Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Meldunek z niemieckiej Północy. Jak działa Jamajka w Szlezwiku

Po wyborach do Bundestagu, które odbyły się we wrześniu, a także po deklaracji niemieckich socjaldemokratów, że przechodzą do opozycji, na ustach wszystkich obserwatorów polityki niemieckiej jest koalicja „Jamajka”, czyli sojusz CDU, liberałów i Zielonych. Taka koalicja przez moment funkcjonowała w Saarze, zanim się rozpadła, natomiast od paru miesięcy rząd czarno-żółto-zielony działa w Szlezwiku-Holsztynie pod kierownictwem Daniela Günthera, szefa lokalnego CDU, którego wszyscy w Niemczech wypytują teraz o recepty na przetrwanie tego ekscytującego „związku partnerskiego”, bo chyba jeszcze nie „małżeństwa”. Jamajka ma bowiem zostać przeniesiona szczebel wyżej – na poziom federalny.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Głosy są różne – sceptycy pytają jak pogodzić probiznesową FDP z odpowiedzialnymi społecznie i ekologicznie Zielonymi albo antyimigrancką CSU z „miłośnikami praw człowieka” z Zielonych. Kłopoty są także ze zgodą w polityce podatkowej, transportowej czy kwestiach bezpieczeństwa wewnętrznego. Niektórzy Zieloni i chadecy znudzili się już jednak starymi związkami i chcą spróbować czegoś nowego. Po przejściu SPD do opozycji także odmłodzona FDP ostrzy sobie zęby na władzę, choć deklaruje jednocześnie, że nie jest ona celem samym w sobie. W Holandii koalicja prawicy z GroenLinks się nie udała. Czy podobny mariaż powiedzie się w Berlinie? I jakie wnioski płyną z Kilonii, gdzie już od czerwca rządzi Jamajka?

Nie od razu Szlezwik stał się Jamajką

Po wyborach w Szlezwiku nie od razu skonstruowano taki sojusz. Sporo mówiło się o alternatywnych scenariuszach takich jak koalicja „świateł drogowych”, czyli SPD, Zielonych i liberałów, a także „wielkiej koalicji” między CDU i SPD. Ze względu na przejście socjaldemokratów do opozycji najbezpieczniejszą opcją okazała się Jamajka, także dlatego, że w szlezwickich wyborach dobry wynik odniosły tzw. partie średnie, czyli liberałowie oraz Zieloni. Sojuszowi pomogło także i to, że na jego czele stanął młody Daniel Günther, który reprezentuje progresywne skrzydło niemieckiej chadecji – choć jest katolikiem, odpowiedział się np. za małżeństwami homoseksualnymi, co pewnie nie spodobało się Angeli Merkel, a co zbliża go do „wrażliwych społecznie” Zielonych. Teraz każdy w CDU udaje się z prośbą o rady to szefa rządu w Kilonii. Co robić, czego unikać, jak prowadzić rozmowy z partiami, z których jedna jest tradycyjnym koalicjantem chadecji, wypróbowanym od czasów Adenauera, a druga dotychczas współrządziła na poziomie federalnym jedynie z SPD i na chadeków patrzyła jako „hamulcowych postępu konserwatystów”. Do Günthera meldują się także media, choć przecież nie minęło sto dni od powołania jego rządu na północy. Lider regionalnej chadecji mówi tymczasem, że na północy Niemiec pracuje się konstruktywnie i bez kłótni – „Jamajka funkcjonuje dobrze w Szlezwiku-Holsztynie” – powtarza jak mantrę Günther, z wykształcenia politolog. Czy ta sama atmosfera przeniesie się na poziom federalny?

Przeczytaj także:  Lewica i mniejszość duńska przegrały w Szlezwiku

Praktyczna współpraca czy medialny show?

Tutaj może być trudniej, bo tak naprawdę będziemy mieli w Berlinie do czynienia z rządem czterech, a nie trzech partii jak w Szlezwiku. Dochodzi przecież bawarska CSU, od której na prawo, zanim powstała Alternatywa dla Niemiec, była „tylko ściana”. Bawarscy chadecy sprzeczają się z Zielonymi głównie o imigrantów. Partia Seehofera chce wprowadzić „górną granicę” dla uchodźców. Z kolei liberałowie nie mają ochoty zmuszać przedsiębiorców, by okazywali więcej „wrażliwości ekologicznej”. „Nie robię z tego tajemnicy, że przeszkody między partiami są w Berlinie większe” – mówi mediom Günther. W Szlezwiku-Holsztynie szło na razie dobrze – każda z trzech partii mogła w negocjacjach wnieść swoje postulaty, które zostały następnie zaakceptowane. CDU udało się przeforsować powrót do dziewięcioletnich gimnazjów, liberałom – likwidację obowiązku podwyższenia składki obywatelskiej na rozbudowę ulic w gminach, zaś Zielonym – utrzymanie zielonego kursu w polityce landowej. „Zaufanie między uczestnikami koalicji jest dobre i nawet się wzmacnia” – mówi lider szlezwickiej FDP Wolfgang Kubicki. Minister środowiska Robert Habeck reprezentujący Zielonych podkreśla jednak, że za tak gładką współpracą stoi ciężka praca – mnóstwo telefonów, uzgodnień, gotowości, by postulaty innych partnerów nie doprowadzały do szału.

Lewicowa gazeta „Neues Deutschland” widzi sprawę jednak o wiele bardziej krytycznie. – Nawet po stu dniach spędzonych razem ta koalicja jeszcze nie ma swojego profilu – donosi dziennik związany z postkomunistyczną Partią Lewicy. Ralf Stegner, szef SPD w Szlezwiku, mówi o koalicji Jamajka wprost: – dużo show, mało treści. Krytycy Günthera podkreślają, że chętnie bywa, coś tam otwiera, bierze udział w świętach i jubileuszach, ale praktycznych efektów pracy nie widać, a niektóre decyzje nowego rządu, jak choćby dotyczące reformy edukacji czy finansowania remontu ulic, mogą być groźne. Na jesieni nową koalicję mogą czekać spory o energię wiatrową czy ochronę ptaków. Günther próbuje szukać różnych rozwiązań, które połączą. Ostatnio ogłosił początek „gabinetu cyfryzacyjnego” w Kilonii. Administracja w Szlezwiku miałaby zostać zmodernizowana, a land stać się czymś na miarę Estonii – regionem świecącym przykładem dla innych części Niemiec.

Spacer w ciemnościach nad Bałtykiem

Pozytywną rzeczą, według dziennika „Die Welt”, ma być styl przywództwa reprezentowany przez chadeka Günthera. To dzięki niemu udało się doprowadzić do końca negocjacji koalicyjnych, gdy zapobiegł skłóceniu Zielonych i liberałów. Łagodził spięcia lokalnych „kogucików”. Proponował triki takie jak wspólny spacer w ciemnościach po rezerwacie Geltinger Birk nad Bałtykiem. „To była prawdziwa wędrówka nocna” – wspomina w rozmowie z „Die Welt” szefowa frakcji Zielonych w Szlezwiku Eka von Kalben. Politolog z uniwersytetu w Kilonii Wilhelm Knelangen mówi z kolei niemieckiemu dziennikowi, że z przykładu szlezwickiego elity berlińskie mogą nauczyć się jednego. „Poważne starania, a także gotowość brania i dawania mogą być podstawą dobrego sojuszu rządowego. Jamajka w rzeczywistości wniosła cegiełkę do tego, by przezwyciężyć stare ideologiczne podziały i myślenie kategoriami własnego obozu” – twierdzi Knelangen.

Czy z racji sukcesów Jamajki na Północy możemy wpadać w euforię? Na razie chyba jest za wcześnie. Rząd w Szlezwiku działa zaledwie niecałe sto dni, dotychczas mieliśmy do czynienia jedynie z „etapem zapoznawczym” czy też „miesiącem miodowym” między CDU, Zielonymi i FDP, a także długą przerwą wakacyjną, podczas której siłą rzeczy nie podejmowano poważnych problemów. „Okres ochronny dla Jamajki w Szlezwiku za chwilę się skończy” – przestrzega gazeta „Neues Deutschland”. Nie wiadomo, czy Jamajka w Szlezwiku przetrwa pięć lat – tyle wynosi kadencja lokalnego landtagu. W Saarze istniała jedynie trzy lata. Od determinacji Günthera będzie zależało, czy okiełzna osobowości „samców alfa” w swoim gabinecie – ministra środowiska Habecka z Zielonych oraz ministra gospodarki z FDP Bernda Buchholza, a także doprowadzi do złagodzenia różnic programowych między dwoma mniejszymi partnerami koalicyjnymi.

Co będzie dalej

11 października Günther ma wystąpienie rządowe przed landtagiem. Minister finansów w rządzie w Kilonii Monika Heinold, polityk Zielonych, mówi dziennikowi „Die Welt”, że w jej partii „było wiele sceptyków, gdy mowa o Jamajce”, ale także tych, którzy „mieli ochotę spróbować czegoś nowego”. Szlezwicka koalicja może zatem okazać się inspiracją dla polityków w Bundestagu. Jednak „w czwórkę” pracuje się o wiele ciężej niż  „w trójkę”, w dodatku marzenia o gładkim sojuszu CDU, liberałów i Zielonych studzą liczni politycy tacy jak chociażby Claudia Roth czy Jürgen Trittin. Czy ostatecznie na Jamajkę zdecyduje się Angela Merkel i ogólnokrajowi liderzy CSU, Zielonych i FDP? Na razie nie widać alternatywy, po tym jak SPD przeszła do opozycji, ale trzeba jeszcze na to poczekać.

Wiatr zmian może przyjść znad Bałtyku, z niemieckiej Północy.

 

Zdjęcie tytułowe: Kleiner Kiel – Mniejsza Kilonia, część stolicy landu Szlezwik-Holsztyn. Zdj. Ichwarsnur / Wikipedia / CC.

Polub nas na Facebooku!