Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Dni Kultury Polskiej w Tartu – rozmowa z organizatorami Joanną Dobosz i Patrykiem Jarzębskim

W Tartu do dzisiaj widać ślady po krótkiej polskiej obecności wiele wieków temu. Dawny Dorpat występuje także w podręcznikach historii i w biografiach dawnych studentów. Tartu z Polską łączy jednak więcej niż historia. Z Joanną Dobosz i Patrykiem Jarzębskim, organizatorami Dni Kultury Polskiej w Tartu, rozmawiał Maciej Makulski.

Joanna Dobosz jest lektorką języka polskiego na Uniwersytecie w Tartu oraz współorganizatorką Dni Kultury Polskiej w Tartu.

Patryk Jarzębski jest grafikiem i współorganizatorem Dni Kultury Polskiej w Tartu.

W dniach 7-9 kwietnia 2017 r. w Tartu, najważniejszym mieście akademickim Estonii, odbędą się Dni Kultury Polskiej. W programie imprezy znajdują się zarówno wykłady, wydarzenia kulturalne, warsztaty tradycji ludowej i wiele innych atrakcji. Szczegółowy program imprezy znajduje się na stronie: polishculturedays.ee. Przegląd Bałtycki objął wydarzenie patronatem medialnym.

Maciej Makulski: Tartu to Wasz pierwszy/drugi dom czy jesteście tu tylko przejazdem?

Joanna Dobosz: Dla mnie Tartu miało być przejazdem. Trzy lata temu miało być tylko na chwilę, może na rok. Na tym miała polegać moja praca: uczenie języka polskiego na miejscowym uniwersytecie i zmiana miejsca zamieszkania, co rok lub co dwa lata. Ale w Tartu jestem już od trzech lat, w międzyczasie dołączył do mnie Patryk i na razie nie wybieramy się nigdzie indziej.

Patryk Jarzębski: Na początku przyjechałem tylko na weekend…

Joanna: Żeby zobaczyć czy to miasto jest rzeczywiście takie magiczne jak opowiadałam. A niedługo potem na kolejny weekend i tak już tu zostaliśmy.

Organizujecie tutaj Dni Kultury Polskiej. Skąd pomysł na tę imprezę? Dlaczego odbywa się akurat teraz?

Joanna: Myślałam o takiej imprezie już pierwszego roku mojej pracy w Tartu, jednak na początku było to trudniejsze ze względów czysto organizacyjnych. Dwa lata temu na Uniwersytecie zbudowano zupełnie nową jednostkę – Koledż Języków Obcych i Kultur wchodzący w skład Wydziału Sztuki i Humanistyki. Wtedy zaczęto organizować wydarzenia kulturalne związane z różnymi krajami i kulturami. Jednym z pierwszych wydarzeń był polsko-niemiecki wieczór wigilijny, organizowany przez nas, czyli wykładowców przy wsparciu Uniwersytetu. W kolejnym roku padła propozycja, by każdego miesiąca organizować wydarzenia promujące kolejne kraje, z których pochodzą wykładowcy w naszym Instytucie. Na nas przyszła kolej w kwietniu, choć początkowo zabiegałam o to, by Dni Kultury Polskiej odbywały się w majówkę. Pojawiła się jednak konkurencja z Gruzji – pierwsze dni maja są związane z ważnym gruzińskim świętem narodowym i zostałam przegłosowana! Polsce „przypadł” kwiecień i stąd decyzja, by podczas nadchodzących Dni Kultury Polskiej szeroko nawiązać do Wielkanocy. Tak zrodziły się nasze pomysły, by zorganizować warsztaty malowania pisanek czy wykłady o sposobach świętowania w Polsce.

Czyli idea zorganizowania Dni Kultury Polskiej w Tartu stanowi połączenie Waszej własnej inicjatywy z działaniami Uniwersytetu promującymi kultury innych krajów?

Joanna: Zgadza się. Otrzymaliśmy z Uniwersytetu propozycję, by organizować imprezy narodowe i decyzja czy dany kraj będzie reprezentowany należała do wykładowcy. Sam Uniwersytet zachęca, by szukać terminów, które są ważne dla danej kultury czy społeczeństwa, by wpisywać te imprezy kontekst kulturowy danego kraju. Wielkanoc jest ważna dla Polaków, więc świetnie wpisuje się w tę koncepcję.

Patryk: Dni Kultury Polskiej w Tartu są mocno powiązane z Uniwersytetem. Z jednej strony my odpowiadamy za to jak cała impreza będzie przebiegać. Z drugiej zaś, bez wsparcia ze strony Uniwersytetu ta impreza zapewne nie odbyłaby się, a na pewno nie w takim kształcie i nie z takim rozmachem.

Joanna: Nie każdy kraj promuje swoją kulturę i tradycję przez cały weekend. Czasami jest to jeden dzień. Wyjątkiem była Korea Południowa, której wydarzenia kulturalne trwały przez cały miesiąc.

Ważne miejsce w programie imprezy mają polskie kulinaria. Kuchnia polska pojawi się w wydaniu tradycyjnym, związanym ze Świętami Wielkanocnymi, ale również w postaci vegan brunch. Czy jest to próba gry między tradycją a współczesnością?

Patryk: Ja to rozumiem zupełnie inaczej! Nasi partnerzy z restauracji Göök dostali od nas przepisy na wegańskie wersje prawdziwych, ciężkich i głęboko zakorzenionych w polskiej kulturze potraw.

Joanna: Na przykład smalec.

Patryk: Albo gołąbki. Jest to zatem przykład elementu kultury polskiej bez żadnych kompromisów!

Joanna: Wyjaśnię, że vegan brunch nie był naszym pomysłem. Powstał on w głowie szefa kuchni knajpki, w której będzie miał miejsce. Kiedy tylko usłyszał, że będą się odbywać dni polskie, postanowił połączyć cyklicznie organizowany brunch z naszą imprezą. My przekazaliśmy przepisy i podpowiedzieliśmy jak zastąpić mięso innymi składnikami, by dania wyglądały i – miejmy nadzieję – smakowały równie dobrze.

Patryk: Współpraca z partnerami lokalnymi jest naprawdę owocna. Połączyliśmy siły i mogliśmy dzięki temu rozbudować program wydarzenia.

Joanna: W ten sposób program Dni Kultury Polskiej rozbudował się po części bez dużego udziału z naszej strony i jest to coś niesamowicie fantastycznego. Poznaliśmy ludzi gotowych do tego, by przyłączyć się do naszej imprezy bez oczekiwania jakichkolwiek profitów, chętnych, by zorganizować coś nowego i fajnego.

W programie znalazły się dwie wystawy.

Patryk: Tak, ekspozycja poświęcona przewodnictwu Polski w Grupie Wyszehradzkiej prezentowana będzie na dwudziestu szczegółowych planszach. Poza tym odbędzie się wernisaż wystawy prezentującej rzeźby i wyszywanki autorstwa Tomka Jegieły i Marty Perlikiewicz, którzy na stałe mieszkają w Tartu. Wystawa wyszehradzka być może trochę odstaje od nurtu oddolności, w który celujemy i ma bardziej oficjalny charakter, ale to wyróżnia ją na tle pozostałych wydarzeń. Prace Tomka i Marty są natomiast niesamowicie osobiste. Jesteśmy bardzo ciekawi odbioru tych dwóch wystaw.

Jeśli mowa o Estonii, to pierwszą mniejszością narodową, która przychodzi na myśl są raczej Rosjanie. Co możecie powiedzieć o Polakach mieszkających w Estonii?

Joanna: Polacy w Estonii dzielą się na dwie grupy i nie chodzi tu wyłącznie o wiek. Pierwsza grupa to ludzie, którzy mają polskie korzenie, ale zostali tutaj przesiedleni [z innych części Związku Radzieckiego – przyp. red.] i po rozpadzie Związku Radzieckiego postanowili tutaj zostać. Założyli tu rodziny, dzieci zaczęły chodzić tutaj do szkoły i mówić po rosyjsku. Język polski został częściowo zapomniany. Ta część polskiej mniejszości mieszka głównie w Tallinie [i w północno-wschodniej części kraju – przyp. red.]. Z tej grupy w Tartu mieszka kilka osób, są to najczęściej starsze panie, które uczęszczają do lokalnego kościoła katolickiego.

Czy ta grupa Polaków nadal mówi po polsku?

Joanna: Nie, albo próbują, choć z bardzo silnym rosyjskim akcentem. Natomiast starają się zrozumieć polski, kiedy się z nimi rozmawia. To jest część starej imigracji – ludzie już tutaj urodzeni i potomkowie pierwszych imigrantów. Najczęściej są oni skupieni wokół kościoła, próbują śpiewać pieśni po polsku, chodzą na występy zespołów tradycyjnych. Wspomnienia lub opowieści rodziców są dla nich źródłem informacji jakie posiadają o Polsce. Jednocześnie ludzie ci tworzą małe społeczności i nie integrują się z resztą [osób pochodzenia polskiego – dop. red.].

Druga część Polonii to imigranci zarobkowi. Ludzie tacy jak ja, którzy przyjechali tutaj do pracy lub Patryk, który przyjechał do Estonii za swoją miłością.

Patryk: Mamy znajomą, która aplikując o pracę w Polsce nie zauważyła, że chodzi o stanowisko w… Estonii.

Została tutaj?

Joanna: Tak, pracuje w Tartu jako konsultant na rynek Polski w firmie zajmującej się księgowością.

Do nowej grupy polskich imigrantów w Estonii należą też osoby, które pod koniec lat 90. ubiegłego wieku wyjechały z Polski do Norwegii, Szwecji albo Finlandii. Zarobili tam na tyle dużo, by kupić w Estonii dom albo mieszkanie i zdecydowali się tutaj osiedlić, założyć rodziny. To Polonia w średnim wieku.

Patryk: I są to przedstawiciele aktywnej Polonii.

Joanna: Są to na przykład artyści i inne osoby angażujące się w imprezy kulturalne. To jest też Polonia, która mówi po polsku i nie zna rosyjskiego. Mówimy więc o dwóch światach. Jest stara Polonia i potomkowie Polaków, którzy mówią po rosyjsku. I druga – młodsza, zarobkowa, która przyjechała tutaj z różnych powodów, czy to by osiedlić się po pracy w Skandynawii lub – jak wspomnieliśmy – przez przypadek, nie wiedząc nawet wcześniej gdzie leży Estonia.

Wróćmy jeszcze do programu Dni Kultury Polskiej. Przebija się w nim wątek polskich śladów w Tartu. Skąd taki pomysł? Czy poza kwestiami historycznymi, o których można dowiedzieć się z polskich podręczników jest ich rzeczywiście tak dużo, by zbudować z tego oddzielną narrację?

Patryk: Śladów rzeczywiście jest sporo, poczynając od sztuki ulicznej, której przykładem może być plakat z Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, który wisi na jednym z mostów w centrum miasta.

Joanna: Stoją za tym obserwacje nasze i naszej koleżanki – Agnieszki Kunz – która będzie przewodnikiem wycieczki po mieście w czasie Dni Kultury Polskiej. Agnieszka organizuje wycieczki po mieście prezentujące różne narracje, polska jest tu na pewno obecna. Chociażby flaga Tartu jest biało-czerwona.

Patryk: Inny przykład to tzw. krzywy budynek w Tartu, którego elewacja została naprawiona przez Polaków i dzięki temu budynek przestał się osuwać. Dziś, mimo że jego kąt nachylenia jest większy niż w przypadku krzywej wieży w Pizzie, mieści się tam muzeum sztuki współczesnej.

Joanna: Karcer na Uniwersytecie w Tartu to kolejne miejsce, w którym można znaleźć polskie ślady. Mieści się na poddaszu gmachu głównego Uniwersytetu. To malutki pokoik, w którym byli zamykani studenci za różne przewinienia. Na jednej ze ścian znajdują się częściowo oryginalne i częściowo odrestaurowane napisy, zostawione przez studentów. Dziwnym trafem większość nazwisk brzmi bardzo polsko.

Patryk: Mieli dużo czasu, żeby się podpisać, bo za nieoddanie książki do biblioteki w terminie groziła kiedyś kara dwóch tygodni w karcerze. Karcer był zatem nie tylko miejscem odosobnienia, ale też nauki.

Joanna: Do polskich śladów w Estonii można zaliczyć też fakt, że ojciec najsławniejszego estońskiego poety – Jaana Kaplinskiego – był Polakiem i wykładowcą języka polskiego na Uniwersytecie w Tartu.

Patryk: Ale więcej zostawiamy do powiedzenia Agnieszce, bo wiemy jak bardzo lubi te historie.

A jak wygląda oficjalna narracja o Polsce w Estonii? Zaryzykowałbym tezę, że Polska, mimo związków historycznych i personalnych, o których mówicie, nie odgrywa istotnej roli w świadomości politycznej czy kulturalnej Estończyków.

Patryk: Powiedziałbym, że jesteśmy w Tartu, a nie w Dorpacie. Możemy mówić o budowie estońskiej świadomości narodowej, w której nie ma miejsca na historyczną obecność Polaków na tych terenach, ale moim zdaniem nie ma tutaj nic zdrożnego. Estonia jest krajem, który jest ekstremalnie otwarty na świat. Są przykłady działań, w ramach których każdy, niezależnie od pochodzenia, może zostać e-rezydentem i prowadzić e-biznes w Estonii, bez fizycznej obecności w tym kraju. To moim zdaniem świadczy o pozytywnym otwarciu Estonii na świat i samo Tartu jest przykładem miejsca, w którym zderzają się różne kultury. Ogromną rolę odgrywa tutaj Uniwersytet. Fenomen Tartu polega na tym, że jest to małe miasto, w którym można spotkać ludzi mówiących w każdym języku. Brak szczególnej obecności Polaków w świadomości Estończyków w takim miejscu jak Tartu nie jest zatem czymś wyjątkowym lub wynikającym z uprzedzeń lub zaszłości.

Joanna: Dodałabym, że w pewnym sensie to Polacy powinni częściej wspominać Estonię, niż Estonia nas, bo właśnie dzięki Uniwersytetowi w Tartu Polacy mogli w pewnym momencie kształcić się [swobodnie – przyp. red.].

A jak Polska jest odbierana w warstwie współczesnej kultury, bez konieczności odwoływania się do wątków historycznych?

Joanna: Mogę przytoczyć przykład tego jak Polska jest odbierana przez studentów, których uczę. Zwłaszcza ci, którzy wybierają naukę polskiego z własnej woli to osoby, które były wcześniej w Polsce przejazdem. Ale jednak coś przykuło ich uwagę i zainteresowało na tyle, że planują kolejne wakacje w Polsce lub chcą poznać język. Swoją rolę odgrywa też program Erasmus, dzięki któremu Estończycy poznają Polaków tutaj albo w innym kraju i którzy często odbierają Polaków jako głośnych i sporo pijących, ale jednocześnie bardzo otwartych i gościnnych. Znam estońskich studentów, którzy odwiedzili Polskę właśnie dzięki zaproszeniu ze strony polskich rówieśników. Część Estończyków ma dzięki temu w Polsce swoją drugą połówkę i uczy się polskiego, żeby – cytuję – zaimponować teściowej. Ci Estończycy odbierają Polskę jako duży i fascynujący kraj, oferujący podróżnikowi wszystko czego można sobie zażyczyć: morze, góry i niziny. Do tego dochodzi gościnność i… podobna kuchnia. Kuchnia jest z pewnością czymś co może łatwo połączyć Polaków i Estończyków.

Patryk: Estończycy nie znają żadnych dowcipów o Polakach, tak jak my nie mamy żadnych o Estończykach. Wydaję mi się, że to też trochę mówi o percepcji i obecności innej kultury.

Zostaje zatem jeszcze sporo do odkrycia.

Joanna: Część Estończyków sporo wie o polskiej kulturze dzięki świetnej pracy tłumacza – Hendrika Lindepuu, który przetłumaczył już bardzo wiele polskich powieści i wierszy na estoński i jest to z pewnością kopalnia wiedzy o Polsce.

Polskie kino też jest obecne w Estonii.

Polskie kino na Festiwalu Czarnych Nocy jest bardzo dobrze reprezentowane. Co roku tych filmów jest kilka i są to dobre produkcje. Dwa lata temu pokazywane były „Ida” i „Miasto 44”, które zrobiły ogromne wrażenie. Po „Mieście 44” ludzie wyszli z kina w kompletnej ciszy, natomiast dyskusje o „Idzie” na moich zajęciach toczyły się jeszcze przez następne tygodnie.

Planujecie wpisać Dni Kultury Polskiej na stałe do kalendarza wydarzeń kulturalnych w Tartu?

Mamy wielką nadzieję, że się uda. Póki co, mamy wykupioną domenę strony internetowej na jeden rok, ale kto wie, może trzeba będzie przedłużyć!

 

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Polub nas na Facebooku!