Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

„Kryształowa noc” w sierpniu?  Rostock wspomina zamieszki przeciwko cudzoziemcom

W dwudziestą piątą rocznicę zamieszek w rostockiej dzielnicy Lichtenhagen zapłonął specjalny ogień upamiętniający, przed ratuszem odsłonięto jedną z pięciu tablic tematycznych. Między 22 a 26 sierpnia 1992 roku setki watażków, wśród nich wielu neonazistów, oblegały centralny punkt przyjęć dla azylantów w Domu Słoneczników. Wspierani przez mieszkańców miasta zaatakowali blok kamieniami i ogniem. Cudem nie doszło do ofiar śmiertelnych. Zamieszki uchodzą do dziś za największą rasistowską akcję w powojennej historii Niemiec. Premier Meklemburgii-Pomorza Przedniego Manuela Schwesig (SPD) powiedziała we wtorek w swoim przemówieniu w kościele mariackim, że „chcemy uczynić wszystko, by wydarzenia takie jak w sierpniu 1992 roku, nigdy się w Niemczech nie powtórzyły”. Przewodniczący Centralnej Rady Sinti i Roma w Niemczech Romani Rose przypomniał zaś, że zamieszki pod Domem Słoneczników poprzedziła ostra kampania medialna przeciwko cudzoziemcom.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Wydarzenia krok po kroku

Miejsce walki leży nieco na zachód od trasy kolei miejskiej i drogi szybkiego ruchu. W samym środku blokowiska z czasów NRD, okrzykniętego w latach siedemdziesiątych, gdy je zbudowano, wzorcowym osiedlem. Zaczęło się od ostrzeżeń ze strony skrajnej prawicy. „W nocy z soboty na niedzielę będziemy sprzątać Lichtenhagen. To będzie gorąca noc” – zadzwonił anonimowy mieszkaniec do rostockiego dziennika „Norddeutsche Neueste Nachrichten”. „Ostseezeitung” zacytowała dwa dni później trzech młodych chłopaków, którzy zapowiedzieli, że „popędzą” stąd Cyganów. „Ludzie, którzy tu mieszkają, będą patrzeć z okien i bić brawo” – chełpili się młodzi.

To co zaczęło się w sobotę, 22 sierpnia 1992 roku, do dziś należy do największych wystąpień przeciwko cudzoziemcom w powojennej historii Niemiec. Jest umiarkowanie ciepło, lekko zachmurzone niebo. Pierwszej nocy około dwóch tysięcy ludzi gromadzi się przed Domem Słoneczników w rostockiej dzielnicy Lichtenhagen, w którym umieszczono Centralny Punkt Przyjęć dla Azylantów w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Enerdowski blok nazwano tak z powodu mozaiki kwiatowej, która została umieszczona na jego fasadzie. Około 200 ludzi, głównie młodych, zaczyna już pierwszego dnia obrzucać budynek kamieniami, trafiają nawet na szóste piętro. Wybijają szyby, rzucają ogień. Gapie przyglądają się tylko, nikt nie protestuje. Biją brawa. Zwyczajni obywatele Rostocku, żadni naziści. Wiedzą, bo mówią o tym media, że w tym roku Niemcy będą musiały przyjąć 400 tys. uchodźców, cztery razy więcej niż stara Bundesrepublika na dwa lata przed zjednoczeniem kraju. Uchodźcy zamknięci w bloku nie wiedzą, jak reagować na przemoc.

Wietnamskie szwaczki w Rostocku. Czerwiec 1990 roku. Zdj. Jürgen Sindermann / Wikipedia / CC.

Gdy pierwszego dnia wybuchają zamieszki, policjanci przyjeżdżają nieumundurowani, nie są przygotowani, by odeprzeć atak tłumu. Guido Nowak, wówczas policjant w Rostocku, mówi po latach rozgłośni NDR: „mieliśmy wtedy uczucie, że jest wojna domowa”. „Dla mnie było niezrozumiałe, że młodzi, którzy nas zaatakowali, mogli zniknąć między gapiami, że mieszkańcy zrobili dla nich miejsce, by mogli uciec” – powiedział NDR. Dopiero w nocy przyjeżdżają posiłki, by zatrzymać agresywny tłum. Ale już następnego dnia znów pojawiają się skinheadzi oraz inni agresorzy, znów rzucają kamienie, butelki i koktajle Mołotowa w dom dla azylantów, atakują policjantów. Gapie krzyczą: „Niemcy dla Niemców, cudzoziemcy won”. Dopiero w trzecim dniu zamieszek ewakuuje się azylantów z atakowanego domu, oprócz Wietnamczyków – pracowników kontraktowych, którzy przyjechali jeszcze w czasach NRD. Zamieszki trwają w najlepsze, młodzi atakują brutalnie policję, która w końcu się wycofuje, zostawiając azylantów bez ochrony. Dom dla cudzoziemców płonie. Przyjeżdża straż pożarna, ale mieszkańcy blokują jej dostęp do budynku. Na miejsce przyjeżdżają dziennikarze, kamerzyści, fotografowie.

W poniedziałek, 24 sierpnia, około 120 Wietnamczyków zostaje uwięzionych w Domu Słoneczników, w tym dzieci. Do tego dochodzi jeszcze ekipa telewizji ZDF i lokalny pełnomocnik ds. uchodźców Wolfgang Richter. W końcu udaje im się wyważyć drzwi ewakuacyjne i uciec na dach budynku. Około godziny 23 ugaszono ogień – mieszkańcy budynku zostali ewakuowani. Ale zamieszki trwają jeszcze jeden dzień. Policja używa armatek wodnych i gazu łzawiącego wobec zgromadzonych protestujących. W środę, 26 sierpnia, sytuacja jest już opanowana. Nie ma ofiar śmiertelnych. Jakimś cudem.

Dlaczego tak się stało

Do dziś dzielnica Lichtenhagen kojarzy się z nienawiścią i agresją wobec cudzoziemców. Zajścia z sierpnia 1992 roku przypomniały Europie o „kryształowej nocy”. W tle są trudne sprawy społeczne. Na początku lat dziewięćdziesiątych w dzielnicy, w której mieszkali byli stoczniowcy, w górę szybuje bezrobocie. Zaczynają się lokalne frustracje. Ludzie nie mają pracy, a muszą tolerować przybyszów z obcych krajów, których, w związku z gorącą sytuacją w Europie, jest coraz więcej. W Lichtenhagen powstaje Centralny Punkt Przyjęć dla Azylantów (Zast). Zostaje umieszczony w Domu Słoneczników.

Dom Słoneczników w Rostocku. Zdj. mc005 / Wikipedia / CC.

Jedynie w samym Rostocku wniosek o azyl składa co miesiąc ponad tysiąc osób, wśród nich wielu Sinti i Roma. Szybko punkt przyjęć staje się przeciążony. Urząd nie nadąża z rozdzielaniem uchodźców po terytorium Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Pojawia się spór kompetencyjny – kto jest odpowiedzialny za azylantów: rząd krajowy w Schwerinie czy urząd miasta w Rostocku. W budynku znajduje się tylko 350 łóżek, reszta imigrantów z Rumunii i Jugosławii śpi na trawnikach wokół domu przy Mecklenburger Allee 18, brak jest toalet. Miasto nie chce ich stawiać, by nie „legalizować” pobytu cudzoziemców. Wokół budynku kupa śmieci, śmierdzi. Dochodzi do kradzieży w lokalnych sklepach. Mieszkańcy zaczynają się skarżyć na to, co się dzieje wokół Domu Słoneczników. Czują się opuszczeni i niesłuchani przez lokalnych polityków. Sytuacja w Lichtenhagen zaostrza się. Rosną frustracje i uprzedzenia. „Oni srają i sikają pod naszym blokiem” – denerwują się ludzie. Pachnie pogromem. Policja i urzędy wiedzą, że skrajna prawica na weekend 22-23 sierpnia planuje protesty i zamieszki. Narodowo-Demokratyczna Partia Niemiec (NPD) oraz Niemiecka Unia Ludowa (DVU) roznoszą po osiedlu antyimigranckie ulotki. Sami neonaziści trzymają się od pogromu z dala, wolą wykorzystywać podpitą młodzież. W Schwerinie, w lokalnych urzędach, trwają dyskusje, czy nie należy opróżnić budynku z azylantami, ale w końcu nikt się na to nie decyduje.

Policja w Rostocku zostaje bez kierownictwa, nie wie, jak reagować, bo jej szef wyjechał na weekend do Niemiec Zachodnich, podobnie jak wielu urzędników, którzy świeżo przyjechali ze starych landów. Katalog błędów polityków, urzędników i policjantów jest długi. Złe oszacowanie sytuacji, brak personelu na miejscu, brak uwzględnienia skarg. Politycy skrajnej prawicy wykorzystują nastroje społeczne, z Zachodnich Niemiec ściągają posiłki narodowców. Ale także umiarkowani działacze stosują antyimigrancki przekaz. Po latach ówczesny wiceburmistrz Rostocka z CDU Wolfgang Zöllick bije się w piersi, że sam nie był w stanie poradzić sobie z sytuacją. Do eskalacji przyczyniają się także media, które co chwila donoszą o wybrykach uchodźców.

Jak się skończyło

W wyniku akcji zraniono około 200 policjantów. Po zamieszkach doszło do 257 postępowań karnych, ale większość z nich umorzono. 40 sprawców zostało skazanych na kary w zawieszeniu. Tylko trzy osoby dostały kary więzienia, najwyższa z nich – trzy lata. Ostatni proces miał miejsce piętnaście lat temu. Gapie, którzy przypatrywali się, zachęcali sprawców, blokowali straż pożarną i nie kiwnęli palcem, by pomóc ludziom uwięzionym w budynku, wyszli z wydarzenia obronną ręką. Wśród aresztowanych było 217 mieszkańców Meklemburgii-Pomorza Przedniego, ale także 110 osób z Niemiec Zachodnich, głównie neonazistów, którzy przyjechali do Rostocku zachęceni tym, co się dzieje.

Dziś w Rostocku śladów przemocy już nie ma. „Tutaj nie wydarzyła się żadna duża demonstracja Pegidy. Rostock jest dziś bardziej kolorowy niż wtedy” – mówi „Die Zeit” ówczesny pełnomocnik ds. cudzoziemców Wolfgang Richter. W Lichtenhagen wierzy także deputowany do landtagu w Schwerinie Ralf Mucha (SPD). Uchodźców w dzielnicy akceptuje się – mówi polityk. Burmistrz Rostocku Roland Methling (niezależny) z kolei do dziś wstydzi się, za to co się wtedy wydarzyło.

Manuela Schwesig we wtorkowym przemówieniu powiedziała, że „Meklemburgia-Pomorze Przednie w ostatnich latach wyraźnie pokazało, że rozumiemy walkę przeciwko prawicowemu ekstremizmowi jako zadanie dla całego społeczeństwa”. Podkreśliła także wagę prewencji wśród młodzieży, która czuje się odrzucona, a która łatwo może się poddać skrajnej ideologii.

Specjalna uroczystość odbyła się także w kościele mariackim. Przewodniczący rady miejskiej Rostocku Wolfgang Nitzsche (Lewica) powiedział, że miasto jest na dobrej drodze do tolerancji, czego dowodem ma być zaangażowanie mieszkańców na rzecz uchodźców. „Byłem zaskoczony, ilu ludzi świadczyło pomoc, bo administracja była przeciążona. Na tej podstawie dochodzę do wniosku, że coś takiego jak wtedy w Lichtenhagen nie mogłoby się powtórzyć w tej formie” – powiedział Nitzsche.

Z racji kolejnej rocznicy zamieszek przed rostockim ratuszem odsłonięto jedną z marmurowych tablic tematycznych. Kolejne cztery zostaną odsłonięte do niedzieli w innych częściach miasta, które kojarzą się z pogromem z 1992 roku – przed redakcją pisma „Ostsee-Zeitung“, inspekcją policji w Rostocku, przy dawnej siedzibie alternatywnego centrum młodzieżowego oraz przy samym Domu Słoneczników. W ciągu tego tygodnia w różnych placówkach w Rostocku powinny odbyć się dyskusje, wykłady czy pokazy filmowe, w których postawiony zostanie wyraźny sprzeciw rasizmowi i nienawiści wobec obcych. Tydzień wspomnieniowy kończy się w sobotę dniem różnorodności w Domu Słoneczników. Planuje się rajd rowerowy przez miasto do dzielnicy Lichtenhagen.

Władze Rostocku wydrukowały także specjalną książeczkę dla dzieci, w której opowiada się o różnych ptakach, które schroniły się na zimę w ptasim domu i były dręczone przez inne ptaki.

 

Zdjęcie tytułowe: Demonstracja w 20. rocznicę wydarzeń w Rostocku. Zdj. Anne Roth / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!