Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Igor Watolin: Miałem dość polityków, którzy chwalili aneksję Krymu

Dla lepszego zrozumienia tematu powiem w jakich okolicznościach założyłem Inicjatywę Europejskich Rosjan – EuroRussians. Po aneksji Krymu zaczęła się kampania wsparcia działań Kremla na Łotwie. Głównie robiła to partia Tatiany Żdanok Rosyjski Związek Łotwy. Tatiana Żdanok pojechała na referendum, zaczęła ona przedstawiać swoje poglądy jako „głos łotewskich Rosjan”. Miałem tego dość. Nie mam nic przeciwko temu, że ona jeździ na Krym, ale niech nie wypowiada się w imieniu wszystkich Rosjan. Jeśli to robi, ja nie mogę milczeć – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Igor Watolin, rosyjski dziennikarz i działacz społeczny na Łotwie, twórca ruchu europejskich Rosjan.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Igor Watolin, w łotewskiej wersji nazwiska Igors Vatoļins, urodził się w Rydze w 1963 roku. Ukończył 40. Średnią Szkołę Ryską. Studiował anglistykę w Łotewskim Uniwersytecie Państwowym im. Pēterisa Stučki, a także historię. Pracował jako nauczyciel historii w szkołach rosyjskojęzycznych w Rydze. Od 2000 roku zatrudniony jako korespondent gazety „Czas”, później współpracował z „Wiestami siegodnia”, a także „Subbota” i „Tielegraf”. W latach 2003-2004 brał udział w protestach przeciwko reformie szkolnej wprowadzonej przez ministra Kārlisa Šadurskisa, polegającej na przekształceniu szkół rosyjskich w szkoły, w których 60% przedmiotów wykłada się po łotewsku. Współpracował wówczas z Tatianą Żdanok, późniejszą eurodeputowaną. Od 2006 członek zarządu Rosyjskiej Wspólnoty na Łotwie. W 2014 roku założyciel Inicjatywy Europejskich Rosjan (EuroRussians). Członek władz Łotewskiego Związku Dziennikarzy. Stale obecny w mediach łotewskich i rosyjskich na Łotwie. Obecnie kandyduje na radnego Rygi z listy prawicowego Łotewskiego Zjednoczenia Regionów oraz partii „Dla rozwoju Łotwy”.

Tomasz Otocki: Pierwsze pytanie, fundamentalne: Pańskie imię i nazwisko to Igor Watolin czy Igors Vatoļins?

Igor Watolin: Jestem obywatelem Republiki Łotewskiej. W moim paszporcie widnieje imię i nazwisko „Igors Vatoļins”. Na dalszych stronach jest łacińska wersja „Igor Vatolin”. Myślę, że powinna być jeszcze możliwość zapisu w trzeciej wersji, to znaczy cyrylicą. Wielu ludzi ma swoje rodziny czy interesy w Rosji, więc pewnie by to pomogło. Swoją drogą uważam, że zapis nazwiska w paszporcie powinien służyć ludziom, a nie biurokratom.

Czy nie złości się Pan z powodu łotyszyzacji Pańskiego nazwiska?

Myślę, że to jest chora inicjatywa Rusłana Pankratowa (polityka Socjaldemokratycznej Partii „Zgoda”, radnego Rygi, lidera organizacji „Atgūsim savus vārdus/Odzyskajmy swoje imiona”, który bez powodzenia sądził się w Strasburgu o prawidłową, rosyjską, bez końcówki „s”, pisownię swojego nazwiska – przyp. redakcja), by nazwiska zapisywać nie po łotewsku, a w wersji rosyjskiej. To jest próba zrobienia politycznej aktywności z niczego. Pomysł, by regulować zasady języka łotewskiego według widzimisię działaczy jest absurdalny. Z drugiej strony, sądzę, że Pankratow powinien wykorzystać swoją energię, by możliwy był także zapis nazwiska cyrylicą na dalszych stronach paszportu. To jest znacznie ważniejsze. Ale czuć się obrażonym, że twoje nazwisko jest transkrybowane na łotewski, na język państwowy kraju, w którym mieszkasz… Nie widzę tu sensu.

Wspomniał Pan język państwowy. Pan jest przeciwny rosyjskiemu jako drugiemu językowi urzędowemu?

W tym kraju, i to jest fakt obiektywny, mamy trzy języki w aktywnym użyciu: łotewski, rosyjski i angielski. Pytanie jest, w jaki sposób te języki muszą być regulowane przez prawo. Myślę, że każdy z tych trzech języków powinien mieć jakiś status. Ale z tej racji, że łotewski jest językiem, którym posługuje się niewielka grupa osób na świecie, musi mieć specjalny status regulowany przez prawo. Sądzę, że status jedynego państwowego języka, który jest symboliczny, jest w porządku. Ale zarówno angielski, jak i rosyjski powinny mieć pewien specjalny status, który umożliwiałby nauczania w nich na wyższych uczelniach. Szczególnie myślę tutaj o angielskim. Sądzę, że przykład Singapuru, gdzie angielski jest używany przez każdego, jest tutaj dobrym rozwiązaniem.

Tak więc jestem za tym, by status państwowego języka miał łotewski, z zachowaniem praw języków regionalnych: liwskiego oraz łatgalskiego. Oczywiście jest dyskusja, czy ten ostatni język można uznać za język czy raczej dialekt.

Przeczytaj także:  Łatgalski – język czy dialekt?

Są osoby, które twierdzą, że nie ma sensu czynić z rosyjskiego drugiego języka urzędowego, ale powinien zostać regionalnym, np. w Dyneburgu.

Możliwe, że to jest dobry pomysł. Może nie jest potrzebna żadna specjalna regulacja w tej dziedzinie. Na pewno w języku rosyjskim powinna być prowadzona edukacja mniejszościowa.

Właśnie, co zrobimy ze szkołami? Sojusz Narodowy rozpoczął parę lat temu dyskusję, czy nie należałoby przejść na język państwowy we wszystkich szkołach utrzymywanych przez państwo…

To nie jest świeża inicjatywa. To mantra nacjonalistów powtarzana od dawna. Od parudziesięciu lat pracuję jako nauczyciel historii, głównie w szkołach rosyjskojęzycznych. Brałem udział w protestach przeciwko reformie ministra Kārlisa Šadurskisa w 2004 roku, w wyniku której wprowadzono do szkół zasadę, że 60% przedmiotów musi być wykładanych w języku łotewskim. Pomysł, by przejść całkowicie na łotewski w przedszkolach czy szkołach, co proponują nacjonaliści, to głupota. Język łotewski uczony jest już i tak podobnie w rosyjskich szkołach, bo trzy lata temu wprowadzono jednolity egzamin z języka państwowego także do szkół mniejszościowych. Jeśli chodzi o rezultaty, to uczniowie szkół mniejszościowych zdają ten egzamin trochę gorzej, ale różnica jest niewielka. Ale niektóre szkoły rosyjskie zaliczają ten egzamin z łotewskiego lepiej niż szkoły przeznaczone dla etnicznych Łotyszy. Kiedy szkoły rosyjskie nie radzą sobie z tym egzaminem z łotewskiego, to wtedy powinniśmy się zajmować nimi, ale nie sądzę, by należało wprowadzać regulacje wobec wszystkich szkół.

Uważam skądinąd, że mamy od lat do czynienia z ogólnym kryzysem szkolnictwa na Łotwie, co wymaga uwagi polityków. Ale nikt nie wie, jak rozwiązać ten problem. Sądzę, że państwo powinno dać trochę więcej autonomii – zachować kontrolę nad strategicznymi przedmiotami takimi jak np. łotewski, matematyka, fizyka. Z kolei 50% przedmiotów mogłoby być regulowanych przez same szkoły. Trzeba wziąć pod uwagę lokalną specyfikę, życzenia rodziców. I tutaj dochodzimy do przykładu Dyneburga. Te 50%, o których wspomniałem, można by poświęcić na dobrą naukę rosyjskiego.

Jest Pan historykiem. Zadam więc pytanie, jak uczyć historii Łotwy w rosyjskojęzycznych szkołach?

Była swego czasu ciekawa dyskusja, czy należy uczyć historii Łotwy i historii powszechnej w jednym przedmiocie, czy należy stworzyć dwa odrębne przedmioty. Przez pewien czas idea Sojuszu Narodowego, by uczyć historii Łotwy osobno, odniosła sukces. Ale ja osobiście uważam, że należy uczyć historii Łotwy i historii świata jednocześnie. Na przykład jeśli mówimy o wojnach napoleońskich, to wtedy ucząc o Napoleonie, informujemy jednocześnie uczniów, co się działo wtedy na terytorium Łotwy.

Ale jakiego języka używać, ucząc w szkołach rosyjskich o historii Łotwy?

Myślę, że najlepszym pomysłem jest mieszanie języków. Na przykład dyskusja mogłaby być w języku ojczystym uczniów, ale ze źródeł korzystanoby już po łotewsku, rosyjsku czy angielsku. To byłoby także dobre zadanie językowe dla uczniów.

Czy rosyjscy uczniowie powinni być uczeni o okupacji sowieckiej Łotwy?

Oczywiście, to jeden z faktów…

Pan uważa, że to fakt czy opinia?

To jest absolutny fakt. Może Pan oczywiście używać słowa „inkorporacja”, „aneksja”, ale fakt pozostaje faktem. Nasz problem polega na tym, że w czasach sowieckich określenia „okupacja” używano tylko w kontekście „faszystów”. Pisano o „okupacji niemiecko-faszystowskiej”, co już samo w sobie jest nonsensem. Precyzyjny termin powinien bowiem brzmieć „okupacja nazistowska”. Ale to zostało wymyślone przez Stalina, więc pisano niemiecko-faszistskije zachwatcziki.

Nikt rozsądny nie kwestionuje faktu, że Sowieci weszli na Łotwę w czerwcu 1940 roku. To jest fakt. Ale niektórzy mogą powiedzieć: „ale to było dobrze”, że nastąpiła okupacja, aneksja, inkorporacja. I wtedy rozpoczyna się dyskusja. Ale zaprzeczać temu faktowi…

Problem jest taki, że w szkole uczniowie mogą słyszeć jedno, a w domu usłyszą już zupełnie inną wersję wydarzeń.

Jeśli dziadkowie czy rodzice żyją w rosyjskiej sferze wpływów medialnych, mogą mieć inną opinię. Ja uważam, że lekcje historii nie powinny być lekcjami indoktrynacji, ani w wersji starej, sowieckiej, ani w nowej, liberalnej. Lekcje historii powinny być lekcjami refleksji, dyskusji, interpretacji. Jeśli uczeń zrozumie na czym polegają fakty, a na czym polega interpretacja, wtedy nie dojdzie w jego umyśle do żadnego dysonansu, że dziadek mówi coś innego, a nauczyciel coś innego. Pod warunkiem, że w szkole nie będzie jedynie słusznej interpretacji. Historia w szkole musi dawać narzędzia do myślenia.

Założył Pan Ruch Europejskich Rosjan na Łotwie. Kto to jest „europejski Rosjanin” żyjący na Łotwie?

Może dla lepszego zrozumienia tematu, powiem w jakich okolicznościach założyłem ten ruch. Po aneksji Krymu przez Rosję na Łotwie zaczęła się kampania wsparcia działań Kremla na Łotwie. Głównie robiła to partia Tatiany Żdanok Rosyjski Związek Łotwy. To jest dość ciekawe, że początkowo jej partia powstała jako „Równouprawnienie”. Ich główną agendą były prawa człowieka, co znalazło odzwierciedlenie w nowej nazwie „O Prawa Człowieka w Zjednoczonej Łotwie” (PCTVL). Nagle, parę miesięcy przed aneksją Krymu, nazwa została zmieniona na Rosyjski Związek Łotwy (Latvijas Krievu savienība). A więc partia nacjonalistyczna. Od praw człowieka do etnicznej rosyjskości… Po tym jak ta partia zaczęła popierać wszystkie inicjatywy Kremla, a Tatiana Żdanok pojechała na referendum, zaczęła ona przedstawiać swoje poglądy jako „głos łotewskich Rosjan”, miałem tego dość. Nie mam nic przeciwko temu, że ona jeździ na Krym, ale niech nie wypowiada się w imieniu wszystkich Rosjan. Jeśli to robi, ja nie mogę milczeć.

Wcześniej sam Pan miał jednak etap współpracy z Tatianą Żdanok. To było w 2004 roku, gdy miały miejsce protesty przeciwko reformie szkolnictwa.

Tak, to prawda. Ale nigdy nie byłem członkiem jej partii PCTVL. W tych protestach brały udział dziesiątki tysięcy ludzi. Partie polityczne próbowały wykorzystać tych wszystkich ludzi. Tak, ja współpracowałem z Tatianą Żdanok i jej aktywistami, bo oni rzeczywiście się zaangażowali. Ale to była trudna współpraca – dyskusje, kłótnie. Wracając do 2014 roku i aneksji Krymu, to po tych wydarzeniach napisałem artykuł, że po akcji Putina każdy rosyjskojęzyczny powinien wybrać, czy popiera politykę Kremla, czy się od niej odcina.

Moje nastawienie do Putina jest negatywne. Okazało się, że na Łotwie jest całkiem sporo Rosjan, którzy myślą w ten sam sposób. Parę chwil po tym tekście zarejestrowaliśmy na Łotwie Europejską Inicjatywę Rosyjską. Początkowo miało się to nazywać Europejski Ruch Rosyjski, ale parę osób, słysząc rozmowę ze mną w łotewskim radio, pospieszyło się i sami zarejestrowali taką organizację. Gdy spytaliśmy, dlaczego to zrobili, odpowiedzieli: „nienawidzimy Watolina i jego poglądów”.

Powiedział Pan, że sporo osób Was popiera. Czy wśród nich są także wyborcy rosyjskiej „Zgody” Niła Uszakowa?

Są osoby głosujące na „Zgodę”, ale także na inne partie. Naszą główną ideą jest udowodnienie, że języka rosyjskiego można używać nie tylko jako języka szowinistycznej propagandy putinowskiej, ale jako języka reprezentującego dyskurs demokratyczny, indywidualistyczny. Rolą Europejskiej Inicjatywy Rosyjskiej nie jest kontrpropaganda. Próbujemy robić nie propagandę, a pokazać alternatywę. Chcemy myśleć po rosyjsku, ale jednocześnie po europejsku, bazując na wartościach, o których wspomniałem.

Nie ograniczacie tej europejskiej tożsamości tylko do polityki?

Tu chodzi nie tylko o politykę, ale także kulturę, sprawy społeczne, filozofię życia.

Ale czym dla Pana jest bycie łotewskim, w domyśle, europejskim Rosjaninem?

To jedna z moich tożsamości. Moim pierwszym językiem jest rosyjski, ale codziennie mówię, piszę, czytam także po łotewsku i po angielsku. Uważam, że możliwe jest bycie Rosjaninem z urodzenia, ale także używanie rosyjskiego by wyrazić wartości europejskie. Ważne jest także, by znać i utożsamiać się z tym całym rosyjskim bagażem kulturowym, które mamy na Łotwie, mam na myśli historię lokalnych Rosjan, ich kulturę.

Rosjanie na Łotwie mają długą tradycję, nie pojawili się w 1940 roku.

Okres między 1918 a 1934 rokiem, a więc czas demokracji parlamentarnej, udowadnia, że nie ma sensu dzielenie nas cały czas na Łotyszy i rosyjskojęzycznych. Wtedy funkcjonowało świetne prawo o mniejszościach narodowych, właśnie wtedy, a nie w sowieckiej Łotwie. Zapewniła do demokratyczna Łotwa. Ale dzielono wtedy ludzi na narodowości, niektóre mniejszości narodowe miały nawet swoje partie. Tożsamość łotewska była trochę rozmyta, mało kto utożsamiał się z Łotwą, a każdy ze swoją grupą narodową. Uważam, że obecnie na pierwszym miejscu powinniśmy postawić przynależność wobec Łotwy, dopiero na drugim swoją narodowość. Znajomość łotewskiego jako języka państwowego jest koniecznością.

Wspomniał Pan o wartościach europejskich. Które z nich powinni sobie przyswoić Rosjanie na Łotwie?

Te same, które przyswoili Łotysze, żyjąc w demokratycznej republice łotewskiej. A więc pluralizm, demokracja, indywidualna odpowiedzialność, ucieczka od kolektywizmu, który był obecny w czasach ulmanisowskich, ale także sowieckich. Niechęć do szowinizmu, tolerancja.

Czy europejski Rosjanin powinien uczestniczyć w obchodach 9 maja?

Przed aneksją Krymu to w ogóle nie była sprawa polityczna. Raczej festiwal z pewnymi imprezami, tańcami itp. Ale obecnie staje się to akcją prorosyjską w sensie prokremlowską. Nawet pewne inicjatywy są wprost kopiowane z Rosji, np. bezsmiertnyj pułk, wstążeczki georgijewskie. Nie dotykaliśmy tego tematu, ale w kontekście 9 maja trzeba powiedzieć o roli mediów. A media rosyjskie na Łotwie są bardzo proputinowskie. Ludzie żyją w przestrzeni rosyjskiej propagandy.

Przeczytaj także:  8 i 9 maja na Łotwie: zwycięstwo nadal dzieli

Co czyni Rosjanina łotewskiego innym od Rosjanina z Tallinna czy Wilna?

Oczywiście, są regionalne specyfiki. Np. łotewski Rosjanin mówi po łotewsku. To jest bardzo istotne, bo łotewski wpływa także na lokalny rosyjski. Jest parę fenomenów, które są typowe dla rosyjskiego na Łotwie, ale nie ma tego w Estonii czy na Litwie. Na przykład mówiąc o eksploatacji ryskich domów, Rosjanie mówią obchozjaistwowat’, co wywodzi się bezpośrednio od łotewskiego czasownika apsaimniekot. Rosjanie często żegnają się łotewskim słowem ata, a nie poka. Zmienić oponę – bywa, że mówi się smienit’ riepu, a nie pokryszku (riepa – opona po łotewsku – przyp. redakcji). Oczieried’ to rinda (kolejka). Można powiedzieć postavit’ ekzamien, zamiast sdavat’ ekzamien, poproszczatsja ot kogo-libo, albo użyć słowa prowokatiwnyj zamiast prowokationnyj. Takich słów nie ma w Rosji, nie ma w Estonii.

A maksat’?

To już jest slang. Ale oczywiście, wielu Rosjan na Łotwie używa słów łotewskich, albo kalek z łotewskiego, a Łotysze przyswoili sobie niektóre słowa rosyjskie.

Jak wielu europejskich Rosjan jest na Łotwie?

Aktywistów naszego ruchu jest może paręset. Ale jeśli mówimy o Rosjanach nastawionych europejsko, to tego nie liczę. Nie widzę sensu w dzieleniu na Łotyszy czy rosyjskojęzycznych. Ważne jest, by podzielać pewne wartości. Więc ludzi, którzy w tym kraju są za pluralizmem, są za demokracją, tolerancją wobec uchodźców czy imigrantów, myślą po europejsku, a nie ksenofobicznie, to przykro to powiedzieć, ale to jest mniejszość. Może 40%. I ten podział jest ważny, a nie językowy.

Czy Pan interesuje się polityką?

Jestem także dziennikarzem, więc analizuję politykę. Szukam politycznej siły, która mogłaby podnieść temat ludzi, dla których rosyjski jest pierwszym językiem, z ich specyficznymi problemami. Chodzi o brak obywatelstwa, o status języka rosyjskiego na Łotwie. Zależy mi na takiej partii, która dopuściłaby swobodne użytkowanie rosyjskiego, by nie walczyła z nim. Chodzi także o dyskusję o historii, która mogłaby wnieść dużo konstruktywnego do życia politycznego na Łotwie.

Dlaczego partie łotewskie mają tak duży problem z przyciągnięciem elektoratu rosyjskiego? W obecnych partiach koalicyjnych nie widzę Rosjan.

Ja nie wiem, czy to jest najważniejszy problem. Uważam, że wszystkie partie łotewskie mają kłopot z zaproponowaniem czegoś społeczności rosyjskojęzycznej. A to już nie jest kwestia praw człowieka, jak była w latach dziewięćdziesiątych czy przed aneksją Krymu, ale sprawa bezpieczeństwa narodowego. Chodzi o to, by Władimir Putin nie używał łotewskich Rosjan do realizacji swych imperialnych zapędów. Jest ryzyko, że prezydent Rosji może przyznać lokalnym Rosjanom obywatelstwo Federacji Rosyjskiej na bardzo korzystnych warunkach. Mamy 250 tys. bezpaństwowców. Gdyby wszyscy z nich dostali obywatelstwo rosyjskie, to wtedy może dojść do jakichś incydentów, wtedy armia rosyjska przyjdzie, by chronić swoich obywateli…

Myśli Pan, że obywatelstwo łotewskie powinno być przyznane wszystkim bezpaństwowcom?

Biorąc pod uwagę kwestię praw człowieka, ale także sprawy bezpieczeństwa narodowego, uważam, że tak. Nie-obywatele powinni otrzymać obywatelstwo bez specjalnych warunków, oczywiście może poza zachowaniem odpowiedniej przysięgi lojalnościowej. Bez egzaminów. Ale szczerze mówiąc uważam, że niewielu Rosjan wykorzysta tę szansę. Bo obecnie status bezpaństwowca to nie jest tylko kwestia dyskryminacji, ale także pewnych przywilejów. Mogą jeździć bez wizy do Rosji, ale także do krajów Unii Europejskiej. I czują się swego rodzaju arystokratami. To państwo nie chciało nas, więc my nie chcemy tego państwa. Z moich obliczeń wynika, że jedynie co piąty bezpaństwowiec przyjąłby teraz obywatelstwo. Ale ci, którzy nie przyjmą, to już wtedy będzie ich wybór, a nie polityka państwa łotewskiego.

Przeczytaj także:  25 lat statusu nieobywatela na Łotwie

Jest także na stole propozycja, by przyznać prawo do głosowania Rosjanom w wyborach lokalnych, tak jak ma to już miejsce w Estonii.

Tak, znam ten pomysł. Myślę, że można opracować pewną mapę drogową, żeby wszystko wprowadzić krok po kroku.

Wspomnieliśmy partię Tatiany Żdanok czy Niła Uszakowa. Uważa Pan, że miałoby sens powołanie do życia centrowej, rosyjskiej partii liberalnej na Łotwie, która nie byłaby zależna od Kremla i dołączyłaby do koalicji rządzącej?

Jestem przeciwnikiem partii etnicznych. Mogą istnieć jakieś partie nacjonalistyczne, albo łotewskie, albo rosyjskie, ale powinny być na marginesie. Nie powinniśmy dzielić partii na łotewskie czy rosyjskie, wszystkie powinny być łotewskie, państwowe, a nie narodowe.

Partie łotewskie stawiają „Zgodzie” trzy warunki wejścia do rządu – uznanie okupacji sowieckiej, uznanie łotewskiego jako jedynego języka państwowego i zerwanie współpracy z „Jedną Rosją”. Czy to rozsądne warunki?

Myślę, że tak. Ale ciekawe jest, że „Zgoda” ich nie przyjmuje. Sądzę, że dla nich wygodniejsze jest pozostawanie w wiecznej opozycji. Albo to co mówi Uszakow, że musimy uzyskać ponad 50% miejsc w Sejmie, by być ugrupowaniem rządowym. To jest myślenie autorytarne – nie stworzymy koalicji, ale będziemy czekać na uzyskanie większości w parlamencie, wtedy wszystkich pozostałych wyrzucimy. To stało się w Rydze. W czasach burmistrza Jānisa Birksa, który należał do narodowców, a „Zgoda” była wtedy w opozycji, jej członek Leonid Kardiumow był przewodniczącym Komisji ds. Społecznych. Wielu działaczy „Zgody” było wiceprzewodniczącymi innych komisji. Nawet w obecnym Sejmie, gdzie „Zgoda” jest w opozycji, jej członek Andriej Klementiew jest wiceprzewodniczącym parlamentu, zaś poseł Witalij Orłow przewodniczącym Komisji Mandatowej, Etyki i Wniosków. Sergiej Dołgopołow pełni funkcję szefa Komisji Administracji Publicznej i Samorządności. Zaś w radzie miejskiej Rygi opozycja nie ma nic do powiedzenia. To jest właśnie ta autorytarna twarz „Zgody”.

Niektórzy twierdzą, że Uszakow nie chce rządzić Łotwą, bo wystarcza mu Ryga, a między partiami łotewskimi i „Zgodą” jest niepisana umowa. My mamy Rygę, wy macie Łotwę.

Nie sądzę, by to była prawda, ale trochę tak to wygląda. Nił Uszakow jest szefem partii i jego satysfakcjonuje stanowisko burmistrza Rygi. Wie, że dalej nie zajdzie. Więc nie zależy mu na wejściu do rządu. Takie stanowisko „Zgody” sprzyja nacjonalistom, którzy przez to są częścią każdej koalicji rządzącej.

W tych wyborach samorządowych także Pan postanowił kandydować na radnego Rygi. Dlaczego?

Zdecydowałem się to zrobić, aby nie tylko oglądać i komentować wydarzenia jako dziennikarz, ale także podejmować decyzje.

Przeczytaj także:  Emerytowany prezydent kandyduje do rady miejskiej Rygi

Dlaczego akurat z partii Bondarsa?

Jest parę powodów, dla których wybrałem Mārtiņša Bondarsa (lidera prawicowego Łotewskiego Zjednoczenia Regionów, który kandyduje na burmistrza Rygi z listy własnej partii oraz organizacji „Latvijas attīstībai/Dla rozwoju Łotwy”, na czele której stoi Juris Pūce – przyp. redakcji). Miałem oczywiście także propozycje z innych partii. Bondars jest spoza systemu rządzącego, wliczając w to pseudoopozycyjną „Zgodę”, to po pierwsze. Po drugie, on nie stawia żadnych „czerwonych linii”, gdy mowa o rozwiązaniu „spraw rosyjskich”. A po trzecie, w tym ugrupowaniu jest wiele utalentowanych osób, łącznie z samym Bondarsem.

Który przekonuje, że ma największe szanse pokonać Uszakowa.

Tak.

Dziękuję za rozmowę.

 

Zdjęcie tytułowe: Obchody 8 i 9 maja do dzisiaj dzielą rosyjskojęzycznych i Łotyszy. Zdj. Pablo Andrés Rivero / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!