Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Alvydas Nikžentaitis: przejawy litewskiej tożsamości narodowej w stosunkach z sąsiadami

Analizując stosunki międzypaństwowe, eksperci coraz częściej stosują teorię konstruktywizmu. Istota tej teorii kryje się w definicji, według której stosunki międzypaństwowe determinowane są nie tylko przez racjonalnie pojmowane interesy, ale także przez czynniki subiektywne, takie jak historycznie zaistniałe sympatie i antypatie wobec innych narodów, stereotypy i tym podobne. Można przypuszczać, że na stosunki z sąsiadami wpływ ma również tożsamość narodowa.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Z czego więc składa się litewska tożsamość? Spróbujmy scharakteryzować ją prosto, opierając się na niektórych spostrzeżeniach sąsiadów i refleksjach samych Litwinów – postanowiłem przedstawić trzy sytuacje.

Przeczytaj także:  Ucieczka z Europy Środkowo (-Wschodniej)?

Jeszcze w czasach Sąjūdisu (Litewski Ruch na rzecz Przebudowy, założony pod koniec lat 80. i opowiadający się za niepodległością Litwy – przyp. PB) w Estonii popularne było powiedzenie – Za swoją Niepodległość będziemy walczyć do ostatniego Litwina. Litewską tożsamość dobrze określa także anegdota opowiadana przez jednego z rosyjskich wiceministrów transportu. Mówiąc o stosunkach z krajami bałtyckimi przed mniej więcej dziesięcioma laty, podkreślał, że z Łotyszami i Estończykami Rosjanie nie mają problemów i tam czują się jak u siebie w domu, tymczasem Litwinów się boją. Zapytany dlaczego, odpowiedział: Wystarczy was tylko podjudzić i od razu zaczynacie krzyczeć i grozić różnymi Uniami Europejskimi i diabeł jeden wie czym. A ponieważ to ciągle się powtarza, zaczynamy sądzić, że z wami trzeba się liczyć bardziej niż z waszymi sąsiadami.

Trzecią historię opowiedział mi znany polski intelektualista Adam Michnik. Przeprowadzając wywiad z prezydentem Algirdasem Brazauskasem, zapytał go o najbardziej haniebną kartę w historii Litwy. Ówczesny prezydent, a wcześniej były I sekretarz Komunistycznej Partii Litwy, za takie wydarzenie uznał brak oporu Litwinów przeciw sowietom w 1940 roku.

Te trzy historie dość dobrze określają istotę litewskiej tożsamości narodowej. Litwini to przedstawiciele odważnego narodu, czasem może i awanturniczego, jednak nigdy nie bojącego się podjąć inicjatywy, choć przedstawicielom tak niewielkiego narodu jakby nie wypada jej wykazywać. Oczywistym jest, że głęboki ślad w litewskiej tożsamości narodowej pozostawiła przeszłość Wielkiego Księstwa Litewskiego, ściśle przepleciona historiami walk o niepodległość w XX wieku.

Uwierzyć w celność przytoczonych historii pozwalają nam także będące ważną częścią litewskiej tożsamości dominujące narracje – we współczesnej Litwie istnieją takie co najmniej dwie. Pierwsza to złoty wiek Wielkiego Księstwa, a druga – walka o odzyskanie niepodległości, spajająca nie tylko wspomnienia o pakcie Hitlera i Stalina z 1939 roku oraz utracie niepodległości, ale też powojennych partyzantów, Sąjūdis i w końcu samo odzyskanie niepodległości na początku lat 90. Przez ostatnie 25 lat naturalnie ukształtowały się także najważniejsze miejsca pamięci w Wilnie – Zamek Dolny (w języku litewskim nazywany Pałacem Władców – przyp. PB) oraz Muzeum Ofiar Ludobójstwa.

Mówiąc o tożsamości uzasadnianej przeszłością, nie możemy zapomnieć i o etnicznym nacjonalizmie, szczególnie akcentującym wagę języka ojczystego. Jak te różne modele tożsamości przejawiają się w stosunkach Litwinów z sąsiadami? Przeanalizujmy parę sytuacji.

Sytuacja pierwsza. Stosunki z Łotwą: przypadek dominacji tożsamości etnicznej

Nie jest tajemnicą, że Litwini kochają Łotyszy. Przyczyną tej miłości jest więź językowa. Litwini i Łotysze są jedynymi potomkami Bałtów na świecie, jednak poza więzią językową tych dwoje sąsiadów nie ma wielu wspólnych interesów, które mogliby razem realizować. Architekci mitu jedności Bałtów, głównie na Litwie, poszukując elementów wspólnej przeszłości, zauważyli mizerność zasobu językowego czy potencjału tożsamości etnicznej. Zwracano uwagę na Bitwę pod Szawlami z 22 września 1236 roku, bo właśnie w rocznicę tego wydarzenia ustanowiono Dzień Jedności Bałtów. Patrząc z obecnej perspektywy oczywistym jest, że to sztuczne święto nie spaja. Dla Łotyszy znacznie ważniejsze są wygrane ich reprezentacji koszykarskiej z Litwinami, które świętuje niemal cały kraj.

Z braćmi nijak nie układają się także stosunki międzypaństwowe. Wystarczy wspomnieć, że Łotwa jest jedynym sąsiadem, który nie ratyfikował umowy o granicach morskich z Litwą. To, że w codziennym życiu Łotysze widzą Litwinów głównie jako swoich konkurentów, pokazuje też historia działalności sieci Maxima na Łotwie. Najprawdopodobniej jedynie ogromna zawiść wobec sukcesu litewskiego biznesu przesądziła o tym, że łotewskojęzyczni Łotysze chętniej wybierają skandynawskie sieci handlowe, pozostawiając firmy z litewskim kapitałem rosyjskojęzycznym obywatelom Łotwy. W taki oto sposób przypadek Łotwy pokazuje, że czynniki etnicznej tożsamości w stosunkach międzypaństwowych nie funkcjonują, a braterstwo Litwinów i Łotyszy to tylko puste słowa.

Sytuacja druga. Stosunki z Rosją: znaczenie tożsamości historycznej

Na stosunki Litwy i Rosji można spojrzeć jak na konflikt odmiennych tożsamości. Jak wiadomo, na Litwie jedna z dominujących narracji akcentuje utratę przez Litwę niepodległości i walkę o jej odzyskanie, tymczasem w Rosji, szczególnie po roku 2000, akcentuje się znaczenie wygranej w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej.

Uczciwie trzeba przyznać, że inicjatorem wzajemnych nieporozumień była strona litewska, która niedługo po ogłoszeniu niepodległości poprzez referendum utrwaliła polityczny przepis, wymagający od współczesnej Rosji nie tylko uznania faktu okupacji krajów bałtyckich, ale także rekompensaty za nią. W pierwszych latach istnienia demokratycznej Rosji, jeszcze przed ostatecznym rozpadem Związku Sowieckiego, kraj ten był gotowy na pewne kompromisy w tym temacie, o czym świadczy uznanie faktu anektowania Litwy w umowie między Litwą i Rosją z 1991 roku, dotyczącej zasad stosunków międzypaństwowych. Powtarzające się ciągle ponaglenia ze strony Litwy do uznania okupacji krajów bałtyckich były później przez przedstawicieli władz Rosji po prostu ignorowane.

Po 2000 roku sytuacja jeszcze bardziej się zmieniła. Wysokie ceny ropy i sprzyjająca rosyjskiemu biznesowi koniunktura sprawiły, że kraj ten przestał być zależny od Zachodu i udzielanej przez niego pomocy. Rosji w stosunkowo krótkim czasie udało się spłacić zagraniczne długi i zgromadzić niemałą rezerwę finansową. Przez ponad dziesięć lat Rosyjska gospodarka rosła, tak samo rósł też dobrobyt jej mieszkańców. W tej sytuacji przed nowymi rosyjskimi elitami pilna stała się kwestia ich międzynarodowego uznania.

Także w czasach rządów Władimira Putina elity polityczne Rosji pozostały obojętne wobec pytań o przeszłość. Jednak mimo ambiwalencji dużej części rosyjskich elit w kwestii historii, postawiły sobie one jasny cel – sprawić, by międzynarodowa społeczność uważała Rosję za superpaństwo. Choć według wielkości i zasobów Rosja do takiego statusu mogłaby pretendować, to jednak marnie radziła sobie z przekonywaniem o tym innych, głównie z powodu słabości symbolicznych sił państwa. Ich brak znacząco przyczynił się do powstania w rosyjskim społeczeństwie szczególnie silnego poczucia krzywdy. To poczucie, które prawdopodobnie przerodziło się później w kompleks, stało się bardzo ważnym czynnikiem zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej Rosji.

Poczucie krzywdy składa się z wielu elementów, to między innymi deprecjonowanie Rosji jako ważnego partnera polityki zagranicznej czy ignorowanie prawdziwych i pozornych interesów Rosji w najbliższej zagranicy lub w przestrzeni postsowieckiej. Właśnie na tle takich wyzwań dla elit politycznych Rosji ważna stała się przeszłość. Po 2000 roku Rosja zaczęła aktywnie realizować politykę historyczną, która stała się jednym z instrumentów, wykorzystywanych przez Kreml do odpowiadania tym, którzy rzekomo chcą upokorzyć Rosję. Logika jest tu bardzo prosta. Skoro oszczercy Rosji wykorzystują historyczne argumenty, Moskwa często jest zmuszana do szukania historycznych kontrargumentów.

W kontekście polityki przeszłości koniec zimnej wojny oznaczał także koniec dwóch dominujących narracji o drugiej wojnie światowej. W czasach zimnej wojny zachodnia oraz sowiecka narracja były dość podobne. Obecnie pojawiła się trzecia – Europy Wschodniej i Środkowej, a nawet czwarta – niemiecka. Próby podejmowane w celu uznania rosyjskiego wariantu przeszłości w skali międzynarodowej oraz powstały wobec tych działań sprzeciw, szczególnie ze strony krajów bałtyckich i Polski, miały duży wpływ na pojawienie się nowego zjawiska – wojen pamięci w regionie. Odmienne wyobrażenie o roli Armii Czerwonej w Polsce i krajach bałtyckich zburzyło i wciąż burzy dwa główne filary rosyjskiej polityki pamięci:

  • negatywne znaczenie zwycięstwa przeciw nazizmowi
  • mit armii sowieckiej jako wyzwoliciela Europy.

Ocena drugiej wojny światowej w krajach sąsiednich często jest uogólniana, a do jej interpretacji dodaje się także okres powojenny i w ten sposób jej historia w tych krajach staje się walką dobra (demokracji) ze złem (sowiecka (rosyjska) despotia). Dla Rosji jest to nie do przyjęcia, ponieważ Wielka Wojna Ojczyźniana jest jednym z najważniejszych środków służących do symbolicznego wyobrażenia Rosji jako mocarstwa (imperium).

W dwustronnych stosunkach Rosji i Litwy sytuacja stała się niemal patowa. Jedynym wyjściem jest zaprzestanie wykorzystywania przez jedną ze stron narracji tożsamościowej przynajmniej we wzajemnych stosunkach. Jednak taki krok niemal na pewno doprowadziłby do powstania nowych tarć, jeśli nie w rosyjskiej, to w litewskiej polityce wewnętrznej.

Sytuacja trzecia. Stosunki z Polską: konflikt tożsamości historycznej i etnicznej

Stosunki Litwy z Polską zasługują na oddzielne omówienie, ponieważ w nich przejawiają się obie części litewskiej tożsamości – zarówno historyczna, jak i etniczna. Warto podkreślić, że po odtworzeniu państwa litewskiego, stratedzy polityki zagranicznej na pewno nie przewidywali, że stosunki z Polską potoczą się w tak korzystnym kierunku. Jak wspomniał w prywatnej rozmowie jeden z architektów polityki zagranicznej Litwy, Albinas Januška, wówczas myślano, że strategicznym partnerem Litwy może zostać Białoruś. Nie widziano możliwości zbliżenia z Polską ze względu na istnienie zbyt dużych różnic w poglądach na przeszłość.

Trzeba podkreślić, że inicjatywa stworzenia dobrych stosunków z Litwą faktycznie leży po stronie polskiej. Postkomunistyczne elity polityczne w Polsce były dobrze przygotowane do realizowania w praktyce doktryny politycznej Jerzego Giedroycia, który uważał się zarówno za Litwina, jak i Polaka. Według jego koncepcji, szerzej znanej pod nazwą ULB (Ukraina, Litwa, Białoruś), wolne i demokratyczne państwo polskie może istnieć tylko obok demokratycznej Ukrainy, Litwy i Białorusi. Temu wielkiemu intelektualiście musimy dziękować za to, że w wolnej Polsce nigdy nie rozległy się hasła zwrotu Wilna czy Lwowa. Postkomunistyczna Polska wsłuchała się w sugestie Giedroycia do zrezygnowania z jakichkolwiek terytorialnych pretensji wobec sąsiadów.

Nie tylko pojawienie się w odpowiednim miejscu i czasie dobranych tandemów – na Litwie Valdasa Adamkusa, a w Polsce z początku Aleksandra Kwaśniewskiego, a później Lecha Kaczyńskiego, przesądziło o tym, że pomiędzy tymi dwoma krajami zawiązało się strategiczne partnerstwo. Trudno ocenić wsparcie Polski dla Litwy w jej staraniu się o członkostwo w UE i NATO. Warto zaznaczyć, że Litwa, działając razem z Polską, przez co najmniej dziesięć lat była liderem regionu. Dla historycznego uzasadnienia tego przywództwa, przynajmniej w otoczeniu Ministerstwa Spraw Zagranicznych Litwy, uaktualniono przeszłość Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Przez stosunkowo krótki okres czasu państwo litewskie osiągnęło tyle dyplomatycznych sukcesów, ilu nie wypracowało przez cały XX wiek. Wspólnej działalności przysłużył się akcentowany w dominujących na Litwie oraz w Polsce narracjach symbol wolności. Stał się on wartościowym fundamentem dla obu krajów do aktywnego działania na Ukrainie i w Gruzji oraz formowania polityki całej Unii Europejskiej w kontekście wschodnich sąsiadów. Wspólna praca przyczyniła się do zmiany poglądów na odmiennie wcześniej oceniane wydarzenia z przeszłości. Właśnie wówczas pojawiła się prezydencka tradycja wspólnego upamiętniania Dnia Niepodległości – 16 lutego na Litwie, a 11 listopada w Polsce, i to pomimo faktu, że międzywojenna Polska i Litwa były jeszcze bardziej zajadłymi wrogami niż współczesna Litwa i Rosja.

Prezydent Adamkus zgodził się przybyć na obchody jubileuszu unii lubelskiej w 2009 roku, a później w rozmowie z towarzyszącą mu delegacją zaczął mieć wątpliwości, czy aby na pewno poprawnie uczono go o unii lubelskiej w litewskiej szkole.

Oczywiście w stosunkach Litwy i Polski konkretną rolę odegrał także litewski nacjonalizm etniczny. Choć w umowie z 1994 roku był punkt mówiący o tym, że Litwa pozwoli litewskim Polakom pisać nazwiska według brzmienia i ostatecznie tę kwestię ureguluje odrębną umową, to jednak tej obietnicy, pomimo częstych zapewnień wysokich rangą urzędników państwowych, nie spełniła do dziś. Symboliczny może być fakt, że dziesięciolecie litewskiej polityki zagranicznej i stosunkowo dobrych stosunków z Polską skończyło się po ostatniej – tuż przed tragiczną śmiercią – wizycie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Wilnie, podczas której spodziewano się, że Sejm w końcu zaakceptuje ustawę, pozwalająca obywatelom Litwy polskiego pochodzenia pisać swoje nazwiska w oryginalnej formie.

Można dodać, że konflikt między tożsamością historyczną i etniczną nadal na Litwie w stosunkach z Polską jest aktualny. Ciekawe, że nosiciele takiej podwójnej i konfliktowej tożsamości, tego konfliktu nawet nie zauważają. Najbardziej prawicowi przedstawiciele w litewskim parlamencie, tacy jak na przykład Žygimantas Pavilionis czy Laurynas Kasčiūnas są znani z jednej strony jako najwięksi przeciwnicy ustawy o oryginalnej pisowni nazwisk, która rozwiązałaby ważny symboliczny spor z litewskimi Polakami, z drugiej strony są też wielkimi zwolennikami dobrych stosunków z Polską.

Wydaje się, że przyczyną ochłodzenia stosunków Litwy i Polski, obok odwrócenia się Polski od idei Giedroycia, było niespełnienie przez stronę litewską danych obietnic. Na tej podstawie można stwierdzić, że problem etnicznej tożsamości wyświadczył relacjom Litwy i Polski niedźwiedzią przysługę. Zepsuć stosunki ze strategicznym partnerem, jakim jest Polska, udało się w ciągu paru lat, tymczasem aby je odtworzyć, nawet przy pojawieniu się dobrych chęci w obu państwach, potrzeba będzie znacznie więcej czasu.

Omówienie wpływu tożsamości na litewską politykę zagraniczną nie tylko pokazuje, że jej rola w tej dziedzinie jest duża, ale też uwidacznia różne znaczenia dwóch rodzajów tożsamości, a niekiedy i ich części składowych, dla litewskiej polityki zagranicznej i wewnętrznej (choć ta kwesta nie została w tym tekście omówiona).

Zbyt gorliwa ochrona języka litewskiego i tym uzasadniana tożsamość dają ograniczone możliwości i często są przyczyną konfliktów w stosunkach międzypaństwowych. Tożsamość uzasadniana narracją historyczną jest tymczasem bardziej zorientowana na pielęgnowanie wartości. Inaczej zresztą być nie może. Od czasów antycznych wiadomo, że historia jest nauczycielką życia, a język jest tylko jednym z instrumentów pracy nauczyciela. Ten aspekt należałoby dobrze przemyśleć, próbując zmienić współczesny tok myślenia litewskiego społeczeństwa.

 

Artykuł pierwotnie ukazał się w portalu 15min.lt. Powyższa wersja została uzupełniona przez autora. Przedruk dzięki uprzejmości autora. Tłumaczenie z języka litewskiego Sonia Gabryszewska.

Polub nas na Facebooku!