Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Trump dla Łotwy nadal niewiadomą

Od wyboru Donalda Trumpa na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych minął już ponad miesiąc. W trakcie kampanii wyborczej jego postać nie była pozytywnie oceniana w krajach bałtyckich, gdyby elity Litwy, Łotwy i Estonii miały wybierać przywódcę Ameryki, zostałaby nim definitywnie Hilary Clinton. Nieco bardziej podzielone są społeczeństwa. Po wygranej Trumpa w listopadowych wyborach Przegląd Bałtycki zapytał znanych łotewskich polityków i komentatorów, jak widzą prezydenturę Donalda Trumpa.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Wygrana Trumpa nie zmieni stosunków? Trump jak Bush?

Ciężko przewidywać, czy wszystkie przedwyborcze wypowiedzi i obietnice Trumpa były realne, czy był to tylko populizm – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim szef działu zagranicznego łotewskiego Delfi Ansis Īvāns. – Bezpośrednio po wyborach w USA ambasador Ameryki na Łotwie Nancy Bikoff Pettit zapewniała, że relacje amerykańsko-łotewskie także w przyszłości będą mocne, podobnie jak są teraz. Nie sądzę, by wygrana Trumpa w znaczący sposób zmieniła stosunki amerykańsko-łotewskie czy amerykańsko-bałtyckie – uspokaja nasz portal dziennikarz Delfi. – Oczywiście, może być dużo niezadowolenia. Wszystko zależy od polityki zagranicznej nowego prezydenta, czy rzeczywiście będzie dążyć do tego, by złagodzić relacje z Rosją, zrezygnować ze zdecydowanej pozycji Ameryki jeśli chodzi o okupację Krymu, wojny na Ukrainie czy sankcji wobec Kremla – powiedział Īvāns. Na różnicę między Trumpem „przed” i Trumpem „po” elekcji wskazał z kolei nasz następny rozmówca. – Rozumiem, że przedwyborcza retoryka kandydata Trumpa może być inna od polityki prezydenta Trumpa. W krajach bałtyckich oczekujemy tradycyjnego republikańskiego podejścia wobec regionu, które zostało pokazane przez Georga W. Busha – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu Toms Baumanis, który sprawuje funkcję prezesa Łotewskiej Organizacji Transatlantyckiej LATO, działającej od lat na rzecz dobrych stosunków bałtycko-amerykańskich.

Precz z histerią?

Łotysze nie powinni histeryzować, bo prezydent Ameryki, inaczej niż Putin, nie jest jedynowładcą, nie jest w stanie samemu zmienić kurs polityki zagranicznej USA – taka jest główna teza Ansisa Īvānsa. – Nasze relacje nie opierają się na jednym człowieku, nawet jeśli jest prezydentem USA, bo prezydent to nie jest jedyna instytucja, która sprawuje rządy w Ameryce. Kongres i większość Partii Republikańskiej mają zdecydowane poglądy na sprawy ważne dla Bałtów: odstraszanie rosyjskiej agresji, aneksja Krymu czy waga wzmocnienia obecności NATO w Europie Wschodniej i Północnej. Bo dla NATO, jak było to potwierdzone przez obecnego wiceprezydenta Joe Bidena, kiedy w sierpniu odwiedził Łotwę, jak również całą delegację republikańskich kongresmenów, która także u nas była, zaangażowanie USA w obronę artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego jest niezmienne – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu poseł narodowej partii VL!-TB/LNNK na Sejm Łotwy, wiceprzewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych oraz wiceprzewodniczący parlamentarnej grupy łotewsko-amerykańskiej Rihards Kols. – Na szali są dwie odrębne rzeczy, jedna to instytucja prezydenta Stanów Zjednoczonych, ze swym systemem „checks and balances”, druga sprawa to osobowość Donalda Trumpa i jego współpracowników – w podobnym duchu mówi Przeglądowi poseł Jedności na Sejm, ekspert ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, były wiceminister obrony, Veiko Spolītis.

Mimo to kraje bałtyckie oczekują zapewnień

Ale oczywiście są powody do obaw, jeśli kandydat na prezydenta mówi, że USA nie będą bronić sojuszników w ramach NATO. To jest bardziej niż alarmujące w sytuacji, gdy zagrożenie rosyjskie jest realne, jak widzimy na Ukrainie. Sądzę, że takie sygnały mogłyby zachęcić Putina do bardziej agresywnej polityki i akcji wobec państw bałtyckich. Dlaczego nie spróbować szczęścia i nie przetestować reakcji Zachodu? – zastanawia się głośno dziennikarz Delfi Ansis Īvāns.

Są dwa główne zagrożenia: to, że Trump wycofa Amerykę z naszego regionu i skupi się na swych priorytetach wewnętrznych, albo zmieni sposób zaangażowania Ameryki w regionie i niekoniecznie będzie to korespondować z bałtyckimi interesami. Nowy doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa Flynn popiera reset stosunków z Rosją. Musimy jeszcze odczekać i zobaczyć, jakie będą zmiany, ale jakieś na pewno będą –  dzieli się z Przeglądem Bałtyckim własnymi przemyśleniami politolog Diāna Potjomkina, ekspert Łotewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (Latvijas Ārpolitikas institūts).

Poseł Kols w rozmowie z naszym portalem mówi, że nie da się ukryć, iż Trump w trakcie kampanii spowodował wiele pytań w krajach bałtyckich o rolę gwarancji bezpieczeństwa. – Więc my, podobnie jak inne państwa europejskie, będziemy oczekiwali zapewnienia, że nasze wzajemne umowy będą honorowane przez nową administrację, a sam Trump będzie działał na rzecz zaangażowania Ameryki w NATO. Nie może być żadnej dyskusji, gdy mowa o artykule 5 Traktatu Waszyngtońskiego –  deklaruje Kols. – Każda wątpliwość wobec jego wiarygodności neutralizuje efekt odstraszania, podobnie jak wobec doktryny NATO o wspólnej obronie –  podsumowuje poseł narodowców.

Czarny scenariusz? Jaka rola UE?

Dużo wątpliwości wobec nowego przywódcy Stanów Zjednoczonych ma Veiko Spolītis. – Gdyby doszedł do skutku najgorszy scenariusz z powodu wewnętrznej dynamiki nowej administracji czy też na skutek odtrącenia nowego prezydenta przez liderów Unii Europejskiej, Donald Trump może odwrócić się w stronę Rosji, a wtedy musimy się przygotować na szkody i wspominać „Wojnę Peloponeską” Tukidydesa. Sondaże pokazują obecnie, że większość Łotyszy podobnie jak Litwinów i Estończyków pokłada swoje nadzieje w nich samych oraz w NATO. Widzieliśmy już jak bez walki w 1940 roku wszyscy dorośli mężczyźni musieli służyć w okupacyjnych armiach niemieckiej i sowieckiej, a „kobiety i dzieci jako niewolnicy” byli albo eksterminowani, albo wysyłani do gułagu na Syberii. Kreml osłabia naszą siłę i będzie prawdopodobnie robił tak dalej poprzez swoich „użytecznych idiotów” albo innych agentów wpływu. Jeśli stracimy wsparcie sojusznika amerykańskiego nasza dyplomacja będzie musiała nawet w nocy pracować nad tym, by ocalić jedność Unii Europejskiej. Jeśli Unia nie będzie jednością, musimy zdać się na pomoc bogów i na nas samych – zwraca uwagę Spolītis na europejski kontekst zwycięstwa Trumpa.

Mniejszość rosyjska uspokaja

Nieco inne spojrzenie na sprawę ma poseł na Sejm wybrany z listy rosyjskiej partii „Zgoda”, która ma podpisane porozumienie z partią Jedna Rosja Władimira Putina. Siergiej Potapkin, sekretarz sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim studzi gorące głowy. – Powodzenie Łotwy nie zależy od prezydenta Stanów Zjednoczonych, ale od naszej świadomej i niezależnej polityki – podkreśla. Nie ma sensu przerysowywać znaczenia państw bałtyckich w oczach Trumpa. Nawet w swym najlepszym okresie dwustronne relacje handlowe między USA a Łotwą nie miały aż takiego znaczenia. Tutaj, na Łotwie, są prawie niewidoczne. Mówiąc o gwarancjach bezpieczeństwa, sądzę, że artykuł 5 Traktatu Waszyngtońskiego pozostanie w mocy, a Łotwa zwiększy finansowanie własnej obronności w ciągu dwóch lat do 2% PKB – dodaje Potapkin.

Przeczytaj także:  Bukovskis: NATO i USA gwarantują naszą niepodległość

Hilary Clinton byłaby lepsza?

Clinton na pewno byłaby lepszym prezydentem dla Łotwy – ogłasza Diāna Potjomkina. – Konkurentka Trumpa byłaby lepsza dla Łotwy w tym sensie, że znamy jej nastawienie i nie było obaw, że mogłaby poświęcić zaangażowanie Ameryki na rzecz aliantów czy zmienić kurs w relacjach z Rosją. Ale są też opinie, że Trump może uczynić życie Putina o wiele trudniejszym niż było to za Obamy – uważa Ansis Īvāns z Delfi. – Hilary Clinton była „bezpieczniejszą” kandydatką, bo było jasne, że będzie mniej lub bardziej kontynuować politykę Obamy – powiedział Rihards Kols.

Zapatrzenie Łotyszy w kandydatkę Demokratów krytykuje Siergiej Potapkin. – Rządzący Łotwą postawili na Hilary Clinton i obecnie są zszokowani, oczekując reakcji nowej administracji na nieprzyjemne słowa wypowiedziane przez nich wobec Trumpa w trakcie kampanii – dodaje.

O tym, czy Hilary Clinton byłaby lepsza, niekoniecznie jest przekonany Toms Baumanis. – Powinniśmy unikać zdecydowanych ocen w czasie tak wielkich zmian na świecie – mówi Przeglądowi.

Parę słów uspokojenia

Mimo faktu, że wybór Donalda Trumpa jest szokiem, to nie będzie, w szerokim sensie, fundamentalnej zmiany amerykańsko-łotewskich czy amerykańsko-bałtyckich relacji – stara się znaleźć jakieś pozytywne strony sytuacji poseł narodowców Rihards Kols. – USA są jednym z najbliższych partnerów dla Łotwy czy krajów bałtyckich, a relacja między naszymi krajami jest oparta na szanowanych wzajemnie wartościach. Wierzę i mam nadzieję, że po tym jak minęła kampania wyborcza, a wraz z nią agresywna retoryka, która zawsze jest ostrzejsza niż to, co następuje po wyborach, wszystko się uspokoi i zaczniemy budować drogę do naszego partnerstwa z tą nową, nieznacznie inną Ameryką, bo jako Unia Europejska i Stany Zjednoczone mamy mnóstwo wspólnych spraw – powiedział Kols.

Veiko Spolītis uważa, że najpierw trzeba  poczekać i zobaczyć, kto będzie pracować w nowej administracji. – Jeśli wygra pragmatyczne skrzydło Republikanów, wtedy niewiele się zmieni. Europejscy alianci NATO będą musieli wydawać więcej na obronę i iść za przykładem pozytywnym Estonii, Łotwy i Litwy. Powinniśmy także oczekiwać naprawy systemu zarządzania Unią Europejską, bo Wspólnota Europejska z 1957 roku czy Unia Europejska z 1993 roku, nie mogą rozwiązać wyzwań, które stoją przed Europą w 2016 roku takich jak migracja i kryzys zarządzania – mówi poseł Jedności.

Rosja groźna czy nie groźna?

Jestem pewny, że prezydent Trump będzie próbował rozwiązać problematyczne kwestie z Rosją, ale wciąż to jest kwestia otwarta, jaką strategię wybierze – mówi Przeglądowi Siergiej Potapkin z partii „Zgoda”. – Tak czy inaczej, on przynajmniej nie mówi o „zmianie reżimu” w Rosji, ale jest gotowy na dialog z Władimirem Putinem. Oczywiście, to jest pozytywnie postrzegane na Kremlu. Jestem pewny, że obecnie władze na Kremlu czekają na nominacje w administracji, więc na razie wiele spraw jest zamrożonych – dodaje Potapkin.

Osobista charyzma Trumpa czy brak zasad mogą pomóc mu dobić targu z Władimirem Putinem, co pomogłoby nawet ustabilizować region, ale kosztem ignorowania interesów małych państw  – o tym przekonana jest analityk Diāna Potjomkina. –  Przyczyniłoby się to także do skonsolidowania reżimu Putina w Rosji. Trump na pewno nie będzie promował demokratycznych reform w Rosji czy nie będzie się angażował w pokojowe rozwiązanie konfliktu na Ukrainie. Stabilizacja jest lepsza niż aktywna konfrontacja, ale my potrzebujemy stabilizacji dopiero po tym, jak główne konflikty zostaną rozwiązane, a nie paktu Trump-Putin dzielącego Europę na strefy interesów – dopowiada ekspert.

Mimo słów uspokojenia w sprawie Trumpa, swoje obawy ma również narodowiec Rihards Kols. – Ewidentnie mamy obawy jeśli chodzi o stosunki amerykańsko-rosyjskie. Będziemy czekać na spotkania i zapewnienia ze strony zarówno Donalda Trumpa, jak i wiceprezydenta Mike’a Pence’a co do naszego wspólnego stanowisko na temat polityki bezpieczeństwa. Jesteśmy gotowi zacząć dialog z administracją Trumpa i wierzymy, że uzyskamy wyjaśnienia co do jego polityki, jak również wypowiedzi z okresu kampanii wyborczej, dotyczących szczególnie pomniejszenia wojskowej roli USA w Północnej i Wschodniej Europie, czy na temat osłabienia sankcji czy nawet formalnego uznania aneksji Krymu – mówi Kols.

Bardzo ważne będzie spotkanie nowego sekretarza stanu z ministrem spraw zagranicznych Rosji, podobnie jak grafik pierwszych wizyt międzynarodowych Donalda Trumpa. Kto będzie pierwszym partnerem, z którym się spotka. Trump już zademonstrował, że nie planuje swoich ruchów według tradycyjnych zasad. Ale nowe zasady jeszcze wciąż nie są jasne ani dla europejskich partnerów, ani dla Kremla, ani nawet dla Senatu. To znaczy, że możemy oczekiwać niespodzianek – mówi przedstawiciel partii mniejszości rosyjskiej „Zgoda”.

 

Zdjęcie tytułowe: Donald Trump w Fayeteville (Karolina Północna) w czasie kampanii wyborczej w marcu 2016 roku. Zdj. donaldjtrump.com.

Polub nas na Facebooku!