Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Estońscy Zieloni wychodzą z cienia. Będą współrządzić Tallinnem

Estońska Partia Zielonych przez długi czas znajdowała się na marginesie wielkiej polityki. Po wypadnięciu z Riigikogu sześć lat temu niewielkiemu ugrupowaniu długo nie udało się odbudować poparcia. Choć w ostatnich sondażach coś drgnęło i ośrodki badawcze zaczęły znów dawać Zielonym szansę na przekroczenie progu wyborczego w wyborach do parlamentu, które odbędą się za półtora roku, to w wyborach samorządowych z października partia, owładnięta ideą Zielonego Tallinna, znów znalazła się poza radą miejską. W środę ogłoszono jednak decyzję, że Zieloni wejdą w koalicję z Partią Centrum w stołecznym samorządzie. Otrzymają stanowisko wicemera oraz wpływ na decyzje, zwłaszcza w obszarze ekologii i życia społecznego. W czwartek podpisano oficjalne porozumienie koalicyjne między Partią Centrum a Zielonymi. – Ta partia nie ma partyjnych żołnierzy i elektoratu, a tylko konto facebookowe swojej przewodniczącej – napisał złośliwie internauta na portalu ERR. Jednak to właśnie z Zielonymi rządzący od parunastu lat stolicą centryści chcą powołać do życia koalicję.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Z kim rządzić

W październikowych wyborach rządząca od lat Tallinnem Partia Centrum uzyskała co prawda większość mandatów w radzie miejskiej stolicy, ale wciąż jest to większość krucha. Dlatego centryści zaczęli rozglądać się za potencjalnymi partnerami koalicyjnymi. Rozstrzał był ogromny, bo pod uwagę brano zarówno skrajnie prawicową, homofobiczną EKRE, jak i lewicowych socjaldemokratów. Ci ostatni zażądali jednak dla siebie stanowisk dwóch wicemerów, przewodniczącego rady miejskiej, a także czterech burmistrzów tallińskich dzielnic. Dla centrystów było to za dużo, zwłaszcza, że uzyskali w wyborach cztery razy więcej głosów niż lewica. Ostatecznie z żadną z partii nie udało się dojść do porozumienia. W środę ogłoszono jednak decyzję – centryści będą rządzić Tallinnem w koalicji z Partią Zielonych. W czwartek rano podpisano specjalne czterostronicowe porozumienie. Nacisk położono na ochronę środowiska oraz planowanie miejskiej przestrzeni. Mer Tallinna z ramienia Partii Centrum Taavi Aas, rządzący miastem od 2015 roku, powiedział, że oba ugrupowania podzielają prospołeczny światopogląd. – Zielony wiceburmistrz pomoże dalej wzmacniać myślenie ekologiczne w zarządzie Tallinna, pomagając nam pójść w stronę bardziej zielonego miasta, które za trzy lata mogłoby się nawet stać Europejską Zieloną Stolicą – powiedział Taavi Aas.

Przeczytaj także:  Centryści wygrali wybory lokalne w Estonii

Züleyxa Izmailova. Zdj. Facebook.

Decyzja o zawiązaniu koalicji nie byłaby może tak dziwna. W Estonii na szczeblu lokalnym od lat funkcjonują nawet egzotyczne sojusze. Dwie wrogie partie, centryści i reformiści, współrządzą ośrodkiem uniwersyteckim Tartu, zaś od 2016 roku w Pałacu Toompea rządzi koalicja dwóch partii lewicowych z konserwatystami. Problem z Zielonymi polega jednak na tym, że nie mają w radzie Tallinna nawet jednego radnego, zaś zostali teraz obdarzeni stanowiskiem wicemera, które najprawdopodobniej obejmie szefowa partii Züleyxa Izmailova.

Taavi Aas powiedział mediom, że brak zielonych radnych w mieście nie jest tak wielkim problemem, bo centryści i tak mają większość w stołecznym samorządzie. Züleyxa Izmailova stwierdziła zaś, że cieszy ją wprowadzenie do agendy społecznej wielu ważnych dla Zielonych tematów. Tallinn ma bowiem stać się miastem wolnym od pestycydów, w konstrukcji nowych budynków ma się używać energii odnawialnej, miasto ma także zatroszczyć się o słabsze grupy społeczne.  – Dla nas największym problemem jest oczywiście budowa drogi Reidi (trasa, która ma połączyć dzielnicę Pirita z Centrum i ma przebiegać wzdłuż wybrzeża – przyp. red.), ale jest jasne, że jako członek koalicji możemy mieć wpływ na jej kształt i razem z centrystami znaleźć wspólne rozwiązanie, które pozwoli ochronić jak najwięcej drzew – powiedziała Izmailova.

Jak to się stało, że doszło do powołania do życia centrowo-zielonej koalicji? – Złożono nam taką propozycję, centryści zaprosili nas. Nasza sytuacja polityczna nie pozwoliłaby raczej, by wyjść z taką propozycją – mówi Izmailova. – Nie powiedzieliśmy od razu „tak”, bo chcieliśmy zrozumieć, na co możemy sobie w tej koalicji pozwolić. Odnieśliśmy jednak wrażenie, że Partia Centrum traktuje ideę Zielonego Tallinna poważnie, a to był dla nas decydujący czynnik – powiedziała szefowa Zielonych. – Zawarliśmy koalicję bez precedensu w historii Tallinna. Od początku mówiliśmy, że mimo uzyskania większości w radzie miejskiej chcemy rządzić w koalicji, ale nie udały się żadne negocjacje z pozostałymi partiami estońskimi. Poza tym zielony styl życia staje się coraz bardziej popularny w Estonii, a obecność Zielonych we władzach miasta może sprawić, że Tallinn stanie się jeszcze bardziej przyjazny naturze. Możemy także mieć większe szanse aplikując o status Europejskiej Zielonej Stolicy – powiedział Przeglądowi Bałtyckiemu Wadim Biełobrowcew, działacz centrystów i burmistrz dzielnicy Kristiine.

Zielony Tallinn

W oficjalnej umowie koalicyjnej, którą podpisano w Ogrodzie Botanicznym w Tallinnie, zapisano, że centryści oraz estońscy Zieloni dzielą światopogląd skoncentrowany na człowieku, dla którego priorytetem jest zbalansowany i zrównoważony rozwój. Dwie partie chcą, by Tallinn stał się innowacyjnym, inkluzywnym, inteligentnym i zielono myślącym miastem, które zmniejsza zużycie węgla w jednostkach miejskich i dostosowuje się do zmian klimatycznych. Wśród zielonych postulatów, które znalazły się w umowie, można wymienić oszczędniejsze zużycie wody w mieście, minimalizację szkód ekologicznych przy budowie drogi Reidi, otwarcie Tallinna dla osób ze specjalnymi potrzebami, rozwój ścieżek rowerowych i ekologicznej, a przy okazji darmowej, komunikacji, w tym tramwajowej, zmniejszenie korków w mieście, oczyszczenie Zatoki Tallińskiej. Zieloni i centryści chcą także dodać stolicę do listy miast wolnych od pestycydów, a także doprowadzić do uznania jej za Europejskie Zielone Miasto już za trzy lata. Obie partie uważają, że należy kontynuować program darmowych obiadów dla dzieci w szkole.. W umowie koalicyjnej znalazł się także zapis o zwiększeniu roli języka estońskiego w rosyjskojęzycznych przedszkolach, a także idee fixe Zielonych, czyli stworzenie ogrodów warzywnych funkcjonujących przy przedszkolach i szkołach. – Umowa koalicyjna pozwoli Zielonym realizować chociaż część swojego programu. Wnieśliśmy do umowy wiele punktów ważnych dla naszej partii, np. kwestię budowy drogi Reidi. Jeśli chodzi o Reidi to cała poprzednia rada miejska opowiadała się za budową, a my byliśmy przeciw. Teraz trzeba będzie znaleźć kompromis, by wilk był syty i owca cała – powiedział Przeglądowi Bałtyckiemu działacz Zielonych Aleksandr Potocki.

Po co koalicja z partią, która nawet nie weszła do rady

Wejście w sojusz z Zielonymi, którzy są małą, pozaparlamentarną partią, może dziwić. Logiczne byłoby raczej wejście centrystów w koalicję z socjaldemokracją czy EKRE, bo partie te posiadają swoich radnych, a to automatycznie zwiększyłoby siłę głosu w radzie miejskiej. Teraz większość Partii Centrum wisi na włosku i wystarczy, że frakcję opuści nawet jeden radny, a partia straci panowanie nad tym, co się dzieje w samorządzie. Koalicja ekologiczna z Zielonymi jest jednak korzystna dla obu stron. Dla centrystów stanowi możliwość liftingu, pokazania się jako partia świadoma społecznie i ekologicznie, co będzie miało znaczenie przed wyborami do Riigiikogu za dwa lata. Jest to możliwość przyciągnięcia paru tysięcy nowych głosów, co będzie miało swoją wagę przy wyborach parlamentarnych, gdy prawicowa Partia Reform będzie centrystom deptać po piętach. W razie gdyby Zieloni weszli w 2019 roku do parlamentu, jest możliwość przetestowania współpracy z nimi już teraz, na poziomie samorządowym. Estońscy komentatorzy mówią także, że Zieloni mają być listkiem figowym dla Partii Centrum, która od dawna oskarżana jest o skorumpowanie stołecznego ratusza i miejskich spółek.

Co zyskuje Partia Zielonych? Na pewno wygodną trybunę do artykulacji swoich poglądów. Zielony wicemer, w sytuacji gdy brakuje zielonych radnych w mieście, nie będzie miał tak wysokiej pozycji jak Taavi Aas czy jego zastępca, ale to i owo będzie mógł w radzie miejskiej osiągnąć. – Wejście do miejskiej koalicji z centrystami da Zielonym o wiele lepszą możliwość wprowadzania w życie swojego programu i prezentowania światopoglądu przed wyborami do Riigikogu – powiedziała mediom Züleyxa Izmailova. Przewodnicząca podkreśliła, że ta koalicja przyniesie Zielonym korzyści w przyszłych wyborach parlamentarnych.

Koalicja Partii Centrum z Partią Zielonych może jednak zawierać także potencjalne haczyki. Chodzi o budowę drogi Reidi, którą krytykowali ekolodzy. – Długo o tym dyskutowaliśmy. Rozumiemy, co się dzieje. Dodaliśmy do umowy koalicyjnej passus, że w przypadku drogi Reidi musi być wzięta pod uwagę ochrona środowiska. Chodzi o to, by ocalić jak najwięcej starych drzew. Nie odniosłam wrażenia, by centryści byli na to zamknięci – mówi Izmailova.

Ostateczna decyzja o tym, kto zostanie zielonym wicemerem estońskiej stolicy zostanie ogłoszona w przyszły czwartek. Informacja o zawarciu koalicji jest jednak pewna. Czy w wyborach parlamentarnych za dwa lata Estonia także politycznie się zazieleni? Za wcześnie o tym mówić, ale Tallinn może stać się tutaj poletkiem doświadczalnym.

Zieleń nad Bałtykiem

– Estońscy Zieloni sytuują się bardziej na prawo od europejskich – powiedział w 2015 roku w rozmowie z Programem Bałtyckim Radia Wnet ich były przewodniczący Aleksander Laane. Partia powstała tuż po transformacji, ale przez długi czas nie miała sukcesów. W 2007 roku Zielonym udało się jednak przekroczyć próg wyborczy i uzyskać reprezentację w Riigikogu. Wówczas ich gwiazdą polityczną był pochodzący ze znanej rodziny Lotmanów Aleksei Lotman. Pracował jako specjalista ds. ochrony przyrody w rezerwacie Matsalu, a także jako jego wicedyrektor. Był autorem publikacji dotyczących ochrony środowiska, w tym rezerwatu Matsalu. Działał na rzecz Tybetu. Na wiosnę 2017 roku Zieloni zdecydowali się na odważny krok. Wybrali na swoją przewodniczącą Züleyxę Izmailovą, dziennikarkę urodzoną w Tallinnie, o estońsko-azerskim pochodzeniu. Wiele osób wierzy, że doda Zielonym nowej energii.

Po jej wyborze na wiosnę 2017 roku sondaże po raz pierwszy od wielu lat zaczęły pokazywać, że Zieloni mogą przekroczyć w wyborach do Riigikogu 5%-owy próg wyborczy. – Idee Zielonych stały się teraz bardziej relewantne. Ich wyborcy są młodzi, myślą w sposób liberalny, są ekologiczne świadomi i wyznają zielony światopogląd – powiedział Aivar Voog, badacz z ośrodka Kantar Emor. Przewodnicząca partii Izmailova dodała, że im więcej wypadków takich jak zatrucie tallińskich pszczół pestycydami, tym bardziej popularna społecznie staje się partyjna platforma.

 

Zdjęcie tytułowe: Panorama tallińskiego Starego Miasta. Zdj. Anita / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!