Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Tõnis Saarts: Estoński rząd jest całkiem silną drużyną

Myślę, że sporo ministrów moglibyśmy ocenić jako profesjonalistów, bo są w polityce estońskiej całkiem długo. Mam tutaj na myśli ministra zdrowia i pracy Jewgienija Ossinowskiego, który jest jednocześnie szefem socjaldemokratów, minister gospodarki i infrastruktury, centrystkę, Kadri Simson, czy minister edukacji i badań, także z Partii Centrum, Mailis Reps. Generalnie myślę, że rząd Jüriego Ratasa to jest całkiem mocna drużyna – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim politolog z Uniwersytetu Tallińskiego Tõnis Saarts.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Tõnis Saarts urodził się w 1978 roku. Z wykształcenia jest politologiem. Ukończył studia z dziedziny nauk politycznych na Uniwersytecie Tallińskim, później obronił dysertację doktorską na tej samej uczelni, gdzie pracuje jako wykładowca. Specjalizuje się w polityce estońskiej, w partiach i ideologiach politycznych, a także procesie wyborczym. Prowadzi wykłady z dziedziny polityki komparatywnej, socjologii politycznej, administracji i polityki w krajach bałtyckich, ideologii politycznych czy systemów partyjnych.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Pierwsze pytanie chciałbym zadać o nową panią prezydent Kersti Kaljulaid, której kadencja rozpoczęła się w zeszłym roku. Estonia miała bardzo silnego, bardzo popularnego na arenie międzynarodowej prezydenta w latach 2006-2016, którym był Toomas Hendrik Ilves. Teraz jego w tej funkcji zastąpiła Kersti Kaljulaid, która wcześniej nie była tak bardzo znana. Można powiedzieć, że w momencie wyboru była zupełnie obcą osobą dla Estończyków, inaczej niż Ilves, który wcześniej sprawował różne funkcje. Jak po roku sprawdza się pani prezydent?

Tõnis Saarts: Niestety nie widziałem żadnych sondaży, które mówiłyby o popularności głowy państwa. Jej poprzednik Toomas Hendrik Ilves był bardzo silną osobowością. Jednak między nimi jest różnica nie tylko w tym. Poprzednia głowa państwa koncentrowała się bardzo na polityce zagranicznej, związanej z pozycją Estonii w Europie czy w ramach NATO, a także stosunkach z Rosją. Obecna pani prezydent bardziej skupiona jest na polityce wewnętrznej. To widać w jej wypowiedziach w mediach. Ona bardziej koncentruje się na tym, co się dzieje w życiu społecznym, mówi o problemach społecznych czy politycznych, komentuje różne wydarzenia z dziedziny polityki wewnętrznej. Mówi o przyszłości Estonii. Nie skupia się za bardzo na stosunkach z Rosją, Ukrainą czy Unią Europejską. Oczywiście od czasu do czasu ona o tym mówi, ale to nie jest główna oś jej zainteresowań.

Przeczytaj także:  T.H. Ilves: Swoje bezpieczeństwo budujemy krok po kroku
Przeczytaj także:  Kersti Kaljulaid – pierwsza kobieta prezydent Estonii

Od roku Estonia ma nie tylko nową panią prezydent, ale także nowy rząd z udziałem Partii Centrum, która przez długie lata była w opozycji. W listopadzie będziemy mieć rocznicę nowej koalicji między centrystami, socjaldemokratami a konserwatystami. Jak Pan ocenia nowy gabinet?

Na początku mieliśmy dyskurs w mediach, promowany przez Partię Reform, która przeszła do opozycji, że to będzie bardzo lewicowy rząd, zorientowany na Rosję i Kreml, ze względu na porozumienie Partii Centrum o współpracy z Jedną Rosją. Ale jeśli spojrzymy na politykę zagraniczną nowego gabinetu, to niewiele się zmieniło. Wszelkie strachy o tym, że Estonia wystąpi z Unii Europejskiej i zbliży się do Rosji okazały się nie mieć podstaw. Jeśli zaś mówimy o polityce wewnętrznej, to na pewno ważną decyzją nowego rządu było podwyższenie kwoty nieopodatkowanej w ramach podatku od osób fizycznych, co doprowadziło do większej równości społecznej.

Co z podatkiem progresywnym? Czy to wciąż tabu w estońskiej polityce?

Raczej nie zostanie on na obecnym etapie wprowadzony. Problem polega na tym, że podatek progresywny popierany jest przez Partię Centrum oraz socjaldemokratów, natomiast bardzo sprzeciwiają mu się konserwatyści z Isamaa ja Res Publica Liit. To jest powód, dla którego nie zostanie on w tej kadencji wprowadzony.

Porozmawiajmy o ministrach rządowych. Każda partia ma po pięć portfeli ministerialnych, więc można powiedzieć, że panuje równowaga. Ale było już kilka dymisji, zarówno w Partii Centrum, jak i wśród konserwatystów. Jakie są mocne osobowościowe strony rządu, jakie zaś słabe?

Myślę, że sporo ministrów moglibyśmy ocenić jako profesjonalistów, bo są w polityce estońskiej całkiem długo. Mam tutaj na myśli ministra zdrowia i pracy Jewgienija Ossinowskiego, który jest jednocześnie szefem socjaldemokratów, minister gospodarki i infrastruktury, centrystkę, Kadri Simson, czy minister edukacji i badań, także z Partii Centrum, Mailis Reps. Generalnie myślę, że rząd Jüriego Ratasa to jest całkiem mocna drużyna. Może słabości dopatrywałbym się w Toomasie Tõniste, który jest ministrem finansów, a nigdy wcześniej nie był w rządzie, więc nie ma odpowiedniego doświadczenia.

Przeczytaj także:  Eiki Nestor: Krytykują nas ortodoksi zarówno rosyjscy, jak i estońscy

Na czele estońskiej polityki zagranicznej stoją socjaldemokrata Sven Mikser i minister obrony, konserwatysta, Jüri Luik. Jak Pan ich ocenia?

Sven Mikser na pewno jest bardzo doświadczonym profesjonalistą, który już wcześniej był ministrem w paru rządach. Jest dobrym ministrem spraw zagranicznych. Zawsze był politykiem zainteresowanym tematyką obronności i stosunków międzynarodowych. Jeśli zaś mówimy o Jürim Luiku, to oceniam go także pozytywnie, ma doświadczenie, służył w NATO.

Czy oczekuje Pan jakichś zmian w koalicji rządzącej przed wyborami do Riigikogu w 2019 roku?

Tak, to jest związane z pozycją konserwatystów z Isamaa ja Res Publica Liit. Chodzi o wybory samorządowe. Jest bardzo prawdopodobne, że nie przekroczą progu 5% w dużych miastach. Oczywiście nie wiemy dokładnie, co się stanie, bo w Estonii, podobnie jak w innych krajach, wybory samorządowe nie są tak skoncentrowane na partiach politycznych. Jest dużo lokalnych komitetów. Konserwatyści z IRL mają co prawda wiele ciekawych osobowości na swych listach, ale prawdopodobnie w dwóch dużych miastach, czyli Tallinnie i Tartu, poniosą klęskę. A to jest decydujące, bo przez to elektorat będzie ich postrzegać jako przegranych. Nawet jeśli w małych okręgach czy gminach dostaną dobry wynik.

Ale jaki to może mieć wpływ na koalicję?

Wydaje mi się, że jeśli IRL nie przekroczy progu w dużych ośrodkach miejskich, dojdzie do dezintegracji partii. Zaczną się wystąpienia…

Dwie osoby już wystąpiły z partii konserwatywnej, mam tutaj na myśli Margusa Tsahknę i Marko Mihkelsona.

Mogą być kolejne takie przypadki.

Czy wzrost popularności nacjonalistycznej EKRE oraz Partii Wolności to główne powody spadku zaufania dla tradycyjnych konserwatystów z IRL?

Tak, ale nie tylko to. W 2014 roku Riigikogu uchwaliła ustawę o związkach partnerskich, także dla gejów i lesbijek. To jeden z powodów wzrostu popularności nacjonalistów z EKRE. Wykorzystali tę możliwość i dzięki temu stali się bardziej widoczni. Jeśli zaś chodzi o Partię Wolnościową, to ona wykorzystała fakt, że ludzie byli zmęczeni zabetonowanym systemem partyjnym. Od 2011 roku mieliśmy jedynie cztery stare partie w Riigikogu i wszyscy myśleli, że to tak będzie trwać. Ludzie byli tym zmęczeni, ci sami politycy, te same elity. Wolnościowcy wykorzystali to. Właśnie ten brak zaufania do polityków, do elit. Ale nie są oni tacy radykalni jak EKRE, w sprawie związków homoseksualnych byli na przykład bardzo podzieleni. Trudno powiedzieć, jaka jest ich ideologia. Może to jakiś miks wartości neoliberalnych i konserwatywnych. Robią karierę na tym, że krytykują establishment, czy, jak to nazywają, kartel partii politycznych obecnych w Riigikogu. Wykorzystują brak zaufania do polityków, obecny w naszym społeczeństwie.

Wróćmy do konserwatystów z IRL. Jeśli przegrają, jaki będzie los koalicji?

Będzie bardzo trudno ją utrzymać. Bo jeśli zacznie się dezintegracja IRL, to znaczy, że prominentni politycy, członkowie Riigikogu, będą ją opuszczać, połączą się z innymi partiami albo odejdą do opozycyjnej Partii Reform. Rząd może wtedy stracić większość, a koalicja rację bytu.

Rozmawiałem z jednym politykiem Partii Centrum i on mi powiedział, że jeśli IRL przegra i przestanie istnieć, to wtedy dojdzie do koalicji między centrystami a Partią Reform, czyli sojuszu dwóch dużych partii, dotychczas wobec siebie opozycyjnych.

To jest możliwe. Nie ma już Savisaara w Partii Centrum, który był podstawową przeszkodą. Oczywiście Partia Reform zawsze odnosiła się wrogo do centrystów, taka koalicja na pewno byłaby więc jakimś wyzwaniem dla polityków. Ale takiego scenariusza wykluczyć nie można. Zwłaszcza, że w momencie rozpadu koalicji Partii Centrum, socjaldemokratów i konserwatystów, nie ma tak naprawdę żadnej innej opcji. Nikt nie chce przecież robić koalicji z nacjonalistami z EKRE, a Partia Wolnościowa jest słabo sterowalna, bardziej przypomina ruch polityczny niż typową partię.

Czy Jüri Ratas byłby dalej premierem, gdyby zmieniono układ na koalicję dwóch dużych partii?

Prawdopodobnie tak, ale na obecnym etapie bardzo trudno to powiedzieć. Równie dobrze mogę sobie wyobrazić sytuację, że premierem zostaje przewodniczący Partii Reform Hanno Pevkur. Bo jeśli Pan spojrzy na liczbę mandatów w Riigikogu to ona w zasadzie jest równa.

Przeczytaj także:  Hanno Pevkur: Jesteśmy gotowi wziąć odpowiedzialność i wrócić do rządu

Jak wygląda krajobraz estoński przed wyborami lokalnymi?

W Tallinnie definitywnie zwycięży Partia Centrum obecnego mera Taaviego Aasa. Oczywiście zagwozdką pozostaje, czy oni dostaną większość w radzie miejskiej. Bo jeśli lista Savisaara, szczególnie popularna wśród elektoratu rosyjskojęzycznego, uzyskałaby dobry wynik, to wtedy centryści nie mają szans na zachowanie większości w samorządzie, nawet jeśli będą na pierwszym miejscu. Natomiast jeśli nie zdobędą dobrego wyniku, to Partia Centrum wciąż może mieć większość.

Myśli Pan, że Savisaar ma szansę na zbudowanie własnej partii, która wystartowałaby w wyborach parlamentarnych?

Znowu wszystko zależy od wyników wyborów lokalnych. Jeśli lista Savisaara odniesie sukces, to wtedy jest możliwe, że on stworzy własną partię. Potrzebuje do tego pięciuset osób. I to nawet byłoby możliwe, żeby je zebrać. Ale jeśli patrzy Pan na jego obecną listę w Tallinnie, to nikt ze znanych osób się do niej nie przyłączył. Pomijając posłankę Olgę Iwanową. Yana Toom zdecydowała się na kandydowanie z list Partii Centrum. Więc możliwe, że oni zbiorą pięćset osób, ale jaka będzie jakość tych członków. Nie sądzę, żeby na ich bazie można było założyć partię.

Dochodzi jeszcze problem działaczy lokalnych. Bo można zebrać ludzi w Tallinie, ale trzeba mieć sojuszników w Narwie, Tartu, Parnawie.

Dokładnie tak. Trzeba mieć swoich ludzi w samorządach.

Jeśli Partia Centrum straci większość w Tallinnie, kto będzie jej koalicjantem?

Myślę, że partią pierwszego wyboru byliby socjaldemokraci. Ale jeśli sporo głosów weźmie lista Savisaara, to wtedy rozsądne ze strony Partii Centrum byłoby wejście w koalicję z nimi, żeby zapobiec odpływowi głosów elektoratu.

Wróćmy do sondaży. Obecnie mamy sześć partii w Riigikogu. Ale jest jedna partia pozaparlamentarna, która teraz notuje wynik w okolicach 5%. Mam na myśli Zielonych, którzy wybrali teraz nową przewodniczącą Züleyxę Izmailovą. Czy mają szansę się odrodzić i ponownie wejść do parlamentu?

Nie wiemy, jaka jest przyczyna popularności Partii Zielonych. Możliwe, że zdołają przekroczyć próg wyborczy w niektórych samorządach i uzyskać reprezentantów. Wiele będzie zależało od tego, ile uwagi poświęcą im media. Mają szansę na wejście do Riigikogu, ale pod warunkiem, że poradzą sobie dobrze w wyborach lokalnych.

Jeśli w ogóle patrzymy na poziom rozwoju społeczeństwa estońskiego, to takie wartości postmaterialne jak zielony styl życia, prawa mniejszości, będą miały coraz większe szanse się tutaj zakorzenić. Ten segment elektoratu na pewno mogą wykorzystać Zieloni. Ale kiedy się to stanie, czy będzie to w wyborach w 2019 roku czy 2023 roku, ciężko powiedzieć. Wiele będzie zależało od umiejętności przekonania do własnego programu czy liderów.

 

Zdjęcie tytułowe: Kampania wyborcza w Tallinnie – plakaty Partii Socjaldemokratycznej. Zdj. Partia Socjaldemokratyczna / Facebook.

Polub nas na Facebooku!