Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Folk wzbogacony elektroniką – rozmowa z zespołem Trad.Attack!

Katowicka Strefa Kultury co roku we wrześniu zaprasza na obchody Urodzin Miasta i co roku organizatorzy proponują bogatszy program. Włączenie miasta w 2015 roku do grona Miast Kreatywnych UNESCO w dziedzinie muzyki dodatkowo ułatwia przygotowywanie unikalnych przedsięwzięć kulturalnych. 9 września na katowickiej scenie gościły zespoły z północy – estoński Trad.Attack! i fiński KTU. Członkowie folkowego Trad.Attack! w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim opowiedzieli o początkach swojej działalności, inspiracjach i planach.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Estończyków dla Katowic odkryła Martyna Makowska z Miasta Ogrodów: „Sama mieszkałam w Finlandii ponad 8 lat, więc kultura ugrofińska jest mi bardzo bliska. Ponadto, Miasto Ogrodów miało okazję uczestniczyć w Tallinn Music Week, które to wydarzenia jest nie do przecenienia pod względem promocji muzyki estońskiej, ale i całego basenu Morza Bałtyckiego. Trad.Attack! zawsze tam gości i przyciąga rzeszę słuchaczy, co nie dziwi wcale, zważywszy na ich oryginalność i żywiołowość. Ostatecznie przekonał nas jednak ich występ na zeszłorocznym WOMEX-ie, który obejrzeliśmy i wysłuchaliśmy w całości większą reprezentacją z Katowic i będąc pod wrażeniem zespołu, postanowiliśmy zaprosić trio do nas na Urodziny Miasta. Akurat ten plenerowy dzień, podczas którego występowali artyści z Estonii i Finlandii był ostatnim elementem serii „before WOMEX”, którą realizowaliśmy od marca, aby przybliżyć mieszkańcom Katowic nadchodzące targi i konferencję WOMEX (25-29 października)”.

Muzycy podczas godzinnego koncertu zaprezentowali utwory pochodzące przede wszystkim z najnowszego albumu Kullakarva. Bardzo miłym akcentem ze strony muzyków było powitanie publiki w języku polskim, co nie powinno już dziwić – była to już ich szósta wizyta w naszym kraju. Usłyszeliśmy między innymi skoczne Talgo, hipnotyzujące Imepuu, czy melodyjną kołysankę Unelaul. Muzycy swoją energicznością i serdecznością bardzo szybko zachęcili publikę do wspólnej zabawy.

Aleksandra Mrozińska, Przegląd Bałtycki: Witajcie w Polsce. To już Wasz szósty występ w naszym kraju. Na początku chcielibyśmy pogratulować wam najnowszego albumu Kullakarva. Jest bardzo dobry i niezwykle interesujący.

Jakub Zygmunt, Przegląd Bałtycki: Na początek jednak chcieliśmy spytać o Wasze początku, kiedy pojawił się pomysł na stworzenie grupy Trad.Attack!? Jakie były początki?

Sandra Vabarna: Działamy już 4 lata, lecz z większym rozmachem od dwóch. Na początku nie chcieliśmy tworzyć zwartego zespołu, lecz współpracować ze sobą od czasu do czasu i koncertować na przykład tylko raz w roku. Po pierwszym singlu muzycznym „Kooreke” okazało się, że podobamy się szerszej publiczności i wtedy zaczęliśmy działalność na całego.

Jalmar Vabarna: Przy realizacji klipu do „Kooreke” nawet nie mieliśmy profesjonalnego sprzętu. Posługiwaliśmy się jedynie podstawowym aparatem cyfrowym i mieliśmy kilka starych zdjęć do klipu.

Tõnu Tubli: Nie planowaliśmy w ogóle stworzenia wielkiego zespołu. Chcieliśmy grać dla pasji, ale rozwijając swoją pasję staliśmy się jednocześnie bardziej profesjonalni i sławni.

AM: Jak się w ogóle spotkaliście? Znaliście się wcześniej?

SV: Jesteśmy przyjaciółmi od kilkunastu lat. Znamy się z uczelni oraz z poprzednich zespołów, w których także razem graliśmy.

AM: Estończycy muzycy często grają w kilku zespołach jednocześnie. Jalmar, Ciebie pamiętamy z Curly Strings. Skąd się bierze ten fenomen? Jak to jest dzisiaj w Trad.Attack!, udzielacie się jeszcze w innych grupach?

JV: Estonia to mały kraj, więc siłą rzeczy jest mniej ludzi, mniej słuchaczy, więc trzeba podwoić swoje wysiłki w tej pracy. Albo być niezwykle popularnym. Wtedy nie potrzeba niczego więcej. Również w Estonii brakuje dobrych muzyków, instrumentalistów i często jedna osoba w takim przypadku gra w kilku grupach równolegle.

TT: Obecnie nie możemy pozwolić sobie na kooperację z innymi zespołami, ponieważ dużo podróżujemy i koncertujemy na całym świecie.

AM: Kto nauczył Was pasji do muzyki? Jalmar Twoja babcia była znaną śpiewaczką. Czy wszyscy możecie pochwalić się utalentowanymi przodkami?

TT: Mój ojciec jest dyrygentem, więc razem z rodzeństwem graliśmy na różnych instrumentach. Swoją grę muzyczną zaczynałem na puzonie, chociaż perkusja już wcześniej mi się podobała, ale nie miałem okazji nigdy wcześniej na niej poważnie grać. Ponadto wszyscy razem studiowaliśmy na tej samej Akademii Kultury (w Viljandi – przyp. red.), gdzie duch folkowego brzmienia jest bardzo silny. Nawet na wydziale jazzu, gdzie studiowałem.

SV: Nikt w mojej rodzinie nie był muzykiem, ale moja matka pracowała w Akademii Muzycznej, często mnie tam zabierała, więc wychowywałam się w atmosferze muzyki folkowej.

JZ: Jaka jest historia Waszego unikalnego stylu muzycznego – dlaczego łączycie tradycyjny folk z nowoczesnymi brzmieniami i muzyką elektroniczną?

TT: Mamy z tym związaną zabawną historię. Sandra była na treningu w klubie fitness, gdzie zazwyczaj z głośników leci rytmiczna muzyka elektro i później przyszła na próbę z nagranym na telefonie fragmentem jednej z piosenek. Miała też stare nagranie pieśni ludowej i postanowiliśmy poeksperymentować i połączyć je. Przez przypadek odkryliśmy to połączenie muzyki tradycyjnej i współczesnej. Wtedy też zrozumieliśmy, że to nam się podoba i może być kluczem do naszego, unikalnego stylu muzycznego.

JV: Znaleźliśmy nasz styl muzyczny poprzez kombinację brzmienia perkusji, z gitarą basową oraz z kobzą i fletem. Chociaż na początku ten styl gry nie podobał mi się i nie brzmiało to dla mnie dobrze. Jednak z biegiem czasu naprawdę to polubiłem i stwierdziłem, że to jest świetne.

SV: Poza tym, w Estonii jest wiele zespołów grających współczesny folk. Nie chcieliśmy być kolejną grupą grającą to samo. Chcieliśmy być w czymś wyjątkowi.

TT: Niekiedy jest dla nas śmieszne, kiedy ktoś pyta o nas, jak o „orkiestrę”, ponieważ usłyszał nas i tą kombinację wielu instrumentów na raz. A potem taka osoba jest zaskoczona, że to tylko 3 osoby. To również znaczy, jak wiele wysiłku wkładamy w naszą muzykę zarówno na koncertach, by brzmieć faktycznie jak orkiestra oraz podczas nagrywań materiału w studio.

AM: Skąd wziął się pomysł na korzystanie z nagrań archiwalnych?

SV: Na studiach mieliśmy styczność z nimi. Wtedy się dowiedzieliśmy również, że istnieją nawet płyty CD z wielogodzinnymi nagraniami archiwalnymi. Dzisiaj mamy do tych materiałów dostęp i możemy wyszukiwać najciekawsze z nich i potem wykorzystywać w naszej muzyce.

JV: Do pierwszej płyty mieliśmy kilka ciekawych nagrań archiwalnych. Przy wydawaniu drugiej płyty zaangażowaliśmy się w poszukiwania jeszcze bardziej, dzięki czemu znaleźliśmy jeszcze ciekawsze nagrania, jak na przykład „nagranie wilków” do utworu „Wolf”.

TT: Komponowanie utworów z nagraniami archiwalnymi zwykle prebiega spontanicznie. Znajdujemy nagranie, następnie pojawia się zamysł na akompaniament basowy lub perkusyjny i ostatecznie mamy gotowy utwór. Co ciekawe, niektórzy nasi znajomi twierdzą, że tworzymy muzykę w sposób „oldschoolowy”, ponieważ nie używamy miksera muzycznego przy komponowaniu, a jedynie łączymy oryginalne brzmienie instrumentów i archiwalnych nagrań dawnych pieśni. Jest to o tyle ciekawe, że dla nas ten sposób wydaje się dość nowoczesny, wyszukany, a jednak dla niektórych jest to właśnie staromodne i tradycyjne.

JV: Jesteśmy w końcu grupą muzyczną koncentrującą się na występach na żywo. Nie chcemy komponować gotowych ścieżek muzycznych i ich odtwarzać na scenie. Nie na tym nam zależy.

AM: Porozmawiajmy zatem o koncertach. Planujecie wystąpić w każdym kraju na świecie. W ilu krajach dotychczas byliście?

JV: W 31. W Polsce to jest już nasz szósty raz. Poza Europą koncertowaliśmy w Kanadzie, Brazylii, Chile, na Dalekim Wschodzie. Niebawem zbliża się nasza miesięczna trasa koncertowa po Stanach Zjednoczonych i Chile.

AM: Więc dawaliście koncerty w różnych kulturowo częściach świata. Jak reaguje na Was publiczność na innych kontynentach?

TT: Generalnie okazujemy się wielką niespodzianką. Dla przykładu, jak w Estonii koncertuje grupa z Chile to jest to dla nas egzotyczne. Tak samo, gdy koncertujemy w Chile, również jesteśmy postrzegani jak egzotyka. Także ze względu na kobzę i inne niespotykane tam instrumenty.

SV: Tak naprawdę reakcja publiczności zależy od kraju i lokalnej kultury. Podczas gdy publiczność we wspomnianym już Chile zazwyczaj tańczy i reaguje żywiołowo, tak w Maroko zostaliśmy przyjęci dość poważnie, publiczność była stonowana.

JV: W Azji natomiast jest jeszcze inaczej. W Chinach ciekawy okazał się aplauz, jaki robiła publiczność. Był bardzo krótki, niespełna dwusekundowy. Myśleliśmy, że im się nasza muzyka nie podoba, ale oni tak właśnie reagują na koncertach. W Malezji zaś publiczność reaguje z ogromną ekscytacją.

TT: Ważną rolę odgrywa również pora dnia. W Danii mieliśmy koncert o godzinie 12 w południe. Wtedy zazwyczaj ludzie siedzą na ławkach i biernie słuchają muzyki. A kiedy gramy koncerty w godzinach wieczornych to publiczność zdecydowanie się ożywia.

AM: A jak reaguje na Was polska publiczność? Jakie są Wasze odczucia?

SV: Bardzo nam się podoba w jaki sposób polska publiczność na nas reaguje. Można zauważyć, że ludzie słuchają nas uważnie, ale potrafią jednocześnie tańczyć, podskakiwać, po prostu cieszyć się muzyką. Byliśmy w Waszym kraju już kilkakrotnie i nie zdarzyło się nam jeszcze ani razu, by nikt z publiczności nie tańczył, czy chociaż podskakiwał do naszej muzyki. Polscy słuchacze również są bardzo zróżnicowani wiekowo, starsi i młodsi chodzą na nasze koncerty.

AM: Według mnie, w Estonii, jak również w pozostałych państwach bałtyckich, ludzie są bardziej przywiązaniu do tradycji, kultury ludowej, muzyki folkowej. Wydaje się, że w Polsce nie jest  to tak popularne i ważne jak u Was.

TT: Ciekawe, ponieważ estońska muzyka ludowa posiada wiele wpływów właśnie z polskiej i ogólnie słowiańskiej muzyki tradycyjnej. Ponadto w Estonii, jak i w każdym innym kraju, można bardzo łatwo znaleźć zarówno fanów i ekspertów muzyki ludowej, jak również ludzi, którzy nie mają o niej żadnego pojęcia.

SV: Z mojego punktu widzenia Polska jest bardziej przywiązana do tradycji i kultury ludowej, niż Estonia. Nadal można w niektórych regionach na wsiach spotkać ulicznych grajków i zespoły przygrywające weselne przyśpiewki.

JV: Znamy kilka polskich zespołów grających muzykę folkową i ludową, jak Kapela Ze Wsi Warszawa czy Kapela Maliszów, która grała na tegorocznym Festiwalu Muzyki Folkowej w Viljandi w Estonii. Rozumiemy, że może to jest nadal jakaś nisza muzyczna na rynku, ale w dzisiejszym świecie doszliśmy do takiego momentu, w którym uważa się, że „nisza” może być sporym atutem.

AM: Jak byście przedstawili jednym zdaniem Waszą muzykę komuś, kto Was nie zna i nie słuchał wcześniej?

JV: Krótko i konkretnie. Gramy estońską muzykę folkową wymieszaną z innymi stylami muzycznymi.

JZ: Ciekawi nas również, jakiej muzyki słuchacie prywatnie? Czy słuchacie własnej twórczości w wolnym czasie?

TT: Owszem, czasem przesłuchujemy nagrania z naszych koncertów, ale nigdy nie zdarza się nam wrócić do domu i włączyć płytę z naszą muzyką. Wtedy byłby to właściwie narcyzm. Poza tym słucham dużo radia, często Spotify. Nie mam żadnego konkretnego gustu muzycznego. Lubię po prostu dobrą muzykę.

JV: Obecnie słucham Coldplay i cenię sobie wysokiej jakości muzykę pop. Nie oznacza to, że słucham każdej amerykańskiej popowej piosenkarki, ale lubię być na bieżąco z trendami w muzyce popularnej. Niestety życie pędzi za szybko, by móc słuchać wszystkiego. W domu posiadam trochę płyt winylowych, które także lubię odtwarzać.

SV: Ja także nie słucham niczego konkretnego, najczęściej muzykę ze Spotify. Staram się być na bieżąco w nowościami w muzyce, podobnie jak Jalmar.

AM: Na zakończenie chcielibyśmy jeszcze zapytać, czy macie jakiś specjalny cel w tym robicie? Czy czujecie jakąś misję w Waszej pracy?

TT: Myślę, że to jest integralna część życia każdego muzyka, który chce swoją muzyką zmieniać świat i czynić go lepszym. My chcemy tego samego. A trochę żartując, to jeszcze chciałbym kiedyś móc spacerować po czerwonym dywanie i jak babcia Jalmara należała do sławnych muzyków swoich czasów, chciałbym by nasza grupa kiedyś była za taką uważana.

AM i JZ: Dziękujemy za rozmowę.

 

Zdjęcie tytułowe: Trad.Attack! Zdj. Mait Jüriado / tradattack.ee.

Polub nas na Facebooku!