Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Eiki Nestor: Krytykują nas ortodoksi zarówno rosyjscy, jak i estońscy

My jesteśmy ugrupowaniem, które jest nowoczesne, otwarte, proeuropejskie. Nie wszystkim konserwatywnym wyborcom z mniejszości rosyjskiej się to podoba. Mamy problem z naszym przewodniczącym Jewgienijem Ossinowskim. Bo dla wielu konserwatywnych Rosjan on nie jest Rosjaninem. Z kolei dla ortodoksyjnych Estończyków on nie ma prawa nazywać się Estończykiem, chociaż skończył szkołę estońską, Uniwersytet w Londynie. Jest zupełnie lojalnym politykiem estońskim wywodzącym się z kręgów rosyjskich – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim przewodniczący estońskiego parlamentu Riigikogu Eiki Nestor.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Eiki Nestor ukończył studia w Instytucie Politechnicznym w Tallinnie. Pracował w przedsiębiorstwie motoryzacyjnym w Keili. W latach 1989–1992 przewodniczył związkowi zawodowemu pracowników transportu i drogownictwa. Po demokratycznym przełomie zaangażował się w działalność w Partii Umiarkowanych. Od 1995 do 1996 roku stał na czele tego ugrupowania. W 1992 roku po raz pierwszy został posłem do Riigikogu i od tamtego czasu nieprzerwanie sprawuje mandat poselski. Od 1996 do 1999 był radnym Tallinna. Dwukrotnie pełnił funkcję ministra – spraw regionalnych w latach 1994-1995 oraz spraw społecznych w okresie 1999-2002. W marcu 2014 roku został wybrany na przewodniczącego Riigikogu, po tym jak socjaldemokracja weszła do koalicji rządzącej. Rok później jeszcze raz wybrany na tę funkcję w ramach szerszej koalicji Partii Reform, konserwatystów i lewicy.

Od 2014 roku jest pan przewodniczącym Riigikogu. Teraz mamy unijną prezydencję. Jaka jest rola parlamentu estońskiego w tym wydarzeniu?

Riigikogu organizuje różnego rodzaju wydarzenia związane z prezydencją UE. Łącznie tych wydarzeń będzie siedem, pięć w tym roku, dwa w roku następnym. W lipcu organizowaliśmy spotkanie przewodniczących narodowych komisji parlamentarnych ds. europejskich. We wrześniu odbyło się spotkanie osób odpowiedzialnych w parlamentach Unii Europejskiej za politykę obronności i zagraniczną. W kwietniu 2018 roku z kolei będzie miało miejsce spotkanie szefów parlamentów. Jeśli chodzi o prezydencję, to Riigikogu bardzo współpracuje w tej dziedzinie z rządem Estonii oraz Parlamentem Europejskim. Ogólnie z estońskiego przygotowania do prezydencji jestem zadowolony.

W 2018 roku będziemy obchodzić setną rocznicę niepodległości Estonii. Czy Riigikogu także włączy się w obchody?

Jeszcze nie zdecydowaliśmy jak będą wyglądać imprezy prowadzone przez parlament. Na pewno 24 lutego 2018 roku w godzinach porannych podniesiemy flagę na Tompei. Dla nas równie ważne co stulecie niepodległej Estonii jest fakt, że w następnym roku, w 2019 roku, będziemy obchodzić stulecie istnienia parlamentu narodowego. Z tej okazji także planujemy różne wydarzenia.

Będzie to także rok wyborczy w Estonii. Chcę zapytać o Pańską partię, czyli socjaldemokrację. Przez długi czas pracowaliście w opozycji, ale już od 2014 roku jesteście częścią kolejnych koalicji rządzących, najpierw z Partią Reform, a teraz z Partią Centrum. Co wam się udało w tym czasie zrealizować z lewicowego programu?

W opozycji jest miło być, ale nie zawsze jest to skuteczne (śmiech). Dlatego zdecydowaliśmy się wejść w 2014 roku do wspólnego rządu z Partią Reform, który tworzył Taavi Rõivas. Wtedy naszym największym celem była reforma polityki prorodzinnej. Kilka razy w ciągu ostatnich trzech lat podnosiliśmy zasiłki na dzieci. Teraz opracowaliśmy specjalny program pomocy dla tych rodzin, gdzie jest więcej niż trójka dzieci. Gdybyśmy nie weszli w 2014 roku do koalicji, nikt by się o to nie upomniał. A teraz ze statystyk wynika, że liczba dzieci żyjących w ubóstwie znacząco spadła.

Jakiej wysokości są te zasiłki na dzieci?

Jeśli dobrze pamiętam, to od lipca 2017 roku, jeśli w rodzinie jest trójka lub więcej dzieci, to zasiłek wynosi 500 euro miesięcznie. To więcej niż pensja minimalna w Estonii.

Dlaczego to było tak ważne dla socjaldemokracji, by upomnieć się o zasiłki dla rodzin wielodzietnych? Polityka prorodzinna to raczej domena partii konserwatywnych.

Dlatego, że bardzo dobrze widzimy, że ubóstwo rodzin wzrasta wraz z liczbą dzieci. Dotyczy to zwłaszcza rodzin, które wychowują więcej niż trójkę. Rodziny wielodzietne są dotknięte ubóstwem i lewica to zauważyła. Drugi powód to względy demograficzne. Nawet jeśli ludzie nie są biedni i mają na przykład dwójkę dzieci, to gdy się ich pyta, czy chcą więcej odpowiadają: „nie, bo nas na to nie stać”. My chcemy odwrócić ten paradygmat, żeby ludzie, którzy chcą mieć więcej dzieci, mogliby sobie na to pozwolić.

Lewica ma z pewnością także inne sukcesy…

Od 2015 roku liczba osób, które osiedlają się w Estonii jest wyższa od tych, które opuszczają nasz kraj. Jesteśmy chyba ewenementem w Europie Wschodniej, wśród nowych krajów członkowskich. Początkowo gdy weszliśmy do Unii Europejskiej w 2004 roku, to liczba osób, które wyjeżdżały z Estonii szukać lepszej pracy, wzrastała lawinowo. Teraz od paru lat udało się zatrzymać tę tendencję, a od 2015 roku, i to się utrzymuje przez ostatnie dwa lata, osób, które do nas przyjeżdżają jest więcej niż tych, które wyjeżdżają za lepszym życiem. Nie chcę powiedzieć, że to jest zasługa tylko socjaldemokracji. Na pewno spory udział w tym ma cała koalicja rządząca.

Socjaldemokracja zawsze opowiadała się za podatkiem progresywnym, ale teraz widać, że ta sprawa została zamrożona.

Problemem jest fakt, że nasz trzeci partner koalicyjny, czyli konserwatyści, jest przeciwny podatkowi progresywnemu. Więc od 2018 roku wejdzie coś w rodzaju kompromisu, taka namiastka systemu progresywnego, a więc progresywna kwota wolna od podatku. Będzie ona zależeć od nowych dochodów. Jest dużo ludzi w Estonii, którzy zarabiają poniżej krajowego średniego wynagrodzenia, które wynosi obecnie 1242 euro. Ci ludzie już w przyszłym roku mogliby skorzystać – ich pensja co prawda nie wzrośnie, ale będą mieli więcej pieniędzy w kieszeni. Jeśli chce Pan nasz rząd krytykować z prawicowych pozycji, to może Pan powiedzieć, że wprowadzamy lewicową ideę progresywności, ale jeśli lewicowych, że jest to tylko namiastka. Ale i tak uważam to za krok do przodu.

Jedną z największych reform koalicji między lewicą a Partią Reform w 2014 roku było wprowadzenie związków partnerskich. Ale do tej pory prawo to de facto nie funkcjonuje.

Byłem jedną z głównych osób w Riigikogu odpowiedzialnych za to prawo. W poprzednim parlamencie znalazła się odpowiednia większość osób, które poparły wprowadzenie ustawy o związkach partnerskich, czyli głównie socjaldemokraci i liberałowie. Ale do tej pory nie mamy przepisów wykonawczych. Wtedy wydawało się, że lepiej jest mieć połowę ustawy niż nic. Teraz w parlamencie mamy trochę bardziej skomplikowaną sytuację, bo więcej jest przeciwników nowego prawa niż jego zwolenników. Niektórzy domagają się nawet jego uchylenia, co jak sądzę, byłoby sprzeczne z konstytucją. W 2015 roku nastąpiło pierwsze czytanie drugiej części tego prawa, czyli przepisów wykonawczych. Zostały one przyjęte, ale teraz czekają na rozpatrzenie przez Riigikogu. A obecnie nie mamy większości, by te przepisy uchwalić. Partnerstwa można jednak nadal rejestrować. Pierwsza taka rejestracja odbyła się w styczniu 2015 roku. Obecnie mamy około pięćdziesięciu związków partnerskich w Estonii. Prawo więc działa.

Jak wygląda poparcie dla ustawy o związkach partnerskich w Riigikogu?

Wspiera je lewica, a także duża część Partii Reform. Problem jest z Partią Centrum, która ma wciąż wielu wyborców, którzy myślą w sposób sowiecki. Albo są związani z cerkwią prawosławną. O ile jednak przeciwnicy tego aktu w Partii Reform nie są szczególnie aktywni, to w Partii Centrum mamy wiele osób, które aktywnie zwalczają to prawo. Gdy zaś mowa o partii konserwatywnej IRL, to tak – jest parę osób, które mogłyby poprzeć nowe prawo, ale większość jest przeciwna. To samo można powiedzieć o Partii Wolności. Najbardziej przeciwna związkom partnerskim jest nacjonalistyczna partia EKRE.

Która wyrosła na dwóch sprawach: imigrantach i walce z propagandą homoseksualną. Czy Estonii grozi skrajnie prawicowy populizm?

EKRE wyrosłą bardziej na tej drugiej sprawie, kryzys migracyjny przyszedł nieco później. Zresztą jeśli w ogóle w parlamencie pojawia się jakaś sprawa związana z Unią Europejską, to oni a priori są przeciwni. Nie jestem natomiast przekonany co do ich możliwości. Teraz są popularni w sondażach, ale procent głosów, który mogą uzyskać jest ograniczony. Myślę, że maksymalnie mogą liczyć na 15% wyborców. Nie sądzę zatem, żeby to było duże niebezpieczeństwo dla Estonii. Mieliśmy zresztą już takie sytuacje wcześniej. Ja pracuję w Riigikogu od 1992 roku, jestem parlamentarzystą z najdłuższym stażem w historii Estonii i pamiętam koniec lat dziewięćdziesiątych, gdy dyskutowaliśmy o zniesieniu kary śmierci. Był to warunek konieczny wejścia do NATO i Unii Europejskiej. Było wtedy bardzo trudno rozmawiać, bo znalazło się sporo polityków populistycznych, którzy temat wykorzystywali. Ale po dwudziestu latach nie mamy żadnej dyskusji na ten temat. Ludzie zaakceptowali zmianę. Tak samo może być ze związkami partnerskimi.

Naprawdę Pan tak myśli?

Ludzie zobaczą, że ja wciąż jestem ze swoją żoną, ktoś jest ze swoim mężem. Pytam ludzi, czy boją się, że dwie kobiety albo dwaj mężczyźni przyjdą do ich ogrodu i będą się całować pod jabłonią. „Tak!”. Ale po przyjęciu ustawy widzą, że nic takiego nie ma miejsca. Wszystko jest jak było. Rozmawiam z uczniami, studentami i oni dziwią się, w czym jest problem, dlaczego wciąż nie możemy uchwalić drugiej części prawa. Rozmawiam ze starszymi. Początkowo mają obiekcje, ale przyznają, że ustawa nie wpłynęła na ich życie.  Po prostu więcej niż sto osób w skali Estonii może się cieszyć związkiem partnerskim. Nie wiem, może trzeba poczekać na następną kadencję Riigikogu, by przyjąć akty wykonawcze do ustawy….

Sześć lat temu Pańska partia otworzyła się na mniejszość rosyjskojęzyczną. Do parlamentu dostał się Jewgienij Ossinowski, który jest teraz waszym przewodniczącym. Później połączyliście się z Partią Rosyjską Stanisława Czerepanowa. W 2013 roku zanotowaliście dobry wynik w Narwie. Czy wasza partia wciąż ma możliwość przyciągać rosyjskojęzycznych wyborców?

Większość rosyjskojęzycznych w Estonii głosuje na Partię Centrum. To są ludzie znajdujący się w kręgu wpływów prawosławnych, konserwatywni obyczajowo. Oni nigdy nie byli naszym celem. Ten elektorat też niespecjalnie zauważył przyłączenie się Partii Rosyjskiej do socjaldemokracji. My jesteśmy ugrupowaniem, które jest nowoczesne, otwarte, proeuropejskie. Nie wszystkim konserwatywnym wyborcom z mniejszości rosyjskiej się to podoba. Ciekawy problem mamy z naszym przewodniczącym Ossinowskim. Bo dla wielu konserwatywnych Rosjan on nie jest Rosjaninem. Z kolei dla ortodoksyjnych Estończyków on nie ma prawa nazywać się Estończykiem. Chociaż skończył szkołę estońską, Uniwersytet w Londynie. Swoją drogą pisał pracę poświęconą reżimowi Putina. Jest zupełnie lojalnym politykiem estońskim wywodzącym się z kręgów rosyjskich.

Ale w 2015 roku przyciągnięcie elektoratu rosyjskiego już nie zadziałało.

Gdy Ossinowski był ministrem edukacji występował z wieloma projektami reform. Chodziło o to, by zapewnić lepsze nauczanie estońskiego w szkołach rosyjskich, wprowadzając jednocześnie pewne ulgi dla szkół rosyjskich. Wtedy estońscy politycy zaczęli nas atakować, że występujemy za szkołami rosyjskimi w Estonii. Jednocześnie w rosyjskich mediach atakowano nas za to, że rzekomo występujemy przeciwko rosyjskim szkołom. Jeśli w Estonii próbuje się zaproponować coś nowego, coś co zmieniłoby funkcjonowanie systemu, to jest się atakowanym przez dwie strony. A my jako lewica staramy się jednak wychodzić z jakimiś propozycjami w sprawach estońsko-rosyjskich. Wracając więc do pana pytania, w 2015 roku straciliśmy zarówno głosy estońskie, jak i rosyjskie. Z tymże nadal na nas chce głosować jakieś 10-15% populacji rosyjskojęzycznej w Estonii.

Czy uważa Pan, że obywatelstwo estońskie powinno się przyznawać bez egzaminów?

Nie. Urodziłem się w Związku Sowieckim, gdzie człowiek z radia dowiadywał się jakie ma obywatelstwo i czy w ogóle je jeszcze ma. To musi być decyzja ludzi, że chcą mieć obywatelstwo estońskie. Zwłaszcza we współczesnym świecie, gdzie matka może mieć jedno obywatelstwo, ojciec drugie. Kto wtedy podejmie decyzję? Państwo? A zresztą zdać egzamin na obywatela w Estonii to wcale nie jest trudne. Dla wielu ludzi wygodnie jest mieć teraz paszport rosyjski albo „szary paszport”, bo to uprawnia to jeżdżenia do Unii Europejskiej i do Rosji jednocześnie.

Odrębna sprawa to dzieci urodzone już po 1991 roku. Jeśli obaj rodzice mają szary paszport, to wtedy dziecko automatycznie staje się obywatelem Estonii. Tę zmianę wprowadziliśmy podczas naszej koalicji z Partią Reform.

A co ze szkołami rosyjskimi. Cały czas w gimnazjach mamy zasadę, według której 60% przedmiotów musi być wykładanych po estońsku.

To nie działa. Mieliśmy parę lat temu jako socjaldemokracja taką propozycję: zostawmy te proporcje, nie zmieniajmy ich. Ale pozwólmy szkołom decydować, które przedmioty będą po rosyjsku, a które po estońsku. Warunkiem byłoby to, by absolwent takiej szkoły znał język estoński na poziomie C1. Za tę propozycję byliśmy atakowani przez ortodoksów estońskich: „acha, dajecie więcej wolności szkołom rosyjskim”. Ale ta sama propozycja nie spotkała się także z poparciem mniejszości rosyjskiej.

Zaraz kończymy, ale muszę jeszcze zapytać o wybory lokalne. Dlaczego Rainer Vakra jest dobrym kandydatem na mera Tallinna?

Jest aktywny, przez lata pracował w Nõmme – jednej z dzielnic Tallinna. Był jej burmistrzem. Co prawda niektórzy nasi wyborcy dziwią się, że go wystawiliśmy. Ale z drugiej strony, jest młody, aktywny, dlaczego nie?

Jaki wynik będzie miała Partia Socjaldemokratyczna w wyborach samorządowych?

Wybory lokalne są bardzo wdzięczne. Każdy może powiedzieć, że wygrał. Pewnie media będą najbardziej komentować sprawę Tallinna. W dodatku mamy obecnie reformę samorządową, powstały nowe jednostki terytorialne, co może trochę utrudniać interpretację.

Ale jaki jest główny cel socjaldemokracji w tych wyborach?

Głównym celem lewicy jest doprowadzenie do tego, by w Tallinnie powstała koalicja. Bo sytuacja, w której przez lata miastem rządzi jedna partia nie jest zdrowa. Dlatego podoba mi się nasz system proporcjonalny do Riigikogu, gdy żadne ugrupowanie nie uzyskuje większości i trzeba budować koalicję.

W Pałacu Tompea funkcjonuje koalicja trzech partii, czyli centrystów, konserwatystów i socjaldemokratów. Czy to byłby także dobry sojusz dla Tallinna?

Możliwe. Ale to wszystko zależy od wyników wyborów.

Dziękuję za rozmowę.

 

Zdjęcie tytułowe: W czasie jednego ze spotkań wyborczych Rainera Vakry, kandydata Partii Socjaldemokratycznej na mera Tallinna. Zdj. sotsid.ee.

Polub nas na Facebooku!