Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Martin Mölder: rząd Ratasa ma szansę przetrwać do końca kadencji

Rozmawiając o rządzie centrysty Jüriego Ratasa – są spore szanse na to, że przetrwa, nawet z bardzo niewielką większością, jako kruchy kompromis, aż do wyborów do Riigikogu w 2019 roku. W interesie wielu partii, w tym Partii Reform, jest to, by pójść do wyborów jako opozycja. Bardzo możliwe, że wybory za dwa lata wygrają reformiści, ale szanse ich są o wiele większe właśnie gdy pozostają w opozycji niż w koalicji – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim politolog Martin Mölder.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Martin Mölder urodził się w 1983 roku. Ukończył studia licencjackie i magisterskie z dziedziny politologii na Uniwersytecie w Tartu. Studiował także na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie. Od września 2017 roku pracuje w Instytucie Nauk Politycznych im. Johana Skytte w Uniwersytecie Tartuskim. W swoich badaniach skupia się na postrzeganiu polityki przez obywateli, partiach i systemach politycznych, a także stosunkach międzynarodowych.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Miałem okazję zobaczyć listy wyborcze na stronie komisji wyborczej. Mamy na nich bardzo dużo nazwisk posłów do Riigikogu. Nawet paru ministrów takich jak Jewgienij Ossinowski, Sven Mikser czy Urmas Reinsalu  zdecydowało się kandydować. Dodajmy jeszcze posłankę do Parlamentu Europejskiego Yanę Toom oraz przewodniczącego Riigikogu Eiki Nestora. Wiadomo,  że te osoby nie zasiądą w radach miejskich, startują tylko po to, by przyciągnąć głosy. Czy zatem mamy do czynienia z oszustwem?

Martin Mölder: Niestety to jest powszechna praktyka, że partie używają zarówno swoich ministrów, jak i członków parlamentu jako przynętę w wyborach. Praktycznie nigdy się nie zdarza, żeby po wyborach te osoby zrezygnowały ze swoich stanowisk i zaczęły pracę na rzecz lokalnej społeczności, angażując się w politykę na szczeblu gmin. Ale w wyborach ludzie wciąż na nich głosują, bo mają rozpoznawalne nazwiska. Jak długo to będzie trwać i jak długo ta praktyka jest legalna, partie polityczne będą jej używać, zgłaszając na listy osoby, które nie mają żadnej motywacji, by służyć lokalnej polityce. Jest to smutne, ale tak wygląda estońska polityka.

Przeczytaj także:  Tõnis Saarts: Estoński rząd jest całkiem silną drużyną

Porozmawiajmy o wyborach w Tallinnie. Partia Centrum na pewno wygra te wybory, ale główną intrygą, jak mawiają litewscy Polacy, pozostaje fakt, czy utrzymają większość. Może im przeszkodzić Edgar Savisaar, który zarejestrował swe listy w trzech dużych miastach: właśnie w Tallinnie, gdzie był do 2015 roku merem, a także w Narwie czy Sillamäe. Jak duża jest szansa, że Savisaar odniesie sukces? Jakie czynniki odgrywają tutaj rolę?

Jedyne, co Savisaar ma obecnie, to własne nazwisko, popularne w niektórych kręgach, oraz znajomości i powiązania ze swych lepszych lat. Obecne listy, który zgłosił w tych wyborach, to głównie próba innych kandydatów, by zdyskontować jego popularność. Najlepszym przykładem jest sojusz wyborczy Tegus Tallinn, czyli Aktywny Tallinn, który zdecydował się połączyć swe siły w stolicy z Savisaarem. Jest bardzo prawdopodobne, że były mer Tallinna przyciągnie w niedzielę sporą liczbę głosów, bo wielu ludzi głosuje na niego bezrefleksyjnie. Ale jest całkiem jasne,  że jego ugrupowanie nie odegra aktywnej roli polityce, w pewnym sensie są to zmarnowane głosy. Jedyne na co może liczyć Savisaar to mandat bezpośredni w Tallinnie uzyskany w niedzielnych wyborach, ale wciąż jest niepewne, jaki wynik uzyska jego lista w całym mieście. Bo Partia Centrum, do której pierwotnie należał były mer, także jest bardzo popularna wśród wyborców.

Myśli Pan, że jeśli Savisaar wszedłby do rady miejskiej Tallinna ze swoją listą, to po wyborach ma szansę powołać do życia swoje ugrupowanie?

Możliwe, że o tym marzy i bardzo możliwe, że są ludzie, którzy chcieliby popchnąć go w tym kierunku, ale jak powiedziałem wcześniej, jego dni w aktywnej polityce już minęły i nie sądzę, by na estońskiej scenie politycznej było miejsce dla takiej partii.

Przeczytaj także:  Eiki Nestor: Krytykują nas ortodoksi zarówno rosyjscy, jak i estońscy

Gdy mówimy o wyborach samorządowych, to w najgorszej sytuacji są konserwatyści z Isamaa ja Res Publica Liit. Jest ryzyko, że nie wejdą do rad miejskich i nie uzyskają swoich radnych. Co się może stać z tą partią po wyborach?

Wybory lokalne na pewno są testem dla IRL. Jeśli wynik będzie lepszy od oczekiwanego, to pójdą pod własnym szyldem do wyborów parlamentarnych w 2019 roku z nadzieją na sukces. Jeśli natomiast wybory okażą się katastrofą, to sądzę, że będą na poważnie rozważać połączenie się z jakąś inną partią, by zachować jak najwięcej stanu posiadania.

Ale teraz pojawia się pytanie z kim?

Nie ma łatwej odpowiedzi. Najbardziej naturalnymi partiami byłaby nacjonalistyczna EKRE i Partia Wolnościowa, które są na prawo od IRL. Ale między tymi partiami są fundamentalne różnice. To tak naprawdę byłby trudny i bardzo bolesny wybór, bo partia od wielu lat była częścią krajobrazu politycznego Estonii i od parunastu lat możemy obserwować powolny spadek jej znaczenia.

EKRE ma za to bardzo dobre sondaże. Jak to odbije się na polityce estońskiej w przyszłości?

Jest bardzo prawdopodobne, że EKRE będzie w stanie zachować stabilne poparcie na poziomie około dwudziestu procent, co uczyni je ważnym elementem estońskiej polityki. Myślę, że ich największa siła leży w zdolności do narzucania własnych spraw na polityczną agendę, takich spraw, które nie narzuciłyby inne partie. To ma bardzo duży wpływ na życie polityczne. By jednak zostać partnerem koalicyjnym EKRE musiałaby jednak trzymać swoje ekstremalne elementy na wodzy. Część z ich młodszych członków ujawniło się jako radykalni nacjonaliści czy nawet faszyści, a to szkodzi wizerunkowi partii. Ich inną słabością jest także krótka lista profesjonalnych polityków, którzy mogliby zdefiniować partię. Obecnie to głównie show ojca i syna, czyli Marta i Martina Helme. Ten pierwszy ubiega się o stanowisko mera Parnawy, drugi kandyduje teraz na burmistrza Tallinna. Ale w dłuższej perspektywie EKRE, by być skuteczną, potrzebuje więcej wyprofilowanych polityków. Swoją drogą krótka ławka to problem wielu innych partii estońskich.

Jaki będzie los koalicji rządzącej Estonią po wyborach i po zakończeniu prezydencji w Unii Europejskiej. Czy rząd Jüriego Ratasa utrzyma się?

Myślę, że są spore szanse na to, że przetrwa, nawet z bardzo niewielką większością, jako kruchy kompromis, aż do wyborów do Riigikogu w 2019 roku. W interesie wielu partii, w tym Partii Reform, jest to, by pójść do wyborów jako opozycja. Bardzo możliwe, że wybory za dwa lata wygrają reformiści, ale szanse ich są o wiele większe gdy pozostają w opozycji niż w koalicji.

Dziękuję za rozmowę.

 

Zdjęcie tytułowe: Kampania wyborcza IRL w Tallinnie. Zdj. IRL Tallinn.

Polub nas na Facebooku!