Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Olekas: Litewskie społeczeństwo rozumie, że obrona to wspólny obowiązek

W styczniu br. litewski Sejm zaaprobował nową, zmodyfikowaną Strategię Bezpieczeństwa Narodowego, która wskazuje na najważniejsze zagrożenia i niebezpieczeństwa dla państwa litewskiego, a także przewiduje m.in. zwiększenie wydatków na cele obronne. Decyzję w sprawie zwiększenia finansowania sektora obronnego zapadły w poprzedniej kadencji Sejmu, gdy funkcję ministra obrony pełnił Juozas Olekas z Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej (LSDP). „Przegląd Bałtycki” poprosił byłego ministra o ocenę dotychczasowych działań państwa w sferze bezpieczeństwa, jak i obecnych wyzwań stojących przed Litwą.

Juozas Olekas

Juozas Olekas urodził się w Kraju Krasnojarskim w Rosji w rodzinie litewskich zesłańców. Jest doktorem nauk medycznych, pracował jako lekarz w wileńskich szpitalach oraz jako wykładowca akademicki. Był działaczem Sąjūdisu, w latach 1989-1990 był delegatem z Litwy do Rady Najwyższej ZSRS. Dwukrotnie pełnił funkcję ministra zdrowia oraz – także dwukrotnie, w latach 2006-2008 i 2012-2016 – ministra obrony. Od 1989 roku działa w Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej, nieprzerwanie od 1996 roku zasiada w Sejmie. W obecnej kadencji pełni funkcję wiceprzewodniczącego frakcji LSDP, zastępcy przewodniczącego delegacji litewskiej do Zgromadzenia Parlamentarnego NATO oraz zasiada w Komitecie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony.

W poprzednim rządzie pełnił pan funkcję ministra obrony. W tym czasie podjęte zostały decyzje dotyczące zwiększenia wydatków na cele wojskowe oraz przywrócenia zasadniczej służby wojskowej. Jak pan dziś ocenia te decyzje?

Jestem z nich bardzo dumny. Przez wiele lat, podobnie jak inne kraje europejskie, nie wypełnialiśmy zobowiązań dotyczących wydatków na obronę. Dziś mamy jednak bardzo realistyczny plan, by w przyszłym roku osiągnąć wydatki na poziomie 2,0 proc. PKB – w chwili obecnej to 1,8 proc. Wydaje mi się, że jest to podstawowa sprawa, jeśli chodzi o modernizację i rozwój naszego sektora obronnego. Byłem tym, kto wprowadzał armię zawodową w 2008 roku. Później, w czasie kryzysu ekonomicznego nie mogliśmy uzupełnić naszych oddziałów. A musieliśmy to zrobić, ponieważ Rosja znowu zaczęła agresywnie działać w pobliżu naszych granic, w obwodzie kaliningradzkim, a szczególnie na Ukrainie, gdy anektowała Krym, gdy wsparła separatystów w Doniecku i Łuhańsku. Zdecydowaliśmy wtedy poświęcić więcej uwagi sprawom obronności. Osiągnęliśmy porozumienie między wszystkimi partiami w parlamencie i podpisaliśmy je. Jako większość parlamentarna i jako rząd wprowadziliśmy w życie to porozumienie szybciej niż było to zapisane – ponieważ zgodziliśmy się, że powinniśmy osiągnąć poziom 2,0 proc. w roku 2020, ale dzięki przyśpieszeniu jesteśmy teraz gotowi osiągnąć to już w roku 2018.

Przeczytaj także:  Juknevičienė: Armia to dobry sposób na budowę silniejszego społeczeństwa

W uchwalonej przez Sejm Strategii Bezpieczeństwa Narodowego przewiduje się nawet zwiększenie wydatków, powyżej 2 proc. PKB.

Tak, 2 proc. na obronę to podstawa. Mam nadzieję, że osiągniemy to w przyszłości. Mamy teraz otwartą możliwość uzupełnienia oddziałów i rozpoczęcia modernizacji sił zbrojnych. Jak wiadomo, rozpoczęliśmy negocjacje i podpisaliśmy umowę w sprawie zakupu wozów bojowych dla piechoty, systemu obrony powietrznej średniego zasięgu oraz pozostałego wyposażenia niezbędnego do codziennego użytku przez nasze siły zbrojne. Podnieśliśmy wynagrodzenia dla naszego personelu wojskowego, co również jest bardzo istotne, zajęliśmy się pewnymi kwestiami socjalnymi. To dobry argument, który możemy podnosić w rozmowach z naszymi sojusznikami, których wsparcia poszukujemy. Jesteśmy bardzo zadowoleni z postanowień szczytu NATO w Warszawie. Jak pan wie, pierwsza część wielonarodowego batalionu NATO jest już na Litwie. Rozpoczęliśmy budowę infrastruktury, wszystkiego co jest potrzebne dla wspólnych działań z naszymi sojusznikami, jako NATO, a także w ramach dwustronnej współpracy z USA.

Czy planujecie utrzymanie poboru, czy jednak chcielibyście wrócić do modelu armii zawodowej?

Z mojego punktu widzenia ważne jest uzupełnienie naszych oddziałów, w pierwszej kolejności w oparciu o ochotników. Bardzo się cieszę, że ilekroć ogłaszamy pobór, zawsze udaje się wypełnić limity ochotnikami. Tak było w latach 2015, 2016, a obecnie mamy już uzupełnione ok. 1/3 zapotrzebowania w tym roku. Mam nadzieję, że uda się uzupełnić te liczby ochotnikami. To jest zasadnicza sprawa. Ponadto powinniśmy przygotowywać rezerwę sił zbrojnych. Według mnie lepiej jest mieć ochotniczą niż obowiązkową służbę wojskową. Ale jest to kwestia kompromisu pomiędzy różnymi partiami politycznymi.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Jeśli mówimy o kompromisie – Strategia Bezpieczeństwa Narodowego została przyjęta niemal jednogłośnie. Czy można zatem powiedzieć, że w tych kwestiach panuje rzeczywista zgoda między różnymi siłami politycznymi na Litwie?

Można usłyszeć pewne głosy sprzeciwu wobec takich działań, ale są one odosobnione. Ogólnie rzecz biorąc, mamy bardzo silne poparcie społeczeństwa. Jak pan wie, przygotowaliśmy publikacje dotyczące tego, jak zachować się w sytuacjach zagrożenia, wojny. Mamy poparcie młodzieży, ochotnicy się zgłaszają i wstępują do wojska. Jestem członkiem parlamentu od 20 lat i pamiętam, gdy na początku dyskutowaliśmy o potrzebie zwiększenia finansowania opieki społecznej, edukacji, służby zdrowia, to zawsze odpowiedź na pytanie, skąd wziąć pieniądze, brzmiała: „zabrać wojsku”. Dziś, choć społeczeństwo nadal ma potrzeby związane z opieką społeczną czy ochroną zdrowia, to jednak rozumie, że obrona to nasz obowiązek, nasza odpowiedzialność, z której musimy się wywiązać. Zgodziliśmy się na to, przystępując do Sojuszu Północnoatlantyckiego, co nie jest tanie, ale taniej jest być w systemie bezpieczeństwa zbiorowego niż budować system obrony w pojedynkę. A przecież po drugiej stronie granicy mamy Rosję, która ma dużo więcej środków i dużo więcej wydaje na obronę.

Czy wydaje się panu, że wasz partner koalicyjny – Związek Rolników i Zielonych – podziela wasze stanowisko w kwestiach obronności i bezpieczeństwa?

Nie wiem dlaczego, ale w poprzednich latach byli oni bardziej sceptyczni, jeśli chodzi o sferę obronności, jednak teraz poparcie z ich strony jest dość mocne. Starają się nawet być w pierwszym szeregu popierających zwiększenie wydatków na obronę do wysokości 2,5 proc. PKB po 2020 roku.

Ich przedstawiciel, Vytautas Bakas, który przewodniczy sejmowemu Komitetowi Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony przed paroma dniami jako jedno z zagrożeń dla Litwy wskazał zbliżające się białorusko-rosyjskie ćwiczenia „Zachód 2017”. Podobnie uważają także prezydent Grybauskaitė czy szef Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego, Darius Jauniškis. Czy podziela pan te obawy?

To dla nas duże wyzwanie. Te ćwiczenia są organizowane każde cztery lata, z udziałem dużej liczby wojska – 80-100 tys. żołnierzy – z bardzo agresywnym scenariuszem: blokowania obwodu kaliningradzkiego, okupacji części Litwy, czy jak w 2009 roku użycia przeciw Warszawie taktycznej broni jądrowej. To jest jedno z ważnych wyzwań. Szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę, że zawsze przed okupacją czy to Gruzji, czy Ukrainy, odbywały się ćwiczenia w pobliżu ich granic. Musimy mieć to na uwadze, przygotowując nasze siły zbrojne, współpracując i informując NATO. Działamy w ten sposób każdego roku i mam nadzieję, że w tym będzie tak samo, że będziemy obserwować, co się dzieje i starać się, byśmy byli przygotowani do właściwej reakcji.

Przed trzema laty, gdy rozpoczęła się wojna na Ukrainie, wiele uwagi poświęcano kwestiom wojny informacyjnej, propagandowej. Czy pana zdaniem, w chwili obecnej jest to równie duże zagrożenie jak wówczas?

Oczywiście. Byliśmy dwukrotnie okupowani przez Rosję, za każdym razem z użyciem informacji i propagandy, od 1795 i od 1940 roku. Zawsze przed agresją militarną Rosjanie sięgali po działania informacyjno-propagandowe. Dziś zdajemy sobie z tego sprawę. Działamy, informujemy nasze społeczeństwo i obecnie, jak podają sondaże, 70 proc. społeczeństwa rozumie, że Rosja stosuje propagandę. Kiedyś tak nie było, uważano że to po prostu informacja. Teraz jest inaczej, rozumiemy to i działamy w tej sprawie bardzo intensywnie. Zarówno Ministerstwo Obrony jak i Ministerstwo Kultury działają na tym polu. Wydaje mi się, że ważne jest, by otworzyć oczy na ten problem nie tylko w naszym społeczeństwie, ale także w krajach Zachodu. Pamiętam, gdy poprzednio byłem ministrem obrony, po wojnie z Gruzją szybko powrócono do stosunków z Rosją na zasadzie business as usual, zawarto porozumienie, wszyscy byli zadowoleni, nie ma wojny itd. Teraz mamy już decyzje podjęte na szczytach w Walii, w Warszawie, NATO działa razem, inne kraje – nie tylko Litwa – zwiększają środki na obronę. Dlatego, że dostrzeżono rzeczywiste działania Putina. Mieliśmy kiedyś okres dosyć normalnych i przyjaznych stosunków z Rosją, gdy prezydentem był Borys Jelcyn. On popierał nasze dążenia do niepodległości, w czasie sowieckiej agresji w 1991 roku. Mieliśmy przyjaciół wśród rosyjskich władz. Teraz, w przypadku agresywnych działań Putina, propaganda jest istotnym czynnikiem. Musimy być przygotowani, a edukowanie społeczeństwa jest bardzo ważne. Tak jak mówiłem, wydajemy publikacje, edukujemy obywateli, w jaki sposób powinni oceniać tę informację, czy raczej dezinformację. A zatem nie tylko siły zbrojne, ale także informacja czy bezpieczeństwo cyfrowe – to także jest bardzo ważne, bo i tu działania są bardzo agresywne. W to także powinniśmy wkładać więcej środków i więcej aktywności.

Jak ocenia pan nowego prezydenta USA Donalda Trumpa? Czy zgadza się pan z opiniami, że jest on nieprzewidywalny? Czy poglądy amerykańskiej elity politycznej w kwestia bezpieczeństwa pozostaną takie jak wcześniej?

Trudno jest przewidywać przyszłość. Nie powinniśmy się opierać wyłącznie na elitach Stanów Zjednoczonych, ale powinniśmy starać się lepiej zrozumieć prezydenta Trumpa – jakieś pół roku temu byliśmy w USA w trakcie kampanii, razem z kolegami z Sejmu, mieliśmy spotkania ze sztabami wyborczymi. Możemy się zgodzić, że pogląd Trumpa, że Europa powinna więcej przeznaczać na obronę i bezpieczeństwo jest bardzo realistyczny. I my to robimy, przeznaczamy więcej środków, staramy się osiągnąć poziom 2 proc. I nie robimy tego dla USA, ale dla naszego własnego bezpieczeństwa. I ważne jest, aby inne kraje europejskie zrobiły to samo. Całkowicie zgadzam się z Trumpem, że powinniśmy wypełnić to zobowiązanie. Z drugiej strony, nowa administracja zawsze stara się na nowo zbudować relacje z Rosją. My także chcielibyśmy mieć dobre stosunki z Rosją, ekonomiczne, kulturalne. Ale wola musi być obustronna. Wracając do Stanów Zjednoczonych – Barack Obama również zaczął swoją prezydenturę od resetu w stosunkach z Rosją. Prezydent Trump także chciałby mieć dobre relacje z prezydentem Putinem, ale Rosja powinna zwrócić Krym, poprzeć deeskalację konfliktu. Oczywiście, Trump jest specyficzny, ale jeśli chodzi o kwestie obrony i bezpieczeństwa, to jednak zgadzamy się, że powinniśmy poświęcać na to więcej środków i więcej uwagi. Nowy sekretarz obrony, James Mattis, jest byłym generałem, mieliśmy z nim wcześniej liczne kontakty, także nasze oddziały w Afganistanie i Iraku. Mam zatem nadzieję, że jeśli będziemy działać, tak jak powinniśmy, to będziemy mieć bardzo dobre stosunki ze Stanami Zjednoczonymi i prezydentem Trumpem. Myślę, że w dziedzinie bezpieczeństwa mamy nowe możliwości: wzmocnienia NATO czy w ogóle przestrzeni europejskiej.

Chciałbym zapytać o kwestię wzmocnienia wymiaru obronnego Unii Europejskiej, o dyskusję, czy UE powinna mieć własne siły reagowania czy siły zbrojne?

Nie powinniśmy tego dublować. Rozmawiałem m.in. z minister obrony Niemiec Ursulą von der Leyen, z innymi kolegami z Europy. Zgadzamy się, że powinniśmy wzmacniać nasze sektory obronne i bezpieczeństwa. Mieliśmy Grupy Bojowe UE, które były dobrym instrumentem szkoleniowym, zwłaszcza dla nowych krajów członkowskich. Teraz powinniśmy zastanowić się, jak możemy poprawić, wzmocnić europejski sektor obronny. Można to zrobić przeznaczając na to więcej środków, organizując więcej wspólnych ćwiczeń, aktywnie uczestnicząc we wspólnych działaniach. Były pomysły utworzenia kwatery szpicy NATO w Polsce, blisko granicy z Rosją. Inaczej wyglądało to w dawnych czasach, gdy Niemcy Wschodnie były okupowane przez wojska sowieckie, a inaczej teraz, gdy granicy UE i NATO są przesunięte dalej na Wschód. Powinniśmy brać to pod uwagę także w polityce obronnej i bezpieczeństwa.

Po rosyjskiej agresji na Ukrainę kraje bałtyckie domagały się stałej obecności NATO w regionie. Czy wielonarodowe bataliony NATO, których dyslokacja właśnie trwa, są wystarczającą odpowiedzią na te prośby? 

Zacząłbym od przypomnienia, że gdy po raz pierwszy uruchomiony został artykuł 5, Litwa bardzo aktywnie w tym uczestniczyła: w Iraku i Afganistanie. Wysłaliśmy tam nasze oddziały. Dziś również uczestniczymy, już blisko 20 lat, w różnych międzynarodowych operacjach, nie tylko w Afganistanie. Dziś, kiedy mamy nową sytuację geopolityczną wokół krajów bałtyckich, jesteśmy bardzo zadowoleni z takiej reakcji społeczności międzynarodowych, że mamy wzmocnioną obecność NATO, a także kompanie amerykańskie w krajach bałtyckich, że wzmocniona została misja Baltic Air Policing, że mamy grupę amerykańskich myśliwców na Litwie i w Estonii itd. Na ten moment to jest to, czego potrzebowaliśmy. Zobaczymy w najbliższej przyszłości, czy będziemy potrzebować więcej. Jeśli będziemy odbywać więcej ćwiczeń, jeśli będzie większa rotacja, to pozwoli lepiej zrozumieć sytuację. To ważny czynnik wzmacniający zdolność odstraszania i pokazania Putinowi, że jesteśmy rzeczywiście gotowi do działania w przypadku agresji.

Na koniec naszej rozmowy, chciałbym wrócić do kwestii informowania społeczeństwa: na ile ważne dla wzmacniania bezpieczeństwa narodowego jest historia czy doświadczenie konkretnych wydarzeń historycznych? 

Oczywiste jest to, że duże znaczenie ma edukacja w szkole. Ważna jest również rola rodziny, młodych rodzin, które mogą wyjaśniać swoim dzieciom, czym była nasza historia, czym jest dla nas wolność. Żyjemy w zupełnie innych warunkach niż kiedyś. Kiedy ja byłem młody – urodziłem się na Syberii, moja rodzina była deportowana – nie dostałem zgody, by pojechać z uniwersyteckim zespołem pieśni i tańca do Włoch, właśnie z powodu mojego miejsca urodzenia. A dziś młodzież może bez żadnych wiz podróżować po całej Europie. To zupełnie inny świat. Ale właśnie dlatego, że mamy wolność i niepodległość. Dlatego trzeba tłumaczyć kolejnym pokoleniom, czym jest wolność i demokracja, dlaczego powinniśmy walczyć o tę demokrację. Ważne są zatem: rodzina, szkoła, a także różne organizacje społeczne. Zdecydowanie wspieramy Litewski Związek Strzelecki, jedną z naszych historycznych organizacji, która prowadzi rozmaite działania w szkołach, na obozach letnich dla młodzieży. A także inne organizacje pozarządowe. Niedawno obchodziliśmy święto odzyskania niepodległości, w przyszłym roku będziemy świętować jego stulecie. To bardzo ważne dla społeczeństwa, to wypływa z serca, to jest nasze, to duch naszej wolności. Trzeba to robić w sposób czytelny dla młodzieży. Jestem bardzo zadowolony z tego, co robią rozmaite organizacje młodzieżowe, że zapraszają polityków na spotkania, zadają im pytania. To jest właśnie to, co oni uznają za interesujące dla siebie. Ważne jest zrozumienie tej różnicy międzypokoleniowej. Dziś przygotowujemy się do przyszłorocznych obchodów, trwają dyskusje, czego innego oczekują starsi, a czego innego młodzież, musimy porozumieć się między pokoleniami, tak aby znaleźć coś interesującego dla jednych i drugich.

 

Zdjęcie tytułowe: Ćwiczenia litewskiego Batalionu Króla Mendoga. Zdj. Litewskie Ministerstwo Obrony (kam.lt).

Polub nas na Facebooku!