby znajomych i krewnych każdy oczyszczał sam. Zmiataliśmy liście, mama posypywała żółtym piachem, kilka jodlinek przyniesionych też z domu, a ja układałam krzyżyki z białych jagodek. Bywało, że ludzie odmiatali rękoma liście i poprostu, stawiali tam swiece.“wspomina Pani Maria.

Piękne świadectwo tego, jak to miejsce wyglądało w przeszłości!

Po jednym ze spotkań grupy w 2015 roku, kiedy tradycyjnie po długim spacerze z gawędami historycznymi byliśmy w kawiarni, zawiązała się „grupa inicjatywna”. Była debata na argumenty i zapadła decyzja, że opiekować się będziemy Cmentarzem Bernardyńskim. Na początek umówiliśmy się, że będziemy sprzątać liście przed dniem 1 listopada i tak zostało…

Rok temu sprzątaliście pierwszy raz.

Tak było. Góry liści piętrzyły się od samego wejścia na tę niezwykłą nekropolię. Każdego roku pod koniec października, sprząta tam młodzież ze szkoły im. Władysława Syrokomli, ale jest to wciąż stanowczo za mało osób. Przyłączenie się naszej grupy i jeszcze kilku innych życzliwych osób, przyniosło pewien efekt. W tym roku sytuacja znacznie się polepszyła, cmentarz był wysprzątany w około 80%. Oprócz uczniów Syrokomlówki i naszych grupowiczów była też młodzież ze szkoły im. Adama Mickiewicza oraz uczniowie z litewskiego gimnazjum na Zarzeczu (Užupio), co szczególnie nas ucieszyło. W trakcie porządkowania spotkaliśmy profesorów z Uniwersytetu Wileńskiego, którzy opiekują się kilkoma grobami naukowców z dawnej Akademii oraz przedwojennego Uniwersytetu Stefana Batorego. Naszą grupę wsparła polska ambasada poprzez ufundowanie zniczy. Kolejna partia światełek ufundowana została przez Waldemara Wołkanowskiego i jeszcze kilka osób z Polski, dzięki czemu w przeddzień Wszystkich Świętych, na Cmentarzu Bernardyńskim rozbłysło też na mogiłach, które są najbardziej zapomniane i najbardziej zniszczone.

Czy mógłby Pan przybliżyć czytelnikom Przeglądu Bałtyckiego w paru zdaniach historię i specyfikę Cmentarza Bernardyńskiego

Cmentarz Bernardyński jest nieco „młodszy” niż Rossa. Założony został w 1810 roku, ale wkrótce stał się miejscem wiecznego spoczynku dla wielu wybitnych i zasłużonych wilnian. Tu zaczęto chować m.in. naukowców, malarzy, fotografów, literatów, lekarzy, aktorów, śpiewaków i muzyków, nauczycieli i działaczy społecznych, prawników, inżynierów i budowniczych, wojskowych i weteranów powstań. Liczne są też groby księży, zakonników i zakonnic. Nekropolia czynna była do pochówków do lat 90-tych ubiegłego stulecia. Nie do końca jest wiadomo, jakie były kryteria wyboru miejsca spoczynku dla wielu wybitnych postaci. Z pewnością była to „przynależność“ do parafii kościoła św. Franciszka i Bernardyna (największej niegdyś w Wilnie), ale też mogła to być wola samego zmarłego lub jego rodziny.

Cmentarz ma także swoje interesujące historie.

Wielce znaczącą ciekawostką cmentarza jest fakt, że pochowana została na nim Helena Dzierżyńska, matka Feliksa Dzierżyńskiego, jednego z najważniejszych działaczy bolszewickiej Rosji, kierownika „CzeKa” (Czerezwyczajnyj Komitet-Nadzwyczajnej Komisji ds. Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem). Zwykło się mówić, że w czasach sowieckich pochówek tej kobiety uratował nekropolię przed całkowitą likwidacją. Propagowany w ZSRR, a więc i sowieckiej Litwie kult „krwawego Feliksa“ rozciągał się oczywiście i na jego rodzinę.

Po odzyskaniu niepodległości przez Litwę, postać Feliksa Dzierżyńskiego przestała być ikoną, a za nią i jego matka, której grób na Cmentarzu Bernardyńskim nie był już miejscem partyjnych „pielgrzymek“.

Także polscy turyści, będąc w Wilnie, rzadziej tutaj zaglądają.

Piękny cmentarz na Zarzeczu stracił wiele z dawnego prestiżu, kosztem Rossy, gdzie znajduje sie mauzoleum Serca Józefa Piłsudskiego i jego Matki. Rossa odwiedzana jest przez turystów z Polski wręcz masowo, natomiast mało kto znajduje czas, aby zwiedzić chociaż w małym zakresie Cmentarz Bernardyński. Na szczęście dzięki inicjatywie niektórych ludzi ze strony polskiej i litewskiej, renowacji doczekała się brama cmentarna, kaplica i częściowo też kolumbaria. Żałować jedynie należy, że „dumna“ tablica, która wisi na ścianie bramy i informująca o wzięciu cmentarza w opiekę przez dwóch prezydentów, jest jak się wydaje, jedynie pustą deklaracją.

Autorką wszystkich zdjęć jest Joanna Bożerodska / Zw.lt.

Waszą akcję zorganizowaliście w ramach facebookowej „Grupy Wilno“. Czy planujecie jakieś kolejne przedsięwzięcia? Co będzie następną waszą inicjatywą?

Grupa Wilno jest organizmem, który przyciąga w znacznym tempie nowych członków. Grupa zrzesza przede wszystkim pasjonatów historii Wilna i Wileńszczyzny. Jedną z ciekawszych form funkcjonowania, jest fakt, że kilka razy w roku spotykamy się na żywo, „w realu”, a do takich spotkań może się dołączyć każdy kto sobie tego życzy. Wspólne zainteresowania Wilnem, ale nie tylko, spowodowały, że wielu z nas tworzy zgraną i przyjacielską „paczkę“. Dziesiątki wilnian i grupowiczów z Polski poznało się osobiście. To właśnie dzięki temu zrodził się pomysł opiekowania się cmentarzem, aby oprócz facebookowej „pisaniny“ robić coś namacalnego.

Oczywiście, że planujemy rozwijanie naszej działalności poza monitorami komputerów. Póki co nagłaśniamy to co robimy, namawiamy innych do udziału w sprzątaniu i oświetlaniu bernardyńskiej nekropolii, ale w przyszłości chcielibyśmy też zostawić trwalszy ślad w postaci renowacji jakiegoś nagrobka… Ale to wszystko jeszcze przed nami.

Jeszcze raz podkreślę jednak, że najważniejsze jest to, iż oprócz pisania i czytania na Facebooku, spotykamy się i poznajemy historię naszego ukochanego miasta, gdyż jak podkreśla Waldemar Wołkanowski, jesteśmy niczym przedwojenne Towarzystwo Miłośników Wilna. A teraz, mamy również tę część działalności społecznej, kiedy działamy „czynem”. Podjęte są działania, aby zarejestrować stowarzyszenie, dzięki któremu otwarta będzie ścieżka do darowizn, które być może pomogą nam zrealizować plany, o których wspomniałem wcześniej. Pozwoli nam to w jeszcze większym stopniu zaangażować się w działalność na rzecz uporządkowania obiektów zabytkowych.

Co i rusz słyszymy, że nagrobki na cmentarzach wileńskich są odnawiane, często przy pomocy państwa polskiego. Jedna z litewskich działaczek powiedziała nawet, że to Polacy bardziej dbają o wileńskie cmentarze niż Litwini. Jak wielkich nakładów wymaga wciąż uporządkowania wileńskich cmentarzy?

Nakłady niezbędne na ratowanie niszczejących cmentarzy są olbrzymie. Nie potrafię powiedzieć dokładniej, ale z ukazujących się w prasie od czasu od czasu cyfr, potrzebne są setki tysięcy euro. Istotnym problemem jest to, że nawet kiedy byłyby pieniądze, to renowacją obiektów zabytkowych, jakimi są stare nagrobki, zajmować się mogą jedynie wyspecjalizowane i licencjonowane firmy lub osoby wykonujące remonty pod nadzorem odpowiednich instytucji. To znacznie podnosi koszty, wobec których pojedyncze osoby, chcące cokolwiek zrobić, są bezradne. Dlatego też trzeba  działać zgodnie z mickiewiczowskim hasłem, aby „mierzyć siły na zamiary”. Póki co, małą grupą z małymi środkami potrafimy cmentarz posprzątać i rozświetlić go zniczami w ten szczególny dzień w roku. Im grupa chętnych do pomocy osób będzie większa, tym cele będą ambitniejsze, a wówczas i efekty znaczniejsze.

Dziękuję za rozmowę!

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

 

Autorką wszystkich zdjęć jest Joanna Bożerodska / Zw.lt.

Polub nas na Facebooku!