Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Rūta Vanagaitė w Mińsku: Nie ma okoliczności łagodzących dla zabijania

Rūta Vanagaitė, litewska teatrolożka i pisarka, autorka głośnej, szeroko dyskutowanej na Litwie książki „Nasi”, gościła niedawno w Mińsku. 2 marca była gościem dyskusji organizowanej przez białoruską autorkę, laureatkę Literackiej Nagrody Nobla, Swiatłanę Aleksijewicz.

Książka „Nasi” („Mūsiškiai”), którą Vanagaitė przygotowała wspólnie z amerykańsko-izraelskim historykiem, Efraimem Zuroffem, dyrektorem Centrum Szymona Wiesenthala w Jerozolimie, poświęcona jest kolaboracji Litwinów z Niemcami w czasie II wojny światowej i ich udziałowi w Zagładzie Żydów. Publikacja miała premierę na Litwie ponad rok temu i wywołała ogromną debatę społeczną.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Spotkanie z autorką odbyło się w Ambasadzie Litwy w Mińsku w ramach Intelektualnego Klubu Swiatłany Aleksijewicz, białoruskiej noblistki. Uczestnikiem debaty był również białoruski historyk, Alaksiej Litwin, profesor, pracownik naukowy Instytutu Historii Narodowej Akademii Nauk Białorusi, autor prac poświęconych m.in. ruchowi partyzanckiemu na Białorusi oraz białoruskim formacjom antysowieckim.

Dyskusja zgromadziła wielu przedstawicieli białoruskiego życia intelektualnego i publicznego, wśród nich m.in. poetę i byłego kandydata w wyborach prezydenckich, Uładzimira Niaklajewa, dziennikarza i działacza opozycyjnego Alaksandra Fiadutę, historyka i poetę Uładzimira Arłowa, kulturoznawcę Siarhieja Chareuskiego, rabina Grigorija Abramowicza, reprezentującego nurt judaizmu progresywnego.

Jak pozostać człowiekiem w piekle?

Relację z debaty przeprowadził portal Radia Swaboda. Spotkanie otworzyło wystąpienie Swiatłany Aleksijewicz, która kwestię pamięci o Holokauście i stosunku do własnej przeszłości odnosiła także do obecnej sytuacji na Białorusi.

„Dotąd nie przemyśleliśmy swojej przeszłości, nie przyznaliśmy się do wielu rzeczy, jakie pozostały tabu i dotąd boimy się otworzyć oczy. To wszystko w pełni wpływa na to, co z nami dzieje się teraz. To wpływa na to, że nie ma u nas społeczeństwa, a jest kraj. Nie ma u nas filozofii sprzeciwu, nie ma idei, które by nas jednoczyły. Mamy wiele problemów. Nie mamy najważniejszego: nie wiemy, kim jesteśmy i skąd pochodzimy” – tłumaczyła noblistka.

„W ogóle, tragedia Holokaustu przeszła obok literatury, obok sztuki, obok naszej myśli społecznej. Tylko niektórzy sumienni entuzjaści coś robią. Nie trzeba mówić, że nam się nie pozwala, że na nas się naciska. Wiele nie robimy z innych przyczyn: po prostu nie jesteśmy gotowi do samodzielnego sumiennego myślenia” – mówiła Aleksijewicz – „Nawet teraz, przed przyjazdem Rūty Vanagaitė, telefonowano do mnie i pytano, po co znowu o tych Żydach, ile jeszcze można o tym? To świadczy o agresywności, która zmienia nasze myślenie, która zmienia nam sumienie”.

Aleksijewicz pochwaliła autorkę książki. Odniosła się też bezpośrednio do jej treści: „Czemu Litwini zabijali Żydów i robili to tak dobrze, że zaproszono ich, by robili to też i u nas, na Białorusi?” – pytała pisarka. „Kiedy przeczytałam kilka stron książki Rūty, poruszyło mnie, że zło jest nieskończone. Szczególnie, gdy jest ono w twarzy dziadka, babci, ojca…” – opowiadała Aleksijewicz. „Dzisiejsza rozmowa będzie nie o tym, czemu jeden naród jest dobry, a inny zły. Rozmowa będzie o tym, jak pozostać człowiekiem w piekle” – zapowiedziała.

Książka, która podzieliła Litwinów

„Oficjalna Litwa do mnie się nie przyznaje, nie zapraszają mnie ani na konferencje, ani do szkół. Dlatego, że w moim kraju wciąż trwa narracja, że na Litwie była banda łotrów, którzy współpracowali z nazistami, a wszyscy pozostali nie mieli niby z tym nic wspólnego” – mówiła w swoim wystąpieniu autorka „Naszych” – „Niestety, na Litwie wszystko zmienia się bardzo powoli. O ile Niemcom potrzeba było 50 lat, żeby przyznać się do swojej winy, to Litwini będą potrzebowali jeszcze 20-30 lat”.

Vanagaitė opowiadała również o przeszłości własnej rodziny, o tym jak dowiedziała się, że jej dziadek po rozpoczęciu niemieckiej okupacji brał udział w przygotowywaniu list Żydów przeznaczonych do aresztowania. Mówiła również o mężu swojej ciotki, który kierował w czasie wojny litewską policją w Poniewieżu, a po wojnie udało mu się wyemigrować do Ameryki. Wspominała o przedmiotach, które znalazły się w jej rodzinnym domu, a które okazały się być rzeczami zrabowanymi zamordowanym Żydom.

Po napisaniu książki autorkę spotkały nieprzyjemności, jej wydanie wywołało dyskusję. „Odwrócili się ode mnie przyjaciele, krewni. Litwa podzieliła się na dwie części – opowiadała Vanagaitė – „Reakcja społeczeństwa była gwałtowna, niektórzy mi grozili, przeklinali, a młodzi ludzie byli wzruszeni książką, odnosili się do niej pozytywnie. Zrobiło się nawet modnym, by współczuć Żydom – to świadczy o tym, że jest się nowoczesnym człowiekiem”.

Prawda o udziale Litwinów w Holokauście jest zdaniem autorki znana historykom, którzy piszą o tym i publikują. Jednak ich prace nie trafiają do szerokiego kręgu czytelników. Przy pisaniu książki Vanagaitė korzystała z dokumentów archiwalnych, gdzie znalazła informacje o przebiegu Zagłady. „W wielu miejscach zwykle nie było Niemców. Tam strzelali litewscy oficerowie, policjanci. W ciągu 3 miesięcy zabito 150 tys. ludzi” – opowiadała pisarka – „Litwini tak dobrze pracowali, że na Litwę zaczęto przywozić Żydów z Austrii, Czech”.

Białoruski naród nie brał udziału w Holokauście

W roli oponenta Vanagaitė w dyskusji wystąpił historyk Alaksiej Litwin, który mówił m.in.: „Każdy prawdziwy historyk stoi na stanowisku, że nie powinno być tematów zabronionych”. Jednocześnie Litwin tłumaczył, że tematyka Holokaustu, kolaboracji i ruchu partyzanckiego zawsze była pod szczególną uwagą: „Wojna się skończyła i zwycięzcy mają prawo do swojego wyjaśniania historii”. Dlatego też, zdaniem Litwina, koncepcje historyczne musiały być zgodne ze stanowiskiem władz.

Jak wyjaśniał historyk, należy odróżnić sytuację na Ukrainie, Białorusi i Litwie. „Z żadnego punktu widzenia nie można powiedzieć, że białoruski naród brał udział w Holokauście” – zastrzegł Litwin. Na Ukrainie sytuacja, jego zdaniem, była inna: „Ukraińscy nacjonaliści postrzegali Żydów tak, jak i innych, w ich programie było napisane: Żydzi, Moskale i Polacy to wrogowie narodu ukraińskiego”. Na Białorusi natomiast nie było zorganizowanej siły – twierdzi Litwin – która pomagałaby Niemcom. „To, co wydarzyło się na Litwie, na Łotwie – to nie tylko inicjatywa samych Litwinów i Łotyszy. Niemcy chcieli brudną robotę wykonać cudzymi rękoma” – wyjaśniał historyk.

Napisać prawdę w popularny sposób

Rūta Vanagaitė udzieliła również wywiadu białoruskiemu portalowi TUT.by. W rozmowie z dziennikarzem portalu, Arciomem Szrajbmanem mówiła m.in.: „Chciałam napisać prawdę w popularny sposób, szokującą prawdę tak, żeby ją przeczytano. Mój wydawca nie chciał jej wydrukować. Mówił, że to nie jest właściwy moment, że to na rękę Putinowi i jego propagandzie, która mówi, że wszyscy Bałtowie to faszyści”. Autorka postawiła jednak na swoim.

W pracy nad książką towarzyszył Vanagaitė Efraim Zuroff, „łowca nazistów”. Oboje wspólnie objechali ok. 30 miejsc kaźni Żydów na Litwie i 7-8 na Białorusi. „Postanowiliśmy pojechać na Białoruś, dlatego że jeden z litewskich batalionów tak dobrze pracował, że Niemcy postanowili przysłać go do was. I w 15 białoruskich miejscowościach oni zabijali Żydów” – tłumaczy w wywiadzie Vanagaitė.

„To był rok 1941. Litewska władza witała Niemców z otwartymi ramionami, stworzyła cywilną administrację, żeby pracowała dla nazistów” – tak autorka tłumaczyła przebieg Holokaustu na Litwie – „Na początku organizowano bataliony, które wysyłano, by zabijać. W czasie okupacji w litewskiej administracji cywilnej pracowało 600 Niemców i 20 tys. Litwinów. Wielu Żydów zabili miejscowi policjanci”.

Pytana o motywacje uczestników mordów Vanagaitė wyjaśnia, że członkowie oddziałów myśleli, że służą ojczyźnie – „Władza mówiła, że to początek odbudowy narodowej armii”. Ochotnicy otrzymywali odzież, jedzenie, zarobek. „Najpierw szli walczyć z sowieckimi aktywistami, potem ochraniać jakieś miejsca, potem konwojować. A potem nagle znajdowali się w jamie i musieli strzelać” – opowiada autorka. Wśród przyczyn takich postaw ludności Vanagaitė wskazuje również antysemickie stanowisko kościoła katolickiego w owym czasie, choć przyznaje, że niektórzy księża ukrywali Żydów.

Nie ma okoliczności łagodzących dla zabijania

Zapytana, czy jest okolicznością łagodzącą dla zabójców, że podobnie czyniło wielu innych w tamtym czasie, Vanagaitė odpowiedziała: „Nie ma okoliczności łagodzących dla zabijania. Człowiek wiedział, co robi i robił to bez żadnego zagrożenia dla własnego życia. To całkowite kłamstwo, że za ich plecami stał Niemiec z pistoletem”.

Autorka opowiada również o przypadkach ratowania Żydów. Jej zdaniem brało w tym udział od 1,5 tys. do 3 tys. Litwinów: „W sierpniu 1941 roku 90 proc. Żydów jeszcze żyło, a w ciągu trzech miesięcy zabito 200 tys. ludzi. Dopiero w październiku ludzie otrzeźwieli i zaczęli ratować Żydów”. Jak twierdzi pisarka, wielu mówiło, że chciało ratować, lecz bało się nie Niemców, lecz własnych sąsiadów. Inni myśleli, że Niemcy przyszli na zawsze i chcieli im dogodzić, bo – zdaniem Vanagaitė – wierzono, że Niemcy dadzą Litwie niepodległość.

Autorka oczekuje, że tematyka Holokaustu znajdzie swoje miejsce w programach szkolnych, że wyjaśnione będzie, kto i dlaczego brał w tym udział. „Trzeba zburzyć pomniki zabójców” – dodaje Vanagaitė – „W czterech-pięciu miejscach na Litwie stoją pomniki ludzi, którzy strzelali i kierowali tym, także na Białorusi”. Jak wyjaśnia, ludzie ci po wojnie walczyli o litewską niepodległość przeciwko wojskom sowieckim. „Nikt jednak nie pyta, co robili wcześniej” – twierdzi autorka. Jej zdaniem Litwa powinna przyznać, że na poziomie państwowym, cywilnym i wojskowym brała udział w Holokauście.

 

Spotkanie z Rūtą Vanagaitė było trzecim, które odbyło się w ramach Intelektualnego Klubu Swiatłany Aleksijewicz w Mińsku. Poprzednimi gośćmi byli rosyjska poetka i pisarka Olga Siedakowa oraz rosyjski politolog Stanisław Biełkowski.

 

Książka Rūta Vanagaitė i Efraima Zuroffa ukazała się w Polsce pod tytułem „Nasi. Podróżując z wrogiem” nakładem Wydawnictwa Czarna Owca.

Polub nas na Facebooku!