Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Estonia zrzuca historyczne jarzmo

Estonia, włączona swego czasu w skład Związku Sowieckiego, obecnie w cieniu Rosji, musi stawiać na inteligencję i kreatywność. Eerik-Niiles Kross, syn wielkiego autora, uosabia obie wymienione cnoty.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Eerik-Niiles Kross. Zdj. Ave Maria Mõistlik / Wikipedia / CC.

Nasze miejsce spotkania, Hotel Majątek Kõue, Eerik-Niiles Kross, syn znanego estońskiego pisarza Jaana Krossa, zobaczył po raz pierwszy pod koniec lat dziewięćdziesiątych jako znajdujący się w stanie upadku dwór. Wtedy ta półruina nie była nadzwyczajnym widokiem. Wydawało się, że natura znów chce przejąć historyczne Kõue, które wzmiankowane jest od XIII wieku. W międzyczasie nie tylko ta posiadłość znów została właściwie odrestaurowana. Większość dawnych estońskich dworów zbudowanych w baroku świętuje swoje wskrzeszenie.

W klasycystycznym „Majątku Kõue” afrykańskie maski i japońskie stroje, wypchane żbiki i lokalne artefakty zaskakująco układają się w fantazyjną, ale historyczną całość. Bo tutaj żył kiedyś bałtoniemiecki podróżnik Otto von Kotzebue, który uczestniczył w pierwszej rosyjskiej żeglarskiej wyprawie dookoła świata, od 1803 do 1806 roku opłynął świat łącznie trzy razy. Dziś jedno z miast na Alasce nosi jego imię. „Zewsząd coś przywiózł ze sobą – sztukę, stroje, kamienie” – wyjaśnia 50-letni Kross, właściciel hotelu. „Dlatego moja żona Mary Jordan i ja, po tym, jak zdecydowaliśmy się urządzić tu hotel, zbieraliśmy przedmioty, które pasowały do zbiorów”.

Intermezzo wolności

Hotel przypomina historyczną powieść z fikcyjną przeszłością. Opowiada o niemieckiej klasie panującej, która przez setki lat sprawowała władzę w Estonii, obojętnie, czy krajem rządziła Szwecja czy Rosja, a także o tym, jak estoński ruch niepodległościowy walczył właśnie z tą warstwą społeczną, ogłosił powstanie republiki w 1918 roku i dzięki reformie rolnej złamał władzę właścicieli majątków. Przyszło jednak coś gorszego. „W Estonii mówimy do dziś” – twierdzi Kross – „że rok okupacji rosyjskiej w latach 1940-1941 sprawił, że zapomnieliśmy o trwającym 700 lat niewolnictwie bałto-niemieckim”.

Na historii Krossowie znają się dobrze. Ojciec, który zmarł w 2007 roku, Jaan Kross, zadebiutował jako liryk, ale dopiero wraz ze swymi wielkimi historycznymi powieściami awansował do roli kandydata do nagrody Nobla. Jaan Kross przeżył wszystkie fazy narodowego państwa estońskiego, które stało się możliwe po końcu epoki carskiej i cesarstwa niemieckiego, kształtował je w swoich dziełach, na które wpływ miała jego autobiografia.

Właśnie po niemiecku ukazał się pierwszy tom z tego okresu twórczego, zwany „Wikmanipoisid” (niem. „Wikmans Zöglinge”, pol. „Chłopcy Wikmana”), który przeszedł niezauważony. To wysoce polityczna, drastycznie komiczna powieść uczniowska, portret pierwszego pokolenia, które, tak jak urodzony w 1920 roku autor, dorastało w niepodległym kraju i po raz pierwszy mogło zdawać maturę po estońsku – wcześniej było to możliwe tylko po niemiecku i po rosyjsku. Żartem, ironią i głębokimi znaczeniami narrator kreśli krótki poranek i zaczynającą się noc – „aż do wybuchu nowej wojny w Europie”.

Echo przeszłości

Urodzony w 1967 roku Eerik-Niiles Kross był nastolatkiem, gdy jego ojciec napisał po 1980 roku powieść „Väljakaevamised” („Wykopaliska”), jedną z ważnych do dziś interpretacji historycznych traum Estonii. Główna postać, tak samo jak Jaan Kross więzień Hitlera i Stalina, przeżywa nędzę i tragedię estońskiej inteligencji, zepchniętej na margines przez komunistów. To znaczy „mojej matce z czteropokojowego mieszkania zostały łóżko, stolik do jedzenia i cztery krzesła. Później wyznała mi, że tylko z wielkim trudem powstrzymała się, by zapytać ludzi, którzy zabierali te rzeczy, dlaczego akurat cztery?”.

Ten stół, przy którym może jeść osiem osób, stoi dziś w prowadzonym przez Eerika-Niilesa Krossa hotelu. Historia nie przeszła obojętnie także obok niego: „nie tylko w powieści, ale także w życiu moja babcia miała problem z tym, by się powstrzymywać. Musiała przeżyć, jak jej mąż i syn zostali aresztowani i zesłani do gułagu. Opowiadała mi o tym bardzo wcześnie. Już jako student angażowałem się w ruch na rzecz niepodległości.

Męka sowieckiej okupacji działa wciąż bardzo mocno na wielu Estończyków, czego można doświadczyć w codziennych spotkaniach, ale także zauważyć w otwartym w 2016 roku Muzeum Narodowym, które, spektakularnie zbudowane na dawnym sowieckim lotnisku wojskowym Raadi, symbolizuje wyzwolenie się od rosyjsko-sowieckiego imperium. Swoimi powieściami Jaan Kross wciąż zachęca do mierzenia się z tragiczną historią. Lukę, którą zostawiła jego śmierć, zapełniła w międzyczasie fińsko-estońska pisarka Sofi Oksanen dzikimi, wieloperspektywicznymi powieściami takimi jak „Puhdistus” („Oczyszczenie”), które stały się międzynarodowymi bestsellerami.

Przeczytaj także:  Nowy gmach Estońskiego Muzeum Narodowego

Jednak historyczne wariacje Jaana Krossa osiągają nieporównywalny poziom. Jego powieści pokazują nie tylko akuratnie fakty historyczne, ale przędą między nimi przepastne historie. W rzeczy samej Jaan Kross, który wrócił z Syberii, podobnie jak protagonista powieści, pracował przy ekshumacjach na tallińskim wzgórzu Toompea. Tam na początku XIII wieku Duńczycy rozpoczęli opanowywanie kraju i w ten sposób zaczęły się wieki obcego panowania. Stosowną rolę grał przy tym arcybiskup Lund, po którym nie zachował się żaden rękopis. Powieściopisarz wymyśla go i pozwala odkryć go przez swoje alter ego. Ciężko chory duchowny, przy zarządzonej przez siebie egzekucji pogańskich powstańców, dostrzega na szubienicy krzyż Golgoty. Przymusowy katolicyzm i przymusowy stalinizm mieszają się tutaj.

Samemu tworzyć historię

Na klatce schodowej luksusowego hotelu wisi mapa Estonii. Pokazuje dawną granicę z Rosją z 1920 roku, która miała trwać po wsze czasy, a funkcjonowała dokładnie dwadzieścia lat, a także nową z 1991 roku, która leży daleko na zachód i pomniejsza kraj. Jednak traktat graniczny nie został przez Moskwę ratyfikowany, a co za tym idzie granica zewnętrzna Unii Europejskiej nie jest uznana międzynarodowo.

Eerik-Niiles Kross to self-made man, których w nowych krajach Wschodu spotyka się często. Jest hotelarzem i historykiem, politykiem i przedsiębiorcą w jednym. Na początku lat dziewięćdziesiątych był pierwszym i najmłodszym ambasadorem swojego kraju w Londynie i Waszyngtonie, przez pięć lat stał na czele służb specjalnych i był doradcą ds. bezpieczeństwa.

„Po zajęciu Krymu i wojnie na Ukrainie, Europa Zachodnia wreszcie zaczęła rozumieć nasze lęki” – mówi. „Wcześniej nasi partnerzy myśleli, że przesadzamy. Kremlowi chodzi o to, by stworzyć szare strefy, środkami militarnymi, cyberatakami, poprzez wsparcie ekstremalnych partii. Tworzy się hybrydowe scenariusze, w których można przesuwać granice”. Kross opowiada się z tego powodu za wzmocnioną współpracą militarną wewnątrz Unii Europejskiej.

Rozwiązania konfliktu z Rosją nie widać. Mniejszość rosyjska, w czasach sowieckich celowo osiedlana w kraju, by osłabić estońską tożsamość kulturową, stanowi więcej niż 25% spośród 1,3 miliona mieszkańców. 95% mieszkańców Narwy to Rosjanie. Integracja jest kamienistą drogą, jednak są postępy, choćby w kwestii obywatelstwa.

Przeczytaj także:  Narwa. Gdzie mniejszość jest większością

Z powodu swojej wielkości Estonia zawsze musiała stawiać na inteligencję i kreatywność. Tak było już po deklaracji niepodległości w 1918 roku – Jaan Kross opowiada o tym w „Chłopcach Wikmana” – i tak jest dzisiaj. W sprawie cyfryzacji Estonia przewodzi w Europie. Kraj traktuje sam siebie jako laboratorium przyszłości. Obejmuje to także masowy cyberatak na publiczne instytucje, który w 2007 roku zakłócił na wiele dni funkcjonowanie kraju. Założone w Tallinnie Centrum Doskonalenia Cyberbezpieczeństwa NATO bada dziś możliwości obrony przed takimi atakami.

Przy pożegnaniu Eerik-Niiles Kross, który żył dłużej w demokratycznej Estonii niż jakiekolwiek pokolenie przed nim, śmiejąc się, pewny siebie mówi: „Mój ojciec spisywał historię, ja ją tworzę”.

Jaan Kross, „Wikmans Zöglinge”. Powieść. Z estońskiego (na niemiecki) przełożyła Irja Grönholm. Tytuł oryginału „Wikmanipoisid”, Osburg-Verlag, Hamburg 2017, 580 stron.

 

Artykuł pierwotnie ukazał się w sierpniowym wydaniu dziennika „Neue Zürcher Zeitung”. Przedruk za zgodą autora. Przekład z języka niemieckiego Tomasz Otocki.

 

Zdjęcie tytułowe: Główny budynek Majątku Kõue. Zdj. Ivar Leidus / Wikipedia / CC.

Polub nas na Facebooku!