Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Wileńskie ulice przyjaźni

Które miasto w Unii Europejskiej może pochwalić się ulicami, które nazwane są na cześć Tatarów, Karaimów, Żydów, Niemców czy Rusinów? Remigijus Šimašius, burmistrz litewskiej stolicy Wilna, agituje wielojęzycznymi szyldami ulicznymi za „tolerancją, otwartością i szacunkiem wobec wszystkich mieszkańców”.

Ulica Żydowska wskazuje do dziś na średniowieczne centrum Wilna. Ulica Niemiecka prowadziła kiedyś do Bramy Niemieckiej, którą dzisiejsi turyści podziwiają jako Ostrą Bramę. Ulica Islandzka na starówce odnosi się nie do mniejszości islandzkiej, tylko do uznania Litwy jako suwerennego państwa przez Islandię w styczniu 1991 roku. Z kolei ulica Łotewska prowadzi do rosyjskiej ambasady. Wszystkie te ulice łączy fakt, że zdobi je jako „oznaka przyjaźni” dwujęzyczny szyld.

Gwiazda Dawida i orzeł Bundesrepubliki

Ulica Żydowska otrzymała dodatkowe szyldy w jidysz i po hebrajsku. Żeby wszyscy turyści i mieszkańcy rzeczywiście zrozumieli, że chodzi o ulicę Żydowską, twórcy dodali gwiazdę Dawida jako znak rozpoznawczy. Kolektyw projektowy pod wodzą Jonasa Jakaitisa szukał dla każdej ulicy jej własnego symbolu. Jego urodzeni po 1991 roku studenci, studiujący na Wileńskim Uniwersytecie Technicznym, nazwanym na cześć litewskiego wielkiego księcia i założyciela miasta Giedymina, sięgnęli po sowieckie wyobrażenia grup narodowych. Dlatego na wielu nowych szyldach ulicznych znajduje się pasek w kolorach narodowych, który ma przypominać wzór dzianiny.

Ulica Niemiecka z „mniejszościową” tabliczką. Zdj. vilnius.lt.

Z okazji odsłonięcia nowych tabliczek przy ulicy Tatarskiej w Wilnie w środku dnia wystąpiła grupa ubrana w narodowe stroje. Na ulicy Łotewskiej dwie Łotyszki ubrane w wełniane peleryny śpiewały łotewskie pieśni narodowe z okazji dnia niepodległości północnego sąsiada Litwy.

Na znanej już z czternastowiecznych źródeł ulicy Niemieckiej osiedlali się niemieckojęzyczni kupcy i rzemieślnicy, którzy przybyli tu na zaproszenie wielkiego księcia litewskiego i założyciela Wilna – Giedymina. Teraz nazwa ulicy została napisana gotykiem i udekorowana orłem Bundesrepubliki. Czy to wszystko na powitanie Bundeswehry? 450 niemieckich żołnierzy przybyło w styczniu jako część batalionu NATO pod niemiecką wodzą. Inaczej niż sugeruje szyld uliczny, ulica Niemiecka w Wilnie jest związana nie tylko ze średniowieczem i teraźniejszością, ale także z kolaboracją między Litwinami i Niemcami w czasie II wojny światowej. Państwo niemieckie ze swymi żołnierzami ostatni raz obecne było na Litwie, gdy litewscy policjanci pomocniczy pod rozkazem Gestapo późnym latem 1941 roku założyli małe i duże getto. Tu rozpoczął się mord 50 tys. żydowskich mieszkańców Wilna.

Podczas gdy semiotyczna zmiana ulicy Niemieckiej pozostała niezauważona, forma ulicy Tatarskiej wzbudziła dyskusje, bo jako symbol mniejszości muzułmańskiej pojawia się półksiężyc. Choć muzułmanie byli obecni przez wiele stuleci w Wielkim Księstwie Litewskim, dziś w większości katolickim społeczeństwie szeroko rozprzestrzeniony jest strach przez muzułmańskimi imigrantami. Niektórzy czuli się sprowokowani przez szyld uliczny. Warto przy tym pamiętać, że do tej pory na Litwę trafiło mniej niż 200 z przewidzianych 1105 uchodźców z Bliskiego Wschodu.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

W przeciwieństwie do uchodźców, Karaimowie, którzy stanowią podobnie znikającą grupę, są wskazywani na Litwie jako żywy dowód na kulturową tolerancję. Członkowie turkojęzycznej semickiej sekty wyemigrowali prawdopodobnie już w schyłkowym średniowieczu do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Przez stulecia pojawiali się w dokumentach jako Żydzi, bo ich chrześcijańscy sąsiedzi nie mogli ich odróżnić od mówiących w jidysz Żydów.

Dopiero pod koniec dziewiętnastego stulecia Karaimowie zaczęli się odgraniczać od Żydów, a swój zachodnioturecki język pisać w alfabecie łacińskim zamiast w hebrajskim. To uratowało późniejszym pokoleniom życie. W dwóch ekspertyzach naukowych na początku niemieckiej okupacji w 1941 roku argumentowano, że nie chodzi tutaj o Żydów. Ulica Karaimska leży naprzeciwko również ocalałego karaimskiego domu modlitwy, kienesy, która wydaje się ciągle pusta – możliwe, że dlatego, iż w całym kraju żyje oficjalnie tylko 273 Karaimów, z czego 65 w Wilnie.

Więcej niż trik marketingowy

Symboliczne uznanie mniejszości i ich języków to coś więcej niż trik marketingowy młodego burmistrza Wilna. Remigijus Šimašius poprzez ulice przyjaźni demonstruje nie tylko aspirację miasta, by także dziś być wielokulturowym. Pokazuje, że w Republice Litewskiej z odrobiną dobrej woli możliwe jest umieszczanie w przestrzeni publicznej wielojęzycznych tabliczek, bez prowokowania społecznego odrzucenia czy wysokich kar.

Co prawda nieznani sprawcy zamazali szyld ulicy Ruskiej we wschodniej części starówki, gdzie już w średniowieczu żyli prawosławni obywatele miasta, bo uznali ulicę Ruską za Rosyjską. Minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius zareagował niezwłocznie i podkreślił, że w przypadku tabliczki w cyrylicy chodzi o „znak przyjaźni i szacunku wobec trwającego stulecia współżycia w jednym mieście”.

Jeszcze przed paru laty zamocowanie podobnych szyldów po polsku w zamieszkałych głównie przez Polaków rejonach wokół Wilna prowadziło do wysokich kar administracyjnych. Ostra regulacja przestrzeni publicznej dopuszcza inne języki tylko w wyjątkowych przypadkach, gdy chodzi na przykład o nazwy międzynarodowych firm. Szwedzki bank może z tego tytułu używać szwedzkiego na swoim logo, które służy jako neon. Mieszkańcy zamieszkałej w większości przez Polaków ulicy nie mogą z kolei umieścić dodatkowych tabliczek po polsku. Nawet użycie liter, które oficjalnie nie występują w alfabecie litewskim, jest dla Litwinów profanacją.

Dlatego 200 tys. członków polskiej mniejszości narodowej, nawet w dwanaście lat po przystąpieniu Litwy do Unii Europejskiej, nie może pisać swych własnych nazwisk w oficjalnych dokumentach z polskimi znakami, takimi jak „ó”, „ś”, „ż” czy „ź”. Litewskiemu patriocie Michałowi Römerowi, podczas założenia uniwersytetu jego imienia, który oferuje edukację w zakresie administracji i prawa, ukradziono umlaut z jego bałto-niemieckiego nazwiska.

Do tej pory Uniwersytet Römera kształci przyszłych urzędników państwowych, nie konfrontując ich z obcą literą „ö”. Argumentacja „hardlinerów” z Instytutu Języka Litewskiego brzmi następująco – egzystencja języka, którym mówi prawie 3 miliony użytkowników, może być zagrożona, kiedy zacznie się dopuszczać do alfabetu obce litery.

Historyk z Wilna wyjaśnia: „wielu członków najwyższej komisji językowej zamieniło komunizm na nacjonalizm i chronią do tej pory czystość nauki”.

Niewidoczne mniejszości

Dlatego godny uwagi jest fakt, że obok nowych szyldów ulicznych na starówce pojawiły się Schody Czesława Miłosza z cytatami z polskiego noblisty. Jak zawsze w pluralistycznym społeczeństwie są jednak niezadowoleni, którzy głośno krzyczą za uznaniem następnych grup mniejszościowych. W ten sposób publicysta Arūnas Dumalakas postuluje, że nadszedł czas, by przypomnieć sobie o Prusach. Zakon Niemiecki zasymilował krok po kroku bałtyckie plemię, które straciło swój język.

To, że także współczesne mniejszości mogą zostać w dużej mierze niezauważone, można poznać po fakcie, że odległa o zaledwie 25 kilometrów Białoruś do dziś nie ma w Wilnie swojej ulicy przyjaźni. Przy czym w litewskiej stolicy mieszka ponad 20 tys. Białorusinów i jest mnóstwo centralnych ulic, które wskazują na historyczne litewskie miasta na Białorusi. Alternatywą byłoby nazwać jakąś ulicę ulicą Ostrowiecką. W Ostrowcu, w odległości 50 kilometrów od Wilna, znajduje się plac budowy pierwszego białoruskiego reaktora atomowego. Od czasu gdy ważący 330 ton reaktor zerwał się przy pracach budowlanych z rusztowania i spadł na ziemię, na Litwie podniósł się protest przeciwko budowie elektrowni.

 

Tekst opublikowany był pierwotnie w szwajcarskiej „Neue Zürcher Zeitung”. Tłumaczenie z języka niemieckiego Tomasz Otocki. Śródtytuły pochodzą od autora tekstu.

 

Zdjęcie tytułowe: Widok na wileńskie Stare Miasto. Zdj. Vilnius Tourism.

  • Stanislaw Gadomski

    Niemcy tolerują brak czcionek niemieckich. „Uniwersytet Römera” może być pisany jako „Uniwersytet Roemera” w takim przypadku. Ale brak czcionek, dziś w epoce komputerów problemem nie jest. Problemem jest niezrozumiały upór Litwinów w tej sprawie. Litwa nie wróci tą drogą do wielkości Księstwa Litewskiego. Polecam zwiedzanie Wilna, Trok i Kowna.

Polub nas na Facebooku!