Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Odkrywając historię bałtyckich „Leśnych Braci”

Wojna nigdy nie jest dwuwymiarowa. Edward Lucas o jednym z rozdziałów antysowieckiego ruchu oporu.
play

Rosję oburzył nowy film NATO czczący „Leśnych Braci”, antysowiecki ruch oporu w Estonii, Łotwie i Litwie. Dla osób z zewnątrz jest to wielkim zaskoczeniem. Nie chodzi nawet o to, że wojna partyzancka przeciwko sowieckiej okupacji w krajach bałtyckich to zapomniany konflikt; większość ludzi nigdy nawet o nim nie słyszała.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Żeby zrozumieć, o co toczy się spór, spróbujcie eksperymentu myślowego. Wyobraźcie sobie, że wasi przodkowie byli gangsterami. Na długo przed waszymi narodzinami, sprzymierzyli się oni z inną bandą i zaatakowali sąsiadów, zniewolili ich i wymordowali. Potem oba gangi się skłóciły i zmusiły niewinnych sąsiadów do opowiedzenia się po jednej ze stron. Ostatecznie, wasi przodkowie wygrali i zajęli domy sąsiadów – mimo zaciętego oporu. Kiedy wasi przodkowie w końcu zmarli, sąsiedzi odzyskali swą własność.

Przeczytaj także:  Dlaczego Kreml bardziej wystraszył się krótkiego filmu NATO o leśnych braciach niż czołgów?

Pytanie brzmi teraz, jak się zachować. Czy powinniście przeprosić, za to, co minęło, ignorować to, czy czcić to?

To właśnie, mówiąc brutalnie, jest problem dzisiejszej Rosji w jej stosunkach z krajami bałtyckim.

Z punktu widzenia Kremla, jedynym istotnym faktem jest to, że Związek Sowiecki (nasza banda) pobiła nazistowskie Niemcy (ich bandę). Ktokolwiek walczył przeciwko Związkowi Sowieckiemu w II wojnie światowej był ipso facto nazistą. Ktokolwiek czci pamięć takich ludzi teraz też jest nazistą.

Ma to sens tak długo, jak długo ignoruje się dwa najważniejsze czynniki: przyczyny wojny i sposób, w jaki Związek Sowiecki w niej walczył.

Tym, do czego Kreml nie lubi się przyznawać, jest to, że Hitler i Stalin byli sojusznikami zanim stali się wrogami w 1941 roku. To niesławny pakt Ribbentrop-Mołotow zawarty w 1939 roku pomiędzy dwoma totalitarnymi imperiami wysłał narody środkowej i wschodniej Europy na rzeź. Oznaczało to, między innymi, że największa w Europie społeczność żydowska wpadła w ręce ludzi, którzy chcieli ją eksterminować.

Dzisiejszy Kreml nie przyznaje również, że nazistowskie Niemcy nieomal wygrały wojnę, ponieważ wąsaty zbrodniarz w Moskwie był niekompetentnym paranoikiem. Na szczęście, wąsaty zbrodniarz w Berlinie był jeszcze bardziej niekompetentny.

Związek Sowiecki ostatecznie zwyciężył z kilku innych powodów. Należały do nich geografia, klimat i pomoc wojskowa z Zachodu. Bohaterstwo i poświęcenie Rosjan (oraz Ukraińców, Białorusinów, Tatarów i innych) odegrało ogromną rolę.

Kiedy weźmie się pod uwagę te czynniki, wojna w krajach bałtyckich przestaje być dwuwymiarowym sowieckim mitem, a staje się fascynującym i tragicznym epizodem prawdziwej historii. Estończycy, Łotysze i Litwini nie wybrali sobie takiego miejsca, w którym musieli opowiadać się za Stalinem, albo za Hitlerem. Zostali do tego dylematu przymuszeni.

A kiedy zostali postawieni w takiej sytuacji, zachowywali się na różne sposoby – godne podziwu, jak i wstrętu – tak jak zachowaliby się inni.

Niektórzy kolaborowali z okupantami sowieckimi (którzy deportowali, grabili i mordowali, szczególnie chętnie wykształconych i dobrze sytuowanych). Inni kolaborowali z okupantami nazistowskimi (którzy rozpoczęli okrutne zbrodnie na Żydach, Rosjanach i innych mniejszościach, ale resztę ludności traktowali cokolwiek lepiej). Zarzuty o to są liczne.

Kiedy naziści wycofali się w 1944 roku, narody krajów bałtyckich w większości nie powitały Sowietów jak wyzwolicieli. To niewygodny fakt dla współczesnych Rosjan, wychowanych na sowieckim micie wojennym. Ale fakt nie staje się bardziej wygodny przez znęcanie się nad ofiarami.

Zachód obecnie, co godne pochwały, zaczyna uznawać powojenny antysowiecki ruch oporu w krajach bałtyckich jako rodzaj prototypu NATO. Naprawdę uderzające jest jednak, że Kreml uznaje się za bezpośredniego spadkobiercę wrogów „Leśnych Braci”: zbrodniczej stalinowskiej tajnej policji – NKWD. To jest (i powinno być) prawdziwym skandalem.

Tekst opublikowany dzięki uprzejmości Center for European Policy Analysis (CEPA). Pierwotnie ukazał się w serwisie internetowym CEPA jako tekst z serii „Europe’s Edge”. CEPA jest niezależnym instytutem analitycznym zajmującym się Europą Środkowo-Wschodnią oraz relacjami Transatlantyckimi z siedzibą w Waszyngtonie i biurem w Warszawie. Tłumaczenie z języka angielskiego Dominik Wilczewski.

 

Zdjęcie tytułowe: Leśni Bracia w północnej Estonii. Źródło: Estonica.org.

  • sudav

    W obecnej Rosji ludzie myślą i długo jeszcze będą myśleć na modłę sowiecką. Ponad 70 lat komunizmu odciska na nich piętno teraz i zapewne będą się z tym zmagać jeszcze w odległej przyszłości. Najbardziej uwydatnia to postawa Kremla, całej władzy rosyjskiej i ich obecnej polityki zagranicznej… Bardzo to smutne!

Polub nas na Facebooku!