Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Sinkevičius: Mamy najmocniejszy rząd od czasu odzyskania niepodległości

13 grudnia 2016 roku rozpoczął pracę nowy litewski rząd, na czele którego stanął premier Saulius Skvernelis. Koalicję rządową tworzą dwie partie: Litewski Związek Rolników i Zielonych oraz Litewska Partia Socjaldemokratyczna. O priorytetach nowego gabinetu, wyzwaniach społecznych i gospodarczych stojących przed Litwą „Przegląd Bałtycki” rozmawia z politykiem Związku Rolników i Zielonych, Virginijusem Sinkevičiusem.

26-letni Virginijus Sinkevičius należy do młodszego pokolenia litewskich polityków. Studiował ekonomię i stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Aberystwyth w Walii oraz politykę europejską na Uniwersytecie w Maastricht. Pracował jako redaktor portalu „The Lithuanian Tribune”, w Centrum Analiz Polityki Europejskiej (CEPA) w Waszyngtonie, w przedsiębiorstwach Poczta Litewska, Litewskie Porty Lotnicze oraz „Investuok Lietuvoje”. W 2016 roku został wybrany do Sejmu jako kandydat Litewskiego Związku Rolników i Zielonych. Jest przewodniczącym sejmowego Komitetu Gospodarki.

Sondaże przedwyborcze nie wróżyły waszej partii zwycięstwa, a tym bardziej z tak dużą przewagą nad innymi ugrupowaniami. Na pewno po wyborach dokonaliście pewnych ocen. Co według was przyczyniło się do takiego sukcesu?

Po pierwsze brak przywództwa w innych partiach. My mamy dwóch silnych przywódców, w tym premiera, który jest bardzo popularny, podczas gdy inne partie nie mają równie silnych liderów. Po drugie – nasza kampania była skierowana do całego kraju. Inne partie, według mnie, były bardzo liberalne, nawet konserwatyści, oczywiście Liberałowie, także socjaldemokraci, którzy przed wyborami chcieli wprowadzić nowy, niezwykle liberalny Kodeks Pracy – to ogromna reforma, która dotyka każdego obywatela Litwy – i tak samo inne partie. Tymczasem my jesteśmy zorientowani bardziej społecznie.

Przed wyborami twierdzono, że jako polityczni debiutanci nie macie wystarczającego doświadczenia, by uczestniczyć w rządzie. Jak by pan odpowiedział na takie komentarze?

Powiedziałbym, że czasem lepiej nie mieć żadnego doświadczenia, niż mieć złe doświadczenie, złą kartotekę i złą historię. To prawda, żaden z naszych członków nie ukończył studiów jako parlamentarzysta, ale za to wielu z nich było poważnymi liderami w swoich lokalnych wspólnotach, mają dobrą reputację i znane nazwiska, co wydaje mi się niezmiernie istotne. Całej reszty można się nauczyć i w pewnych sprawach bardzo dobrze sobie radzimy. Co wydaje mi się najważniejsze, to że członkowie naszej partii, nasza frakcja w parlamencie nie jest związana z żadną grupą interesu.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Innym powodem do krytyki jest to, że wasz lider nie zajął żadnego oficjalnego stanowiska w rządzie i przez to nie bierze na siebie rzeczywistej politycznej odpowiedzialności. 

Ale to nieprawda, bo nasz lider zajął stanowisko premiera – to Saulius Skvernelis. To on był „numerem jeden” na naszej liście wyborczej, to on brał udział we wszystkich debatach i to on był kandydatem na stanowisko premiera. Ramūnas Karbauskis zawsze deklarował, że nie obejmie żadnego stanowiska, więc to nie była niespodzianka. Pewnie wszyscy oczekiwali, że zachowa się tak jak ci inni oszuści, którzy najpierw zapowiadali, że nie będą zajmować stanowisk, ale po wygranych wyborach zmieniali zdanie. A on deklarował od samego początku, że nie jest zainteresowany objęciem żadnych funkcji. Myślę, że ma bardzo silną i wpływową pozycję w parlamencie, kieruje naszą frakcją poselską, która liczy 57 członków, co stanowi 1/3 składu parlamentu. Myślę, że jest to dla niego wystarczające.

W tak dużej grupie deputowanych, pochodzących z różnych środowisk, na pewno nie jest łatwo zachować jedność. Czy dostrzega pan niebezpieczeństwo, że możecie stracić tę jedność do końca kadencji?

Różni ludzie tak przewidują, ale nie śpieszyłbym się z przewidywaniem. Powiem tak, owszem, mamy różnych ludzi, zawsze są dyskusje w naszej grupie, ale z drugiej strony, jest jedynie kilka osób, które mają zupełnie inne zdanie i poszukują własnych celów. Pozostali poszukują wspólnego celu, którym jest lepsza Litwa. Każdy rozumie, że litewscy wyborcy powierzyli nam ogromny mandat zaufania, który został nam powierzony awansem, wciąż musimy spełnić te oczekiwania. Nie mamy miejsca na pomyłki, na indywidualne działania. Szczerze wierzę, że wszyscy to rozumieją. To niepowtarzalna okazja, historyczna szansa dla Litwy i mam nadzieję, że każdy członek naszej frakcji to rozumie.

Większość ministrów, którzy tworzą obecny rząd to osoby bezpartyjne. Czy jest pan przekonany, że będą oni realizować politykę waszej partii?

To jeszcze jedna rzecz, którą obiecaliśmy naszym wyborcom. To, co obiecaliśmy, to profesjonalistów w rządzie. Wielu krytyków próbowało nas wyśmiać, że to niemożliwe, by utworzyć taki rząd, mówili: „Patrzcie, kogo wprowadziliście do parlamentu”. Ale my nigdy nie mówiliśmy, że wprowadzamy profesjonalistów do parlamentu. My mówiliśmy, że zrobimy wszystko, by stworzyć profesjonalny rząd. I szczerze chwalę Sauliusa Skvernelisa, że to zrobił, wykonał świetną robotę. Wydaje mi się, że mamy najmocniejszy gabinet od czasu odzyskania niepodległości. Najważniejszy jest dialog pomiędzy rządem a parlamentem. Trzej ministrowie, którzy współpracują z moim komitetem są szczerze otwarci na dialog, rozumieją że nie da się pracować w rządzie nie mając poparcia parlamentu. To samo dotyczy samego parlamentu, który musi rozumieć, że wiele decyzji, wiele zmian podejmuje rząd. Musimy ufać sobie nawzajem i pracować razem.

Czy widzi pan jakieś kwestie, w których będziecie poszukiwać poparcia ze strony partii opozycyjnych?

Niektóre zmiany, które planuje rząd, to będą wielkie reformy, dla których oczywiście będziemy potrzebowali poparcia opozycji. Ale deklarowaliśmy to od początku, to dlatego proponowaliśmy narodową koalicję, mówiliśmy, że Litwa potrzebuje teraz poważnych zmian i że trzeba zapomnieć o politycznych ambicjach i opozycyjnym stanowisku. Jedna z takich spraw to akcesja do OECD, w tym reforma przedsiębiorstw państwowych. Myślę zatem, że przy podejmowaniu tych decyzji i wprowadzaniu w życie tych reform będziemy potrzebowali także poparcia opozycji.

Prezydent Grybauskaitė była surowym krytykiem poprzedniego rządu. Teraz z pałacu prezydenckiego płyną raczej pozytywne sygnały pod adresem rządu. Jak widzi pan przyszłą współpracę z prezydent? 

Zawsze mówiłem, że wszyscy musimy współpracować. Mam bardzo dobre relacje i bardzo dobrze rozumiem się z urzędnikami kancelarii prezydenckiej, z jej doradcami. Szczerze uważam, że inne komitety sejmowe powinny robić to samo. Co dotyczy pani prezydent, to uważam, że jest ona rozsądna, obserwuje co się dzieje, niczego nie krytykuje – tworzymy naprawdę profesjonalny rząd – i jeśli będą sprawy, których ona nie będzie popierać, to po prostu wyrazi swoje zdanie. Ona nie jest typem prezydenta, który będzie siedzieć cicho. Ale nie ma w tym nic złego. Pamiętajmy, że krytykowała poprzedni rząd za kilka spraw: brak rzeczywistych reform, brak działań i korupcję. W tym ją popieramy. Gdyby prezydent milczała wobec skandali korupcyjnych, to by znaczyło, że jest taka sama, jak inni. A myślę, że powinna być ponad innymi.

Wspomniał pan o zmianie Kodeksu Pracy, przeprowadzonej przez poprzedni rząd. Premier Skvernelis obiecuje nowy model socjalny dla Litwy, na czym ma on polegać?

To nie będzie nowy model, tylko ten, który próbował wprowadzić poprzedni rząd, musi zostać zmieniony. Najważniejsze jest to, co powiedziałem wcześniej, że ta reforma dotyka każdego obywatela Litwy. To nie tak, że restrukturyzujemy jakiś mniejszy czy większy sektor. To dotyka wszystkich, każdego mieszkańca Litwy. Nie można zaczynać tego od konfliktu. A wówczas mieliśmy konflikt: biznes był krytykowany, związki zawodowe były niezadowolone, biznes też był niezadowolony. Z tego co mi wiadomo, nawet ludzie, którzy pracowali nad Kodeksem Pracy nie do końca rozumieli co się dzieje i co wydarzy się w efekcie, bo tak duże były zmiany. Dlatego premier poprosił o odłożenie tej sprawy o pół roku, o zrozumienie, o powrót do Komisji Trójstronnej, sam nawet brał udział w tych spotkaniach, istotnie wpłynął na Komisję, by jeszcze raz przedyskutować te kwestie, które były najbardziej odczuwalne dla ludzi, dla związków zawodowych, dla przedsiębiorców. I spróbować dojść do zgody. Zatem prace nad Kodeksem muszą zacząć się nie od konfliktu, ale zrozumienia.

Uważa pan, że potrzeba w tej sprawie więcej dialogu? 

Zdecydowanie. Dialogu i jasnej komunikacji. Ja rozumiem ludzi, ludzie zawsze boją się reform, kiedy czegoś nie wiesz, to się boisz. To jeden z takich przypadków, ludzie boją się, bo nie wiedzą, co się wydarzy, krążą różne opinie. Opinia publiczna kształtowała się w ten sposób, że to biznes w zasadzie dostał to, czego chciał, a pozycja pracowników ma być gorsza. To ważne, żeby komunikować, że nic takiego się nie stanie, że nieco bardziej liberalny Kodeks wpłynie na poprawę klimatu inwestycyjnego w kraju, na poprawę warunków pracy – szczególnie teraz, gdy mamy więcej ludzi wolnych zawodów – i że w zasadzie ludzie będą mieć więcej możliwości. Musimy dawać ludziom jasne komunikaty, co oni będą z tego mieć. A nie przedstawiać tego w ten sposób, że zabieramy im ich urlopy, na które zapracowali.

Skoro mówimy o problemach społecznych – co wskazałby pan jako najpoważniejszy z tych problemów, z którym najtrudniej jest walczyć? Czy będzie to problem emigracji?

Tak, pracujemy nad tym. Jedno z zadań, to zachęcenie ludzi do powrotu, trzeba im coś zaoferować. Po pierwsze, nie można na emigrację patrzeć jak na coś małego. To jest ogromne zjawisko, które trwa od lat. Na samym początku zawsze jest to emigracja ekonomiczna, ale potem zmienia się to w łączenie rodzin. Doszliśmy już do tego etapu, w którym emigracja ekonomiczna się zmniejsza. Oczywiście, ludzie nadal będą emigrować także z powodów ekonomicznych, ale w mniejszym stopniu. Teraz jest to już w zasadzie łączenie rodzin: wyjeżdżają dzieci, rodziny, które dotychczas pozostawały w kraju. I jest bardzo zła sytuacja dla nas. Jesteśmy spóźnieni o wiele lat. W pierwszej kolejności musimy skierować się do ludzi, których dzieci nie chodzą jeszcze do szkół. Widać to w statystykach, że kiedy dzieci zaczynają chodzić do szkół za granicą, rodzina kupuje dom – to koniec. I wydaje mi się, że nie mamy żadnych szans, by sprowadzić ich z powrotem, może ich dzieci. Musimy zatem zwrócić się do ludzi, którzy jeszcze nie osiedlili się na stałe, młodych, studentów, którzy wyjechali kilka lat temu, którzy wciąż jeszcze szukają swojego miejsca. Najważniejsze jednak, aby mieli do czego wrócić. Oczywiście, mamy Litwę, ale najważniejsze, żeby nastąpiła zmiana. Żeby nie było tak: wyemigrowałem pięć lat temu, wracam – i jest tak, jak było. Jeśli tak – to wyjadę znowu. To także widać w statystykach: jeśli ktoś wrócił z emigracji, to jest duża szansa, że znów wyjedzie, bo już raz przeszedł tę drogę. Sieć emigracyjna jest już silna, są silne społeczności. To trudna sprawa do rozwiązania.

Co zatem planujecie zrobić?

Rząd pracuje teraz nad kwestią mieszkań dla młodych małżeństw, aby mogły one dostać mieszkanie na łatwiejszych warunkach, a rząd, państwo powinny to wspierać. I nie w dużych miastach, ale też w mniejszych miejscowościach. Powinniśmy rozmawiać o lepiej płatnych miejscach pracy, o przyciąganiu inwestycji na Litwę, do naszych regionów, musimy ściągać inwestorów oferujących lepsze wynagrodzenia. Im większa konkurencja między inwestorami, tym większa szansa na wyższe wynagrodzenia. Musimy coś zrobić z cenami, które wzrosły kolosalnie. Mówiłem o tym w czasie kampanii, że nie ma znaczenia, że podniesiemy płace, jeśli ogromnie rosną ceny. To nie wystarczy. Jeśli dobra i towary tak dużo kosztują, to jest problem, bo nie ma znaczenia, czy ktoś zarabia 700 czy 1000 euro. Najważniejsze jest, jaka jest siła nabywcza pieniędzy, które zarabiasz. Wydaje mi się, że na Litwie wartość wynagrodzeń jest niska, ale siła nabywcza jest jeszcze niższa. To jest problem, z którym trzeba się zmierzyć i będzie to trudne. Inna sprawa: musimy zmienić podejście do ludzi niepracujących, Giełda Pracy musi zostać zreformowana i wykonywać inne funkcje, niż do tej pory, ponieważ jest zupełnie przestarzała. To, co powinna robić, to rozpowszechniać informacje wśród społeczności o miejscach pracy, dobrze płatnych, dla których można wrócić na Litwę. Powinna powstać strona informująca o możliwościach powrotu, z Wielkiej Brytanii, Norwegii, jak będzie wyglądać emerytura, co zrobić, by móc korzystać ze służby zdrowia. Wszystko powinno znaleźć się w jednym miejscu.

Przejdźmy do polityki zagranicznej. Stanowisko szefa MSZ zachował przedstawiciel socjaldemokratów, Linas Linkevičius. Czy to znaczy, że wasza partia chce bardziej skupić się na kwestiach wewnętrznych? Czy macie mimo to jakąś wizję kształtowania polityki zagranicznej?

Jeśli mówimy o partii, to rzeczywiście nie mamy ekspertów w tej dziedzinie, nie jest ich tak dużo. Jestem więc bardzo zadowolony, że ministrem został Linas Linkevičius. Według mnie jego kompetencje są niepodważalne. Widzieliśmy to w poprzednim rządzie i dlatego był jednym z tych ministrów, którzy zostali wybrani, by kontynuowali swoją pracę. Niewiele jako partia mamy do dodania w tej sprawie, jesteśmy zadowoleni z tego jak minister wykonuje swoją pracę.

Czy popieracie ministra w jego wypowiedziach o potrzebie zmiany, „resetu” w stosunkach z Polską?

Jeśli chodzi o stosunki z Polską, to oczywiście popieramy to całkowicie. Ale obawiam się, że polska strona nie chce żadnego resetu, dopóki nie zostaną wykonane pewne kroki. Nasza prezydent, nasz premier w szczególności, minister spraw zagranicznych, wszyscy tego chcą, społeczeństwo Litwy tego chce i jest to tylko kwestia decyzji, które musimy podjąć, zanim zaczniemy rozmawiać z Polską. Jest mi bardzo przykro, że drzwi są teraz zamknięte. Widzę Polskę jako naszego wielkiego partnera we wszystkich możliwych sprawach i sferach. I jest mi przykro, że ta współpraca jest zamknięta od jakichś dziesięciu lat.

Jakie decyzje zatem zamierzacie podjąć?

Dyskutujemy o tym z rządem. Wiemy, co martwi polską stronę. Spodziewam się, że rząd przedstawi wkrótce plan tego dotyczący. Mogę powiedzieć w tym momencie, że 3 z 4 problemów, o których wiemy, są łatwe do rozwiązania. Czy tak będzie, zobaczymy później, ale myślę, że uda się je rozwiązać jeszcze w tym roku. Jest ważna kwestia pisowni nazwisk. Osobiście nie mam z tym żadnego problemu. Moja żona jest Ukrainką i wiem na czym to polega. Ale wiem też, że w parlamencie mamy różne opinie na ten temat, więc niełatwo będzie to rozwiązać, ale można to rozwiązać i musimy spróbować to zrobić, by wysłać pozytywny sygnał do Polski.

Pozostańmy przy sprawach związanych z polityką międzynarodową. Mamy nowego prezydenta, nową administrację w Stanach Zjednoczonych. Jak odpowiedziałby pan na zarzuty płynące m.in. od samego prezydenta Trumpa, że NATO jest przestarzałe, a sojusznicy nie wywiązują się ze swoich zobowiązań?

Myślę, że ma on w tej sprawie rację i że sojusznicy muszą wypełnić swoje zobowiązania. Poziom 2,0 proc. PKB na obronę musi być osiągnięty, wszyscy się pod tym podpisaliśmy. To nie tak, że prezydent Trump czy jego administracja to sobie wymyśliła. To oficjalne dokumenty, które podpisaliśmy. Nie widzę w tym żadnego problemu. Widzę ogromne udoskonalenia w naszej armii. Nie możemy jedynie opierać się na innych, ale musimy też pewne rzeczy robić sami. Mamy historyczne doświadczenia wojny fińskiej i bardzo złe doświadczenie Litwy, która wpuściła sowieckie wojska.

Czy finansowanie wojska na poziomie 2,0 proc. PKB jest wystarczające, czy powinno być podniesione?

Gdybym był ministrem obrony i widział jedynie sektor obronny, to powiedziałbym, że powinno być podniesione. Ale jeśli spojrzeć na litewski budżet jako całość, to 2 proc. to bardzo dużo. To ogromne pieniądze i ogromne wydatki. W tym momencie muszę powiedzieć, że to wystarczy. Mamy bowiem inne wydatki, a nasz budżet jest bardzo napięty, rozmawialiśmy przed chwilą o problemach społecznych, mamy rosnące nierówności, wynagrodzenia dla nauczycieli są zbyt niskie. Jestem więc bardzo zadowolony z poprawy, myślę że to co powinniśmy osiągnąć to 2 proc. i wykorzystać to tak wydajnie, jak tylko to możliwe. W przeszłości mieliśmy w wojsku skandale korupcyjne. Jest mi przykro z tego powodu, bo wiem, że mamy w naszej armii wielu wspaniałych ludzi, którzy chcą zmieniać litewskie wojsko. Dla USA to mogą być bardzo małe pieniądze, ale dla naszego budżetu to duży wydatek.

Jak widzi pan perspektywę rozwoju stosunków z Rosją? Czy możliwa jest ich poprawa?

Nie widzę żadnej poprawy, ponieważ wojna na Ukrainie trwa, a Rosja straszy nas ćwiczeniami „Zachód 2017”, w których weźmie udział największa liczba żołnierzy, jakich kiedykolwiek rozlokowano obok naszych granic. Krym jest okupowany, Donbas jest okupowany. Nie widzę zatem żadnej poprawy. I czułbym się naprawdę źle, gdyby okazało się, że Europa jest gotowa zaakceptować ten stan. To nie może być zaakceptowane.

Jaką rolę mogłaby pana zdaniem odegrać Litwa w pracach nad reformą Unii Europejskiej, szczególnie w obecnej sytuacji związanej z Brexitem?

Tak, to bardzo bolesne, wiemy co dzieje się z Unią Europejską, mamy głównie spory między państwami, jest mi z tego powodu bardzo przykro. Ale Litwa powinna znaleźć własną sferę, w której bylibyśmy ekspertami i liderami w UE. Jedną z takich sfer są innowacje. Wielka Brytania była jedynym dużym krajem wspierającym innowacje, Litwa zawsze stała po jej stronie. To jest miejsce, które Litwa mogłaby zająć. Oczywiście cieszyłbym się, gdyby Wielka Brytania pozostała z nami, ale w odniesieniu do Unii Europejskiej Litwa naprawdę mogłaby wiele zrobić i być jednym z pionierów na tym polu.

 

Zdjęcie tytułowe: Zaprzysiężenie rządu. W środku premier Saulius Skvernelis i prezydent Dalia Grybauskaitė. Zdj. Vyriausybė (Profil na Facebooku).

Polub nas na Facebooku!