Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Niepodzielne w Prusach Wschodnich było tylko niebo

Na trójstyku Polski, Rosji i Litwy

Gdzie kiedyś przebiegała granica między Rzeszą Niemiecką a Cesarstwem Rosyjskim, rozciąga się dziś ziemia niczyja. Polska i Litwa starają się docenić stare niemieckie dziedzictwo.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Słup, który zaznacza granicę między Polską, Kaliningradem i Litwą, jest zrobiony z czerwonego wypolerowanego granitu. Stoi w Żerdzinach, polskim biegunie zimna, na pasie granicznym, gdzie rozłożyła się czerwono-biała krowa z cielakiem i powoli przeżuwa trawę. Plansza objaśnia zwiedzającym powagę tej granicy: w niegroźny sposób na litewskim terytorium widoczne są piktogramy odcisku butów, na polskim obszarze także, co ma zobrazować wolność poruszania się między tymi dwoma krajami Unii Europejskiej. Na terytorium Rosji ten odcisk jest jednak tak samo przekreślony jak kamera.

Pielęgnacja niemieckiego dziedzictwa

Tutaj kończy się swoboda. By móc wejść na terytorium obwodu kaliningradzkiego, byłego obszaru królewieckiego, potrzeba wizy, której uzyskanie związane jest z biurokratycznym i finansowym wysiłkiem. Wysoki płot druciany z kamerami uniemożliwia przekroczenie chyłkiem zielonej granicy. Do połowy 2016 roku między polskim regionem granicznym a obszarem Rosji funkcjonował mały ruch graniczny, który bardzo przyczynił się do ożywienia tej stroniącej od świata okolicy. Później ten ruch został zlikwidowany, najpierw przez Polskę, a później przez Rosję. Także między terytorium rosyjskim a Litwą zainteresowanie małym ruchem granicznym jest niewielkie. Mamy do czynienia z lodowatą atmosferą między obwodem kaliningradzkim i dwoma krajami sąsiednimi. Okupacja Krymu i wojna na wschodniej Ukrainie znów ożywiły zrozumiałe lęki małych narodów.

Przed stu laty, w 1917 roku, przebiegała w tym miejscu granica między Prusami Wschodnimi, a więc Rzeszą Niemiecką, a Rosją Carską ze swymi zamieszkanymi przez ludność litewską i polską regionami. Wyraźnie zaznaczona była ówczesna granica w położonym nieco na północ dworcu granicznym Ejtkuny, najbardziej na wschód wysuniętej stacji pruskiej kolei wschodniej, oraz dworcem po rosyjskiej stronie w Wierzbołowie. W Ejtkunach kończyła się podróż z zachodu, a pasażerowie musieli się przesiąść na szerokotorowe pociągi rosyjskie.

Ta stacja miała przed stu laty podobne znaczenie jak za czasów NRD dworzec graniczny Helmstedt-Marienborn. Ale w 1917 roku, na krótko przez końcem I wojny światowej, stare monarchie zaczęły się rozpadać. W Rosji wybuchła rewolucja październikowa, pod koniec 1917 roku prowizoryczna rada państwowa proklamowała niepodległe państwo litewskie, a za chwilę, po trwającym dwa lata bezładnym królestwie regencyjnym z lat 1916-1918, niepodległość miała odzyskać także Polska, która na 123 lata zniknęła z mapy jako państwo.

Po II wojnie światowej mapa ze swymi granicami zmieniła się radykalnie jeszcze raz – Niemców wypędzono z Prus Wschodnich, a region został podzielony na trzy części. Na największej części terytorium na zachodzie i południu powstała polska część, w centrum rosyjski obwód kaliningradzki, na północny wschód od niego zaś litewska część, były Kraj Kłajpedy. Polska i Litwa przyswajają w międzyczasie krajobraz, miejsca i pozostałości niemieckiej kultury i pielęgnują je. W polskim Olsztynie, czyli Allenstein, od wielu lat działa żywe stowarzyszenie Borussia, które zajmuje się historycznymi śladami i świadectwami z Prus Wschodnich. Na Litwie niemieckie tradycje nie są już tabu; browar w Kłajpedzie, czyli Memlu, wypuścił po upadku socjalizmu tradycyjne rodzaje piwa z 1784 roku pod nazwą Memel-Bräu.

Problematyczny Kaliningrad

Trudniej jest w obwodzie kaliningradzkim. Rosyjski naukowiec z Kaliningradu powiedział ze swym rosyjskim akcentem Wschodnim Prusakom, poruszając ich do łez: „ten kraj jest bardzo piękny, ale także bardzo chory”. To jest nie tylko – jako eksklawa – przypadek problematyczny w sensie gospodarczym czy topograficznym, ale także mentalnie, na skutek wymuszonej utraty pamięci, amputowanego pamiętania, tabuizowanej niemieckiej przeszłości. To wyraża się także w zmianach nazw miejscowości, które miały specjalnie nie nawiązywać do starych nazw. Z Tylży, której pamięć pozostała w serze tylżyckim, zrobiono Sowieck, z Piławy – Bałtijsk, z Insterburga – Czerniachowsk, a z Trakiejnów, znanych ze swojej dawnej stadniny – Jasną Polanę.

Przeczytaj także:  Kaliningrad - mniej Europy, więcej Rosji

W polskiej części Prus Wschodnich nawiązywano w niektórych nazwach do tych, które zastano. Tak więc z miejscowości Warpuhnen, zrobiono Warpuny, z Gerkiehnen – Gierkiny, a z Aftinten – Aptynty. W litewskiej części Prus Wschodnich łatwą sprawą było przetłumaczyć na nowo, ukształtowane często przez litewski, a później zgermanizowane nazwy. Tak więc Wirballen przekształciły się w Virbalis, Schmallningken – Smalininkai, a z Willkischken – Vilkyškiai, nawiasem mówiąc miejsce, w którym znajduje się stała wystawa poświęcona pochodzącemu stamtąd pisarzowi Johannesowi Bobrowskiemu, którego setną rocznicę urodzin obchodzimy w tym roku.

Przeczytaj także:  Z powrotem do Königsbergu

Wiele z tych charakterystycznych nazw miejscowości wyrosło z tego obszaru i jego historii i w swojej muzykalnej różnorodności brzmiały jak tajny kod: Stallupönen i Antbudupönen, Uschproduppen i Löbtuballen, Stumbragirren i Bittehnischken, Taukenischken i Pötschlauken, Kartzauningken i Kermuschienen, Antagminnen i Pokraken albo Puskeppeln i Purpesseln, by przywołać tylko niektóre. Pięknie zobaczyć, że dawny duch wynalazczości przetrwał w polskich i litewskich nazwach miejscowości.

Kodowane dwa, trzy razy

Także dziś znajdujemy niektóre ślady dawnego czasu. Tak więc w polskich Żytkiejmach (niem. Szittkehmen) zachował się nie tylko cmentarz ewangelicki z czasów niemieckich, ale także niemiecko-rosyjski cmentarz żołnierzy z czasów I wojny światowej. W sąsiedniej Puszczy Rominckiej obok Gołdapi, ulubionego obszaru łownego cesarza Wilhelma II, wciąż stoi wiele pomników, które przypominają o jego sukcesach myśliwskich, a w dzisiejszych polskich prospektach turystycznych są wychwalane jako szczególna atrakcja, nosząc takie napisy jak:

»Von dieser Kanzel erlegte Wilhelm II. seinen 2000. Rothirsch, einen kapitalen Hirsch von ungerade 19 Enden, am 20. September 1912.«

To, że obszar graniczny może być dwa czy trzy razy zakodowany, można zobaczyć w blisko leżącej miejscowości Puńsk, okolicy, która do 1917-1918 roku należała do rosyjskiej strefy wpływów, a w której 75% ludności tradycyjnie przyznaje się do litewskiej narodowości. Tu znajduje się jedyna litewska szkoła w całej Polsce i od 2008 roku dwujęzyczne tabliczki, które czasem są zamalowywane przez polskich nacjonalistów. Z kolei po drugiej stronie granicy, na Litwie, istnieje polska mniejszość, która raczej jest przemilczana, bo Litwa w ogóle bardzo stara się, by odgraniczyć się od Polski i pominąć polską część swojej historii.

Przy tym właśnie w tym tradycyjnym regionie pogranicza mogłoby się pojawić inne podejście, z dala od ciasnych nacjonalizmów: odkrycie bogactwa różnych wpływów, które przyczyniłoby się do charakterystycznej specyfiki tego kawałka ziemi. Tak jak można wyczytać z nazwy polskiej wsi Żytkiejmy, która leży blisko rosyjskiej granicy, w pobliżu trójstyku granic: w czasach nazistowskich przemianowana na Wehrkirchen, wcześniej w czasach niemieckich nazywała się Szittkehmen.

Zmniejszający się lęk przed kontaktem

Jej nazwa zrosła się w ciągu stuleci do wspólnotowego produktu polsko-niemiecko-żydowsko-litewskiego. Bo Żytkiejmy tłumaczono także w starych źródłach jako „wieś Żydów” – z polskiego „Żyd” i litewskiego „kaimas” – „wieś”, po czym cała nazwa została zniemczona przez pisownię „szitt” i końcówkę „kehmen”. Tej różnorodności granicznej poświęcona jest praca Białej Synagogi w Sejnach, której bogaty program kulturalny zawiera w sobie także polsko-litewskie imprezy dyskusyjne.

Oryginalne, ponadnarodowe imprezy w swoim braku lęku przed kontaktem działają tak spokojnie jak krowa na pasie granicznym. Tak otwarcie i daleko jak wysokie i rozciągnięte niebo, które we wspaniałej niepodzielności rozciąga się nad całym regionem granicznym.

 

Felieton pierwotnie ukazał się w portalu Neue Zürcher Zeitung. Artykuł ukazał się w Przeglądzie Bałtyckim za zgodą autorki. Tłumaczenie z języka niemieckiego Tomasz Otocki.

 

Zdjęcie tytułowe: Wieś Żytkiejmy. Zdj. Rimantas Lazdynas / Wikipedia / CC.

Polub nas na Facebooku!