Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Rozmowy w hotelu „Rīdzene”. Łotwa zmaga się z aferą polityczną

Nie minęło dwa tygodnie od wyborów samorządowych na Łotwie, które przynajmniej w paru ważnych miastach zakończyły się reprodukcją rządzącego układu, a gazeta „Ir” podłożyła pod łotewską politykę bombę, która może wysadzić niejedną partię, a w każdym razie pokrzyżować kilka karier politycznych. Ujawniono tak zwane „rozmowy oligarchów”, prowadzone w latach 2009-2011 w stołecznym hotelu „Rīdzene”, w dość pieprznym języku.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Wśród bohaterów nagrań są byli politycy – charyzmatyczny lider chrześcijańsko-konserwatywnej partii LPP/LC Ainārs Šlesers, były przewodniczący Partii Ludowej Andris Šķēle, a także osoby, które do dziś działają w łotewskim życiu publicznym. W czwartek Sejm wybrał członków komisji śledczej, którzy będą badać aferę. Doszło do kolejnego, po opublikowaniu taśm, skandalu – na jej czele stanie była kontroler państwowa Inguna Sudraba, obecnie posłanka i liderka partii politycznej „Od Serca dla Łotwy”. Sęk w tym, że sama Sudraba była wspominana w nagraniach z hotelu „Rīdzene”. Widocznie jednak głosującym za jej kandydaturą posłom to zupełnie nie przeszkadzało.

Tło polityczne

Służby specjalne Łotwy zaczęły nagrywać rozmowy polityków w hotelu „Rīdzene” jeszcze przed słynnymi wyborami do Sejmu jesienią 2010 roku. Dlaczego słynnymi? W 2008 roku zaczął się na Łotwie gigantyczny kryzys gospodarczy, który miał wpływ na poważne zawirowania na lokalnej scenie politycznej. W zimie 2009 roku doszło na ryskim Starym Mieście do poważnych zamieszek, po których upadł rząd Ivarsa Godmanisa, który wielu obarczało za kryzys. W marcu 2009 roku powołano nowy gabinet, z udziałem partii, które od lat krytykowały oligarchizację łotewskiej polityki, takich jak liberalno-konserwatywna Nowa Era premiera Valdisa Dombrovskisa, socjalliberalne Stowarzyszenie na rzecz Innej Polityki czy konserwatywny Związek Obywatelski Ģirtsa Valdisa Kristovskisa, późniejszego ministra spraw zagranicznych, a ostatnio konkurenta wieloletniego mera Ventspils, oligarchy, Aivarsa Lembergsa w wyborach samorządowych. Tego samego Lembergsa, który jest czołowym bohaterem rozmów w hotelu „Rīdzene”.

Mimo powołania antyoligarchicznej koalicji, poza którą znalazła się najbardziej zblatowana z biznesem konserwatywna partia LPP/LC, układ rządzący był stosunkowo słaby. Należało przeprowadzać cięcia, zmuszać mieszkańców Łotwy do wyrzeczeń, bo waliła się prawie cała gospodarka. PKB spadło prawie o jedną piątą. Na dodatek nie dało się zupełnie pozbyć oligarchów, bo Związek Zielonych i Rolników, a także Partia Ludowa Andrisa Šķēle dalej miały swych ministrów w rządzie. Inaczej gabinet nie miałby większości. Na władzę zaczęli sobie ostrzyć zęby przedstawiciele mniejszości rosyjskiej skupionej w Centrum Zgody, zachęceni wygraną Niła Uszakowa w wyborach na burmistrza Rygi, która nie byłaby możliwa bez wsparcia oligarchy Ainārsa Šlesersa.

Partie reformatorskie w marcu 2010 roku powołały do życia koalicję „Jedność”, ale długo pewne zwycięstwa w wyborach nie były. W okresie rządu Dombrovskisa, który pozostawał nieformalnym liderem „Jedności”, zaczęły się właśnie rozmowy ważnych polityków w hotelu „Rīdzene”, którzy przy szklaneczce wódki i balsamu ryskiego już ustalali, kto przejmie władzę jesienią 2010 roku, gdy społeczeństwo wymówi posłuszeństwo reformatorom, którzy zafundowali mu jedynie krew, pot i łzy à la Leszek Balcerowicz. Šlesers w rozmowach dawał recepty na zdobycie władzy – „jeśli Rosjanie i Łotysze stworzą wspólny blok, Ryga jest nasza forever. 40% Rosjan, 10-15% Łotyszy, których przyciągniemy. Przejmiemy Rygę po wsze czasy” – chełpił się polityk. „Ryga to jest baza. Połączenie Łotyszy i Rosjan w jedną całość, to jest nowa ideologia. Możemy za cztery lata przejąć władzę w całej Łotwie” – snuł swoje plany Šlesers.

Niesłusznie przerwane postępowanie?

Opublikowana przez pismo „Ir” transkrypcja rozmów Ainārsa Šlesersa i Aivarsa Lembergsa, a także innych polityków i biznesmenów, które były prowadzone w „Rīdzene”, pokazuje, że decyzja KNAB o zawieszeniu w grudniu 2016 roku „sprawy oligarchów” była przedwczesna – ogłosiła niedawno łotewska agencja informacyjna LETA. Portal „Ir” zapis rozmów ważnych polityków po raz pierwszy opublikował w połowie czerwca, niecałe dwa tygodnie po zakończonych wyborach samorządowych. Później doszły kolejne przedruki. „Tak zwana sprawa oligarchów Ainārsa Šlesersa pozwala wątpić w jakość pracy organów sprawiedliwości i wolę, by zakończyć tę sprawę” – napisali dziennikarze. Wskazali, że odszyfrowane rozmowy uzyskali od źródła, które nie chce ujawniać swojej tożsamości. W kontekście rozmów oligarchów od początku padały trzy najważniejsze nazwiska: wspomnianych już Lembergsa, Šlesersa, i Šķēle, których od lat prasa na Łotwie nazywa „trzema oligarchami”. Dwóch ostatnich już od dawna skądinąd nie bierze udziału w łotewskiej polityce. Ciekawe są jednak także dalsze nazwiska, choćby urzędujących ministrów rolnictwa Jānisa Dūklavsa czy transportu Uldisa Augulisa, szefa rosyjskiej partii „Zgoda” Jānisa Urbanovičsa czy byłego bankiera Valērijsa Karginsa. Niektórzy politycy już zażądali dymisji ministrów, za czym opowiedziało się także stowarzyszenie antykorupcyjne „Delna”.

W „sprawie oligarchów” organy ścigania interesowały się „handlem wpływami”, „podejmowaniem decyzji na korzyść swojej firmy”, a także „unikaniem składania deklaracji podatkowych” – to w sprawie Ainārsa Šlesersa. Lembergsa oskarżano o „handel wpływami”, zaś proces przeciwko Šķēle nigdy się nie rozpoczął. Mówiąc bardziej dosadnie chodziło o przyjmowanie i proponowanie łapówek, legalizację środków finansowych uzyskanych w drodze przestępstwa, wykorzystywanie funkcji publicznej w złej wierze, a także przekroczenie uprawień przez osoby publiczne. Ostatecznie biuro antykorupcyjne KNAB wraz z prokuraturą, po paru latach śledztwa, uznało, że nagrane rozmowy nie są wystarczającym dowodem, by wnieść oskarżenie, proces kryminalny zakończył się fiaskiem. Były wysoki funkcjonariusz KNAB, obecnie radny Rygi z Nowej Partii Konserwatywnej Juris Jurašs, twierdzi jednak, że zebrane materiały miały wszelkie podstawy, by trafić do sądu.

Mimo tego faktu ciekawe jest, co ujawnili dziennikarze „Ir” w czerwcu. Pełniący w latach 2009-2010 funkcję wicemera Rygi Šlesers w trakcie rozmów w hotelu z szefem „AirBaltic” Bertoltem Flickiem miał szukać pracy dla swojej siostry, zaś z szefem „Krājbanku” miał ustalać, które konta firm transportowych przenieść do tego banku. Z ministrem rolnictwa Jānisem Dūklavsem naradzał się, jak w parlamencie, wspólnymi siłami Związku Zielonych i Rolników – partii ministra oraz LPP/LC, obalić prokuratora generalnego Jānisa Maizītisa. Tematy stricte polityczne, w rozmowach z Aivarsem Lembergsem, dotyczyły wyborów prezydenckich – kim zastąpić prezydenta Valdisa Zatlersa, który początkowo był „swój”, ale nie chciał chodzić na smyczy oligarchów. Akurat zbliżały się wybory prezydenckie wiosną 2011 roku. W hotelu „Rīdzene” odbyły się także dyskusje dotyczące mediów – których dziennikarzy należy wyrzucić z pisma „Diena”, a także jakie wątki ma poruszać państwowa telewizja LTV. Sporo rozmów dotyczyło osobistych biznesów Šlesersa.

Kontekst medialny

Właśnie on jest szczególnie ciekawy. Łotewskie media zainteresowały się tym, w jaki sposób oligarchowie próbowali sobie podporządkować gazety i telewizję. „Już raz kiedyś mówiłem – trzeba się zjednoczyć, co do mediów publicznych. Telewizja już jest uporządkowana, państwowa, ale radio państwowe, jakie było takie jest” – narzekał po wyborach z jesieni 2010 roku Šlesers w rozmowie z Lembergsem. Podczas konwersacji dwóch polityków pojawiła się idea połączenia różnych mediów i podporządkowania sobie dziennikarzy. Ciekawe, że w Sejmie partia Lembergsa oficjalnie wspierała antyoligarchiczną „Jedność”, ale w wielu głosowaniach jednoczyła się razem z oligarchami z sojuszu „O dobrą Łotwę” Šlesersa i partią mniejszości rosyjskiej. Tak było choćby podczas wyboru prezydenta, którym ostatecznie, zamiast Valdisa Zatlersa, został Andris Bērziņš. Wybór Bērziņša miał być wstępem do zmiany układu rządzącego, o czym w „Rīdzene” Šlesers rozmawiał z liderem partii rosyjskiej Jānisem Urbanovičsem, co zablokował odchodzący prezydent Zatlers, rozpisując przewidziane na lipiec 2011 roku referendum o rozwiązaniu Sejmu. W nowym parlamencie, dzięki powstaniu Partii Reform Zatlersa, udało się stworzyć koalicję bez udziału Związku Zielonych i Rolników, co osłabiło pozycję oligarchy Aivarsa Lembergsa. Na trzy lata, bo w 2014 roku partia znów znalazła się w koalicji.

„Celem jest obalić rząd” – mówił w hotelu „Rīdzene” Šlesers szefowi „AirBaltic” Bertoltowi Flickowi. „Użyjemy mediów do stworzenia podziału w rządzie” – powiedział z kolei do swojego następcy na stanowisku wicemera Rygi Andrisa Ameriksa. „Jeśli chcemy skonsolidować państwo, musimy skonsolidować media” – upierał się Šlesers. Jednocześnie w rozmowie z Ameriksem padło wiele słów w stylu „chwała nam i naszym kolegom” znanych z polskiej afery Rywina. „LNT to nasz kanał. W telewizji państwowej możemy zabezpieczyć wiadomości, „Diena” już jest kupiona” – przechwalał się lider ruchu „O lepszą Łotwę”, dodając, że inny oligarcha, Lembergs, ma w kieszeni gazetę „Neatkarīgā Rīta Avīze”. Także media rosyjskie miały chodzić na pasku Šlesersa. W zaprzyjaźnionym Pierwym Bałtijskom Kanale eter jest podzielony między partię mniejszości rosyjskiej „Zgoda”, a łotewską koalicję „O dobrą Łotwę” – mówił Šlesers.

Politycy w trakcie rozmów podzielili się także procentami. Dziennik „Diena” miał należeć w jednej piątej „do Aivarsa”, w jednej czwartej – do Andrisa. Ponad jedna trzecia miała być w rękach Ainārsa. Chodzi o wspomnianych już wcześniej trzech oligarchów: Lembergsa, Šķēle i Šlesersa.

Reakcja polityków

Šlesers do dziś nie skomentował materiałów pisma „Ir”, z kolei swojemu udziałowi w rozmowach w hotelu „Rīdzene” zaprzeczył wiceburmistrz Rygi Andris Ameriks. Powiedział dziennikarzom, że rozmowy to kompletne fałszerstwo. Prawdziwość nagrań, przepraszając jednocześnie za niecenzuralne słowa, które podczas nich padają – dowód politycznej schizofrenii, zakwestionował także szef Socjaldemokratycznej Partii „Zgoda” Jānis Urbanovičs. Jedynie Aivars Lembergs potwierdził hotelowe pogaduszki, ale zwrócił uwagę, że są one oddane w „zmienionej formie”. Gazecie „Ventas balss” powiedział, że celem ujawnienia rozmów było usunięcie go ze stanowiska mera Windawy, a cała sprawa jest na „zamówienie polityczne”, by uderzyć w niego i koalicyjny Związek Zielonych i Rolników. Za wszystkim ma rzekomo stać Georges Soros, od lat czołowy międzynarodowy wróg Lembergsa, sprzymierzony z działaczami centroprawicowej, proeuropejskiej „Jedności”.

Jeśli mowa o partiach zasiadających w rządzie, to opublikowane rozmowy najbardziej uderzają we wspomniany Związek Zielonych i Rolników, który wystawia obecnie swojego prezydenta i premiera. Szef partii Armands Krauze w wywiadzie dla państwowej telewizji LTV powiedział, że nie znając pełnego zapisu rozmów, nie możemy wyrokować o sprawach etycznych, a raczenie społeczeństwa fragmentami rozmów jest nieuczciwe. O ujawnienie sprawy oskarżył byłych pracowników antykorupcyjnego biura KNAB.

W sprawie nagrań oligarchów zaczęła tłumaczyć się prokuratura, która ustami prokuratora generalnego Ēriksa Kalnmeiersa stwierdziła, że nie wiedziała o opublikowanych materiałach, na co zareagowała była wiceszefowa KNAB Juta Strīķe, obecnie radna Rygi z opozycyjnej Nowej Partii Konserwatywnej, informując, że prokuratura miała świadomość postępowania, które prowadziło biuro antykorupcyjne. Strīķe, która późniejszemu szefowi KNAB Jaroslavsowi Streļčenoksowi zarzuca bezczynność wobec „sprawy oligarchów”, zażądała od prezydenta zwołania Narodowej Rady Bezpieczeństwa. Widać już, że świeżo upieczona radna stolicy wyczuła krew. Nowy szef KNAB Jēkabs Straume na konferencji prasowej zapowiedział z kolei, że biuro sprawdzi autentyczność materiałów opublikowanych przez portal „Ir”.

Powstała komisja śledcza

Tymczasem w Sejmie powołano do życia komisję śledczą w sprawie „rozmów oligarchów”, do czego najbardziej parła Jedność i narodowcy. Oficjalna jej nazwa to komisja ds. przejawów okradania państwa i jakości przedsądowego śledztwa w procesie kryminalnym numer 16870000911. W jej skład weszli przedstawiciele wszystkich klubów, wśród nich Ritvars Jansons (Zjednoczenie Narodowe), Andrejs Judins (Jedność), Ainārs Mežulis (Związek Zielonych i Rolników), Igors Pimenovs (Zgoda), Inguna Sudraba (Od Serca dla Łotwy) oraz Mārtiņš Šics (Łotewskie Zjednoczenie Regionów). Na przewodniczącą komisji wybrano Ingunę Sudrabę, która przeszła czterema głosami. Dwóch pozostałych członków komisji, z ramienia narodowców i Jedności, czyli politycznych akuszerów komisji śledczej, głosowało na Andrejsa Judinsa. Wśród głosujących „za” Sudrabą był za to przedstawiciel bardzo krytycznego wobec obecnego establishmentu Łotewskiego Zjednoczenia Regionów, którego przewodniczący Mārtiņš Bondars uzyskał ostatnio dobry wynik w niedawnych wyborach do rady miejskiej Rygi. Bondars w konsekwencji głosowania podał się w piątek do dymisji. Wiele osób było zszokowanych decyzją Sejmu i pytało, jak to jest możliwe, że na czele komisji ds. wyjaśnienia afery stanie osoba, której nazwisko pojawiało się w kontekście rozmów w hotelu „Rīdzene”. „Szalony cynizm” – powiedziała szefowa frakcji Jedności Solvita Āboltiņa. Prezydent Raimonds Vējonis po rozmowie z przewodniczącą Sejmu, reprezentującą narodowców, wezwał posłów, by ocenili, czy Sudraba rzeczywiście jest dobrą kandydatką na szefową komisji. Sprawa jest rozwojowa, bo jeszcze w czwartek mówił, że „to jest decyzja parlamentu i odpowiedzialność Sejmu”.

Warto dodać, że Sudraba w „rozmowach oligarchów” została wspomniana przez biznesmena Viestursa Koziolsa, który wskazał, że wejście rosyjskiej partii „Zgoda” do Sejmu dokona się właśnie przez byłą kontroler państwową, która w 2014 roku założyła własną partię „Od  Serca dla Łotwy”. Moskwa miała widzieć ją jako kandydatkę na premiera.

Komisja śledcza w sprawie „rozmów oligarchów” teoretycznie mogłaby coś wyjaśnić, a także dać wiatr w żagle Jedności oraz narodowcom, nazwiska których polityków nie padają w rozmowach w hotelu „Rīdzene”. Czwartkowe głosowanie nad kandydaturą przewodniczącego tego gremium każe jednak być ostrożnym. Czy pozostałe partie nie zjednoczą się, by zablokować dochodzenie do prawdy?

Podobnie jak w Sejmie X kadencji razem zablokowały przeszukanie mieszkania Ainārsa Šlesersa przez KNAB…

 

Zdjęcie tytułowe: Komisja śledcza ws. „rozmów oligarchów”. Zdj. Ernests Dinka / Saeima / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!