Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Wesprzyj Fundację Bałtycką i Przegląd Bałtycki

Dlaczego Kreml bardziej wystraszył się krótkiego filmu NATO o leśnych braciach niż czołgów?

play

Wytrzymali, gdy przyjęli nas do NATO. Ich reakcja nie była tak histeryczna nawet po nazwaniu Rosji krajem terrorystycznym przez prezydent Litwy Dalię Grybauskaitė. Wybuchli dopiero po opublikowaniu przez NATO krótkiego filmu o litewskich, łotewskich i estońskich powojennych partyzantach.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Bo właśnie jednakowe pojmowanie krwawej i mrocznej historii XX wieku przez sojuszników NATO z Europy Zachodniej, Stanów Zjednoczonych i krajów bałtyckich jest o wiele straszniejsze od czołgów Leopard z krzyżami Bundeswehry na poligonie.

Był czas, gdy wydawało się, że historia skończy się wraz ze zburzeniem muru berlińskiego i upadkiem Związku Sowieckiego, a oglądanie się wstecz będzie niestosowne, ze względu na możliwość urażenia tych, których przodkowie znaleźli się po nieodpowiedniej stronie, dokonali niewłaściwego wyboru lub zostali zwiedzeni na manowce. Wymaganie potępienia sowieckich zbrodni wojennych jest nietaktowne, ponieważ wprawia w zakłopotanie tych Europejczyków, którzy do samego końca zimnej wojny sympatyzowali z licznymi lokalnymi partiami komunistycznymi, a w młodości budowali barykady z marksistowskimi i maoistycznymi okrzykami na ustach.

Przeczytaj także:  Odkrywając historię bałtyckich „Leśnych Braci”

Zostaliśmy przyjęci do Unii Europejskiej i NATO, ale aż do wydarzeń na Ukrainie w 2014 roku nikt poważnie nie myślał, że krajów bałtyckich trzeba będzie przed kimś bronić. Spodziewano się, że globalizacja i wolny rynek zrobią z byłych pułkowników KGB uczciwych przedsiębiorców, a babuleńki wieszające nad łóżkami portrety Stalina staną się częścią konsumpcyjnego społeczeństwa. Jakakolwiek wojna w Europie wydawała się czymś nieprawdopodobnym, dlatego zobowiązanie sojuszników do umierania za Narwę, było niczym ubezpieczenie na wypadek wybuchu wulkanu w gospodarstwie agroturystycznym, w którejś z litewskich wsi.

Zachód powinien już wcześniej zrozumieć, że stare mity nigdzie nie zginęły. Ani na Bliskim Wschodzie, gdzie islamiści, którzy za swój życiowy cel obrali zniszczenie odrodzonego z obietnicy Pisma Świętego Państwa Izrael, nie zaakceptują żadnych prób namówienia do porozumienia się i pokojowego współżycia. Ani w Rosji, która od objęcia władzy przez Władimira Putina rozwija u swoich obywateli nienawiść dla wartości liberalnej demokracji.

Ogłaszając zajęcie Krymu, Putin nie mówił o prawach obywatelskich i przyszłym dobrobycie jego mieszkańców. Dla uzasadnienia aneksji wygrzebano mity o chrzcie Księcia Włodzimierza w Chersonezie Taurydzkim, współcześnie w granicach Sewastopola. Do tego faktu odwoływało się także Imperium Rosyjskie, które chcąc w XIX wieku umocnić swoje pretensje do Krymu, na fundamentach katedry Narodzenia Matki Bożej postawiło katedrę św. Włodzimierza Chrzciciela.

Najważniejszy mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, przedstawiający Związek Sowiecki jako kraj wykonujący wyjątkową misję, której celem jest pokonanie absolutnego zła – faszyzmu, w żaden sposób nie mógł być zestawiony z paktem Ribbentrop-Mołotow oraz współpracą z nazistami podczas okupacji Polski i krajów bałtyckich.

Cała ta błazenada pseudoweteranów i przebieranie przedszkolaków w mundury piechurów z czasów II wojny światowej nieprzypadkowo zbiegły się z rosyjską agresją we wschodniej Ukrainie. Ogłaszająca się spadkobierczynią Związku Sowieckiego Rosja odziedziczyła także mit permanentnej wojny z wciąż na nowo i w nowych formach odradzającym się faszyzmem.

Faszystą może tu zostać nazwany każdy, kto nie podoba się Kremlowi – ukraińscy politycy o zachodniej orientacji od Prawego Sektora do umiarkowanie liberalnych partii, obrońcy praw człowieka w samej Rosji czy nawet Izrael, gdy ośmiela się przeszkadzać sojusznikowi Rosji Basharowi al-Assadowi. No i oczywiście kraje bałtyckie, gdzie ulicami maszerują weterani niedobitych legionów SS, a mniejszości rosyjskojęzyczne są dręczone przymusem nauki języków państwowych.

Przez długi czas Rosji dość umiejętnie udawało się na Zachodzie utrzymać wizerunek kraju, który pokonał faszyzm i z tego powodu należy mu się szacunek, jednocześnie unikając przypominania o przyjaźni z Adolfem Hitlerem na początku wojny. Za to my sami daliśmy okazję propagandzie Kremla do pokazywania Litwinów jako katów narodu żydowskiego i nie potrafiliśmy w atrakcyjny sposób pokazać Zachodowi swojej historii walki o wolność.

Krótki film o bałtyckich leśnych braciach, rozpowszechniony przez NATO w serwisach społecznościowych, symbolizuje ten przełom w świadomości Zachodu, którego Rosja boi się najbardziej. Jeśli nasi partyzanci zajmą należyte miejsce w zachodniej pamięci historycznej obok wojny o niepodległość USA, francuskiego ruchu oporu i poległych cyborgów z donieckiego lotniska, zostaniemy zrozumiani i staniemy się bliscy dla każdego Amerykanina czy Norwega, wysyłanego do służby w siłach szybkiego reagowania czy dla podejmujących decyzje w sztabach dowodzenia NATO. To jasny znak, że nigdy więcej nie będziemy zupełnie osamotnieni walczyć i ginąć w naszych lasach.

Rozpoczęta przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji propagandowa kampania przeciw naszym partyzantom, której w sobotni wieczór na Facebooku w okamgnieniu przeciwstawiły się tysiące osób z Litwy o różnych poglądach, a później dołączyli do nich także Ukraińcy, z pewnością nie była spontaniczną niepowściągliwością. To decydująca walka o miliony ludzkich umysłów, po której przegraniu Kreml mógłby zapomnieć o jakiejkolwiek nadziei na zastosowanie w naszym regionie wypróbowanych na Krymie metod wojny hybrydowej.

Artykuł pierwotnie został opublikowany na portalu Delfi.lt. Tłumaczenie z języka litewskiego Sonia Gabryszewska.

 

Od redakcji Przeglądu Bałtyckiego

11 lipca br. na stronach NATO w serwisach społecznościowych został zamieszczony film dokumentalny pt. „Leśni Bracia – w walce o kraje bałtyckie” („Forest Brothers – Fight for the Baltics”) opowiadający o walce partyzantki antysowieckiej w Litwie, Łotwie i Estonii po II wojnie światowej. W odpowiedzi na to rzeczniczka rosyjskiego MSZ Marija Zacharowa opublikowała na swoim profilu na Facebooku oświadczenie, w którym m.in. oskarżyła partyzantów o współpracę z nazistami i o mordowanie osób cywilnych. W podobnym tonie były utrzymane wypowiedzi innych przedstawicieli rosyjskich władz i mediów. 14 lipca na profilu MSZ Rosji zamieszczony został wpis w języku angielskim informujący o rzekomych zbrodniach litewskich partyzantów przeciwko ludności cywilnej. Litewscy internauci odpowiedzieli zmasowaną akcją komentarzy do tego wpisu opatrzonych hashtagiem #Кремльнашуисториюнеперепишешь („Kremlu, nie przepiszesz naszej historii”). W ciągu kilku dni wpis otrzymał kilkanaście tysięcy komentarzy, z czego większość zawierała wspomniany hashtag.

 

Zdjęcie tytułowe: Leśni Bracia w Estonii. Zdj. Estonica.org.

Polub nas na Facebooku!