Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Darmowe obiady w przedszkolach czy kolejka na Toompea? Wyborcza niedziela w Estonii

Przed niedzielnymi wyborami w Tallinnie rządząca od lat miastem Partia Centrum przeżywa podobny stres jak Nił Uszakow w Rydze w maju tego roku. Według sondaży wygra co prawda wybory do rady miejskiej, podobnie jak rosyjska „Zgoda” do dumy miejskiej Rygi w  czerwcu tego roku, ale może stracić większość, którą dysponowała od lat. Powodem jest powstanie konkurencyjnego komitetu wyborczego skupionego wokół byłego mera i przewodniczącego centrystów Edgara Savisaara. Grupa Savisaara, szczególnie popularnego wśród rosyjskiej ludności dzielnicy Lasnamäe,  może wejść do rady z paroma radnymi, przez co osłabiłoby pozycję centrystów. Niewykluczone, że ostatecznie trzeba będzie stworzyć w Tallinnie jakąś koalicję, co jest celem pozostałych partii estońskich, czyli reformistów, konserwatystów i socjaldemokratów.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Kordon sanitarny wokół centrystów?

Według ostatnich sondaży Partia Centrum może liczyć w Tallinnie na 48% głosów. Poparcie dla pozostałych ugrupowań jest o wiele mniejsze. Najwięcej osób chce głosować na opozycyjną Partię Reform, która zebrałaby w niedzielę 17% poparcia. Co dziesiąty tallińczyk chce głosować na lewicę, zaś co szesnasty na nacjonalistów z partii EKRE. Konserwatyści z Isamaa ja Res Publica Liit, trzeci partner koalicyjny centrystów w koalicji rządzącej krajem, balansuje na granicy progu wyborczego i mógłby uzyskać 7% głosów w wyborach do rady miejskiej. Słaba pozycja konserwatystów, którzy w 2013 roku uzyskali w Tallinnie bardzo dobry wynik dzięki swojemu charyzmatycznemu kandydatowi Eerikowi-Niilesowi Krossowi, wynika z ogólnej słabości partii, a także mało popularnego kandydata na mera, którym tym razem został były policjant Raivo Aeg. Konserwatyści, mimo słabych sondaży, chcą jednak nadawać ton tallińskiej polityce.

– Trzeba stworzyć blok czterech partii przeciwko centrystom, którzy rządzą Tallinnem od lat – powiedział ostatnio były szef konserwatystów Urmas Reinsalu. Ideę ministra sprawiedliwości w rządzie centrystów podchwycili reformiści, próbując zaprosić do pertraktacji nawet estońskich Zielonych, ale socjaldemokraci powiedzieli od razu, że nie usiądą do stołu z nacjonalistyczną i homofobiczną EKRE. – Partia Reform może sobie chcieć rządzić Tallinnem razem z EKRE, ale socjaldemokraci nie wezmą udziału w takim projekcie – powiedział kandydat lewicy na mera Rainer Vakra.

Przeczytaj także:  Martin Mölder: rząd Ratasa ma szansę przetrwać do końca kadencji

W istocie cała ta dyskusja wokół bloku antycentrowego jest śmieszna. Bowiem inaczej niż w Rydze, gdzie utrata większości przez „Zgodę” Uszakowa oznaczałaby także utratę władzy, po wyborach samorządowych w Tallinnie nie uda się skonstruować żadnej koalicji przeciwko Partii Centrum. Jedyną intrygą pozostaje fakt, czy mer Taavi Aas będzie rządzić samodzielnie, czy w koalicji z grupą Savisaara, a może lewicą i konserwatystami z IRL.

Głosowanie etniczne

Głosowanie w tych wyborach to trochę plebiscyt, badanie nastrojów wśród wyborców, po tym jak Partia Centrum odsunęła w Tallinnie Savisaara od władzy, zaś rok później wybrała nowego przewodniczącego i dzięki temu znalazła się w koalicji rządzącej krajem. Wyborcy nowy kurs generalnie zaakceptowali, ale w wyniku przemian w partii centrystów w paru miastach Estonii pojawiła się lista Savisaara. Wielkiego sukcesu w wyborach on nie odniesie, ale w stolicy może zabrać centrystom parę punktów procentowych niezbędnych do większości, zwłaszcza, że jest popularny w rosyjskiej dzielnicy Lasnamäe. Większość osób na liście Savisaara to jednak anonimowi ludzie. Wśród jego sojuszników znaleźli się co prawda biznesmeni Jüri Mõis i Urmas Sõõrumaa, jednak poparcia byłemu szefowi odmówiła bardzo popularna wśród mniejszości rosyjskiej eurodeputowana Yana Toom, więc szanse centrystów w tych wyborach automatycznie wzrastają. Savisaar zaś może liczyć zaledwie na parę mandatów. Już spekuluje się, że swój mandat bezpośredni mógłby jednak stracić, gdyby prawomocnie skazał go sąd. Były mer stolicy jest bowiem obecnie oskarżany o korupcję i pranie brudnych pieniędzy. Nie przeszkadza mu to jednak marzyć o ponownym wyborze na stanowisko mera stolicy. – Sondaż Sputnika daje mi 53% poparcia w wyborach – buńczucznie zapowiada Savisaar, dodając, że nie wyklucza współpracy w radzie miejskiej z żadnym innym ugrupowaniem.

Przeczytaj także:  Tõnis Saarts: Estoński rząd jest całkiem silną drużyną

To co już widać w sondażach, to fakt, że głosowanie ponownie będzie miało charakter etniczny. Gdyby radę miejską wybierali rdzenni Estończycy na pierwszym miejscu znalazłaby się liberalna, opozycyjna Partia Reform, za nią poszliby centryści z poparciem 18% wyborców, zaś nacjonaliści i socjaldemokraci uzyskaliby po 15% głosów. Lepszy wynik mogliby zanotować także dogorywający konserwatyści, na których padłby co dziesiąty głos. Z kolei gdy mowa o ludności rosyjskojęzycznej Tallinna to prawie w całości głosuje ona nadal na Partię Centrum, którą popiera 82% Rosjan. Zaledwie parę punktów wśród rosyjskojęzycznych zdobyłby natomiast Savisaar.

Kolejka linowa na wzgórze Toompea, czyli partyjne programy

Rządząca Partia Centrum, która parę lat temu wprowadziła bezpłatny transport miejski w Tallinnie i chce go utrzymać, jest wierna swemu socjalnemu programowi. Chcą zachowania bezpłatnych obiadów w szkołach dla dzieci, a także rozszerzenia tego programu na przedszkola. Partia Centrum zapowiada także budowę „dziecięcej wyspy” na Aegna, administracyjnie należącej do dzielnicy Kesklinn (Śródmieście), czyli obozu, który w lecie pomieściłby tysiąc dzieci na koloniach. Gdy mowa o służbie zdrowia, to centryści obiecują więcej pieniędzy dla kardiologów, a także skrócenie kolejek do lekarza. Partia Centrum chce także upiększyć Tallinn – proponuje budowę promenady nadmorskiej z Pirity do Haabersti. Z kolei opozycyjna lewica z SDE poświęca sporo miejsca w programie idei „zielonego Tallinna” z obszarami rekreacji, parkami czy ogrodami, a także energooszczędnym oświetleniem budynków i ulic. Transport publiczny ma być bezpłatny i przyjazny środowisku. Przywiązując wagę do tężyzny fizycznej, socjaldemokraci chcą, by za pięć lat Tallinn stał się europejską stolicą sportu. Domagają się także utrzymania i zwiększenia emerytur miejskich. Jedną z ciekawostek w programie lewicy jest budowa kolejki linowej na wzgórze Toompea. Lewica podkreśla także, że Tallinn musi być wolny od dyskryminacji etnicznej, religijnej, rasowej czy bazującej na orientacji seksualnej.

Przeczytaj także:  Eiki Nestor: Krytykują nas ortodoksi zarówno rosyjscy, jak i estońscy

Prawicowa Isamaa ja Res Publica Liit nie zwraca z kolei uwagi na wątki socjalne. Pojawiają się za to kwestie narodowościowe. Estoński ma być językiem łączącym tallińczyków, a miasto ma zapewnić nie tylko edukację dla wszystkich dzieci w języku estońskim i założyć Dom Języka Estońskiego w Tallinnie w porozumieniu z państwem. Podobnie jak Partia Reform konserwatyści opowiadają się za współpracą z Helsinkami, aż do stworzenia „dwumiasta” jako ośrodka naukowego, technologicznego, kulturalnego i biznesowego nad Zatoką Fińską. Prawica opowiada się także za miastem przyjaznym dla rodzin i walczącego z korupcją. Nacjonaliści z EKRE także chcą walczyć z korupcją i biurokracją oraz propagandą gender i queer w szkołach, a także zapobiec, by Tallinn nie zmienił się w „multikulturalne getto”. Miasto powinno stać się bastionem języka estońskiego, a także ośrodkiem przyjaznym rodzinie – rodzice mają otrzymywać tysiąc euro na każde nowonarodzone dziecko. Nacjonaliści żądają także więcej patroli policyjnych.

Nowy estoński rekord

Estonia od lat dumna jest ze swego elektronicznego głosowania. Przedwczesne głosowanie zakończyło się w środę – zagłosowało 27,8% wyborców. Padł także nowy rekord, jeśli chodzi o e-głosowanie. Elektronicznie zagłosowało 186 tys. mieszkańców, o ponad dziewięć tysięcy więcej niż w wyborach do Riigikogu w 2015 roku.

Frekwencja w wyborach do rady miejskiej Tallinna także jest ważna, od niej bowiem będzie zależeć układ sił w przyszłym samorządzie. Jedno jest pewne – nawet jeśli Partia Centrum nie uzyska większości, to może ona spać spokojnie. Pozostałe ugrupowania są tak podzielone, że na pewno nie stworzą wspólnego zarządu miasta. Merem pozostanie prawdopodobnie Taavi Aas. Otwartą kwestią jest jednak, co knuje Savisaar i jaka będzie jego rola w ciągu najbliższych czterech lat funkcjonowania tallińskiego samorządu.

 

Zdjęcie tytułowe: Tallińskie baszty i wieże kościołów. Zdj. Kazimierz Popławski.

Polub nas na Facebooku!