Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Matka chrzestna. Tomas Venclova o Ludmile Aleksiejewej i o tym, jak powstawała Litewska Grupa Helsińska

Ludmiła Aleksiejewa należy do najbardziej znanych rosyjskich dysydentów i obrońców praw człowieka. W działalność dysydencką zaangażowała się w latach 60. XX wieku, w 1968 została zwolniona z pracy i wykluczona z partii komunistycznej. W 1976 roku znalazła się w gronie inicjatorów Moskiewskiej Grupy Helsińskiej. Od 1977 roku przebywała na emigracji. Obecnie mieszka w Rosji, gdzie angażuje się w działalność opozycyjną. 20 lipca obchodziła 90. urodziny.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Jesteśmy znajomymi – pozwolę sobie powiedzieć, że przyjaźnimy się – z Ludmiłą Michajłowną Aleksiejewą, którą jak za starych czasów nazywam Ludą, już ponad czterdzieści lat. Można ją nazwać matką chrzestną Litewskiej Grupy Helsińskiej.

Są to dawne czasy, nie każdy już orientuje się we wszystkich ich trudnościach i zawiłościach, nie każdy pamięta ich szczegóły, jak i sam duch. Zanim zacznę opowiadać o naszej znajomości i o roli Ludmiły Michajłowny w sprawach litewskich, należy wygłosić dwa-trzy słowa wprowadzenia.

W połowie lat 70., ogólnie rzecz biorąc było jasne, że Związek Sowiecki rozpadnie się, nie wiadomo tylko kiedy. I pod względem ekonomicznym, i politycznym, kraj był na krawędzi bankructwa. System, który próbował izolować się od świata, kontrolować każde słowo i myśl, trzeszczał w szwach. W poszczególnych republikach odczuwało się to na różne sposoby.

Litwa, jak i wszystkie kraje bałtyckie, była w ZSRS ewidentnie obcym ciałem. Od samego swojego powstania orientowała się nie na Moskwę, ale na Zachód, do ZSRS została przyłączona przemocą i dążyła do odzyskania niezależności (to dążenie nie było bynajmniej obce większości litewskich komunistów, chociaż i w słowach, jak i w czynach zachowywali oni pełną lojalność). Działał rozległy litewski drugi obieg, przede wszystkim Kronika Kościoła Katolickiego na Litwie (katolicy byli na Litwie istotną siłą polityczną, bowiem należała do nich większość ludności). Kronika przenikała na Zachód, także z pomocą rosyjskich dysydentów. Zajmowała się tym też Ludmiła Michajłowna.

W 1974 roku aresztowany został Siergiej Kowalow – właśnie za wsparcie dla litewskich katolików. Postanowili sądzić go w Wilnie, z dala od zagranicznych dyplomatów i dziennikarzy, jednak trochę się przeliczyli, ponieważ właśnie tuż przed rozpoczęciem procesu akademik Sacharow (Andriej – przyp. PB), najbardziej znany uczestnik ówczesnego ruchu dysydenckiego, otrzymał pokojową Nagrodę Nobla. Zamiast w Oslo, dokąd go nie puszczono, Sacharow znalazł się w litewskiej stolicy, u drzwi sądu (gdzie, rzecz jasna, także go nie wpuszczono, ale obiło się to szerokim echem). W czasie jego rozmów z litewskimi dysydentami, dyżurującymi u tych właśnie drzwi, pojawiła się myśl o stworzeniu na Litwie grupy, monitorującej wypełnianie Porozumień Helsińskich (Akt Końcowy KBWE z 1975 – przyp. PB), które ZSRS niedługo wcześniej podpisał – jak się okazało, podpisał na swoje nieszczęście, chociaż wówczas nie było to jeszcze jasne.

W maju 1976 roku Grupa Helsińska została powołana w Moskwie. Spraw miała ona aż nadto, bo chociaż władze ZSRS publicznie obiecały przestrzegać praw człowieka, to ze starego stalinowskiego przyzwyczajenia uznawały to tylko za słowa, które w najmniejszym stopniu nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Grupa informowała świat o naruszeniach praw narodowościowych, religijnych, prawa do swobodnego przemieszczania się itd., przy czym robiła to jawnie, nie ukrywając nazwisk swoich członków i podkreślając, że działa w granicach prawa. Było to genialne w swojej prostocie odkrycie niczym jajko Kolumba. Władze, które nowa dysydencka strategia zapędziła w ślepy zaułek, ponad pół roku nie reagowały, chociaż było mniej więcej oczywiste, że zareagują i to ze zdwojoną złością.

Po moskiewskiej grupie powstała ukraińska, a po niej litewska – jak ujął to jeden z ówczesnych dyplomatów, zaczęło się „socjalistyczne współzawodnictwo między republikami”. Inicjatorem grupy litewskiej był jeden z wileńskich rozmówców Sacharowa, Viktoras Petkus, wieloletni więzień polityczny – człowiek spokojny, nawet flegmatyczny, ale bardzo uparty. Zakładał on nieoficjalne koła młodzieży, w których uczył historii Litwy i podstaw wiary katolickiej. Kilku chłopców, uczestników takiego koła, zostało zdekonspirowanych i z hukiem relegowanych z ostatniej klasy szkoły średniej (co równało się powołaniu do wojska z jej „falą” i innymi przyjemnościami). Wyrzucenie z ostatniej klasy, a przy tym bez zachowania jakichkolwiek formalności, było wyjątkiem nawet w ZSRS. Viktoras Petkus i kilkoro jego przyjaciół uznało, że to złamanie praw człowieka trzeba odnotować w pierwszym dokumencie Litewskiej Grupy Helsińskiej, która w ten sposób ogłosi swoje istnienie. Jednak ze sprawą zechciała również zapoznać się grupa moskiewska (postanowiono, że pierwszy dokument będzie wspólny). Do Wilna przyjechała jej kto wie czy nie najaktywniejsza uczestniczka – Ludmiła Michajłowna.

Trochę już ją znałem i znalazłem się w grupie powitalnej. Razem z Ludą, jak od razu zaczęliśmy ją nazywać, poszliśmy wyjaśniać sytuację do ówczesnego ministra edukacji Litewskiej SRS Antanasa Rimkusa. Uznał on, że gość z Moskwy to przedstawicielka jakichś wysokich kręgów i że grupy helsińskie to jakaś partyjno-państwowa inicjatywa. Dlatego też przyjął nas z nadzwyczajną życzliwością, wręcz z uniżonością i skierował nas do szkoły. Tam wiele dowiedzieliśmy się od dyrektora, co posłużyło jako świetny materiał dla naszego dokumentu. Co prawda, pół godziny później dyrektor dostał telefon: najwidoczniej minister zebrał informacje i zrozumiał, kim naprawdę jesteśmy. Dyrektor zbladł i natychmiast dał do zrozumienia, że to koniec rozmowy, ale było już za późno.

Następny dzień był jeszcze bardziej interesujący. Tematem drugiego dokumentu była sytuacja dwóch litewskich biskupów katolickich: jeden nazywał się Julijonas Steponavičius, drugi – Vincentas Sladkevičius. Po tym, gdy nie poszli na ustępstwa wobec władz, obaj zostali zesłani do wsi na prowincji, gdzie nie mogli wykonywać swoich obowiązków pasterskich – co było jawnym naruszeniem prawa o rozdziale kościoła od państwa. Postanowiliśmy się z nimi spotkać i porozmawiać. Wyjechaliśmy z Wilna razem z Ludmiłą Michajłowną o wpół do szóstej rano (według Petkusa, który był w tych sprawach znawcą, KGB tak wcześnie nie zaczynało pracy). Wróciliśmy dokładnie dobę później, też o wpół do szóstej, najwidoczniej nasza podróż nie została odnotowana. Było nas, przyszłych członków grupy, troje, samochód prowadziliśmy na zmianę i zdążyliśmy nie tylko odwiedzić obu biskupów, mieszkających na dwóch przeciwległych końcach Litwy, ale i omówić z nimi mnóstwo spraw. Kiedy Ludmiła Michajłowna wyjechała do Moskwy, Litewska Grupa Helsińska stała się faktem. O swoim istnieniu grupa poinformowała i opublikowała dokumenty mniej więcej dwa miesiące później.

Historie te przypominają zwyczajne dziennikarskie śledztwo, ale w czasach sowieckich wiązało się z tym jawne ryzyko (podobne ryzyko, jakby nie patrzeć, w Rosji istnieje i teraz – mimo wszystko jednak mniejsze). Litewską grupę, tak jak i moskiewską wkrótce dosięgły ciężkie represje. Viktoras Petkus dostał piętnaście lat, z których odsiedział jedenaście. Był zresztą do tego przygotowany, a po odsiadce niemal do śmierci był doradcą prezydenta niepodległej Litwy do spraw praw człowieka. A Ludmiła Michajłowna Aleksiejewa została odznaczona litewskim orderem i stała się w moim kraju (który później nie raz jeszcze odwiedzała) człowiekiem znanym i lubianym.

Dziś, wspominając tamte dawne czasy, chciałbym pogratulować Ludmile Aleksiejewej z okazji jubileuszu! Myślę, że nie tylko w imieniu swoim, ale i w imieniu demokratycznej Litwy.

Artykuł pierwotnie ukazał się na portalu Nowaja Gazieta. Przedruk za zgodą redakcji. Tłumaczenie z języka rosyjskiego Dominik Wilczewski. Wstęp od redakcji.

 

Zdjęcie tytułowe: Ludmiła Aleksiejewa w Parlamencie Europejskim. Zdj. Parlament Europejski / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!