Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Łotewskie wybory lokalne nudne jak flaki z olejem?

Wybory samorządowe raczej nie są ulubieńcem mediów. W naszej części Europy fascynujemy się bardziej wyborami prezydenta czy parlamentu. Czasami potrafią być jednak zaskakujące, jak w 2015 roku na Litwie, gdy dwa duże miasta – Wilno i Kowno – w ich wyniku zmieniły swoich wieloletnich włodarzy. Mieszkańcy Łotwy za tydzień będą wybierać samorządy. Są sytuacje zagadkowe, jak na przykład w Dyneburgu, Jurmali albo Lipawie. Wydaje się jednak, że w ogromnej liczbie samorządów wybory są rozstrzygnięte zanim w ogóle się odbyły. Do takich miast należy Ryga, którą od ośmiu lat rządzi partia mniejszości rosyjskojęzycznej „Zgoda” wraz ze swym łotewskim koalicjantem „Honor Służyć Łotwie”. Każde z ugrupowań łotewskich wystawiło swoich kandydatów na mera Rygi, ale chyba mało kto wierzy w ich sukces. Nawet jeśli niektórzy z buńczuczną miną mówią to dziennikarzowi z Polski. Chociaż, może?

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Zajrzyjmy do statystyk

Szanse Niła Uszakowa na zachowanie fotela mera Rygo znacząco spadły – krzyczy wielkimi literami jeden ze znanych łotewskich portali. Zapaść w sondażach?

Spokojnie. Zajrzyjmy do statystyk. Na koalicję Socjaldemokratycznej Partii „Zgoda” oraz oligarchicznego ugrupowania „Honor Służyć Rydze” kierowanego przez wiceburmistrza Andrisa Ameriksa zamierza dziś głosować 40,5% mieszkańców stolicy. Według sondażu 14,5% ryżan nie wie jeszcze, co zrobi, jak zachowa się 3 czerwca. Mniej niż co setny wyborca nie pójdzie w ogóle na te wybory. Teraz najciekawsze. Notowania partii łotewskich. Najpopularniejsze z ugrupowań Sojusz Narodowy ma dziś w sondażach 9,6% głosów. Dalej idzie Jedność z poparciem 8,4% wyborców. Na trzecim miejscu jest Nowa Partia Konserwatywna, która parę lat temu wyskoczyła jak królik z kapelusza, dziś jej kandydatką na mera jest była gwiazda biura antykorupcyjnego Juta Strīķe, dalej Łotewskie Zjednoczenie Regionów Mārtiņša Bondarsa. Bondars to nie byle kto, bo były szef kancelarii popularnej prezydent Vairy Vīķe-Freibergi. W 2015 roku sam kandydował do najwyższej funkcji w państwie. Za Bondarsem w sondażach człapie Związek Zielonych i Rolników z poparciem 5,8% ryżan. Zamyka stawkę, bo pozostałe ugrupowania raczej nie przekroczą progu 5%. Zaskakuje nazwisko byłego prezydenta Andrisa Bērziņša na liście Związku. – Myślałem, że to żart – wspomina w rozmowie ze mną znajomy politolog.

Czy Uszakow ma się czego obawiać? Gdyby na upartego zliczyć wszystkie głosy partii łotewskich, pewnie tak. Bo teoretycznie wybory może wygrać, ale może mu zabraknąć jednego czy dwóch głosów do większości. Wtedy koniec, bo trzy partie koalicyjne, formujące rząd Łotwy, już podpisały memorandum, że z partią mniejszości rosyjskiej w ryskiej dumie w koalicję nie wejdą. Pozostałe partie też z Uszakowem nie chcą współpracować. Konkurencyjna rosyjska partia Tatiany Żdanok w wyborach nie bierze udziału. Obraziła się na rzekomy teatrzyk odgrywany między Uszakowem a partiami łotewskimi. – Uszakow ma Rygę, Łotysze Łotwę, wszyscy są zadowoleni z tego układu i nikt nie chce go zmieniać – mówi mi jeden z działaczy partii Rosyjski Związek Łotwy. Inny polityk, z Socjaldemokratycznej Partii „Zgoda” stuka się w czoło. – Stare teorie spiskowe Tatiany Żdanok – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu.

Czym innym są statystyki, czym innym realne życie. – Musimy brać pod uwagę, że konkurenci Uszakowa, a więc trzy koalicyjne partie łotewskie, są bardzo słabe. Na obecnym etapie nie mają żadnych kandydatów, nie mają normalnej agendy. Nie mają pomysłów. To może prowadzić do sytuacji, gdy frekwencja jest niska, a z powodu niskiej frekwencji Uszakow może utrzymać większość w radzie miejskiej Rygi – mówił w październiku 2016 roku Przeglądowi Bałtyckiemu znany łotewski politolog Filips Rajevskis. Od tego czasu niewiele się zmieniło, ale do peletonu dołączyły kolejne dwie silne partie łotewskie: Zjednoczenie Regionów oraz Nowa Partia Konserwatywna. I dzięki temu Nił Uszakow może jeszcze przez dwa tygodnie mieć trochę cięższy sen.

Zobaczmy, co proponują przedstawiciele partii opozycyjnych wobec mera, który funkcję swą sprawuje już od 2009 roku.

Niła obalimy jak Lenina

Mārtiņš Bondars

Mārtiņš Bondars ma 45 lat, należy więc do młodszej ligi polityków łotewskich. Jest w tym samym wieku co były premier Valdis Dombrovskis. Mimo młodych lat zdążył już zrobić studia na Harwardzie, a także przez siedem lat być szefem kancelarii prezydent Vairy Vīķe-Freibergi, najpopularniejszej głowy państwa w historii powojennej Łotwy. Czy kawałek tej popularności i czaru zdołał uszczknąć Bondars? On twierdzi, że tak.

Przyjmuje mnie w swoim gabinecie w Sejmie. Nienaganną angielszczyzną rodem z Harwardu – przez parę lat w USA mieszkał nie tylko Bondars, ale także jego rodzina – przekonuje mnie, co  w Rydze jest nie tak. Korupcja? Polityzacja administracji? Bondars jest ostrożny, bo nikogo nie złapał za rękę, ale dotychczasowe władze Rygi ocenia surowo. – Uszakow jest niekompetentny. Wystarczy wziąć spółkę Rīgas satiksme, która nie potrafi sobie poradzić z remontem ulicy Krišjāņa Barona. To jest po prostu skandal – mówi całkiem spokojnie, ale dobitnie. – Czy chociażby bruk miejski na ulicach, który nie jest zmieniany, a jedynie usuwany i kładziony jeszcze raz. To parodia – uśmiecha się. Ja dopytuję o polityzację administracji, na którą w Rydze narzekają wszyscy. Wystarczy mieć plecy polityczne, by dostać fajną posadę w spółkach miejskich. – Obiecuję, że wyrzucimy z pracy każdego, kto był mianowany politycznie przez ekipę Uszakowa – deklaruje Bondars, podkreślając, że jego lista składa się tylko w połowie z polityków. Na liście możemy zobaczyć takie gwiazdy jak koszykarka Anete Jēkabsone-Žogota czy znany aktor i reżyser Andrejs Žagars.

Na chwilę wracamy jeszcze do stanu dróg w Rydze. – Jeśli mówimy o drogach i ulicach Rygi, to obecne władze zmieniają zaledwie powierzchnię. Ale każda ulica ma swoje wnętrze. Niektóre z ulic zostały zbudowane sto lat temu. Te ulice powinny zostać zbudowane od zera. Tak się nie dzieje. Jest znacznie łatwiej dać nową nawierzchnię. Uszakow i Ameriks czują się z tym okej, bo mają dobry PR. A tak naprawdę mamy jeziora, które powstają na tych ulicach, gdy jest pora deszczowa, budynki także cierpią na tym, że nie odnawia się metodycznie ulic – merytorycznie punktuje ekipę „Zgody” parlamentarzysta.

Bondars nie chce rozmawiać ze mną o sprawach narodowościowych. Parę lat temu działaczka centroprawicowej Jedności, partii rządzącej Łotwą, Sarmīte Ēlerte odstraszyła wielu wyborców mówiąc: „jeśli stracimy Rygę, stracimy Łotwę” i przebąkując o przejściu przedszkoli rosyjskich na język łotewski. Bondars nie chce grać kartą narodowościową i na swoje listy zaprosił choćby znanego działacza ruchu EuroRosjan Igora Watolina. – Ja mówię w różnych językach. Pan przychodzi do mnie, rozmawiamy po angielsku, ktoś przyjdzie, pogadamy po rosyjsku, nie będę kontrolować w czasie kampanii wyborczej paszportów i mówić: „o, Pan ma paszport łotewski, to tylko po łotewsku”. Nie, czegoś takiego nie będzie – obrusza się na mnie, gdy pytam o różnice między elektoratem rosyjskim i łotewskim w Rydze. Bondars twierdzi, że taki podział jest nieuprawniony. Irytuje się an to, że drążę pytania narodowościowe.

Wieczorem wchodzę na dwujęzyczną, łotewską i rosyjską, stronę założoną przez Bondarsa „Obalamy Niła”. Na rysunku pomnik Uszakowa niczym pomnik Lenina w centrum Rygi, który stał tutaj jeszcze w 1991 roku. Zamiast lwów, obok Uszakowa jego ulubieńcy – koty. Klikam na wersję łotewską, później na rosyjską. Każdy może obalić Uszakowa, na razie tylko wirtualnie. Parę danych ze strony: 58% mieszkańców Rygi jest gotowych na nowe władze, 29% ryżan jako mera widziałoby Bondarsa. Parę przytyków do administracji Uszakowa, podpartych nawet tym, co piszą polskie media. – W Rydze są najdroższe tramwaje na świecie – wyczytuję. – Uszakow zadłuża Rygę, dług spadnie na nasze dzieci – kolejny przytyk. I najostrzejsze: – w czasie rządów Uszakowa KNAB (odpowiednik polskiego CBA) zatrzymało sześciu urzędników miejskich.

Przeczytaj także:  Mārtiņš Bondars: chcę mieć w Rydze większość

O łotewską Rygę

Baiba Broka. Zdj. Tomasz Otocki

Baiba Broka, kandydatka narodowców na mera, ma chyba dwie twarze. Przyjmuje mnie niezmiernie sympatycznie w siedzibie Uniwersytetu Łotewskiego przy bulwarze Rainisa. Broka, wcześniej przez krótki okres minister sprawiedliwości w rządzie Laimdoty Straujumy, od 2013 roku także radna Rygi, obecnie sprawuje funkcję dyrektora biura rektora. Pytam o Uszakowa, oczekuję ostrej krytyki, nauczony tym, co usłyszałem wcześniej od Bondarsa. Rozmawiam przecież z kandydatką partii, która jest najbardziej „na nie” wobec obecnych władz Rygi. Słyszę jednak przekaz dość umiarkowany. – W ciągu ostatnich paru lat trochę dobrych rzeczy w Rydze się zdarzyło, to fakt – mówi prawniczka. – To, co dobre w mieście, i to co złe, nie zależy jednak tylko od jednego człowieka – zaraz dodaje. – Co mogę pozytywnego powiedzieć o Uszakowie, to fakt, że wprowadził bezpłatne obiady dla uczniów szkół do dziewiątej klasy włącznie, my to popieramy, bo jesteśmy partią prorodzinną. We współpracy z rządem odbyła się renowacja Narodowego Muzeum Sztuki, także dzięki poparciu rządu i naszej minister kultury, która jest przedstawicielką narodowców – kontynuuje Broka. – Dobre osiągnięcie to renowacja szpitala, wcześniej próbowano sprzedać tę nieruchomość, ale ostatecznie odnowiono go ze środków unijnych i mamy teraz piękny szpital w centrum miasta dla ludzi – deklaruje kandydatka narodowców.

Może ten Uszakow wcale nie jest takim złym merem, zastanawiam się. W pewnym momencie natrafiam jednak na mantrę narodowców i już wiem, co Brokę odróżnia od Uszakowa. – Język łotewski jest ważny, bo jednoczy wszystkich, umożliwia wspólną komunikację, niezależnie czy jesteś Łotyszem, Rosjaninem czy Polakiem – wykłada. Schodzimy na temat edukacji najmłodszych – Obecnie sytuacja z przedszkolami wygląda tak, że dużo rosyjskich rodziców posyła dzieci do łotewskich, bo to jest najbardziej przyjazne środowisko, by nauczyć się łotewskiego, tak jest najłatwiej – mówi przyszła pani mer.

Po paru tygodniach od naszej przemiłej rozmowy zaglądam na stronę Sojuszu Narodowego. Na stronie program wyborczy partii, a także piękne zdjęcie Baiby Broki na tle łotewskiej flagi narodowej z hasłem „na stulecie Łotwy, łotewska Ryga”. Żeby tak się stało, 3 czerwca każdy ryżanin musi zagłosować na Brokę. To hasło „łotewska Łotwa” jest stare jak świat i przed wojną było wykorzystywane w partii Kārlisa Ulmanisa, który w 1934 roku został nacjonalistycznym dyktatorem Łotwy. W dniu, w którym opublikowano sondaż, w którym na partię Broki chce głosować 9,6% mieszkańców i rocznicę Święta Odrodzenia Łotwy, narodowcy urządzili patriotyczny rajd. Chodzi o zamach stanu Ulmanisa.

Trudno stwierdzić, że program narodowców jest zły. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Zwolennicy polityki prorodzinnej wzrost zasiłków na dzieci, miłośnicy sportu – budowę stadionu lekkoatletycznego, emeryci – darmowy transport także dla tych emerytów, którzy dodatkowo pracują, melomani – nową salę koncertową, szkołę artystyczno-muzyczną czy Ryski Teatr Muzyczny. Skąd brać na to pieniądze, na razie się nie dyskutuje.

Ale na pierwszym miejscu widać priorytety. Wzmocnienie języka łotewskiego w mieście, czyli przejście żłobków i przedszkoli na język państwowy, przywrócenie służby języka państwowego w dumie ryskiej, powstrzymanie inwazji rosyjskiego w administracji stolicy, likwidacja kolejek do przedszkoli łotewskich (jak przekonują mnie narodowcy, do rosyjskich przedszkoli są o wiele mniejsze kolejki). Nawet w programie dla niepełnosprawnych jest haczyk – na imprezach narodowcy obiecują napisy dla niesłyszących. Ale uwaga: tylko po łotewsku.

Jedność chce się odkuć

Rządząca centroprawicowa Jedność, czyli najbardziej proeuropejska partia na Łotwie, zaliczyła w wyborach do rady miejskiej Rygi cztery lata temu przysłowiową klapę. Powszechnie uważa się, że nie dała sobie rady kandydatka Jedności na mera Sarmīte Ēlerte, która za dużo mówiła o integracji społecznej czy wyrwaniu Rygi z przestrzeni posowieckiej, chcąc uczynić z niej skandynawską metropolię bez korupcji i Uszakowa, a za mało o codziennych bolączkach ryżan. Teraz na czele kampanii partia, która ma od dwóch lat bardzo poważne kłopoty wizerunkowe, gdy odszedł od niej jej popularny lider Valdis Dombrovskis, a szefowa partii Solvita Āboltiņa obaliła własny rząd, postawiła młodego, rzutkiego polityka Vilnisa Ķirsisa, który ma 37 lat i parę pomysłów jak urządzić lepsze życie w Rydze. – Ryga to miasto z ambicjami – próbuje połechtać dumę ryżan Ķirsis na stronie Jedności. Jest tylko jedno zdanie o Uszakowie, to już sukces, bo poprzednio Jedność za bardzo skupiła się na kampanii negatywnej. Teraz Ķirsis chce widzieć miasto jako przyjazną obywatelom, zieloną, innowacyjną, europejską metropolię. W piętnastu punktach opisał, co powinno się zmienić. Na pierwszy ogień poszły spółki miejskie, na które narzeka w Rydze każdy, czyli Rīgas namu pārvaldnieks (spółka zarządzająca mieniem komunalnym) oraz Rīgas satiksme (czuwa nad transportem w mieście). Ķirsis chce je dobrze skontrolować, a także wprowadzić Komisję Antykorupcyjną, która już kiedyś w mieście istniała, ale została zniesiona. Partia obiecuje też ocieplenie 300 bloków mieszkalnych w ciągu czterech lat, 250 nowych miejsc pracy dla niepełnosprawnych, a także budowę trzech nowych przedszkoli samorządowych, by zmniejszyć kolejki. W niektórych kwestiach Jedność ściga się z socjalną „Zgodą”, obiecując darmowe posiłki w przedszkolach, w innych – z narodowcami, wspominając o dotacjach dla Muzeum Okupacji, upamiętniającego cierpienie Łotyszy pod sowieckimi rządami.

Ryga powinna zmienić orientację geopolityczną, bardziej orientować się na Berlin czy Londyn, a nie na Wschód – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu Ķirsis.

Przeczytaj także:  Czy rządzący na Łotwie odzyskają zaufanie?

Czar antykorupcji, czyli wyrzucić Uszakowa

W tych wyborach dwie partie postawiły na dawnych pracowników KNAB, czyli Biura Zapobiegania i Zwalczania Korupcji. Z tą instytucją wielu polityków miało na pieńku, dzięki temu wyrobiła sobie autorytet w społeczeństwie. Łotewska Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza, która z ryskiego samorządu wypadła osiem lat temu, próbuje do niego wrócić dzięki kandydaturze Normundsa Vilnītisa, byłego szefa KNAB. Z kolei Nowa Partia Konserwatywna na kandydata na mera wystawiła Jutę Strīķe, także wieloletnią pracowniczkę KNAB, która wcześniej pełniła nawet krótko obowiązki szefowej tej instytucji, gdy odszedł Vilnītis, a także innego byłego pracownika KNAB Jurisa Jurašsa. Patriotyczna lewica łotewska ma dziś już niewiele do zaproponowania elektoratowi, wystarczy wspomnieć, że dzień 1 maja obchodziła pod pomnikiem Rainisa garstka działaczy. Do przodu ma się pomóc wybić Vilnītis oraz hasła wymierzone w rosyjską „Zgodę”, która lewicy ukradła sztandar socjaldemokratyczny. – Chcemy pokazać, że w Rydze jest lewicowa partia, która nie ma podpisanej umowy z agresywną partią naszego sąsiada, która nie ma posła do europarlamentu, który realizuje interesy państwa sąsiedniego, ale ma odpowiadające łotewskiej mentalności rozumienie wartości socjaldemokratycznych – piszą działacze LSDSP na swojej stronie. Oczywiście wspomniana aluzja jest do rosyjskiej „Zgody” i jej deputowanego Andrieja Mamykina, który jeździł do Syrii odwiedzać Asada. Ciekawe, że oświadczenie zarządu partii odnosi się do sytuacji na poziomie krajowym, a nie do tego, co się dzieje w Rydze. Na pytanie dlaczego kandyduje na mera Rygi Normunds Vilnītis odpowiada Przeglądowi Bałtyckiemu. – Zdecydowałem się kandydować, by walczyć z socjalnymi nierównościami, a także zmniejszyć ubóstwo w Rydze – mówi naszemu portalowi. Jakie byłyby jego pierwsze decyzje jako mera? – Wyrzucić Uszakowa, to po pierwsze. Po drugie, zlikwidować polityczne spekulacje o kwestiach narodowościowych, kończąc konflikt między łotewskimi a rosyjskimi mieszkańcami miasta. Po trzecie, uczynić Rygę stabilnym gospodarczo i bezpiecznym miastem – opowiada Przeglądowi Vilnītis.

Czy drużyna, która wypadła z ryskiej rady miejskiej osiem lat temu, będzie w stanie to osiągnąć?

Nowa Partia Konserwatywna obiecuje z kolei audyt budżetu samorządowego, podpisanych umów oraz całej struktury administracji. Czuć trochę atmosferą KNAB. Jednak nie należy się obawiać, bo są także marchewki dla wyborców. Partia mówi o wprowadzeniu bezpłatnego transportu miejskiego wzorem Tallinna, a także systemu “Park & Ride”, który byłby powiązany z transportem publicznym i infrastrukturą rowerową. Chcę widzieć Rygę rozwijającą się wspólnie z regionem podstołecznym.

Prezydent pomoże?

Armands Krauze. Zdj. Tomasz Otocki

Armands Krauze, szef Związku Zielonych i Rolników, a także kandydat partii na mera Rygi, umawia się ze mną w jednej z kawiarni koło Sejmu. Wyjaśnia, że celem partii jest w ogóle zdobycie reprezentacji w radzie miejskiej, bo w ostatnich latach jej nie miała. Na razie w sondażach jest 5,8%. Podkreśla, że Związek tworzą zarówno chłopi, jak i zieloni, dlatego ważne są zielone technologie. – Zieloni zawsze byli za ekologią, mamy w mieście problemy ekologiczne – przyznaje Krauze. – W Polsce ociepliliście domy, to wam się udało, mieliście specjalny program, coś takiego chcielibyśmy urządzić także w Rydze – mówi szef ZZS. Pytany o największe błędy Uszakowa, wspomina o klapie ze spółkami Rīgas namu pārvaldnieks oraz Rīgas satiksme. Właśnie, jest coś także à propos transportu. – Jestem przeciwny planom budowy nowej linii tramwajowej, o której mówi Uszakow, czyli tzw. tramwaju cmentarnego do Skanste. W tym rejonie miasta nic się obecnie nie dzieje, lepiej puścić tę linię do zamieszkanych dzielnic. Tramwaj cmentarny to ostatnie dziecko Uszakowa, decyzję rada miejska podjęła na jesieni ubiegłego roku. Mer Rygi zlekceważył protesty opozycji przeciwko budowie linii na terenie dawnego Cmentarza Wielkiego.

Związek Zielonych i Rolników opowiada się także za bezpłatnym transportem miejskim dla wszystkich emerytów, także tych, którzy mieszkają poza Rygą i nie mają karty ryżanina. – Emeryci często odwiedzają tu wnuki albo przyjeżdżają na koncerty, jesteśmy partią, która troszczy się o regiony. To nie kosztuje dużo, a pomaga ludziom, którzy przyjeżdżając do Rygi, będą zostawiać w niej pieniądze – mówi Krauze.

O ile Partia Zielonych przebąkiwała coś ostatnio o możliwej koalicji ze „Zgodą” po wyborach w radzie miejskiej Rygi, to Krauze jest jednoznaczny w tej kwestii. – Ze względu na współpracę partii Uszakowa z Jedną Rosją nie ma możliwości współpracy. To nasza czerwona linia. Podpisaliśmy zresztą memorandum z partiami rządowymi o wspólnym działaniu po wyborach – deklaruje.

Czy w pracy przyszłej koalicji wymierzonej w Uszakowa pomoże eksprezydent Andris Bērziņš, którego Związek Zielonych i Rolników wpisał na drugie miejsce listy? – To typowy chwyt przedwyborczy, by zyskać więcej głosów – mówi jeden z łotewskich politologów.

Przeczytaj także:  Emerytowany prezydent kandyduje do rady miejskiej Rygi

Wyścig łeb w łeb?

Wróćmy jeszcze do sondażu, którym rozpoczęliśmy ten reportaż. – On pokazuje, że konkurencja w tych wyborach jest na znacznie wyższym poziomie niż cztery lata temu – mówi naszej redakcji znany politolog Filips Rajevskis. – Skandale wokół różnych projektów miejskich także nie pomagają „Zgodzie”. A więc wieje dość silny wiatr polityczny. Oczywiście wiadomo, że rosyjskojęzyczni wyborcy zagłosują na „Zgodę”, ale główną zagadką jest ile z nich pójdzie głosować, w dodatku „Zgoda” może stracić łotewskie głosy – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu Rajevskis.

Przeczytaj także:  Rajevskis: wierzę w powstanie partii, która zyska głosy rosyjskiego elektoratu

Simona Gurbo. Zdj. Tomasz Otocki

O tym, czy dwie partie burmistrza Uszakowa uzyskają większość, nie jest już także przekonana politolog Simona Gurbo. – Widoczne w ostatnim czasie rozczarowanie wyborców obecnymi politykami wydaje się podkopywać grunt, na którym stoi „Zgoda”. Wiele partii wybrało slogan „precz z Uszakowem!”, który choć sam w sobie nie jest żadną agendą, wbił się mocno w mózgi łotewskich wyborców w Rydze. Na pewno będą to wybory protestu, ale w momencie, gdy ci niezdecydowani zaczną się przechylać na stronę czterech najważniejszych partii łotewskich, Uszakow może stracić większość – powiedziała Gurbo Przeglądowi Bałtyckiemu.

Jak będzie 3 czerwca, pokaże czas.

 

Zdjęcie tytułowe: Rynek Centralny, rzeka Dźwina i wieża telewizyjna w Rydze. Zdj. Troy David Johnston / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!