Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Bazar polskiej kultury, czyli festiwal polenmARkT w Greifswaldzie

Właśnie rozpoczyna się coroczny festiwal polenmARkT, największa polska impreza kulturalna w Niemczech. Koncerty, wystawy, spotkania autorskie, przedstawienia teatralne, pokazy filmów. Wspólne gotowanie. To wszystko już po raz dwudziesty w nadmorskim Greifswaldzie (Pomorze Przednie). Pierwszy festiwal odbył się w 1997 roku z inicjatywy wykładowców i studentów lokalnej uczelni. W tym roku Greifswald zaprasza wszystkich polonofilów, a także Niemców, którzy po prostu chcą się czegoś więcej dowiedzieć o Polsce, od 17 do 26 listopada.

Wszystko rozpocznie się nocą filmową Szczecin European Film Festival. Patronat nad wydarzeniem obejmują m.in. miasto hanzeatyckie i uniwersyteckie Greifswald, Uniwersytet w Greifswaldzie, Sparkasse Vorpommern, Alfried Krupp Wissenschaftskolleg, Centrum Literackie Pomorza Przedniego Koeppenhaus, Pommersches Landesmuseum Greifswald, Muzeum Hansa Fallady, Fundacja im. Heinricha Bölla, oddział Meklemburgia-Pomorze Przednie.

Sehen wir uns am Mittwoch?

Marek Fiałek

Marek Fiałek

Przegląd Bałtycki rozmawia o festiwalu z dr. Markiem Fiałkiem, członkiem zarządu festiwalu, pracownikiem Katedry Filologii Wschodnio- i Zachodniosłowiańskiej Uniwersytetu im. Ernsta Moritza Arndta w Greifswaldzie, miejscowym lektorem języka polskiego.

Tomasz Otocki: Można powiedzieć, że Greifswald w ciągu dwóch dekad urósł do rangi miasta ważnego dla relacji polsko-niemieckich. Od siedemnastu lat organizujecie tu Państwo festiwal polenmARkT. Zaczęło się od spotkań w klubie „Czajka” Instytutu Slawistyki. Pięć lat temu doceniono was Polsko-Niemiecką Nagrodą Pomerania Nostra. Proszę jeszcze raz przybliżyć naszym czytelnikom początki festiwalu i dlaczego wszystko musiało się zacząć właśnie od Greifswaldu?

Marek Fiałek: Dni Kultury Polskiej odbywają się już od 19 lat, oczywiście nie w takim wymiarze jak teraz. Początki były raczej skromne. Wykładowcy slawistyki, pracownicy Działu Współpracy z Zagranicą i oczywiście studenci siedząc przy piwie w piwnicy studenckiej „Czajka” wpadli na pomysł czytania polskiej literatury dla mieszkańców Greifswaldu. Potem zaczęły dochodzić inne elementy jak na przykład muzyka i powoli zaczął się z tego robić festiwal. Nazwa polenmARkT w Niemczech kojarzona głownie z przygranicznymi bazarami stała się nazwą-wyzwaniem – chodziło o zmianę jej znaczenia na bardziej pozytywne – nie tylko poprzez podkreślenie liter ART. Wspomniana nagroda to dowód na to, że organizatorzy zostali dostrzeżeni. Szybko zawiązało się stowarzyszenie polenmARkT e.V. w celu pozyskiwania środków z zewnątrz, przede wszystkim z Niemiec. Nie musiało się to zacząć w Greifswaldzie. To mogło być każde inne miasto. Ale ta grupka ludzi zebranych w „Czajce” znalazła się właśnie tu.

Festiwal to gratka dla miłośników polskiej literatury. W Greifswaldzie bywali tacy twórcy jak Andrzej Stasiuk, Olga Tokarczuk, Joanna Bator, Wojciech Kuczok, Stefan Chwin czy Szczepan Twardoch. Dyskutowano tu o twórczości Marka Hłaski, Mirona Białoszewskiego, Zbigniewa Herberta, Czesława Miłosza, Konstantego I. Gałczyńskiego czy Jana Brzechwy. Na ile polska literatura jest czytelna dla mieszkańców Meklemburgii-Pomorza Przedniego? Czy dzięki festiwalowi możemy mówić o wzroście zainteresowania tą dziedziną wśród Niemców?

Polska literatura jest ciągle jeszcze bardzo egzotyczna, szczególnie ta wielka, romantyczna, nawiązująca do polskiej historii, do patriotyzmu i podobnych zjawisk, które Niemcom są po prostu obce. Nowa polska literatura próbuje się nieśmiało przebić. Niestety ciągle jest za mało przekładów literatury polskiej, za mało wieczorów autorskich itp. W Greifswaldzie w wydawnictwie freiraum powstała seria dotycząca literatury polskiej – odpowiedzialna za nią jest Paulina Schulz, tłumaczka i pisarka polskiego pochodzenia, która również bywa gościem naszego festiwalu.

Również literatura dla dzieci cieszy się dość sporą popularnością. Może dlatego, że tak mało jest dla nich ofert? Na jednym ze spotkań w Ueckermünde było ponad 100 dzieci. W Löcknitz muszą się odbywać dwa spotkania po sobie, podobnie jak w Greifswaldzie. Dwa lata temu odbywały się trzy spotkania dla dzieci jednocześnie w trzech różnych miejscach. Pisarz Artur Becker sugerował, że polenmARkT powinien przyznawać nagrodę literacką dla pisarzy czytanych w Niemczech. Niewątpliwie polenmARkT przyczynia się do promowania polskiej literatury i to zainteresowanie stale rośnie. Przy większym nakładzie finansowym ze strony polskiego rządu możnaby poprzez podobne inicjatywy skuteczniej promować polskich pisarzy i polską kulturę za granicą.

Festiwal to oczywiście nie tylko literatura. To także muzyka, film, wykłady, prelekcje i spotkania z ciekawymi ludźmi. W tym roku odbędą się oprócz wieczorów literackich dla dorosłych, spotkania z literaturą dziecięcą, rozbrzmiewać będzie także muzyka od klasycznej poprzez folk, jazz aż do rocka. Z kolei wielbiciele filmu muszą przygotować się na wieczory filmowe w Pommersches Landesmuseum, a także na spotkania filmowe w ramach Europejskiego Festiwalu Filmowego ze Szczecina i Akademii Sztuk Pięknych z Krakowa. Co w tym roku jest absolutnym musem dla meklemburskich polonofilów?

Każdy z koncertów będzie wyjątkowy – ale perłami będą niewątpliwie występy panów Rogińskiego i Meisingera. Obaj artyści wystąpią solo. Od jakiegoś czasu śledzimy festiwal „Fama” w Świnoujściu. Na ogół nie zgadzamy się z jurorami „Famy” i zapraszamy artystów, którzy naszym zdaniem zasługują na szansę. W roli młodych utalentowanych artystów w Greifswaldzie wystąpią „False Month” z Gdańska i „Chaotic Pieces” z Poznania.

W Café Koeppen (Greifswald) i Café Art (Stralsund) Hannes Rittig zaprezentuje fragmenty debiutanckiej powieści Alexandry Tabor „Sitzenvier Polen im Auto/Siedzą czterej Polacy w aucie”. Czy to jest centralny punkt tegorocznego festiwalu?

Nie ma centralnego punktu. PolenmARkT to bazar. Ważne jest każde stoisko, przy którym znajdą się ludzie. Trzeba tylko umieć zachwalać swój towar. My staramy się pokazać Polskę wolną od kompleksów, Polskę, która może śmiało konkurować z każdą inną kulturą europejską. Stąd na naszym straganie ciągle nowe, wyszukane  “perełki“. Panie Bator i Parys były u nas, zanim otrzymały prestiżowe nagrody literackie. Książka Alexandry Tobor wplata się w naszą myśl przewodnią – wszyscy byli kiedyś uchodźcami. Już w zeszłym roku pierwszy nieoficjalny koncert festiwalu odbył się w domu dla uchodźców w Greifswaldzie, którzy to mieli bezpłatny wstęp na wszystkie imprezy festiwalu. Pani Tobor, pani Kowaluk (również dwa spotkania w Greifswaldzie i Stralsundzie), która porusza temat różnic między Polakami i Niemcami,  czy też warsztaty zajmujące się problemem szoku kulturowego, nawiązują do tego tematu. W centrum festiwalu zawsze znajduje się wymiana doświadczeń między artystami i publicznością – wspólne przesiadywanie po koncertach, czy odczytach jest tradycją.

Co ciekawe, imprezy w tym roku nie ograniczają się tylko do Greifswaldu, ale także będą miały miejsce w Stralsundzie i zamieszkanej w dużej mierze przez Polaków Löcknitz. Czy festiwal rozszerza się także geograficznie?

Tak, chcielibyśmy częściej wychodzić poza mury miasta. Finanse nas niestety ciągle ograniczają, ale w miarę możliwości próbujemy. Byliśmy już na wyspie Uznam, w Anklam, Pasewalk, Ueckermünde, Stralsundzie i Löcknitz. I to na pewno nie koniec naszych podróży.

Festiwal to także możliwość spróbowania polskich marek piwa: „Żywca” i „Tyskiego”. Myśleliście kiedyś o tym, by zarazić Niemców polską kuchnią?

Gotujemy już od dawna. Na początku prosiliśmy studentów z Polski o zaprezentowanie kraju podczas wieczoru kończącego festiwal poprzez kulinaria. Niestety wyglądało to tak, że im większe zainteresowanie Niemców, tym mniejsza gotowość studentów do wspólnego gotowania. Stołówka w Greifswaldzie i popularne bistro serwujące zupy oferują w ramach festiwalu potrawy z Polski. Na otwarciu festiwalu od lat prezentujemy polską kuchnię.

Zaczęliśmy również gotować sami. Z dala od centrum, na blokowisku, organizujemy wieczór polski ze wspólnym gotowaniem. Całe rodziny przychodzą, by spróbować polskiej kuchni i dowiedzieć się przy tym czegoś o kraju nad Wisłą. Był już kapuśniak, był bigos, była zupa warzywna. W tym roku będzie kurs gotowania pierogów, wspólne jedzenie połączone z występem chóru Slawistyki.

Sprowadzamy piwo nie tylko z dużych browarów. Staramy się pokazać również browary regionalne, piwa smakowe. W tym roku na początku i na końcu festiwalu można będzie spróbować dość wyszukanych piw oraz miodów pitnych. Kilogramami kupujemy również słodycze na potrzeby festiwalu. Polskie firmy nie wpadły jeszcze niestety na pomysł, by nas wspierać. Jedynie „Tyskie” kooperowało z nami w zeszłym roku.

Chciałbym zadać pytanie „tożsamościowe”. Reklamują Państwo festiwal jako „jeden z najciekawszych festiwali kultury polskiej w północnej Europie”. Greifswald to jest już północna Europa, czy cały czas kawałek Wschodu? Jakie jest Pańskie odczucie?

Greifswald widzi siebie jako młode, prężne miasto na północy. I faktycznie w ciągu ostatnich lat miasto się pozytywnie rozwija. Wyremontowane kamienice, deptak, bulwar nad rzeką, przystanie jachtowe zwracają na siebie uwagę. W moim przekonaniu to tylko pozory. Mentalnie jest to chyba raczej ciągle wschód niż północ. Choć wielu moich znajomych obraziłoby się za te słowa. Oczywiście jest tutaj mnóstwo śladów skandynawskich, szwedzkich czy duńskich i tak miasto chciałoby być postrzegane. Greifswald to przecież najstarsza szwedzka uczelnia. Wystarczy jednak opuścić centrum miasta i już się jest na wschodzie. Bloki, ludzie i ich problemy jak w wielu polskich miastach. Ludzie, którym się powiodło i tacy, którzy czekają jeszcze na cud.  Dla mnie osobiście to ta mieszanka wschodu z północą sprawia, że jest to niezwykle ciekawe miasto do życia.

Dlaczego warto być w tym i w przyszłym tygodniu na festiwalu polenmARkT?

Nasz program jest ciekawy, wyszukany, mimo okrojonych środków. Polska kultura to nie tylko te głośne nazwiska z prasy czy telewizji. My szukamy ciągle nowych talentów i paradoksalnie czasem jest i tak, że mało znany w Polsce zespół przyciąga więcej widzów niż weterani sceny. Na filmy studentów z Krakowa przychodzą tłumy. A w Polsce mało kto je widział.

Dziękuję za rozmowę.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Polub nas na Facebooku!