Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Noworoczna psychoza czy nostalgia za Związkiem Sowieckim?

Święta Bożego Narodzenia w tym roku na Litwie minęły pod znakiem burzy. Huraganowy wiatr zrywał dachy i przewracał autobusy, ale na Litwie wiały i informacyjne tornada. Na temat nostalgii litewskiego społeczeństwa za Związkiem Sowieckim. I nie chodziło wcale o kolejne pomysły nowej koalicji rządzącej dążącej do ograniczenia spożycia alkoholu metodami wypróbowanymi za czasów Breżniewa i Gorbaczowa, tylko o noworoczny koncert w zapomnianym przez Boga i ludzi domu kultury w Ignalinie.

Przedstawienie w Ignalińskim Domu Kultury. Zdj. ignalina.lt.

„Komunistyczne niedobite kondomy znów się poczuły bezkarnie i odważnie. Jasne, że tak — wybrali kołchoźników, teraz nad Niemnem wstaje już nowy świt. Wkrótce zaczną śpiewać hymn Litewskiej SRR i, b…, Dziadek Mróz przyjdzie pod choinkę” — komentując ignaliński koncert nie owijał w bawełnę znany litewski prawicowy publicysta Andrius Užkalnis, a — w bardziej cenzuralnej manierze — wtórowała mu nowo mianowana minister kultury Liana Ruokytė-Jonsson. „Nie sądzę, że takie przedstawienie zostało zrobione tylko dla samej sztuki. No, a jeśli jest to złośliwa działalność — powinny się tym zająć odpowiednie służby lub osoby. (…) Żyjemy w niespokojnych czasach. Poza tym to nie jest przejaw rusofobii, tylko sowietofobii. Mamy podstawy do obaw. Zagrożenie informacyjne wzrasta, pranie mózgów postępuje na różnych kierunkach. Sądzę, że ludzie zaniepokoili się nie bez powodu, szczególnie młodzież” — stwierdziła minister w rozmowie z litewską telewizją publiczną LRT.

Pusta facebookowa sensacja?

Generalnie poszło o jedno zdjęcie z koncertu, który odbył się w ignalińskim domu kultury drugiego dnia Świąt. Na zdjęciu widać tańczących pod komunistycznym sloganem „Sztuka należy do ludu” tancerzy w stylizowanych na pionierskie strojach. Litewscy komentatorzy i celebryci uznali, że jest to przejaw nostalgii za sowiecką okupacją i rosyjskiej propagandy, a prowincjonalne przedstawienie stało się facebookową sensacją.

„Boże, jak się cieszymy, że staliśmy się nagle sławni. Mogę jedynie powiedzieć, że to zdjęcie zostało wyrwane z kontekstu, bo ludzie, którzy oglądali przedstawienie reagowali zupełnie inaczej. Na pewno nikomu nawet do głowy nie przyszło, ze można się w tym doszukać wychwalania okresu sowieckiego. To fantazja na temat, jak mógł wyglądać taki koncert przed 40 laty, a teraz możemy robić to bez ograniczeń, nie wysławiając i nie tęskniąc za tamtymi czasami. Wszyscy na sali na tym bajerze się poznali. Jaka paranoiczna osoba mogła to odczytać jako wysławianie?” — nie kryła zdziwienia w rozmowie z portalem delfi.lt reżyserka przedstawienia Jolanta Narbutaitienė.

Noworoczny koncert w ignalińskim domu kultury rozpoczął się od obrazka, na którym dwoje mieszkańców miasteczka — Asta i Eimantas — trafiają na koncert w miejscowym DK i oglądając go zaczynają się zastanawiać, jak takie koncerty mogłyby wyglądać w 1976 roku, gdy dom kultury został otwarty. Cudowną mocą Św. Mikołaja para zostaje nieoczekiwanie przeniesiona 40 lat wstecz i ogląda przedstawienie noworoczne z 1976 roku: na ozdobionej czerwonymi flagami scenie tańczą pionierzy, gra jakaś grupa estradowa, maszerują kolumny kołchoźników i uczniów, przewodniczący kołchozu wygłasza tasiemcowe przemówienia… Asta i Eimantas wracają po jakimś czasie z powrotem do 2016 roku i mogą porównać sowieckie przaśne święto z występami współczesnych grup artystycznych, zespołów ludowych.

Przedstawienie w Ignalińskim Domu Kultury. Zdj. ignalina.lt.

„Być może nie było w tym przedstawieniu jakiejś wyraźnej drwiny z okresu sowieckiego, ale wszystkie atrybuty zostały pokazane z humorem. Jeśli ktoś poczuł się zniesmaczony — to jego problem. Podobnie było z parkiem Grūtas (park pod Druskiennikami, w którym są eksponowane zwiezione z całej Litwy sowieckie rzeźby — przyp. aut.)” — tłumaczyła delfi.lt rzecznik prasowy samorządu w Ignalinie Lina Kovalevskienė.

Dwuznaczność postsowieckich jubileuszy

„W rzeczywistości problem Ignaliny — to nie problem symboli czy nostalgii. To problem bardzo praktyczny: jak obchodzić jubileusz (i w ogóle — jak siebie oceniać), jeśli zostałeś założony w czasach sowieckich przez Sowietów, czyli jako w sposób oczywisty zideologizowana niedemokratyczna instytucja okupacyjnego reżymu, lecz obecnie nie tylko nie robisz nic złego, ale i nawet może coś dobrego czasem zrobić się zdarza? (…) Ignaliński dom kultury wybrał wariant najlżejszy — rezygnację (nawet nie, nie rezygnacje, tylko ignorowanie, lenistwo) z powiedzenia wprost, że dom kultury w Ignalinie został otworzony przez Sowietów jako zideologizowana niedemokratyczna instytucja okupacyjnego reżymu, i dlatego jego jubileusz zawsze, do końca świata, będzie dwuznacznym świętem. I, mówiąc szczerze, chciałabym zobaczyć dobrze, ciekawie przemyślane i zorganizowane obchody takiego jubileuszu, podczas których tę dwuznaczność udałoby się pokazać. Bo ta dwuznaczność jest na każdym kroku i coś trzeba z tym fantem robić” — zauważa litewska dziennikarka i publicystka Gabriele Bernotienė.

Trzeba przyznać, że pomysłu na ten fant na Litwie jak dotychczas nie znaleziono. W 2016 roku Rosyjski Teatr Dramatyczny w Wilnie w ogóle zrezygnował z jubileuszowych obchodów, powołując się właśnie na fakt, że nie można obchodzić jubileuszu instytucji założonej przez reżym okupacyjny. Natomiast założona przez Sowietów Litewska Akademia Nauk czy jedyny polski dziennik na Litwie „Kurier Wileński”, który odwołuje się do spuścizny powstałego po śmierci Stalina „Czerwonego Sztandaru” — w swoim czasie swoje jubileusze obchodzili z dużą pompą. I jedno, i drugie stanowisko można zrozumieć, ale żadne nie oddaje do końca dwuznaczności takich jubileuszy.

Litwa nadal tęskni za ZSRS?

Wyolbrzymiona reakcja na koncert w Ignalinie bardziej przypomina jakąś poalkoholową noworoczną psychozę, a nie rzeczywistą walkę z nostalgią za ZSRS. Taka nostalgia rzeczywiście w litewskim społeczeństwie istnieje. Nawet nie tyle nostalgia, co próba ucieczki od rzeczywistości. Według danych badania opinii publicznej, przeprowadzonego na Litwie przed kilkoma laty przez „The Pew”, blisko połowa Litwinów uważa, że obecna sytuacja gospodarcza Litwy jest gorsza niż była za czasów sowieckich, prawie 2/3 uważa, że od demokracji i wolności ważniejsza jest stabilność ekonomiczna i dobra materialne. Jak wynika z badania przeprowadzonego w maju 2016 roku przez Baltijostyrimai/Gallup blisko 41 proc. ankietowanych litewskich Polaków i Rosjan zgodziło się ze stwierdzeniem Władimira Putina, iż upadek ZSSR był największą katastrofą geopolityczną XX wieku. Litwie nadal brakuje kompleksowej strategii, co z tymi nostalgicznymi i prorosyjskimi nastrojami robić, jak im przeciwdziałać. Na pewno jednak straszenie Bogu ducha winnych prowincjonalnych artystów i reżyserów służbami, niewybredne atakowanie humorystycznych przedstawień w żaden sposób nie służy walce z prosowieckimi sentymentami i rosyjska propagandą. Wręcz przeciwnie jeszcze bardziej wzmaga te nastroje, gdyż okazuje się, że w nowej rzeczywistości wolność i demokracja są jedynie fasadowymi ozdobnikami, a mentalność sporej części nawet prawicowych polityków i publicystów pozostaje wciąż tak samo sowiecka.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Zdjęcie tytułowe: Przedstawienie w Ignalińskim Domu Kultury. Zdj. ignalina.lt.

Polub nas na Facebooku!